Społeczeństwo

Niesiołowski + Tomaszewski = taka jest Polska właśnie

 Co mają ze sobą wspólnego posłowie Stefan Niesiołowski i Jan Tomaszewski? Teoretycznie nic, zasadniczo wszystko ich dzieli i różni, można powiedzieć, że po równi nienawidzą i przedstawiają publicznie swoje prawdziwe uczucia niczego nie skrywając. Dla wielu postawy wyrażane przez panów Niesiołowskiego i Tomaszewskiego są wzorami w traktowaniu rzeczywistości publicznej, albowiem są wyraziste, pełne ekspresji i nie do podrobienia. W istocie obaj panowie są do siebie w swych zachowaniach niezwykle podobni i jeden i drugi mówi to, co myśli, a to samo w sobie jest bezcenne w polityce i życiu publicznym w ogóle. Niestety z tego powodu, oboje nie mają łatwo, albowiem są solą w oku liderów partii politycznych, dla których szarżują w Sejmie, a znacznie częściej przed kamerami telewizji.

 W zeszłym tygodniu oboje przysporzyli zmartwień swoim liderom. Pan Niesiołowski emocjonalnie odniósł się do nachalności pewnej znanej z nachalności prawicowej dziennikarki a pan Tomaszewski, pozwolił sobie wypowiedzieć własną opinię na temat interpretacji narodowości, jako klucza doboru członków reprezentacji narodowej. Niby nic w tym złego nie było, ale obu zagadnieniom towarzyszył znaczny szum medialny i liczne wyrażenia dezaprobaty, jakie przetoczyły się przez naszą scenę publiczną.

W przypadku pana Niesiołowskiego, wyraźnie widać, że miał on w tym znaczeniu rację, że był w sytuacji silnego wzburzenia i jak każdy człowiek miał prawo do wyrażania emocji. Jest oczywistym, że od osób publicznych należy wymagać więcej, ale dziennikarka urządziła na niego zwyczajne polowanie z kamerą w sytuacji trudnej do poświęcenia jej uwagi. Można nawet podejrzewać, że działania tej pani były celowe, tj. chciała zarejestrować posła Niesiołowskiego będącego w stanie silnego wzburzenia i to się jej udało. Z pewnością powinien inaczej zareagować, jednakże miał sporo racji w domaganiu się poszanowania swojej prywatności, w momencie, kiedy odmówił udzielenia wywiadu i nie wyraził zgody na filmowanie z bliskiej odległości. Próby wyraźnie na filmie, każdy by się zdenerwował – jeżeli dziennikarz wpycha mu kamerę prosto w twarz bezceremonialnie żądając wywiadu. Takie zachowanie rodzi znaki zapytania nie tylko na gruncie dobrych obyczajów, ale przede wszystkim w kontekście etyki dziennikarskiej. Jest to oczywiście problem interpretacji wolności dziennikarskiej, są w tym zakresie różne opinie – najważniejsza jest jednak chyba kwestia poszanowania godności ludzkiej, a dziennikarka w tej sytuacji tą godność zamierzała podeptać. W wyniku emocji doszło do zachowania, do jakiego doszło nie ma, czego demonizować. Domaganie się ustąpienia ze stanowiska, czy też grożenie prokuraturą to jawna hucpa polityczna, pan Niesiołowski złożył deklarację, co do immunitetu w tej sprawie – wszystko jest otwarte, jednakże szkoda czasu na pieniactwo. Zadziwiające jest natomiast zachowanie kolegów z jego opcji politycznej, wszyscy bagatelizowali sprawę, do momentu aż głosu nie zabrał sam pan premier Donald Tusk – doskonale doceniający zagrożenie prestiżowe – wielki poseł – krzyczący i popychający dziennikarkę! Wszyscy dziennikarze, włącznie z panią Moniką Olejnik wyrazili dezaprobatę na rzecz zachowania pana Niesiołowskiego – wiec samobójstwem medialnym byłoby bronić “damskiego boksera” i pogromcę “polskich dziennikarek”. Dlatego też, premier zachował się jak się zachował – nie miał pola manewru – aczkolwiek jego stanowczość w istocie psuje mu szyki wewnątrz trzeszczącej w szwach Platformy Obywatelskiej, nie ma tu dobrej decyzji i optymalnego sposobu zachowania się w reagowaniu na ten kryzys – mleko się wylało, trzeba za nie zapłacić! Wie to Tusk i chyba zrozumiał pan Niesiołowski, niestety przegrał medialnie.

