Paradygmat rozwoju

Nie stać nas na przywileje – może niech każdy płaci za siebie?

 Ponieważ nie stać nas na przywileje, niech każdy płaci za siebie. Państwo powinno ograniczyć się jedynie do interwencji w przypadkach pojawienia się problemów losowych i nie zawinionych przez obywateli. Niestety czy to się komuś podoba czy nie, obecnie mamy do czynienia z pasożytowaniem znacznej części społeczeństwa na reszcie. W zasadzie w Polsce mamy system, w którym każdy odrobinę pasożytuje na reszcie i to wszyscy uważają i tak za skrajną niesprawiedliwość, ponieważ chcieliby, żeby ich indywidualny kawałek tortu był nieco większy niż torciki, które muszą oddawać.

Tak się nie da, państwo w dłuższej perspektywie nie może tak funkcjonować. Dotyczy to wszystkiego od przywilejów emerytalnych, poprzez niby darmową służbę zdrowia a na dofinansowaniu do bankrutujących państwowych przedsiębiorstw, które zainwestowały w chybione technologie kończąc. Moralność nakazuje zachowanie następujące – albo pomagamy każdemu i ułatwiamy każdemu tyle ile się da, albo tylko tym którzy nie są w stanie sami sobie dać rady. Trudność polega na tym, że nie bardzo można zobiektywizować kryteria definiowania tych, którzy nie są w stanie sami sobie dać rady.

Obecny model pomocy socjalnej, nawet szerzej – relacji obywatela z państwem uprzywilejowuje chyba wszystkie grupy i klasy społeczne z wyjątkiem jednej – samozatrudnionych przedsiębiorców. Jeżeli pracujesz na swoim – płacisz. Jeżeli pracujesz u kogoś a najlepiej na szeroko rozumianym „państwowym” to masz szansę się załapać na socjal, z którego tu i ówdzie jak się umie można wyszarpać niezłe kąski.

To jest skrzyżowanie pozostałości po socjalizmie, który co byśmy nie mówili akurat w tej kwestii nie był zły z rosnącymi oczekiwaniami społeczeństwa rosnącymi wraz ze zdobyczami cywilizacyjnymi, na które wszyscy mają ochotę, w tym głównie ci, którzy na nie – nie zasłużyli (znaczy się nie zarobili). Każdy by chciał brać, ale bardzo niewielu chce płacić za to żeby inni mogli mieć z czego brać. W tym rolą państwa jest zrównoważenie tych dwóch sprzecznych dążeń. Niestety państwo robi to nieudolnie i w efekcie skrajnie niesprawiedliwie. Ci co płacą są do tego brutalnie przymuszani, a ci co otrzymują i tak narzekają, że otrzymują zbyt mało. Zatem to nie ma sensu, ponieważ proszę zwrócić uwagę – nikt nie jest zadowolony, co więcej powstaje pytanie na ile rzeczywiste potrzeby wymagających wsparcia są przez istniejący system zaspokajane? Niestety w publicznym systemie rozdawnictwa, czy też redystrybucji pytanie o efektywność jest równoznaczne z grzebaniem krwawiącą dłonią w szambie pełnym pijawek i bakterii. Inaczej – zakres możliwych odpowiedzi nie uwzględnia pytania o efektywność w przypadku redystrybucji publicznej. To fikcja inaczej marnotrawstwo. Zastanówmy się zatem:

  • Czy państwo musi finansować wyższe uczelnie, jeżeli nie mamy własnego przemysłu a najlepsi absolwenci wyjeżdżają? Inni zresztą też – bo nie mają żadnej pracy lub prace mało płatne?
  • Czy państwo musi finansować przejazdy ulgowe wszystkim poza niepełnosprawnymi? Czy człowieka nie stać na finansowanie swojego przemieszczania się? Czy zakładamy, że każdego rodzica – programowo nie stać na finansowanie całości potrzeb transportowych swoich dzieci?
  • Czy państwo musi finansować poprzez samorządowe ośrodki pomocy społecznej czyjeś pralki, telewizory i komputery?
  • Czy normalnym jest stan, w którym państwo – także poprzez samorządy dopłaca do czynszu i/lub nie pozwala opróżnić mieszkania z drugiego lub nawet trzeciego pokolenia ludzi „niezaradnych”?
  • Czy państwo ma finansować z podatków ludzi obecnie pracujących wysokie emerytury ludzi, którzy pracowali w zupełnie innych realiach ekonomiczno-społecznych?
  • Czy państwo ma dopłacać do przedsiębiorstw, których działalność jest uznawana za strategiczną?
  • Czy państwo ma dopłacać rolnikom do ich upraw? Czy państwo ma dopłacać rolnikom do ich socjalu?

Takie pytania można mnożyć w nieskończoność, w zasadzie w każdej dziedzinie życia znajdą się jakieś kwestie, o które można się upomnieć i które można starać się rozpatrywać na gruncie praw grup społecznych lub zawodowych – rozumianych jako uprawnienie wobec ogółu. Niestety sprawy te mają silny wymiar polityczny a pytanie w referendum, czy jesteś za zlikwidowaniem wszystkich ulg i zasiłków poza ulgami i zasiłkami dla osób niepełnosprawnych jest niemożliwe do sformułowania. Każda władza, która odważyłaby się na postawienie Narodowi takiego dylematu – wyleciałaby z Alej Ujazdowskich szybciej niż w 1939 tym roku uciekała przed Niemcami i Rosjanami.

Problem polega jednak na tym, że w najbliższym czasie prawdopodobnie pokolenie obecnie pracujące stanie przed dramatycznym dylematem – skąd wziąć pieniądze na finansowanie podstawowych nawet zobowiązań socjalnych państwa. Biorąc pod uwagę prognozy demograficzne i tempo wzrostu gospodarczego około 2030/2040 roku – nie będzie nas stać na wypłacanie rent i emerytur nawet w obecnej relacji do płac. Co wtedy zrobimy?

Może więc lepiej już dzisiaj zrobić system, w którym niech każdy płaci sam za siebie, a nie oczekuje że państwo – społeczeństwo ufunduje mu cokolwiek na co on sam nie zarobił? Chodzi o generalne odwrócenie optyki. Jednakże w konsekwencji tej filozofii musimy się pogodzić z faktem, że finalnie – ludzie będą umierać z głodu na ulicach, zresztą już dzisiaj też umierają, może w szpitalach – pozbawieni wszelkiej pomocy, ale się o tym nie mówi.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.