Społeczeństwo

Niedługo będzie wiosna i wzejdzie szczaw!

 Na wszystkie nasze problemy i smutki – najlepszy jest zdrowy, darmowy polski szczaw narodowy! Nie mają problemów szczęśliwi Polacy – żując szczaw w domu, szkole, pracy. Ewentualnie możemy napisać elegię o tym jak szczaw krzepi i dlaczego warto go spożywać, nie bacząc nawet na ewentualne ślady psiej uryny, gdyż nic nie pozbawi nas smaku świeżego polskiego szczawiu. Poza tym, mało kto ma wybór, aczkolwiek polska łąka może dostarczyć nam i szczawiu na zupę (szczawiową) i mięty – na herbatę (miętową) ewentualnie rumianku jak ktoś ma szczęście – na napar (rumiankowy). Natomiast zbierając borówki i mając cukier – można próbować stworzyć wiadomo, co, ale w tym kraju nawet nie wolno o tym napisać, żeby to nie było podżeganie.

Z tym szczawiem to też nie można być pewnym, że akurat będzie! Tak na 100% tego nigdy nie wiadomo, ponieważ znaleźć miejsce gdzie występuje szczaw – niezachwaszczony – to los na loterii. Szczególnie trudno jest znaleźć szczaw niepodlany uryną psią.

Nie można ukrywać smutnego faktu, że w kwestii potencjalnej koncepcji żywienia się szczawiem – mieszkańcy wsi i małych miasteczek mają potencjalne łatwiej od mieszkańców dużych miast Oznacza to swoistą dyskryminację mieszkańców miast, ponieważ szczaw podobno miałby być za darmo! Natomiast w naszej gospodarce szczawiowej z pewnością w ekspresowym czasie stałby się dobrem poszukiwanym i racjonowanym. Wniosek – nie wszyscy mogliby się najeść szczawiu, jest nas za dużo i słuszną linię ma nasza władza – doprowadzająca w wyniku braku jakiejkolwiek spójnej wizji całości do masowej emigracji i do spadku urodzeń, ponieważ Polaków nie stać na posiadanie dzieci.

Generalnie koncepcja wykorzystania szczawiu, jako rośliny bardzo przydatnej i potrzebnej w gospodarce narodowej powinna zainteresować polityków, w tym z ministerstwa gospodarki – kuźni rozwojowej myśli strategicznej w zakresie gospodarki. Ewentualnie, jeżeli tego by nam nie wystarczyło – należałoby rozważyć połączenie ministerstwa rolnictwa i niedorozwoju wsi, właśnie z ministerstwem gospodarki – tworząc jedno uniwersalne i olbrzymie ministerstwo ds. szczawiu! Alternatywnie – ministerstwo ds. zaszczawiania.

Naród niech nie przeklina pod nosem nazwiska posła – “szczawio-żercy”, ale będzie mu wdzięczny za to, że np. nie implementował do naszego życia publicznego zagadnienia rzeżuchy! Chociaż może to właśnie rzeżucha – mogłaby rozwiązać problem niedożywienia, – chociaż dzieci w Polsce? Wystarczy uchwalić obowiązkowe uprawy rzeżuchy – i nawet mieszkańcy blokowisk mogą sobie uprawiać na parapetach ile chcą i ile się da. Więc naprawdę nie ma powodów do narzekania na naszą władzę, gdyż jak państwo czytelnicy widzicie – oprócz szczawiu jest jeszcze rzeżucha, a oprócz tejże są jeszcze pleśnie i szyszki w lasach! Jak ktoś czytał wspomnienia „Sybiraków” to dobrze wie, ile się trzeba było nadłubać, żeby ugotować herbatę na nasionach z szyszek!

W ten oto sposób możemy przygotować Naród do przejścia na gospodarkę naturalną, w pełni niezależną od globalnej gospodarki opartej na wiedzy. Po co nam Polakom jakieś wymysły, cuda na kiju – mamy szczaw! Do póki szczawiu u nas dostatek nie może być biedy i głodu!

Gdybyśmy, bowiem na zupełnie poważnie podeszli do tego problemu i poszukali potencjałów tam, gdzie one są marnowane – wówczas okazałoby się, że nie tylko ten przysłowiowy szczaw jest pożyteczną rośliną, ale można na nim zrobić doskonały biznes, zwłaszcza, jeżeli zastąpi się go koniczyną, na której wypasa się np. bydło! Dalszej wielkiej tajemnicy jak to się dzieje, że krowa obrasta w mięso po jedzeniu trawy – nie będziemy państwu czytelnikom cytować, albowiem jest to sprawa raczej znana i powszechnie rozumiana, zresztą dzieje się bez potrzeby ingerencji człowieka, – dlatego jest to proces bezpieczny i sprawdzony. Wystarczy jedynie chcieć – odpowiednio się zorganizować, tak żeby temu, kto musi wstać o 4 tej rano, żeby „wydoić” krowę – chciało się to robić, to znaczy żeby mu się to opłacało. Wówczas problem jedzenia szczawiu będzie w naszym kraju – jednym z wielu rozmów na temat potraw zdrowotnych, zawierających dużo potrzebnych minerałów i innych substancji potrzebnych dla życia.

Póki, co – cieszmy się proszę państwa szanownych czytelników i czytelniczek – będzie jeszcze w tym roku wiosna, a jak będzie wiosna to wzrośnie nam szczaw i będzie go można za darmo nazbierać, a zupa szczawiowa z jajkiem kurzym ugotowanym na twardo – to sama rewelacja warta do polecania i rozpropagowania – z pewnością poprzez nas każdy dietetyk!

One Comment

  1. @Krakauer nie zna pełnej palety roślin (chwastów jadalnych) nadających się do jedzenia.
    KOMOSA – w Europie na tzw. przednówku, oraz w czasie braków żywności podczas I i II wojny światowej była zbierana i wykorzystywana do spożycia, jako warzywo. Podczas oblężenia Leningradu uratowała wielu ludzi przed szkorbutem i śmiercią głodową
    Lud ochrzcił ją wieloma nazwami: lebioda, komosa, łoboda, natyna, wołok, szabaga, lebida, łapucha, łopucha, kumosa, warmuz, jarmucha, jarmuż, jarmużka, faćka, bańdocha. Tymczasem „oficjalna” nazwa lebiody to komosa biała (Chenopodium album).
    Okazuje się bowiem, że lebioda jest bardzo pożywna i zawiera wiele witamin, które były bardzo przydatne dla wzmocnienia organizmu, osłabionego na wiosnę.
    @Autor tego nie może wiedzieć, bo tego nigdy nie jadł.
    Obce jest mu pojęcie PRZEDNÓWKA.
    To trzeba samemu przeżyć, żeby się TEORETYCZNIE wypowiadać o głodzie na wiosnę, gdy ziemniaki w piwnicy (albo kopcu) już się skończyły.
    Pozdrawiam

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.