Czy Niemcy i Rosja mogą dogadać się ponad naszymi głowami?

Pytanie o to, czy Niemcy i Rosja mogą dogadać się ponad naszymi głowami w istocie nie ma sensu, ponieważ te dwa kraje cały czas to robią. Nie chodzi tu o jakąś szczególną miłość Niemców do rosyjskiej kultury, ani podziw Rosjan dla niemieckiej techniki – liczą się interesy rozumiane w sposób do bólu pragmatyczny. Oba kraje mają to, czego potrzebują nawzajem w ilościach adekwatnych do swoich zapotrzebowani – wymiana jest korzystna dla obu stron, dlaczego więc mieliby jej nie prowadzić lub z niej zrezygnować?

Dzisiaj w Berlinie po cichu błogosławi się Kanclerza Schrödera, jako wielkiego budowniczego gazociągu na dnie Bałtyku, dzięki któremu Niemcy, niemiecki przemysł, niemieckie gospodarstwa domowe – mają zapewniony nieprzerwany dopływ gazu prosto od producenta. Ta genialna inwestycja uniewrażliwiła oba kraje na to co się dzieje pomiędzy nimi, a jak widać ówczesne przewidywania ich strategów i planistów geopolitycznych były słuszne. Przy czym proszę pamiętać – w budowie gazociągu mieliśmy swoją rolę także i my, proszę zgadnąć który rząd w RP – stanął okoniem w kontekście opłat za udostępnienie możliwości budowy instalacji oraz w sprawie banalnego światłowodu, który rzekomo przebiegałby przez nasze terytorium bez naszej „kontroli”. Jakie to było porażające! Jakie to było naiwne! Jakim to było wspaniałym dowodem na nieobliczalność Polaków! Musimy pamiętać, że w takich sprawach poza sferą faktów, bardzo ważna jest sfera PR-u, którą się po prostu kreuje na użytek udowadniania przyjętych hipotez, dla pokazania opinii publicznej i innych spraw związanych z polityką.

Z punktu widzenia Niemiec i Rosji – inwestycja w gazociąg bałtycki – była mianownikiem ułamka, którego licznik się właśnie wypełnia poprzez działania na Ukrainie. Bez gazociągu sytuacja byłaby o wiele bardziej skomplikowana, albowiem posiadalibyśmy środek bezpośredniego oddziaływania na potęgę Niemiec i dochody Rosji w perspektywie średniookresowej. No ale jest tak jak jest, oni mają gazociąg, a my nie mamy nawet gazoportu, zdaje się nawet że chyba Litwini zbudują swój szybciej, a na pewno taniej!

Jednakże z punktu widzenia stabilności sytuacji w Europie, biorąc pod uwagę emocjonalność naszych niektórych polityków oraz brak absolutnej pewności co do tego, czyje tak na prawdę interesy reprezentują niektórzy z nich – może to i lepiej, że Niemcy i Rosja porozumiały się ponad naszymi głowami w sprawie tak strategicznej jak dostawy gazu, albowiem w przypadku gdybyśmy mogli namieszać kierując się emocjami to być może pojawiłaby się konieczność stabilizowania sytuacji wewnątrz Polski. Nie chodzi o działania zbrojne, to by było niemożliwe ze względu na NATO, przynajmniej tak długo jak nie udałoby się udowodnić, że to my zaatakowaliśmy pierwsi – chodzi bardziej o działania PR i soft power w Polsce zlecane przez czynniki zewnętrzne poprzez swoje silne medialne i intelektualne podmioty wpływu. Nie trzeba wiele rozumieć i kombinować, wystarczy popatrzeć kto kontroluje większość mediów w Polsce i co jest bardzo ciekawe, dlaczego w kraju pochodzenia tego kapitału nie mają one prawie wcale stałych przedstawicieli!

