Niebezpieczeństwa i szanse strategicznej rozgrywki w Unii Europejskiej

Unia Europejska opiera swój paradygmat na czterech wolnościach (swobodach): przepływu towarów, przepływu usług, przepływu kapitałów oraz przemieszczania się osób.

Wspólny rynek to naprawdę fantastyczna sprawa, dzięki jego dobrodziejstwom możliwe jest bardzo wiele, efekty widać w każdym naszym sklepie – oliwa z oliwek w cenie podłej jakości oleju? Proszę bardzo! Mandarynki w puszkach – tańsze od świeżych? Na tony, ale nikt nie chce ich kupować poza barami nocnymi do drinków! Do tego dochodzi prawo kupowania samochodów gdzie się komu podoba, co jest już nie tylko śmieszne ale po prostu żałosne jak w naszych salonach Niemcy i Belgowie kupują tanie nowe samochody słowackiej lub naszej produkcji, podczas gdy my sprowadzamy od nich samochody używane! Naprawdę wspólny rynek to coś, za co warto walczyć, jeżeli byłaby taka potrzeba, chociażby w imię tanich żelków-gumowanych, od których łatwo można się uzależnić, a najlepsze są wiadomo jaki i w tak śmiesznej cenie w wiadomej niemieckiej sieci, że można nimi karmić psa – też lubi!

Świadczenie usług to także genialna sprawa, zwłaszcza dla organizacji wirtualnych, opierających swoją prace na Internecie. Siła połączonych biur projektowych w różnych krajach Unii to jest potęga! Wszystko w czasie rzeczywistym, no i można zlecać różne rzeczy za granicą, co niesłychanie poszerza skalę działania, ba w ogóle myślenia. Myślenie o przedsięwzięciu w kategoriach możliwości skorzystania z unijnego rynku usług – to jest wartość sama w sobie. Oczywiście jak ktoś się uprze, może jechać skręcać wod-kan-gaz-CO w Niemczech lub Słowenii, ale to nie do końca o proste usługi chodziło.

Kapitał, wiadoma sprawa – można inwestować, kupować aktywa – coś, za co Unię Europejską „tygryski” lubią najbardziej. W piękny i prosty sposób można planować inwestycje, ekspansję, przejmowanie kontroli, dywersyfikację, w ogóle wszystko – tak jak się chce i ma się ochotę. Wiadomo, że wiele zależy od ratingów, uprzedzeń i dostępności infrastruktury, jednakże to właśnie harmonizacja i standaryzacja przepisów w tym zakresie tworzy Unię, albowiem nic tak bardzo jak przepływ kapitału – nie uzależnia.

Oczywiście wszystko byłoby cudowne, Unia byłaby rajem na ziemi, ale nie jest. Prawa atawizmu ekonomicznego i złodziejskiej globalizacji robią swoje. W wyniku różnic potencjałów, różnych oczekiwań, różnego odczytywania intencji, jak również jawnego szkodnictwa – wykorzystywania przewagi (dyskretne uroki kapitalizmu), doszło do sytuacji, w której Unia Europejska jest pełna nierównowagi. To śmieszne, ale rzeczywiście tak jest – cała polityka spójności sprowadzająca się do wyrównywania różnic poległa i stała się ofiarą chciwości. Nic się nie da na to poradzić, ponieważ pomimo rozdawnictwa i transferów, które w Unii są naprawdę potężne – równolegle odbywają się prawdziwe, poważne i realne interesy, którym na przeszkodzie nie stają nawet rządy. No przynajmniej te rozsądne i rozumiejące, czym jest polityka gospodarcza i jak należy wspierać własnych przedsiębiorców – nie dyskryminując innych unijnych!

Polska, jako kraj budujący kapitalizm bez kapitału straciła na tych wolnościach, równolegle czerpiąc olbrzymie korzyści z Unii. Przy czym nasze „straty” sprowadzające się do stępienia lub wymazania potencjału, ewentualnie jego negatywnego ukierunkowania – sprowadzającego się do budowy szklanego sufitu – można traktować, jako konieczne etapy rozwoju gospodarki kapitalistycznej, która po prostu musi się dostosować. W kapitalizmie jak sama nazwa wskazuje, nie ma nic za darmo. Zapłaciliśmy pełnym uzależnieniem, ale mamy realną gospodarkę, która produkuje realne dobra i usługi – stanowiące element globalnych łańcuchów ciągnienia. To wielkie dobro, najważniejszy sukces transformacji, o który trzeba dbać.

Elementem tej troski może być renegocjacja Traktatu przy okazji ziszczenia się dążeń państw bogatych zmierzających do ograniczenia w przemieszczaniu się ludności. Jeżeli bowiem im przeszkadza emigracja i to głównie nie nasza, ale obca kulturowo, ale posługują się Polakami, bo nie mogą narzekać na ludzi innych kultur, wyznań i kolorów skóry, to my możemy podeprzeć się kwestiami strategicznymi w zakresie przepływów kapitałowych. Jednakże na tyle umiejętnie, żeby nie ograniczyć sobie dostępu do kapitału, bo to byłoby samobójstwo, ale mieć prawo do dwóch rzeczy o znaczeniu fundamentalnym:

  • Prawa do selektywnego decydowania w co, ile, kiedy i kto może zainwestować, na jaki okres czasu pod jakimi warunkami, z prawem do bezwarunkowej demonopolizacji lub nacjonalizacji – to znaczy, odsprzedaży na rzecz innych podmiotów lub państwu – oczywiście po cenach rynkowych (z dnia sprzed upublicznienia informacji o zastosowaniu przymusu).
  • Prawa do budowy zorientowanych narodowo (50%+1 akcja/udział) grupowań gospodarczych, z przeważającym udziałem kapitału publicznego – działających okresowo do osiągnięcia wynegocjowanego poziomu obecności rynkowej lub stopnia koncentracji kapitału, po którym następowałaby obowiązkowa prywatyzacja, czyli zmniejszenie udziałów środków publicznych w kapitale spółki poniżej wskazanego poziomu.

Ze względów pryncypialnych, te prawa mogłyby być przejściowymi regulacjami – na jakiś okres, oczywiście adekwatny do ograniczenia prawa przepływu ludzi. Z naszego punktu widzenia – na pewno potrzebujemy okresu na półtorej pokolenia tj. 50 lat, przy czym szanowalibyśmy prawo i nie regulowali wstecz. Czyli wszyscy, którzy już są i działają, czy się osiedlili – działaliby na dotychczasowych zasadach, a nowym regulacjom podlegałyby nowe podmioty.

Umiejętnie negocjując, na zasadzie realnej wzajemności możemy to zyskać, jeżeli tylko Zachód podważy podstawy traktatowe, nawet tak tego nie nazywając, musimy natychmiast wytoczyć działa wzajemności. Przy czym uwaga – należy w pełni przyjąć ich retorykę przeciwną emigracji, a naciskać właśnie na wskazanych polach, ponieważ to tam tkwią przyczyny naszej strategicznej nierównowagi, która z czasem będzie się tylko pogłębiać… Zresztą oceńcie państwo sami ile wam przybyło sklepów popularnych zachodnich sieciówek w waszej okolicy?

Jednakże bez względu na wszystko Niech żyje Unia Europejska, no i Niemcy, bo wiadomo, że bez Niemców nie byłoby żadnych funduszy, Unii i całej reszty fanaberii… Aczkolwiek musimy mieć świadomość, że to co nam rzucają to mimo wszystko tylko ochłapy, a raczej okruszki…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.