Polityka

Niestety nowy minister spraw zagranicznych szału nie robi

 Jedna z ostatnich wypowiedzi pana nowego ministra spraw zagranicznych, w której główną osią wypowiedzi, jest stwierdzenie że nie potrzebujemy federalizacji Unii Europejskiej, a alternatywą dla takiej koncepcji mogłaby być jakaś niezrozumiała struktura powiązań, która wspólnie jeszcze z USA gwarantowałaby bezpieczeństwo militarne naszemu obszarowi, rozwój polityczny, rozwój gospodarczy i nie byłby to twór, który jest zarządzany w sposób niedemokratyczny.

Opinie pana ministra o wspólnej walucie Euro to już możemy sobie pominąć, bo szkoda w ogóle energii na próby zrozumienia jego opinii, chociaż w istocie nie różni się ona od przeciwników Euro.

Całość szokowałaby, gdybyśmy nie rozumieli specyfiki podziału rządów w Polsce. Otóż bowiem, prawdopodobnie pan naczelnik państwa zupełnie odpuścił takie sprawy jak polityka zagraniczna, ponieważ wiadomo, że w niej niczego pozytywnego nie jesteśmy w stanie pod rządami jego opcji osiągnąć. W skrócie chodzi nam tylko o wrak, dotacje i żeby nas za bardzo jednoznacznie nie obrażano. W sensie słynnych kartofli, do tego taka osoba pana ministra, jak wybrany na tą funkcję – jest doskonała. Liczy się bowiem wierność idei oraz umiejętność myślenia kategoriami racji stanu już IV-tej eRPe. To na jej rzecz ma działać dyplomacja, więc można ją w istocie odpuścić do funkcji reprezentatywnej pana prezydenta Dudy, a resztę zrobi ministerstwo wojny, bo nie będziemy z nikim rozmawiać w pozycji klęczącej lub robić komukolwiek „łaskę”. Te czasy się już skończyły, odeszły w niepamięć i długo nie powrócą.

Wizja realizacji polityki zagranicznej, w której wszyscy powinni nas „kochać” i to nawet nie dlatego bo jesteśmy mili i fajni, ale dlatego bo wydaje się nam, że jesteśmy męczennikami świata zachodniego, który „n” razy od tysiąca lat „uratowaliśmy” – to nie jest do końca to, czego oczekują od nas nasi zachodni partnerzy, nie mówiąc już o spodziewającym się co najwyżej kolejnych ciężkich przepraw Wschodzie. Mesjanizm we krwi naszych nowych władców jest porażający, albowiem My tu ponosiliśmy ofiary w kibitkach na Syberię, w twierdzach, mordowani przez Kozaków, a Zachód nie chce dzisiaj pokłonić się przed naszą minioną chwałą i uznać że jesteśmy najczystsi, najświętsi i wręcz niepokalani i oczywiście niezłomni w zachowaniu wartości, które Zachód rozmienił na drobne!

Tymczasem My chcielibyśmy nadal stać na straży Europy, Zachodu i Chrześcijaństwa – przed nową odmianą azjatyckiego bolszewizmu w wydaniu „krwiożerczego putinizmu”. Tylko ze zdziwieniem odkrywamy, że na Zachodzie mieszkają także Muzułmanie, a gaz i ropę, które zużywamy stale i bez zakłóceń przysyła nam tenże Władca Północy, z którym Zachód cały czas robi świetne i bardzo opłacalne interesy. W tej rzeczywistości, nie ma jak zmieścić polityki jagiellońskiej, nawet jeżeli byśmy ją wykastrowali do samego tolerowania banderowsko-faszystowskiej przeszłości, części ruchu narodowo wyzwoleńczego u naszych ukraińskich sąsiadów. W tym układzie odniesienia, w ogóle polityka zagraniczna rozumiana inaczej niż odzyskanie wraku oraz mówienie Niemcom, że nie będziemy przed nimi klękać – nie jest nam do niczego potrzebna, chyba że wyżyjemy swoją imperialną nostalgię na małej Litwie, która może nie gra do końca fair jeżeli chodzi o traktowanie mniejszości, ale zmarnowaliśmy szansę stawiania warunków jak wstępowała do Unii, więc dzisiaj pozostaje tylko puste oburzanie się.