Nie możemy być dłużej naiwni jak dzieci i nie możemy nie zauważać tego, że Niemcy mają zupełnie inną wizję polityki wschodniej niż Polska. Przecież od samego początku wszelkie nasze wysiłki w tym zakresie były po prostu niezauważane. Polityka wschodnia nie miała priorytetu formalnie z powodu kryzysu na południu, w praktyce ze względu na dalekosiężne cele Berlina, które wykraczają nawet poza wartość trwania w Unii Europejskiej i NATO. Musimy wreszcie otworzyć oczy i zdać sobie sprawę, że Niemcy są potęgą! Mocarstwem! Bardzo bogatym krajem, dla którego Unia Europejska jest środkiem do realizacji celów ich polityki a nie celem tejże jak w naszym przypadku. Natomiast NATO powstało m.in. po to, żeby trzymać Niemcy militarnie w ryzach i pod kontrolą państw europejskich i potęgi USA. Jednakże też nie możemy być ślepi – bo potęgi USA dzisiaj w Europie już nie ma. Po aferze z Edwardem Snowdenem – proszę nie mieć wątpliwości, jak potraktowali Niemcy podsłuchiwanie własnej Kanclerz i szeregu urzędów federalnych (nie mówiąc już o prawdopodobnym podsłuchiwaniu biznesu). Z powyższych względów nie ma co się dziwić, że Berlin może być chłodny dla ewentualnych planów Sojuszu – wejścia na stałe z liczącym się potencjałem do krajów Europy centralnej, a w tym w szczególności do Polski. Naprawdę nie bądźmy naiwni.

To co nie jest w interesie Niemiec nie będzie przez Niemcy popierane. Wzmocnienie Polski realną obecnością potęgi militarnej USA w regionie oznacza, że pomiędzy Berlinem a Moskwą pojawi się problem włączenia w ewentualny konflikt USA. Tego wszyscy, włącznie z USA jak dotychczas woleli uniknąć. Nie wiemy jaka będzie dalsza polityka Niemiec, nie wiemy jak długo Unia Europejska – będzie się im dalej opłacać. Musimy pogodzić się z faktem, że wszystko ma jakieś swoje granice, w tym także dotychczasowy układ geopolityczny. Naprawdę nic nie stoi na przeszkodzie, żeby Republika Federalna Niemiec wystąpiła z Unii i z NATO – ogłaszając neutralność, własny program budowy broni jądrowej i co? Dalej będziemy musieli Niemców lubić i szanować, co więcej jeszcze bardziej zabiegać o ich „względy” i „zrozumienie”.

Przez ostatnie dziesięć lat zmorą nielicznych myślących polityków i analityków w Polsce było zatroskanie o to, że Rosja bardzo skutecznie na wszystkich możliwych polach próbowała rozgrywać kontakty z krajami Unii Europejskiej w sposób bilateralny – czyli Moskwa-Londyn, Moskwa-Rzym, no i oczywiście Moskwa-Berlin. Tym sposobem mistrzowsko rozgrywano całą wspólnotę – dając „cukierki” poszczególnym krajom. Proszę sobie przypomnieć jak zafascynowany Rosją i jej Prezydentem był były premier Włoch pan Berlusconi! Francuzi sprzedali okręty! Niemcy mają gaz i stopniowo dokonują modernizacji technicznej Rosji, Włosi też swoje dziobnęli. W zasadzie każdy coś dostał z wyjątkiem – zgadnijcie państwo, którego kraju? Czy nasi politycy nie chcieli widzieć, że najczarniejszy scenariusz rozbierania relacji z Unią Europejską na kawałki – był stale, mozolnie i krok po kroku z mistrzowską precyzją realizowany?

Nie oszukujmy się chociaż sami Panie i Panowie! Właśnie dzisiaj ta polityka zbiera żniwo – żenujące sankcje wobec Rosji, które jej władze wkalkulowały w znacznej mierze w koszty „kryzysu”, po czym sytuacja się unormuje. Wszyscy na zachodzie wiedzą, że po casusie Kosowa, gdzie prawem silniejszego wyrwano Serbii kawałek jej „serca” – bardzo efektownie przy tym upokarzając Rosję – wszystko było możliwe i to właśnie się realizuje. Czyli w rozumieniu zachodnich decydentów – będzie równowaga. O nią przecież najbardziej chodzi w relacjach międzynarodowych. To ona gwarantuje status quo.

