Polityka

Nie wykluczamy weta ws. budżetu europejskiego na lata 2014-2020

 W porannej prasie można przeczytać słowa jednego z polityków Platformy Obywatelskiej, który wypowiadając się w imieniu premiera naszego rządu stwierdził, że nie wykluczamy weta ws. budżetu europejskiego na lata 2014-2020, jeżeli środki przyznane będą mniejsze niż 300 mld zł.

To bardzo odważna deklaracja ze strony polskiego obozu negocjacyjnego, albowiem stanowi zrównanie alternatywy dla groźby brytyjskiego premiera, który zadeklarował coś dokładnie odwrotnego, zawetowanie budżetu UE, jeżeli nie zostanie zmniejszony o około 150 mld euro.

Rząd Polski, jeżeli robi to świadomie to istotnie próbuje podjąć bardzo trudną grę wedle schematu win-win, bardzo wiele ryzykując. Nie da się, bowiem ukryć smutnego faktu, że jesteśmy klientami bogatszych, którzy nam dają z własnej i nieprzymuszonej woli. Nie istnieją żadne umowy międzynarodowe zmuszające państwa zamożne do obdarowywania nas pieniędzmi. Wstępując do Unii Europejskiej nie doprowadziliśmy do nazwania środków pomocowych, jako np. pieniądze równoważące bilans przepływu PKB wewnątrz Wspólnoty, czy też należne nam dotacje z tytułu otwarcia swojego rynku na dobra i usługi ze starych państw UE. Nie! To, co otrzymujemy to najzwyczajniejsza jałmużna na świecie. Czy to się nam podoba czy nie podoba, jesteśmy stroną proszącą się.

Faktem jest, że patrząc z naszej perspektywy nawet na problemy Grecji, Hiszpanii czy Irlandii, widzimy i tak o wiele mniej cierpienia i dramatu niż w początku naszej transformacji, albowiem to, co spotkało nas było o wiele głębsze i sięgające zmiany ustrojowej, a nie tylko kryzysy w obrębie obowiązującej doktryny ekonomicznej. Nas dotknęło zmienienie świata, stary został zniszczony a na jego zgliszczach zbudowano nowy, ten, w którym obecnie funkcjonujemy. Jednakże niestety oni patrzą na swoją sytuację o wiele inaczej, to dla nich skończona i zupełna tragedia, której w swoim mniemaniu nie zawinili, oskarżając czynniki zewnętrzne jak tylko się da. Na te dwa spojrzenia nakłada się biurokratyczny obiektywizm z perspektywy salonów Brukseli, przyzwyczajonych do wyjątkowych standardów, w zasadzie nieosiągalnych dla większości z nas. Z tej właśnie perspektywy to, co się w tej chwili dzieje w Hiszpanii, Grecji i Portugalii to dramat wymagający ingerencji Wspólnoty. My jesteśmy oceniani, jako radzący sobie, aczkolwiek wymagający stałej uwagi, natomiast tamtych trzeba ratować. I nie ma znaczenia, że ratuje się hiszpański styl życia, brytyjski socjal, czy też włoskie przyzwyczajenia jeszcze bardziej marnotrawne. Unia musi im pomóc, w odzyskaniu tego, co uważają są swoje, swój standard i swoją normalność. A to, że z naszej perspektywy to często rozrzutne bogactwo i marnotrawienie środków to już nasza narodowa tragedia.

Unia wymaga solidarności, która jest podstawą w ustanawianiu kierunków wzajemnych relacji, jeżeli bowiem dotychczas mogliśmy oczekiwać wsparcia, a przecież nikt nie ukrywał przed nami, że państwa dające nam miliardy euro są ekstremalnie zadłużonymi prawie bankrutami – to nie możemy mieć do nich roszczenia o więcej, albowiem to właśnie wyklucza zasada solidarności. Dobrze by było, gdybyśmy mogli im pomóc tylko w ten sposób, żeby ograniczyć swoje oczekiwania względem ich pomocy dla nas. Innymi słowy, zachowując wielkość przepływów netto między Warszawą a Brukselą na plusie dla nas.

