Paradygmat rozwoju

Niska jakość polskiej administracji publicznej jest jednym z głównych problemów państwa

 Obserwując zmagania ministrów Muchy i Arłukowicza z mediami, można postawić tezę, że ktoś nowo mianowanych ministrów niedoinformował, ponieważ oboje dali publicznie dowód braku wiedzy na tematy spraw związanych z ich właściwością. Dla naszych rozważań nie mają znaczenia konkretne przykłady i skala niewiedzy, liczy się sam fakt, że minister polskiego rządu nie posiada wiedzy na podlegający mu temat, – co w istocie jeszcze samo nie jest problemem, ale problem ten pojawia się jak minister nie wie skąd taką wiedzę zdobyć – a w pobliżu nie ma nikogo przyjaznego, kto wskazałby stosowne ustalenia lub chociażby podpowiedział.

Jest to przykład dezorganizacji i niskich kompetencji naszych struktur administracyjnych oraz idiotyzmów rządzących zasadami ich funkcjonowania. Administrację publiczną od czasów nowożytnych tworzą dwa filary: ludzie i przepisy. Pierwszy filar to po prostu kadry zatrudnione w administracji od najwyższych szarż po najniższe funkcje obsługujące sprawy. Drugi filar to szeroko komentowana kwestia prawa, a raczej złego prawa – prawa niedostosowanego do potrzeb państwa XXI wieku – rozpaczliwie domagającego się reform – a przede wszystkim sprawności, efektywności i oszczędności we wszystkim, co dzieje się z poruczenia władz publicznych.

Administracja jest wszędzie, znienawidzeni urzędnicy – bardzo często mają inne nazwy niż te, do których jesteśmy przyzwyczajeni, – ale bez ich pracy nie funkcjonowałby nasz kraj. Na co dzień przeciętny Polak korzysta jedynie z niewielu rodzajów administracji, tam gdzie potrzebuje – lub sytuacja tego wymaga. Najczęstsze kontakty przeciętny obywatel ma z administracją samorządową – w momencie, gdy „goniec” z gminy przyniesie z oszczędności na usłudze pocztowej – pismo z gminy z nowym wymiarem podatku od nieruchomości. Poza tym stykamy się z administracją np. w służbie zdrowia – tak! Tam także jest administracja – panie recepcjonistki, a nawet funkcje administracyjne wypełnia biały personel – w zakresie „kwito logii stosowanej”, od wypisania recepty po wypełnienie skomplikowanych formularzy wymaganych przez NFZ. Wszystko to dzieje się na naszych oczach, lub poza nami, – ale ma miejsce – cichy lub głośny szum papierków – przesyłanie danych – wypełniania rubryczek i tabelek. Bez których nasz kraj nagle przestałby funkcjonować – albowiem „państwo” nagle nie wiedziałoby np. czy pan Kowalski już wziął w tym miesiącu emeryturę – a może został pominięty? Niestety administracja w państwie scentralizowanym i opiekuńczym jest niezbędną składową całego systemu. Od jej jakości, zależy faktyczny odbiór skuteczności działania państwa u obywateli – będących najczęściej klientami oferowanych lub narzucanych usług.

Niestety nie bez powodu funkcjonuje w opinii publicznej niechęć do administracji – urzędników, ponieważ nasze doświadczenia z rzędami i urzędnikami napotykają na liczne bariery, często kłopoty i nieprzyjemności. Wszystko jest złe, obce, niejasne, rzadko kiedy wiemy o obowiązku – nie bywamy uprzedzeni, nakładane są kary, trudno jest otrzymać świadczenia – a wszelkie kryteria są ustawione w ten sposób, żeby ich przypadkiem nie spełnić. Polacy mają pełną rację narzekając na swoje kontakty z urzędami, – ponieważ najczęściej są w nich jedynie problemem, który należy jak najszybciej zbyć – uprzednio zarejestrować i wciągnąć w statystykę. Negatywne odczucia do administracji są powszechne, obecne w całym kraju i w zasadzie na wszystkich szczeblach. Nie da się tego odmienić za pomocą zaczarowanej różdżki.