Reasumując powyższe – zejdźmy na ziemię, pamiętając że dobrze jest mieć pod nogami asfalt! Nie trzeba się od razu okopywać, budować barykady i machać flagą – pod hasłem, że się nie zgadzamy, że zostaliśmy „wystawieni” i oszukani (jak zwykle). Po prostu nie mamy polityków (w większości) o odpowiedniej klasie – umożliwiającej rozumienie natury i tła procesów, których świadkami w jakiejś mierze jesteśmy. Naprawdę, to że ktoś poklepuje naszych polityków po pleckach, zwłaszcza jak ładnie mówią po angielsku o niemieckich czołgach to jeszcze nie oznacza, że jesteśmy realnym partnerem, za którym się stanie w obliczu realnego zagrożenia i konfliktu. Nawet obdarowywanie nas sprzętem wojskowym, czy też jego sprzedaż po cenach „super promocyjnych”, to tylko gesty. W naszej sytuacji geostrategicznej żadne dwieście kilkadziesiąt czołgów – nawet najlepszych na świecie nie zapewni nam bezpieczeństwa. Prędzej dwieście kilka głowic z wiadomo czym, ale na to już chyba jest zbyt późno i nikt poważny nam nie pozwoli na zbudowanie własnego potencjału odstraszania.

Można tylko dodać, że już widać, a po najświeższej publikacji Frankfurter Allgemeine Zeitung „Der verborgene Teil deutscher Außenpolitik” autorstwa pana Nikolasa Busse na temat natury relacji niemiecko-rosyjskich – można mieć ku temu pewne przesłanki, że już zaczynamy przegrywać i czas gra na naszą niekorzyść. W odpowiednim momencie kolejnej odsłony kryzysu, która może być – pojutrze, za 20 lat lub za 4 miesiące – zostaniemy poddani kolejnej próbie najpierw lojalności, potem zachowania – czy nie sprawimy problemów i ewentualnie jakich, a następnie zostaniemy odpowiednio potraktowani. Proszę się nie oszukiwać i nie mieć złudzeń – w polityce międzynarodowej liczą się pieniądze. Emocje nie mają znaczenia. Oczywiście nikt nie będzie do nas strzelał, co najwyżej stabilizował sytuację po tym jak w jakimś kolejnym sztucznie wykreowanym szaleństwie (przez usłużne media głównego nurtu) rzucimy się sami sobie do gardeł. Naprawdę o prowokację jest bardzo łatwo, a potem można stabilizować, zapewniać bezpieczeństwo, w obronie praw człowieka no i oczywiście „uciskanych” mniejszości.

Jako Polacy, a nawet po prostu ludzie rozsądni i pragmatyczni – wyciągający naukę z lekcji historii oraz rozumiejący to co się ujawnia dookoła – nie możemy żyć złudzeniami. Za złudzenia płaci się krwią i niewolą!

Dlatego – żadnych złudzeń, żadnych, absolutnie – zupełnie żadnych, ani odwołania do modlitwy już nie mówiąc o tym „że jakoś tam będzie”, albo że „sytuacja się ułoży”! ZAWSZE TRZEBA PRZEWIDYWAĆ NAJGORSZY SCENARIUSZ – A W NASZYM PRZYPADKU CO NAJMNIEJ DWA ALTERNATYWNE NAJCZARNIEJSZE SCENARIUSZE! Dzisiaj liczy się tylko „tu i teraz”! Jutro będzie się liczyć tylko czysta Realpolitik (i to chyba tylko w czystym – najbardziej atawistycznym, klasycznym wydaniu). Jednakże tutaj pojawiają się wątpliwości, czy „docelowa plansza do gry” zakłada naszą realną podmiotowość? Jeżeli tak, to rodzi się pytanie – którego nie bójmy się zadać zawczasu – w jakich granicach? Miłej soboty i niedzieli…

21 myśli na temat “Czy Niemcy i Rosja mogą dogadać się ponad naszymi głowami?

