Wojskowość

Niszczyciel czołgów niezbędny na wczoraj

ZSU 57 By Wisnia6522 – Own work, Public Domain, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=2336092

Niszczyciel czołgów jest niezbędny na wczoraj, ponieważ mamy stare, nieliczne i wątpliwe siły pancerne. Idea niszczyciela czołgów, to w ujęciu funkcjonalnym: zdolność selektywnego niszczenia pojazdów przeciwnika, działając jako wsparcie taktyczne dla własnych sił głównych. Z zasad działania wojsk pancerno-zmechanizowanych na polu walki wynika szereg szans i ograniczeń dla tego typu wozów. Kluczem do ich efektywnego funkcjonowania we własnych związkach operacyjnych, jest odpowiednia strategia użycia, pod którą konstruuje się wymagania wobec tych pojazdów. Trzeba mieć świadomość, że one są generalną odpowiedzią, na brak potencjałów własnych, równoważących potencjały przeciwnika.
Generalnie sprawa jest stosunkowo prosta, integrujemy podwozie z tzw. efektorem, całość wpasowujemy w model istniejących pododdziałów jako wsparcie przesłaniające własne słabości i dające nową wartość. W uproszczeniu: integrujemy to, co jeździ z tym, czym się strzela. Potem tak stworzone pododdziały włącza się w istniejące związki operacyjne jako wsparcie. Wówczas te pojazdy mogą uzupełnić słabość sił głównych i mieć znaczenie także taktyczne, albowiem ich umiejętna konfiguracja i użycie zwielokrotnia potencjał działania sił głównych lub sił drugiego rzutu w obronie. Najważniejsze jest mieć świadomość, że niszczyciel czołgów nie jest bronią ofensywną, nie jest w ten sposób pomyślany, głównie z tego powodu, bo nie daje adekwatnej osłony biernej własnej załodze. To wyspecjalizowany środek walki, mający za zadanie niszczenie czołgów. To bardzo trudna rola i nie ma powodu, czynić niszczyciela czołgów pojazdem “do wszystkiego”, ponieważ wówczas traci swoje atuty jak np. szybkość działania, czy np. pływalność, ale to osobna kwestia.
W kontekście konstrukcji istnieją dwie szkoły ich kształtowania. Chodzi o rodzaj efektora głównego. Pierwszy, historycznie ukształtowany typoszereg tych pojazdów ma uzbrojenie artyleryjskie, pozwalające na efektywne zwalczanie celów nieprzyjaciela. Drugi takiego uzbrojenia, co do zasady nie ma (lub ma tylko strzeleckie). Ma za to efektor w postaci pocisków rakietowych. W efekcie otrzymujemy pojazd lżejszy, tańszy, często szybszy od pojazdów podstawowych, mający bardzo dużą siłę ognia, jednak dedykowany do profilowanego użycia.
Doskonałym sposobem na tworzenie tego typu pojazdów wsparcia jest np. wykorzystanie podwozi pojazdów głównych, które już mają swoje lata i po wymianie uzbrojenia głównego np. całego systemu wieżowego mogą nadal służyć przez jakiś czas w roli nowej profilowanej platformy bojowej. Mieliśmy na to szansę na początku lat 90-tych, bo mieliśmy bardzo wiele czołgów T-55, których kadłuby zniszczyliśmy wielkimi żeliwnymi kulami, zamiast zakonserwować i wykorzystać po jakimś czasie jako doskonałe nosiciele (jak np. pewne małe bliskowschodnie państwo i nie jest to Liban).
W naszym przypadku, ze względu na specyfikę nasycenia pojazdami wsparcia sił potencjalnych przeciwników, potrzebujemy pojazdu uzbrojonego w szybkostrzelną armatę 57 mm oraz rakiety umożliwiające skuteczne niszczenie pojazdów przeciwnika.
Armata 57 mm ma długą historię, jest to kaliber na tyle mały że nie wymaga jeszcze podwozia czołgowego, a zarazem na tyle duży, że jego amunicja klasyczna i specjalistyczna może być efektywna wobec większości pojazdów wsparcia i pancerzy bocznych i tylnych czołgów. Ten kaliber pozwala na stosowanie stosunkowo prymitywnych zapalników zbliżeniowych, a tylko takie potrafimy produkować samodzielnie. Dużą zaletą tego działka jest szybkostrzelność i możliwość pełnej automatyzacji dosyłania pocisków, w tym ich segregowania do serii przez zasilanie dwustronne. To duże uproszczenie, ale to działa jak karabin maszynowy, tylko strzela wolniej i większymi pociskami. O zaletach tego kalibru ostatecznie przekonuje cena pocisku, za naprawdę tanie pieniądze, w porównaniu z pociskami rakietowymi można mieć broń, pozwalającą na bardzo skuteczne niszczenie lub obezwładnianie większości pojazdów przeciwnika. Trzeba bowiem pamiętać, że czołgom towarzyszy szereg pojazdów i jeżeli one zostaną zniszczone, to działanie sił głównych może zostać ograniczone lub w skrajnych przypadkach – wyeliminowane.
Jednak armata 57 mm wymaga już dość stabilnego podwozia. Dysponujemy dość słabymi dla tego kalibru pojazdami produkowanymi w kraju, zarówno „Rosomak”, czy MTLB są za słabe do takiego obciążenia. Optymalne byłoby podwozie analogiczne do szwedzkiej koncepcji CV-90, jednak równie dobre i chyba tańsze może dać użycie standardowego podwozia dla T-72, tylko z nowoczesnym silnikiem (może być o niższej mocy). Podwozie jakie kupiliśmy w Korei jest zbyt wysublimowane i za drogie dla takiego przeznaczenia. W efekcie jednak uzyskalibyśmy doskonale opancerzony i wysoko manewrowy pojazd, zdolny do towarzyszenia czołgom i siłom głównym, jako pojazd realnego wsparcia. W tym także – przy odpowiedniej konfiguracji pocisków i rakiet, z możliwością zwalczania wolno lecących celów powietrznych (śmigłowce, drony). Wspomnianą wcześniej pływalność sobie darujmy, chociaż to jest kwestia koncepcji jaką się przyjmuje dla takiego pojazdu, bo jest to osobna wartość, jednak zawsze kosztem pancerza. Można mieć drugi rodzaj niszczyciela czołgów, który miałby funkcjonalność pływania, ale z tego tytułu byłby lekki (słabo opancerzony).
Reasumując, nie ma wyjścia i trzeba zakupić około 300 pojazdów klasy niszczyciela czołgów (w ujawnionych koncepcjach jest mowa o około 60-ciu). Ze względu na specyfikę sił pancernych i zmechanizowanych potencjalnych nieprzyjaciół, powinien być to pojazd dysponujący stosunkowo silnym uzbrojeniem artyleryjskim i nowoczesnymi rakietami, pozwalającymi na efektywne niszczenie wrogich czołgów.
Połączenie podwozia czołgu T-72, nowoczesnej rakiety i armaty 57 mm – to rozwiązanie, możliwe do realizacji siłami krajowego przemysłu. Proszę pamiętać, że całkiem niedawno mieliśmy bardzo wiele dział 57 mm na wyposażeniu pododdziałów przeciwpancernych (ZiS 2). Co więcej Zakłady Mechaniczne w Tarnowie w latach 50-tych i 60-tych produkowały doskonałe działa przeciwlotnicze S-60, tego kalibru, które nadal są na wyposażeniu naszego Wojska. Uwaga, nie ulega wątpliwości, że ta armata wymagałaby całego oporządzenia (układ zasilania, stabilizacji, chłodzenia itd). Jednak, to nie jest technologia, którą musimy opracować od nowa. Mamy systemy, mamy doświadczenie, poza tym można coś po prostu kupić jak się samemu nie umie i zintegrować (szwedzka firma Bofors oferuje takie armaty, włoscy producenci proponują podobne kalibry, również doskonałe).
Mamy w kraju wszystkie elementy pozwalające na stworzenie takiego pojazdu, który by jeździł i strzelał, a nawet działał w środowisku wymiany informacji w czasie rzeczywistym. Jedynie rakietę trzeba byłoby kupić, ale to można rozwiązać montując całą wyrzutnie z takich jakimi dysponujemy, a po czasie można ją wymienić na coś lepszego. Taka integracja nie jest niczym niemożliwym, modułowość konstrukcji dzisiaj to podstawa, chociaż trzeba pamiętać, że piszemy to o kraju, który nie potrafi zintegrować pocisku (z pewnego małego bliskowschodniego kraju i nie jest to Liban) z wieżą (z Włoch) dla Rosomaka.