Historia pana Tomaszewskiego jest bardziej filozoficzna i wymaga znajomości regulaminów piłkarskich dotyczących dopuszczania do reprezentacji narodowych graczy, mających na koncie wystąpienia w innych ligach i często różne paszporty. Sednem wypowiedzi pana Tomaszewskiego, jest stwierdzenie, że w reprezentacji narodowej powinni grać piłkarze legitymujący się polskim paszportem. Po głębszym zastanowieniu się, jego wypowiedź nie zawiera cienia ksenofobii, ten człowiek uczciwie dopomina się o miejsce krajowych graczy w narodowej reprezentacji, które wedle jego opinii zajmują sławy polskiego pochodzenia – poprawiające sobie markę poprzez udział w naszej narodowej reprezentacji – to mimo wszystko ekspert i człowiek ze środowiska piłkarskiego, należy przyjąć, że wie, o czym mówi. Jednakże jego dalsze deklaracje dotyczące samego kibicowania, to było “o jeden most za daleko”, publiczne nawoływanie przez posła na Sejm Rzeczpospolitej, żeby nie kibicować narodowej reprezentacji to najdelikatniej mówiąc emocjonalna dywersja zwłaszcza, gdy poseł nawołujący jest ikoną polskiej piłki – i to taką z pierwszego szeregu jej najlepszych lat w całej historii! Prawdopodobnie pan Tomaszewski nie zdawał sobie sprawy z siły swojego autorytetu, stąd powszechność oburzenia i w zasadzie słuszne argumenty krytyczne.  Pan Jarosław Kaczyński stosunkowo późno się zorientował, co do szkodliwości medialnych wypowiedzi pana Tomaszewskiego – efekt jest taki, że musiał sprostować jego deklarację, zasłaniając się zachęcaniem posłów Prawa i Sprawiedliwości do kibicowania narodowej drużynie. Efekt podobny jak u Tuska, “kogut – harcownik” narozrabiał, a przez to “pan i władca” musi ratować sytuację.

Niestety problem polega na tym, że w obu przypadkach mieliśmy do czynienia z tzw. odpowiedziami “od serca”, to znaczy – każdy z panów, powiedział i zachował się dokładnie tak jak myśli. Czy wypada, zatem karać ludzi za prawdę? Owszem działają w zespole, obowiązuje dyscyplina partyjna i jakieś tam standardy zachowania zgodności wypowiedzi z linią partii itd. Jednakże problem jest zupełnie innego rodzaju – mianowicie w mentalności, podgrzewanej negatywnymi emocjami. i jeden pan i drugi działali w sytuacji silnego stresu, co to oznacza? Jeden nie mógł wyjść z Sejmu, a drugi się zezłościł po tym jak zobaczył skład reprezentacji – efekty to piana, jad i generalnie złamanie konwencji czcigodnych ojców i przedstawicieli narodu, którzy w spokoju pogrążają się codziennie w zadumie nad ciężkim losem narodu i państwa… No, ale wyszły szydła z worków, oba obozy pokazały, że w istocie są do krzty polskie, narodowe, zwyczajne i przaśne.

Abstrahując od faktów to ludzie zawsze robią politykę, to ludzie podejmują decyzje, ale niestety inni ludzie z reguły płacą za błędy rozemocjonowanych idiotów i przypadkowych, ale lojalnych imbecyli, którymi władze partii obsadzają listy wyborcze! Naprawdę kształt naszej polityki i w efekcie naszej przestrzeni – tego, w czym, na co dzień żyjemy zależy, od jakości naszych przedstawicieli. Taka jest Polska właśnie, jak zademonstrowali nam panowie Niesiołowski, Tomaszewski, Tusk i Kaczyński… Niestety pomimo podobieństw, przeraża skala nienawistnej agresji i banalnego trywializowania wydarzeń, aczkolwiek potyczkę zdecydowanie wygrał pan Tusk, albowiem on jednoznacznie strofował posła Niesiołowskiego, a to, że jakiś członek PiS będzie kibicował w meczach Niemcom – to nawet i dobrze, albowiem sam będę im kibicował we wszystkich meczach poza ewentualnym meczem z Polską…

One Comment

  1. Dlaczego zajmuje się Pan KRAKAUERZE marginesami?
    Obserwator Polityczny nie zamierza stać się chyba tabloidem?

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.