Co ciekawe problemy z funkcjonowaniem aparatu administracyjnego widać nie tylko po reakcjach zewnętrznych interesariuszy urzędów – podobnie jest w przypadku zmiany przełożonego. Nowy – nowo mianowany najczęściej z klucza politycznego – nie ma szans w starciu z biurokratyczną maszyną, obwarowaną swoimi własnymi przepisami, uprawnieniami i gwarancjami zatrudnienia. Stosunkowo łatwiej jest w samorządzie, gdzie nowa „władza” ma duże możliwości zmiany personelu – oczywiście za stratę pamięci instytucjonalnej organizacji, (czyli wiadomości o tym, co, gdzie, kiedy i jak zrobiono i należy zrobić). W przypadku administracji rządowej, a szczególnie w urzędach centralnych – zwłaszcza w ministerstwach, gdzie skupia się gąszcz interesów różnych środowisk – o wiele trudniej jest „wejść” do gmachu i go przewietrzyć. Nowo mianowany przełożony – nowy minister, jest w istocie zakładnikiem „układu” urzędniczego – albowiem nawet, jeżeli zmieni od ręki dyrektora generalnego i szefów departamentów – to okres bezwładności – zanim „jego” ludzie wezmą w „karby” podległy im aparat i zmuszą – przynajmniej do postępowania zgodnie z wydawanymi poleceniami – bywa bardzo długi.

Wchodząc do resortu nowy władca jest zupełnie bezradny wobec zastanego budżetu, co więcej sam nie bardzo umie ułożyć następny – musi w tej kwestii w pełni polegać na doświadczonych pracownikach. Pracownicy żyją własnym rytmem, zainteresowani są głównie swoimi nagrodami – mało jest osób oddanych danej dziedzinie, – którą się zajmują. A jeżeli już się tacy zdarzają, to najczęściej są to wąsko wyspecjalizowani fachowcy od bardzo wysublimowanych dziedzin problemowych – znajdujących się w gestii zarządzania danego działu administracji rządowej. Rytm życia pracowników regulują urlopy, w tym też te macierzyński – prawdziwa zmora polskiej administracji –a albowiem 2 lub 3 matki wieloródki – potrafią na długi okres czasu rozłożyć nie jeden departament. I nic się na to nie da poradzić, ze pracownice są „stale” w ciąży – ich prace rozdziela się na „pokrzywdzoną” resztę i jakoś próbuje się iść do przodu. Oczywiście o wiele gorzej jest, jeżeli dana komórka składa się np. z 5 osób i ma 3 wieloródki – a różnych fazach, w trakcie lub po ciąży. Niestety zatrudnianie kobiet paraliżuje administracje publiczną.

Efektywność urzędników jest niska, ponieważ ich wynagrodzenia nie mają absolutnie nic wspólnego z wynikami pracy. Zdarzają się dodatki motywacyjne, dodatki za wykonywaną prace dodatkową – projekt, patent, publikacje itp. Jednakże przeważnie tego typu praktyki tzw. „dojne krowy”, jeżeli tylko występują – natychmiast stają się podstawą do zastąpienia głównej działalności merytorycznej przez zainteresowanego pracownika – albowiem rachunek jest prosty, – po co robić swoją robotę? Jeżeli w czasie pracy można wykonać prace dodatkowo płatną – i mieć podwójne wynagrodzenie – za etat oraz za doskonale wykonaną pracę. Niestety tego typu myślenie pokutuje w polskiej administracji, oczywiście nie wszędzie, – ale ten mechanizm daje o sobie znać.

