Społeczeństwo

Nie poradzimy sobie z emigracją…

 Można narzekać do woli na rzeczywistość, można załamywać ręce nad emigracją z Polski, można ją traktować, jako obiektywny wskaźnik stanu spraw państwowych – to wszystko słuszne, mądre i potrzebne. Co więcej nie da się krytykować takiej argumentacji, albowiem ludzie po prostu głosują nogami. Jako państwo musimy się pogodzić z faktem, że nie poradzimy sobie z emigracją, jako zjawiskiem społecznym uwarunkowanym gospodarczo, bez ograniczenia swobody przepływu ludzi w Unii Europejskiej.

Tak długo, jak długo będzie istniała możliwość zmiany miejsca zamieszkania oraz miejsca pracy na terenie Unii Europejskiej bez żadnych ograniczeń, tak długo jako kraj niższych płac i gorszych warunków życia, zawsze będziemy tracić obywateli. Trzeba się z tym pogodzić, nie da się nic na to poradzić, nie da się temu przeciwdziałać, nie da się spowodować metodami administracyjnymi niczego, co ograniczyłoby te procesy migracyjne, chyba że wprowadzimy regulacje znane z okresu Stanu Wojennego?

Być może z czasem, jak demografia da o sobie znać, będziemy mogli liczyć na wyższe przeciętne płace, to rzeczywiście procesy migracyjne będą się zmniejszać. Jednak jeżeli chodzi o fachowców, najlepiej wykształconych, dla których nie ma adekwatnej do ich możliwości rozwojowych pracy w kraju, bo chcieliby projektować np. samoloty lub samochody, a mogą co najwyżej modele pierwszych i części drugich – to zawsze będą szukać lepszej pracy. O tych trendach najlepiej świadczy eksodus dwóch grup zawodowych – zawodów medycznych, które dzisiaj w Europie mają wymiar uniwersalny oraz wszelkiej maści informatyków, tutaj nawet nie trzeba mieć formalnego wykształcenia, żeby znaleźć na zachodzie dobrze płatną pracę, wystarczy pokazać, co się umie – nawet na zasadzie pokazu zdalnego, a chętny pracodawca prawie na pewno postara się o nowego pracownika. Z mobilnością nie ma przecież żadnego problemu, rynek tu i tam – ciągle potrzebuje rąk do pracy, ale za różne pieniądze.

Nasz poziom wynagrodzeń może być atrakcyjny dla zmuszonych wojną Ukraińców, jednakże wiadomo już, że każdy, kto godzi się na pracę za mniej niż zdaje się 6000 zł jest – proszę sobie dopowiedzieć kim, a jednak ludzie się godzą i nie mogą związać końca z końcem. Ci odważniejsi, mający możliwości – po prostu wybierają miejsca, gdzie się więcej i lepiej płaci. Nie można mieć o to do ludzi pretensji! Co więcej, trzeba ich wybory uszanować i wspierać, w tym znaczeniu, że status emigranta powinien oznaczać równolegle szereg ułatwień w kraju, a nie drogę przez mękę jak np. w kwestii podatku dochodowego. Jeżeli nie będziemy dbali o tych obywateli, to na pewno nie będą mieli motywacji, żeby wrócić do kraju. Wizja sprowadzania ludzi z Wielkiej Brytanii, wojskowymi samolotami transportowymi w kajdankach, to jest ekstremalna skrajność! Swoją drogą to też dowód na słabość naszego państwa, bo czy nie taniej byłoby odpowiednio dostosowanym autokarem? Naprawdę musimy fundować komuś lot samolotem, a do tego ponosić ryzyko skutków katastrofy lotniczej? Jednak to już kwestia poboczna w całym procesie budowy relacji pomiędzy państwem a obywatelami za granicą, ale na terenie Unii Europejskiej.

Jeżeli jednak rząd zamierza na serio zrobić coś, dla zmniejszenia trendów migracyjnych, to musi przede wszystkim stopniowo naprawiać kraj, wprowadzając całe szeregi ułatwień i uproszczeń, przede wszystkim w zakresie barier administracyjnych, których istnienie jest nie tylko dowodem na dysfunkcję naszego systemu, ale przede wszystkim głupotą. Wzorce są, wystarczy popatrzeć na to, jak jest zorganizowane państwo w Wielkiej Brytanii lub Niemczech, gotowe rozwiązania można przenieść – implementować, poczekać aż dostosują się do polskich realiów. Nie jest tak, że jesteśmy bezbronni wobec systemu i musimy się podporządkować dyktaturze „nie da się”.

Ponieważ sytuacja jest poważna, należy się zastanowić nad np. wprowadzeniem ulgi podatkowej, dla każdego, kto był za granicą, co najmniej 5 lat i wrócił do kraju na pobyt stały, tak żeby płacił niższy podatek dochodowy przez pierwszy rok po powrocie? Chociaż to może wydawać się śmieszne, jak pomyślimy o takich zagadnieniach jak problemy z zapisaniem dziecka do przedszkola, horrorze jakim jest kontakt z publiczną służbą zdrowia itd. Dlatego liczy się generalny trend i kierunek zmian, a nie udawanie rzeczywistości.

Być może jednak problem się sam rozwiąże, w tym sensie, że Unia może zmienić zasady przemieszczania się ludności i uzyskiwania zgód na mieszkanie i pracę. Czy wówczas będzie lepiej? Jest przecież Kanada, Australia, USA…

5 komentarzy

  1. Zgadzam się z autorem. Kuzynka rocznik 1947 urodzona w Londynie wyemigrowała z GB do pracy w RFN później do USA jako emerytka do Polski. Zastanawiam się czy złe rządy to sprawa rządzących czy nas. Dochodzę do wniosku że myśmy są tacy jak wybrana władza.

  2. Do emigracji powinniśmy mieć takie stosunek, jak Australia.

    • krolowa bona

      Kto dzisiaj jest “@Anonim”, autor komentarza musi sie raz jescze zameldowac, obce sily od 3 dni napadly zliwrogo na system OP i kasuja pseudonimy, zeby nas tu wnerwic i odstraszyc od kontakow !!!

    • wieczorynka

      Zabawny tekst, odpowiem tym samym, wczoraj media zanotowały koniec świata, wśród ofiar nie było Polaków.

  3. wieczorynka

    Migracje ludności są wskazane jednak przyczyną migracji nie może być wyjazd za chlebem a chęć poznania świata.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.