Możemy być prawie pewni, że nasz naczelnik państwa rozumie doskonale, że Zachód nie jest w ogóle zainteresowany Polską w wydaniu IV-tej eRPe, ale nie dlatego bo ona będzie stanowić jakąś nadzwyczajną konkurencję lub barierę w relacjach z Rosją. Chodzi o samą czystość myślenia w relacjach, mamy do wyboru być buforem, który oni uwzględniają jako swój, albo starać się nie stać buforem drugiej strony. Rozziew pomiędzy widzeniem Polski przez Zachód jako przestrzeni dla supermarketów, której nie trzeba bronić a wizją ideologów prawicy, którzy oczekiwaliby żeby tych supermarketów i naszych Kościołów pilnowały zachodnie w pełni rozwinięte ciężkie brygady – jest tak szokujący, że obie strony w ogóle się nie rozumieją, bo nie widzą różnić w swoim postrzeganiu tej samej rzeczywistości.

W wielkiej wizji Zachodu cywilizowania obszaru Mitteleuropy – chodziło o stopniową dyfuzję, która początkowo (czyli jeszcze teraz) ma charakter nowoczesnego kolonializmu kulturowo-gospodarczego, z pewnym pakietem korzyści dla ludności tubylczej, która przetrwa transformację umiejąc się dopasować do nowych standardów.

Nikt na Zachodzie nie zakładał, nie zakłada i nie będzie zakładał – potrzeby konfrontacji ze Wschodem, której stawką byłaby Mitteleuropa. Po pierwsze dlatego bo to nie jest stawka o jaką warto walczyć, a po drugie dlatego bo suma innych interesów jest większa niż zyski z takiej wojny. Co ciekawe podobnie myśli Wschód, od upadku ZSRR – Rosja godziła się na wszystko co się działo w strefie buforowej. Co więcej nawet stopniowo sama zaczęła przejmować na zasadach dyfuzji sporą część rozwiązań gospodarczych, odrzucając trwale część wpływów kulturowych Zachodu. Jest to wielki sukces zachodniego modelu, zwanego w uproszczeniu Unią Europejską. Właśnie w tym kontekście formułowanie przez nas polityki mesjanistyczno-roszczeniowej, zakładającej pełne obrażanie się na Rosję – jest nie tylko niezrozumiałe przez partnerów, ale przede wszystkim jest wielką stratą cywilizacyjno-rozwojową dla nas samych.

Właśnie na niedostrzeganiu skali i znaczenia historycznej szansy przed którą jesteśmy polega największa wada polityki obecnej ekipy. Szczytem zaś wszystkiego jest jakaś ultra naiwna chęć włączania w procesy europejskie pewnej byłej brytyjskiej kolonii położonej pomiędzy dwoma oceanami. Jest to błąd tak gigantyczny, jak wiele wojen spowodował ten kraj swoją bezsensowną polityką wrogości kulturowej i narzucania własnej wizji rzeczywistości, zupełnie nie przystającej do realiów wielokulturowego świata.