  • 29 marca 2014 o 07:32
    Permalink

    Długie tytułowe pytanie i krótka odpowiedź – TAK!

    Odpowiedz
  • 29 marca 2014 o 10:20
    Permalink

    “jako Polacy”, “my”, “Naszymi głowami”…to miło, że autor do tego stopnia utożsamia się z Polską i Polakami i ich losem ale im “głębiej w artykuł” tym wyraźniej widać, że nie tylko sympatia ale i lojalność Autora bynajmniej nie jest przy Warszawie. Potem troska autora przenosi się na Berlin i jego politykę wschodnią, której konsekwencje autor widzi w czarnych (dla NAS oczywiście) barwach. Co do Niemiec nie jestem takim pesymistą jak pan “Krakauer”?! (Sic). Już widzę oczami duszy jak Niemcy, półsuwerenne “państwo wrogie” z karty ONZ, występuje z NATO I UE…i uzbraja się w głowice. Potem już tylko odzyskanie Tanganiki, Toga i Królewca a po 10 latach nowa granica w Europie….polsko-francuska na Łabie. W przeciwieństwie do Autora nawet najbardziej pomylony niemiecki rewanżysta w skórzanych gaciach wie doskonale, że jakiekolwiek wyłamywanie się Niemiec z systemu zbiorowego bezpieczeństwa skończy się dla nich zawsze tym samym…nowymi polskimi “ziemiami odzyskanymi”. Nie ma powrotu do jakiś neo-bismarckowskich rojeń o moskiewsko-niemieckich sojuszach, nie żyjemy w XIX wieku, a w między czasie był dwie wojny światowe. Skoro nawet ociężali Niemcy to rozumieją, dlaczego nie rozumie Pan Karkauer?

    Odpowiedz
    • 30 marca 2014 o 19:52
      Permalink

      Szanowny pan swoje. Gratuluje stałości poglądów

      Odpowiedz
  • 29 marca 2014 o 12:30
    Permalink

    Pogoda nie zachęca do “kiszenia się” w mieszkaniu,
    w związku z aktualnymi “prawami natury” mamy “luzniejszy”
    związek z “kopalnią wiedzy.”
    Mimo to na póżne popołudnie, chciałbym zaanonsować,
    uwadze Państwa dwa teksty.
    – Poszukiwany polski PKB!Żywy lub martwy!
    – Ukraińskie marzenie.
    http://www.prawica.net/37901
    http://www.prawica.net/37902

    Odpowiedz
  • 29 marca 2014 o 17:10
    Permalink

    Sz.autor jasno “narysował” obraz możliwych scenariuszy
    kontaktów rosyjsko- niemieckich, tak na marginesie,
    one zawsze miały się dobrze, co wynika z pragmatyzmu
    obu stron(podpuszczeni durnie zwykle wymachują zardzewiałą szabelką), bełkocąc coś o “jakiej demokracji,
    solidarności, czy innych prawach człowieczych itp.)
    W związku…zacytuję pragmatyczną do bólu(bóló, bulu),
    wypowiedz niemieckiego ministra d/s. gospodarki
    i energetyki p. Sigmara Gabriela. Wot…”nie ma
    rozumnej alternatywy dla ROSYJSKIEGO gazu”…to zdanie
    jako motto “na okularach”(zbyt różowych), worek pokutny
    na karku i łby posypane popiołem, dedykuję “naszym
    polytykom”judeochrześcijańskim za ich dokonania
    w temacie “polityki wschodniej”która zdołała tyle szans
    zepsuć, zmarować, nie wykorzystać…

    Odpowiedz
  • 29 marca 2014 o 19:04
    Permalink

    Bardzo dobrze przedstawiony temat i tak sądzę widzą realiści.

