Polityka

Nie uleczymy państwa opartego na dwóch negacjach!

 Nie uleczymy państwa, które opiera się na dwóch negacjach – równolegle przeciwko sobie zgłaszanych przez dwa wielkie obozy polityczne – rządzącej od lat na polskiej scenie politycznej prawicy. Słuchając w ostatnich dniach pana Jarosława Kaczyńskiego – można odnieść wrażenie że w jego wypowiedziach związanych z referendum w Warszawie przejawia się wcześniej wspomniany „pomidor”, to znaczy – opozycja może mówić pomidor na każde działanie lub zaniechanie rządzących, których elektorat ma dość – i będzie wspaniale. Korki w mieście – pomidor, metro zalane – pomidor, samoloty latają – pomidor, drogo w sklepach – pomidor. Władzę można obarczyć odpowiedzialnością za wszystko bez najmniejszych ograniczeń, zupełnie swobodnie jej dowalić rzeczami za które nie odpowiada, nawet potężna prezydent Warszawy!

Dialog polityczny w naszym kraju nie istnieje, nikt nie rozmawia z nikim, jeżeli już to politycy wymieniają się swoimi „pomidorami” na antenie przed kamerami największych stacji telewizyjnych. Nie omawia się spraw, nie ma czegoś takiego jak debata – oczywiście nie ma kto jej przeprowadzić, ponieważ politycy w najlepszym wypadku są ignorowani lub uważani za nieznośnych głupków a w skrajnym za d…..i i i……w i nikt ich nie chce słuchać. W możliwym dialogu – nawet jeżeli byśmy go przeprowadzili w sposób totalny za pośrednictwem mediów społecznościach – weźmie może 10% a przysłuchiwać się mu będzie może drugie tyle społeczeństwa. Wszystko leży i kwiczy, w zasadzie nie ma niczego – liczy się tylko bieżący spór medialny. Prawdziwe sprawy są rozgrywane w zaciszu gabinetów i to w taki sposób, żeby interesariusze dowiedzieli się jako ostatni, zwłaszcza że w ogóle decyzji przyznających jakiekolwiek beneficjum prawie się nie podejmuje – to trudno chwalić się stratami i ograniczeniami. Mówiąc wprost – władza patrzy na słupki poparcia i żongluje tezami i tematami zastępczymi, równolegle starając się utrzymywać okręt na kursie – na ile się da, bez dyskusji z załogą i pasażerami – nie ma takiej potrzeby, a przynajmniej do tej pory nie było.

W realiach braku konstruktywnego dialogu, poszerzonej dyskusji o państwie – społeczeństwo z zasady raczej bierne i roszczeniowe, w sposób naturalny przechodzi na pozycje krytykanctwa i narzekania na rzeczywistość, narzekanie i złorzeczenie jest naszą specyfiką – chyba nie ma równie opluwanego premiera w Europie jak Donald Tusk, którego dziennikarze – wcale nie satyrycznych programów, w przypływie emocji chwili są skłonni winić nawet za złą pogodę! No bo wiadomo, że jak jest poniedziałek to wina…

Nawet jeżeli już ktoś odważy się przedstawić swoje stanowisko w jakiejś sprawie, to przeważnie jest to obrona interesów i praw nabytych. Widział ktoś propozycję ograniczenia uprawnień branżowych świętych krów systemu? Wystarczy postawić w Sejmie temat ogródków działkowych żeby wywołać popłoch, przy takiej rzeszy doskonale zorganizowanych działkowców – nikt nie chce się narazić tak potężnej grupie nacisku. W ogóle dwa lata przed wyborami niewiele można już zrobić ryzykownego, albowiem wyborcy są pamiętliwi.

Tzw. społeczne czy też obywatelskie projekty ustaw, lądują w zamrażarce ewentualnie są „uwalane” przez posłów na jak najwcześniejszym etapie. Jest oczywistym, że to Sejm rządzi w państwie – do niego jako reprezentanta Narodu należy władza, ale jaką trzeba mieć pychę i mniemanie o sobie, żeby będąc „pośliną”, która złapała mandat mając kilka tysięcy głosów – żeby olać podpisy kilkuset tysięcy Polaków! Przypadek nieszczęsnej reformy szkolnictwa i skazanych na poniewieranie przez starszych kolegów – sześciolatków. Ilość stresu i poziom złości rodziców jest nie wart tej całej nieszczęsnej reformy, jakkolwiek by ona nie była słuszna. No ale niestety tak wygląda dialog władzy ze społeczeństwem w naszym kraju.

Niestety kwestia dialogu politycznego jest kluczowa, jeżeli nie nauczymy się ze sobą rozmawiać o sprawach kluczowych dla państwa w sposób inny niż „pomidor-pomidor” to możemy mieć problem zasadniczy na arenie unijnej z wiarygodnością – w przypadku dojścia do władzy prawicowej opozycji, ponownie grożą nam haniebne kłótnie o przysłowiowy stołek! Dwugłos w sprawach europejskich to największe zagrożenie z jakim możemy mieć do czynienia – jednakże nie da się już zmienić konstytucji, to nie jest możliwe w tym Sejmie, co oznacza że prawie na pewno czeka nas paraliż i konflikty, chyba że powtórzy się katastrofa na skalę smoleńskiej…

2 komentarze

  1. inicjator_wzrostu

    To społeczeństwo wymaga leczenia – nie Państwo.

  2. Stach Głąbiński

    Zgoda na całość poza przykładem dotyczącym sześciolatków w szkole. Sejm jest od ustalania ogólnych wytycznych, natomiast rządzić, czyli ustalać konkretne wytyczne działania, winien rząd. Z założenia sejm reprezentować ma obywateli, którzy nie są ekspertami i to winno ograniczać posłów. Nie mogę – podobnie jak większość nas – merytorycznie ocenić omawianej ustawy, ale decyzję należy pozostawić znawcom przedmiotu, których ma zwerbować rząd. Jedyne, co proponuję, to dać nauczycielom, którzy będą męczyć sie z maluchami, możność decydowania w pojedyńczych wypadkach o odstąpienia od reguły wieku rozpoczęcia edukacji szkolnej.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.