Jeżeli zatem uda się nam samo zachowanie nadwyżki środków uzyskiwanych względem środków wpłacanych do kasy Brukseli, to już w tym momencie wygrywamy oraz wygrywają nasi zachodni przyjaciele, którzy na własnych podwórkach mogą pochwalić się zmniejszeniem budżetu zgodnie z modelem win-win. I my wygrywamy i oni. Natomiast, jeżeli szantażem, bo tak trzeba nazwać groźbę blokady budżetu UE, wymusimy na nich zachowanie wielkości budżetu, czyli zachowanie wysokości narodowych wpłat, pomimo że wszystko inne podlega cięciom i ograniczeniom – to przegramy wszyscy. Mechanizm jest prosty – ponownie niezbędna jest solidarność! Nie ma nic ważniejszego w Unii Europejskiej, ponieważ nie jest to organizacja imperialna oparta na przymusie. Gdyby tak było, sprawa byłaby o wiele prostsza i moglibyśmy sobie żądać i szantażować ile wlezie.

Niestety, nawet, jeżeli wymusimy na zachodzie odpowiednio wysoki budżet to i tak na pewno nie będzie to 300 mld złotych, które nam pan Tusk obiecał, ponieważ nie możemy samolubnie obrazić się na wszystkich. W efekcie nie będziemy mieli obiecanych pieniędzy a dodatkowo zostanie nam przypięta łatka samolubnych roszczeniowych „polaczków”, którzy przecież są znani w krajach zachodu z mistrzostwa w wyciskaniu zasiłków socjalnych z tamtych systemów.

Szkoda, bo zawsze trzeba iść z głównym nurtem, licząc się z partnerami i szanując ich. Polska stawiając roszczenia poparte szantażem tylko na tym straci. Nie chodzi tylko o pieniądze, które w samej swojej istocie nie mogą być celem naszego pobytu w Unii, a jeżeli tego ktoś nie rozumie no to nie ma, o czym w ogóle rozmawiać.

Reasumując, jeżeli oparlibyśmy swoją retorykę na potrzebie stymulacji ekonomii Wspólnoty poprzez środki publiczne i poparli to dużą kampanią oraz licznymi przemówieniami wielu ekonomistów – to być może, zgłaszając swoje roszczenie nie wypadlibyśmy na samolubnych i roszczeniowych „polaczków”. W tej konfiguracji – jakiekolwiek nasze weto odbije się szerokim echem, mówiąc więcej Unii, chcemy w istocie więcej, ale dla siebie.

3 komentarze

  1. Gratulacje za wysoce obiektywny komentarz.

  2. Czytam: “… Nie chodzi tylko o pieniądze, które w samej swojej istocie nie mogą być celem naszego pobytu w Unii, a jeżeli tego ktoś nie rozumie no to nie ma, o czym w ogóle rozmawiać.” – tak, święte słowa, ale żeby to rozumieć trzeba mieć głowę na karku i umysłową roztropność, tego u naszych elit i ich liderów nie ma – dowodzą tego od ponad 20.lat – chcieli może i dobrze wyszedł “przy okazji” potworek – w edukacji, służbie zdrowia, ale przede wszystkim w systemie zarządzania rozwojem kraju, regionów, miast i mniejszych gmin. Mamy nieustający festiwal niekompetencji, marnotrawstwa zasobów i samooszukiwania… niestety.
    Nie widać szans na skuteczne zmiany… na przezwyciężenie mentalnych i kulturowych barier naszej zdeprawowanej – na pokolenia – społeczności.

  3. Addendum:

    ” Prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński wezwał w sobotę premiera Donalda Tuska, aby ten “jasno i głośno” zapowiedział, że jeżeli Polska nie otrzyma w budżecie UE na lata 2014-2020 zapowiadanych 300 mld zł, to rząd zawetuje unijny budżet.
    – Wzywam premiera Tuska, żeby już dzisiaj, a nie dalej niż jutro, powiedział głośno i jasno, że jeżeli nie dostaniemy 300 mld zł, które nam się należą to zawetujemy ten budżet – powiedział prezes PiS podczas spotkania z sympatykami partii w Rzeszowie.

    Kaczyński dodał, że takie zapewnienie złoży kandydat PiS na premiera rządu technicznego prof. Piotr Gliński. – Nie konsultowałem tego, ale mogę zaryzykować, że premier Gliński na pewno to zrobi – zaznaczył przewodniczący PiS.”

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.