    Odpowiedz
    • 29 marca 2014 o 19:21
      Permalink

      Szkoda tylko, że realiści nie mają liczebnej przewagi.

      Odpowiedz
  • 29 marca 2014 o 19:49
    Permalink

    Mnie się wydaje, że oni od dawna są dogadani conajmniej od Kohla

    Odpowiedz
    • 30 marca 2014 o 19:53
      Permalink

      Od Katarzyny miłości naszego królika Stasia

      Odpowiedz
      • 31 marca 2014 o 13:04
        Permalink

        Wniosek. “Całe zło” w historii stosunków
        polsko – rosyjskich, wynika z nadreprezentacji
        obcych po obu stronach jednej rodziny słowiańskiej.
        Przypomniała mi się pewna “scena rodzajowa”,
        otóż pewien rosyjski(z krwi i kości) generał
        zdenerwowany wchodzi do sztabu i krzyczy: – czy jest
        “ktoś”, kto mówi po rosyjsku,(oczywiście miał
        na myśli osoby niemieckojęzyczne).XIX wiek.
        I stąd m.in. wynika niemożność porozumienia
        (na szczeblu oficjalnym), pomiędzy różnymi
        mutacjami Polski (za wyjątkiem PRL),i Rosji
        (za wyjątkiem ZSRR, po 1945r). Kiedy byliśmy
        “prawie blisko”… – niestety 1989r. … i wróciliśmy w “sanacyjne buty” i rusofobię
        podpuszczani ciągle przez “tych samych.”
        “Tradycje” powstańczo – prometejskie, powróciły…tzw. “polska” polityka wschodnia”..

        Odpowiedz
  • 31 marca 2014 o 17:22
    Permalink

    Polska powinna przestać się łudzić co do swoich sąsiadów i zacząć prowadzić politykę realizmu, obliczoną na następne 1000 lat. Po II wojnie św. ZSRR dał nam, wbrew pozorom, dobrą sytuację geopolityczną. Odzyskaliśmy Ziemie Zachodnie – znacznie ładniejsze, bogatsze i zagospodarowane oraz zabrano nam ziemie wschodnie. To są fakty. Jednocześnie w perspektywie ok. 100 lat mamy szanse nadal zachować tereny zachodnie i odzyskać Prusy i tereny wschodnie od Rosji. Mrzonki prawda ? Otóz wcale nie ale musimy wypracować naszą polską doktrynę istnienia miedzy Niemcami i Rosją. Żeby Niemcom odechciało się przejecie Polski zaś Rosji na dogadywanie się z Niemcami jest tylko jeden warunek ekonomiczno-polityczny: stworzyć z Polski kraj bogaty, kurę znoszącą złote jajka, któremu bezpieczeństwo zagwarantuje tylko jedna Rosja, żadne NATO, USA lub cokolwiek z zachodu. Inaczej mowiąc Polska powinna być niezależna ekonomicznie, bogata, stwarzając centrum finansowo-bankowe dla bogatych elit Rosji i wschodnich krajów oraz postawić szczególnie na export żywnosci, przynajmniej narazie, do krajów wschodnich. Polityka Polski powinna spowodować by Rosji zależało na istnieniu bogatej Polski, tak jak zachodnim krajom zależy na Szwajcarii, Monaco, Lichenstainie; USA na Wyspach Kajmana czy Newadzie, Chinom na Hong Kongu czy Macao, Wlk.Brytanii na Londyńskim City, Wyspie Mana czy Bahama.
    Wtedy możemy się nie obawiać o “zdradę” Rosji z Niemcami.
    Ale to znów wymaga od Polski zimnego rozsądku czyli skutecznego Wodza, przekształcenia kościoła rzymskiego na kościół narodowy Polski, reform gospodarczych, wyjścia z niewolniczej aktualnie zależności od Unii, NATO, USA czy Niemiec.
    Czy warto ? Dla dobrej przyszłości Polski według mnie, warto ponieść trudy. Bez pracy nie ma kolaczy.