9 komentarzy

  1. Potrzebny, słuszny i na czasie tekst.

    Tylko od cennego pomysłu Autora do jego realizacji upłynie u nas 10-15 lat …

    Bo nie mamy projektantów, biur projektowych i ośrodków zdolnych to wdrożyć, a w wojsku zaczynają zostawać pułkownikami oficerowie po 2-3 miesięcznych kursach oficerskich, absolwneci studiów historycznych lub ekologii.

    Cóz pozostaje do niszczenia czołgów przeciwnika ?

    Butelki z benzyną w rękach żołnierzy WOT.

    Tylko nie może zabraknąć benzyny.

    W zasadzie to nie mamy czym się martwić, bo w czasie ewentualnego konfliktu (na Wschodzie?) – dostawy nadejdą morzem, zza Oceanu, obok gazu – do Świnoujścia …

    Zatem wniosek jest jeden: gromadźmy butelki, benzyna dopłynie.

    Amen.

  2. A CZYJE TO CZOŁGI KRAKAUER CHCE NISZCZYĆ ZAPYTUJĘ ???!!! TE KROWOPASÓW ???

  3. Mateusz Dorian

    Zawsze się zastanawiam skąd jeden człowiek ma tak rozległą wiedzę.

  4. Pięć siódemka to doskonała broń, Bofors robi doskonałe.

  5. Ja pamiętam II Wojnę. Dlatego militarystyczne teksty zamieszczane tutaj mnie oburzają. Z czyimi to czołgami Autor zamierza walczyć? Niemcy czołgów nie mają, a Rosjanie mają najlepsze w świecie, więc z czym do gościa?

  6. Produkcja uzbrojenia jako odtworzenie możliwości produkcyjnych i konstrukcyjnych, jest w porządku.
    Mnóstwo krajów potrzebuje taniej, nieskomplikowanej broni, nie potrzebującej poza konserwacją cudów techniki.
    Te kraje na ogół są biedne i pełne zasobów surowcowych.
    Swego czasu, byliśmy poważnym eksporterem takiego sprzętu.

    Co do ochrony przed inwazją……
    Poza nakręconą przez media histerią, raczej nie grozi nam atak czołgów.
    Nie mamy nic, co uzasadniałoby zajęcie terenu, żadnych sensownych zasobów strategicznych.

    Natomiast inwazji dokonano.
    Ekonomicznej.
    A to znacznie gorsze zniewolenie.

  7. Zgadzam się to potrzebne uzbrojenie. Dobre na stare ruskie czołgi i ukraińskie także

  8. Nam wystarczą kropidła dalekiego zasięgu wojskowych kapelanów. 🙂

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.