Paradygmat rozwoju

Nie powinniśmy myśleć o eksportowaniu gazu łupkowego

 Nie powinniśmy w razie odkrycia złóż nadających się do eksploatacji i posiadania gazu łupkowego w nadmiarze decydować się na jego eksport.

O wiele bardziej opłacalna byłaby strategia oparcia na gazie tego typu przemysłu chemicznego oraz energetyki. Oznacza to, że już dzisiaj powinniśmy inwestować co najmniej 3-7 mld Euro rocznie w rozwój technologii petrochemicznych i azotowych oraz w zakup licencji na produkcję różnego typu z tego surowca. Warto byłoby też pomyśleć o przejęciu lub wejściu w kooperacje z firmami tego typu w Europie i na świecie, albowiem docelowo musielibyśmy stworzyć silną strategię eksportową.

Nie wiadomo ile będzie gazu, jednakże już można przypuszczać że nie pojawi się on od razu w olbrzymich ilościach. Jeżeli się pojawi w ogóle i nie będzie powodował negatywnych kwestii środowiskowych, wówczas stopniowo będzie można włączać to źródło do gospodarki. Do tego są potrzebne odpowiednio przygotowane plany rozwoju poszczególnych przemysłów petrochemicznych i azotowych, które powinny także w wariancie „startu” przewidywać jako alternatywę dostawy przez gazoport oraz nadwyżki kupowane co prawda drogo, ale pewnie od Federacji Rosyjskiej.

Do tego celu można wykorzystać fundusze unijne, oczywiście w porozumieniu z Komisją Europejską i dając miejsce na rynku dla największych unijnych graczy – do tworzenia w Polsce „hub-a” petrochemicznego i azotowego. Bez przychylności komisji możemy sobie pomarzyć o czymkolwiek, ponieważ kwoty emisji gazów rozłożą każdy poważniejszy przemysł tworzony od nowa lub sensownie rozbudowywany na łopatki. Prawdopodobnie, żeby bilans był do utrzymania w długim okresie niezbędne będzie szybkie włączenie do „mixu” energetycznego energetyki jądrowej oraz możliwych do osiągnięcia źródeł odnawialnych. Niestety zarówno energetyka jądrowa jak i odnawialna leżą i kwiczą, a ta druga nawet z zupełnie niezrozumiałych powodów jest tłamszona – co można stwierdzić, wysłuchując kilku wypowiedzi prezesów tego typu firm na popularnych portalach i konferencjach gospodarczych. Narzekaniu nie ma końca, a nawet czasami słychać możne słowa na temat polskich przepisów dotyczących rynku energii odnawialnej.

Reasumując powyższe, jakakolwiek strategia eksportu gazu jako surowca będzie mniej efektywna niż strategia wykorzystania gazu w kraju przez rozwinięcie przemysłu. Mamy na to pieniądze unijne, wystarczy tylko zgrać inwestorów i zapewnić błogosławieństwo Komisji Europejskiej z czym nie będzie kłopotu jak najwięksi gracze zwietrzą dla siebie interes. Do szczęścia potrzebny będzie atom i może źródła odnawialne, żeby być ekologicznym w ogólnym bilansie i nie przerażać ekologów (potężne frakcje w Parlamencie Europejskim i parlamentach narodowych) wizją budowy drugiego „BASF” czy też może „IG Farben” w Polsce… po latach.

Sam eksport nadwyżek gazu byłby dla nas niekorzystny strategicznie, ponieważ czasy drogiego gazu się właśnie skończą wraz z pierwszym gazowcem z USA lub z Chin jaki zawita w Europie. Po tym wydarzeniu nawet Gazprom będzie skłonny do obniżenia cen, miejmy nadzieje że także i nam. Sprzedawanie gotowych surowców przestanie się opłacać, ponieważ będzie oznaczać rezygnację z korzyści dodanych wynikających z przetworzenia surowca a na tak wysoce konkurencyjnym rynku jak europejski – będziemy mogli tylko i wyłącznie zrobić sobie krzywdę. Poza tym eksportując gaz w ogólnym rozliczeniu na pewno byśmy na tym stracili finansowo, gdyż znając nasze realia podpisalibyśmy kontrakty na które albo nie mielibyśmy pokrycia, albo byłyby po tak dumpingowych cenach, że polscy podatnicy dopłacaliby do gazu np. w Niemczech, Czechach lub na Ukrainie.

Oczywiście nie należy się przeciwstawiać eksportowi w ramach bilansu gazowego – łączącego całość przepływającego przez Polskę gazu dla potrzeb wymiany handlowej z naszymi sąsiadami w potrzebie. Jednakże ogłaszanie strategii typu Katar lub Gazprom – nie ma żadnego sensu. Jest za dużo poważnych interesów na tym rynku, żeby ktoś nam pozwolił wejść bezkolizyjnie do niemieckich domków! Dlatego koncepcja rozwoju przemysłu petrochemicznego na dużą skalę wydaje się stosunkowo najbezpieczniejsza, chociaż – uwaga, tutaj nie ma co liczyć na wielomiliardowe zyski, raczej na pracę przez dziesiątki lat i wzrost znaczenia gospodarczego i technologicznego naszego kraju do poziomu Republiki Federalnej z lat 80-tych XX wieku. Może to nie brzmi zbyt ambitnie, ale tak powinien brzmieć cel rozwoju polityki przemysłowej w zakresie przemysłów opartych na gazie dla naszego kraju na następne 15 lat.

One Comment

  1. przetwarzajmy nieprzetworzone, i zarabiajmy na jeszcze niezarabiającym.
    proste banalnie proste… ale niestety nie u nas

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

18 + 14 =