Na najwyższych szczeblach zarządzania – zbliżonych do stanowisk decyzyjnych – w przypadku ministerstw mówimy o dyrektorach departamentów, mamy do czynienia ze zjawiskiem „milczenia niepytanym”. No bo, po co się wyrywać z wiedzą? Skoro powszechnie wiadomo, że przełożony z samej istoty nadrzędności jest nieomylny, wszechwiedzący i zawsze ma rację. Zgłoszenie się ze sprawą, naświetlenie faktów – wyłożenie zagadnienia może być przez nowego przełożonego – przełożoną – odebrane, że pracownik – próbuje pouczać – nowego przełożonego – wykorzystując swoją wiedzę dziedzinową. Jest to lęk powszechny, – który mówi, „nie wychylać się”! i nie odzywać niepytanym! Ponieważ każda akcja powoduje reakcję z natury stosunków władztwa, – jeżeli coś zgłoszę, co się spodoba lub nie – zostanę oceniony, czyli nagrodzony lub skarcony – a następnie poproszony o wprowadzenie zmian lub przedłożenie „świetnego projektu”. Każda decyzja przełożonego oznacza konieczność działań na szczeblach niższych – a po co mam sobie dokładać roboty? Poza tym, kto to niby będzie robił? Przecież „dziewczyny” są na urlopach, reszta jest chorych a kilka widząc, co się święci – poszło na urlop opiekuńczy nad chorym dzieckiem lub zgłosiło na żądanie! Więc, po co ja będę się wychylał i narażał całą strukturę – na gniew nierozumiejącego meandrów i zasad działania systemu – nowego przełożonego.

W praktyce działa to jeszcze gorzej, albowiem pomiędzy podjęciem decyzji lub podjęciem decyzji o jej niepodejmowaniu – biegną długie okresy czasowe wówczas urzędnicy „trwają w oczekiwaniu”, na podjęcie decyzji – lub wytyczne kierunkowe. Stosowanie się procedur, braki materiałowe i kadrowe – skrupulatne przestrzeganie regulaminu pracy – powoduje, że aspekt merytoryczny odchodzi na drugi plan. Teczki z decyzjami leżą i oczekują… tygodniami… A nawet jak się chce kogoś zwolnić, to Służba Cywilna… Związki zawodowe… Znajomości… powodują, że przełożonemu odchodzi ochota wprowadzania zmian systemowych zwłaszcza, że nawet, jeżeli wprowadzi zmiany personalne to i tak nowi ludzie po pewnym czasie ponownie „zepsują się” przez źle działające prawo – procedury…

W takich realiach trudno jest wymagać cudów, można być pod wrażeniem, że pomimo przeciwności – cały system w ogóle działa i funkcjonuje. Nie jest ani efektywny, ani sprawny, ani oszczędny. W pewnych częściach system funkcjonuje już tylko i wyłącznie sam dla siebie, zupełnie nie interesując się zewnętrzną rzeczywistością, od której odcina się dla zapewnienia sobie wygody.

Kwestia wynagrodzeń urzędniczych jest ściśle powiązana z aspektem efektywności, zdaniem autora niniejszego artykułu – najlepszy urzędnik to ten, na którego usługi nie ma zapotrzebowania. A jeżeli się ktoś decyduje na pracę w zamian za podane z góry wynagrodzenie, nie może mieć potem pretensji o to, że jest ono niskie – uzasadniając przed sobą samym swoje własne lenistwo i niekompetencje. Podwyższanie wynagrodzeń w administracji – powinno mieć miejsce, ale tylko i wyłącznie w przypadku zmniejszania ilości personelu. Inaczej – nigdy nie będzie lepiej. Oczywiście nie dotyczy to zwyczajowych podwyżek wynagrodzeń z racji inflacji lub wskaźników tabeli stażowych.

Trudno jest zarządzać działającą w ten sposób administracją. Niestety traci na tym państwo, tracą na tym ludzie, – którzy jak przywołani na początku artykułu ministrowie Arłukowicz i Mucha chcieliby coś w tej smutnej rzeczywistości zmienić. Niestety najczęściej po prostu się nie da, a nie da się, ponieważ zmiany cząstkowe tak głęboko zepsutego systemu – są niemożliwe. Niestety niska jakość polskiej administracji publicznej jest jednym z głównych problemów państwa

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.