    Odpowiedz
    • 31 marca 2014 o 20:52
      Permalink

      Warunek wstępny rokujący pomyślność tez
      przedstawionych przez “masona”.
      Na “dzięń dobry”, – do widzenia, pa,pa – mówimy
      wszystkim związanym z “Solidarnością” i z kościołem
      głównie rzymskokatolickim. Reset i nowe rozdanie…
      kolejny logiczny komentarz @masona.
      Czy “taki” plan jest realny, teoretycznie – tak…
      a może???

      Odpowiedz
  • 31 marca 2014 o 20:18
    Permalink

    @Mason: UZYSKALIŚMY, nie odzyskaliśmy Ziemie Zachodnie i Północne. Co do reszty – zgoda.

    Odpowiedz
  • 31 marca 2014 o 21:53
    Permalink

    Ja tak bez powodu a raczej z przekory zadam pytanie, ciekawe jaki byłby wynik referendum na Warmii i Mazurach, wcześniej Prusy Wschodnie gdyby zadano pytanie do jakiego państwa chcesz przynależeć?. W każdym bądź razie Polska powinna bronić linii Curzona, gdyż wyobraźmy sobie, że to co dzieje się obecnie na Ukrainie wydarzyło by się w Polsce.

    Odpowiedz
  • 31 marca 2014 o 22:30
    Permalink

    ….Od 7 marca 2014 r., jesteśmy partnerem w wielkim dziele „Fundacji Russkij Mir” – „Фонд Русский мир”…

    I dlatego dziwi mnie,że tu niektórzy , szczególnie krakauer wypowiada się w imieniu Polaków, chociaż czasem wymknie mu się…,że to my, ale nie on …żyjemy w Polsce.
    Wypowiedzy w internecie, w mediach to nie wszyscy Polacy i nie cała Polska, więc pisanie na tej podstawie opinii o nas jest… bez sensu

    Odpowiedz
    • 1 kwietnia 2014 o 08:09
      Permalink

      Właśnie, właśnie, Drogi Panie – “dotknąłeś” sedna
      sprawy pisząc o wypowiadaniu się w “imieniu Polaków”
      dużo wcześniej pisałem o “tym” problemie – który
      istnieje.Żeby się nie powtarzać, sięgnę, do Twojej
      wypowiedzi, cytując końcowy fragment.(Odwrócony).
      “Wypowiedzi w internecie, mediach to nie wszyscy
      Polacy i nie cała Polska”. Tak,tak.
      A już to co mówią “politycy”głównego nurtu,”błękitne
      w formie wypowiedzi media” to naprawdę jakiś
      wąski (wręcz bardzo wąski)przekrój społeczeństwa
      polskiego(królik i znajomi królika)…i trochę
      tzw.”pożytecznych durni”.
      Tak że cytując “klasyka” (Alternatywy 4″), byłbym
      “bardzo ostrożny w formułowaniu jednoznacznych opinii…”
      A Krakauerowi słowa podziękowania za podjęcie tematu,
      ktoś, kiedyś(właśnie teraz), przerywa nakręcanie
      spirali szaleństwa rusofobicznego – w Polsce.

      Odpowiedz
  • 31 marca 2014 o 22:35
    Permalink

    Dziwi mnie że są tu tacy, co nie wiedza że nie wiedzą i nic zupełnie nie rozumieją, zarówno przed przeczytaniem no ale po?

