Dlaczego nikt nie prowadzi debaty europejskiej?

Kongres Prawa i Sprawiedliwości praktycznie milczał na temat spraw europejskich. Przedstawiony w programie postulat pozostania przy złotówce, to naplucie na obowiązujący nas Traktat i zapowiedź przyszłych kłopotów. Niestety nie tylko Prawo i Sprawiedliwość w ten sposób pojmuje debatowanie o sprawach europejskich – inne partie robią podobną fikcję, między innymi wystawiając „dary pomorza” na południu Polski, gdzie jest więcej mandatów! Po prostu skandal, zero debaty, zero podsumowania dotychczasowych osiągnięć, zero krytyki popłuczyn i ogryzków, które się oderwały od partii-matek, wszystko idzie swoimi torami – jest ta Europa, ale tak naprawdę to nie wiadomo, po co ona jest! Pieniądze nam daje, ale na tym jej rola się kończy.

Szokuje zwłaszcza to jak mizerni są politycy czerpiący z brukselskiego stołu olbrzymie frukty, z wyjątkiem nielicznych wyjątków – w zasadzie wszyscy olali problem i nie ma żadnej pogłębionej dyskusji europejskiej – o miejscu Polski w Europie, o rozszerzaniu Unii, – czyli klęsce polityki wschodniej, która doprowadziła do dramatu na Ukrainie, o roli Euro, o wspólnej polityce gospodarczej – za lub przeciw federalizacji. Oczywiście także alternatywach dla Unii. Ktoś się w ogóle zastanawia, co by się stało, jakby Niemcy się obraziły i powiedziały – „Ende”? Grecja, Hiszpania, Włochy, Francja – to tak odległe problemy, że wręcz nieistniejące, tym większe będzie nasze zdziwienie w przypadku rozpadu Unii, czy też zacieśnieniu współpracy przez przodujące kraje. Wówczas będzie płacz i zgrzytanie zębów, przerażenie, – że znowu się nie załapaliśmy, że nas oszukali, wykorzystali, traktują jako półkolonię itd. Tymczasem to my sami a konkretnie nasze elity jesteśmy winni braku właściwego dialogu w tej sprawie, zresztą nawet informowania społeczeństwa o naturze spraw i zjawisk za którymi karzemy mu głosować.

O ile jeszcze można zrozumieć, że Prawo i Sprawiedliwość buduje swój euro-sceptycyzm wychodząc z pozycji wyczekujących, to nie można w żadnej mierze pojąć postawy partii rządzących i eurooptymistycznych. Platforma Obywatelska nic nie robi, żeby przybliżyć Polakom Unię, pokazywanie tortu z pieniędzy to idiotyzm, potem wiele zła się dzieje przy rozdawaniu środków jak panowie marszałkowie – władcy swoich Regionalnych Programów Operacyjnych – rugują inwestycje niepopularnych prezydentów, wójtów i burmistrzów! Polskie Stronnictwo Ludowe – powinno modlić się na kolanach do Brukseli, ponieważ to jego naturalne zaplecze jest najbardziej uprzywilejowane w postaci wsparcia i darowizn z funduszy unijnych, można dywagować na temat wysokości dopłat, jednakże one są i robią swoje. Sojusz Lewicy Demokratycznej chyba się na Unię obraził od momentu zesłania pana Grzegorza Napieralskiego do Szczecina. Nie da się zrozumieć niektórych działań tej partii, a już na pewno odpuszczenia retoryki przemawiającej za przyjęciem wspólnej waluty i pełną integracją wszystkich krajów.

Ponad 10 lat funkcjonowania w ramach Wspólnoty zobowiązuje przynajmniej do niezbędnego minimum, zarówno politycy jak i obywatele powinni umieć wykazać się co najmniej podstawową wiedzą na temat działania Wspólnoty i natury skomplikowania jej struktur, oczywiście pasowałoby jeszcze wiedzieć coś nie coś na temat Traktatu i może także bieżącej polityki Unii Europejskiej. Gdyby to wszystko jeszcze uzupełnić o aktywność europosłów, informujących o tym, „czym są” i co robią, za co odpowiadają i co mogą spowodować – wówczas, być może udałoby się spowodować większe zainteresowanie zbliżającymi się wyborami. Trzeba, bowiem pamiętać, że nic nam bardziej nie zaszkodzi niż klęska frekwencyjna, albowiem ona oznacza po pierwsze zwiększenie prawdopodobieństwa wyrażania przez nielicznych wyborców postaw anty-unijnych, po drugie – osłabienie pozycji Polski w Brukseli, albowiem nic tak nie świadczy o zaangażowaniu państwa członkowskiego, jak generalne poparcie dla spraw unijnych przez wyborców.

W tym wszystkim brakuje dyskusji o wartościach – podstawach Unii Europejskiej, tym co powoduje że jest ona wspaniałym domem wolności, dostatku i bezpieczeństwa, niestety z domieszką gender, ale nawet taką Unię „trzeba kochać”, albowiem innej nie ma – poza nią, jest tylko pustka, upadek i Federacja Rosyjska, jednakże należy wątpić, czy pan Władimir Putin przychyliłby się do naszej prośby o włączenie do Unii Celnej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.