Szkoda, że nasz nowy pan minister spraw zagranicznych nie jest skłonny popatrzeć szerzej na rzeczywistość, która może w naszym przypadku nie jest kolorowa, ale naprawdę nie jest czarno-biała. Jeżeli bowiem mamy sprowadzić znowu całą naszą politykę zagraniczną i kwestię egzystencji państwo do lęków bytowania pomiędzy Rosją a Niemcami, to jeżeli nie stworzymy w ciągu czterech lat własnego arsenału broni termojądrowej i skutecznych środków jej przenoszenia – to w ogóle nie ma o czym mówić. Śmielej, otwarciej – do przodu – nie bać się! Unia Europejska jest najwspanialszą ideą jaka jest w Europie od czasów Cesarstwa Rzymskiego, to właśnie brak stosownych instytucji powoduje naszą dzisiejszą słabość. To właśnie dlatego, bo nie ma silnych instytucji unijnych i sposobu legitymizacji ich władzy – rządzą dwa najsilniejsze kraje, które w sposób naturalny przejęły władze na podstawie swojego potencjału i autorytetu.

8 komentarzy

  1. TO OWOCE RUSOFOBII PROAMERYKAŃSKIEGO HISTORYKA,boje się pisać więcej, ale jego zaangażowanie w budowę tarczy daje podstawy ,że jest coś więcej!!

  2. Ten gość chciałby obecności USa jako gwaranta … tak jak USA gwarantowało w Iraku, Afganistanie, wielu krajach Ameryki Południowej, Libii – czy ukrainie, przez ambasadę. Szkoda słów co za gość, dobrze że o niczym nie decyduje.

  3. Doskonała analiza przewidywanego stanu i rozwoju naszej polityki zagranicznej.

    Autor zarysował w niej naszą RACJĘ STANU, która nie będzie realizowana, jeśli oprzemy się o NADZIEJĘ WSPARCIA przez WIELKIEGO BRATA zza WIELKIEJ WODY – bo nie może.

    Należy dokonać wyboru: albo Polska RACJA STANU (interesy, interesy, interesy Polek i Polaków!) – albo wielkiego mocarstwa.

    Inaczej się nie da.

    Nie można być częściowo w ciąży.

    Albo realizujemy brutalnie i bez skrupułów Polski Interes Narodowy, albo obcy.

    Tych dwóch interesów nie da się pogodzić, bo PARTNERZY z Zachodu mają zbyt wielki potencjał i wielkie oczekiwanie na KORZYŚCI, żeby liczyć się z interesami ludności tubylczej buforowego kraju pomiędzy Bugiem a Odrą.

    Dodatkowo w obowiązującym dziś w świecie TURBOKAPITALIŹMIE określono, że CHCIWOŚĆ jest dobra, a Polsce nadal wyznawana jest durna wiara w poczciwą dobroć i sprawiedliwość NIEWIDZIALNEJ RĘKI WOLNEGO RYNKU.

    • A ta ewentualna federacja to z kim miała by być ? Z kalifatem zachodniej Europy ? Jeżeli tak, jeżeli to wspieramy, to przyjmowanie muzułmańskich osadników nie powinno nas martwić, ba powinniśmy o to zabiegać. Autora martwi nieczytelna struktura “Europy ojczyzn”, ale czy naprawdę obrana droga, by utworzyć w przyśpieszonym trybie zmiksowaną Europę nie prowadzi do tragedii ? Na razie nie wiemy jak ten minister zapisze się w naszej historii, wydaje mi się że żle rozpoznaje zagrożenia i drogi wyjścia z problemów, tkwi mentalnie w starych czasach. Ale może jest inteligentny i spojrzy na nasze jutro. zobaczymy, czas przyniesie odpowiedź.

  4. Joachim Brudziński

    I tak jest lepszy od Fotygi, on przynajmniej wygląda jakby miał styczność z inteligencją – pamiętacie ją?

  5. Co ciekawe gość studiował w Niemczech w Berlinie Zachodnim – ciekawe skąd jest taki antyunijny?

    • Antyunijny? Nie zauważyłem. ” gość studiował w Niemczech w Berlinie Zachodnim” -jeśli autentycznie
      jest “antyunijny” może to wynikać właśnie stąd.
      A tak naprawdę bliska jest mu opcja anglosaska,
      zaoceaniczna. Filogermanie właśnie zeszli z afisza…

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.