    Odpowiedz
  • 2 kwietnia 2014 o 15:30
    Permalink

    Tematyka artykułu jest na tyle ważna, że zdecydowałem się uzupełnić moj pierwszy komentarz o nowe fakty. Aktualnie Rosja widzi u siebie dwa newralgiczne, geopolityczne obszary: granicę zachodnią z państwami europejskimi oraz granicę wschodnią z krajami jak Chiny, Japonia. W perpektywie ok. 100 lat może się wiele złego wydarzyć dla Rosji na tych dwóch granicach. Stąd Rosja testuje swoje szanse jak zapewnić sobie spokój od strony Europy. Krym jest w zasadzie bazą wojskową i morską na południe Europy i Rosja docenia jego znaczenie strategiczne. Pozostałe kraje jak Ukraina, Mołdawia, Białoruś, Polska, Litwa, Łotwa i Estonia mają aktualnie status przedmurza europejskiego i są do dyskusji, kto ma nimi rządzić. Tu Rosja wraca do sytuacji ZSRR z dwoma opcjami: a/ sama rządzi i ponosi duże koszty
    b/ rządzenie i koszty przerzuca chwilowo na UE a póżniej, do 20 lat wyłącznie na Niemcy. Niemcy dostają wtedy carte blanche od Rosji na ekonomiczne i polityczne wchłonięcie przedmurza europejskiego /w tym na odzyskanie Ziem Zachodnich / i prowadzą dalej spokojnie Ostpolityk oraz lebensraum. Dlatego też widać, że Rosja wcale nie pali się do zajęcia całej Ukrainy lub Nadniestrza, o co Zachod ją podejrzewa… Z kolei warunkiem na większą rolę dla Niemiec jest dalsze osłabianie USA, by straciły zainteresowanie sprawami Europy/Niemiec oraz wyjście Niemiec ze struktur UE oraz NATO. Papierkiem lakmusowym czy Rosja już się dogaduje z Niemcami jest pojawiający się problem z wolnym Quebecem /Wschodnia Kanada, który może zagrozić bezpośrednio USA. Francja i USA nie pomogą Francuzom w Kanadzie ale pomoc i opieka militarna Rosji dla Quebecu może być gorsze dla Obamy niż Kuba dla Kennedy’ego. A Niemcy bedą stać narazie z tyłu i zacierać ręce…

    Odpowiedz
  • 2 kwietnia 2014 o 17:54
    Permalink

    @Mason: podpowiadam dwa określenia, dla równowagi.
    Generał Żeligowski i Litwa Środkowa

    Odpowiedz
  • 3 kwietnia 2014 o 17:27
    Permalink

    @observer48 – Komentarz Twój niezupełnie na główny temat – proszę czytać ze zrozumieniem. Ponieważ zastosowałem skróty myślowe – uzupełniam prościej. Quebec ma położenie strategiczne w Ameryce Płn., są to drzwi do USA, mogą blokować militarnie i ekonomicznie pół Ameryki. Według ogólnej wiedzy, rosyjskie okręty podwodne /USA zresztą też/ są stale obecne przy Wschodniej Kanadzie. Obecność rosyjskiego wojska w Quebecu to tak jak nóż na gardle USA a zarazem doskonałe rozegranie ewentualnie zaistniałej sytuacji politycznej i odwet za ruchy NATO na Ukrainie. Korzyści długofalowe polityczne też dla Niemiec…
    Pańska ocena sytuacji Quebecu – standartowa. No comments.

    Dokończenie na temat polityki Rosji na zachodniej granicy z Niemcami i Polską. Około już dwa lata temu Rosja przy pomocy posłusznego kościola prawosławnego próbowała rozeznać i skłonić hierarchow polskiego kościoła rzymsko-katolickiego i polityków z kościołem związanych, do przeorientowania się na współpracę z Rosją w zamian oczywiście, za ustępstwa i korzyści polityczne i ekonomiczne Rosji dla Polski. Jeśli by Polska skorzystała z oferty Rosji zmiany swojej doktryny zachodniej na wschodnią, Niemcy by były skazane na smażenie się we własnym sosie ale bez znaczenia światowego. Rosja woli pomoc Polski w ochronie przedmurza europejskiego i flanki zachodniej. Przyczyn sie domyślcie. Rosja by wtedy mogła spokojnie kontrolować ruchy swoich “przyjaciół” jak Chiny czy Japonia na Dalekim Wschodzie a Polska rządzić jak za czasów Jagiellonów na wschodnich rubieżach Europy.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.