Nie można napędzać administracyjnie wzrostu cen

graf. red.

Nie można napędzać administracyjnie wzrostu cen. Dotyczy to każdego poziomu funkcjonowania sfery publicznej. Zaczynając od usług komunalnych na poziomie lokalnym, poprzez opodatkowanie i obłożenie akcyzą energii na poziomie krajowym, a na cenie emisji zanieczyszczeń kończąc. Wszelkie tego typu regulacje to duszenie gospodarki rynkowej, nakładanie kagańców i eliminacja wolnej konkurencji.

To, co się dzieje w sprawie opłat za śmieci jest szokujące. Uwaga nikt nie kwestionuje zasady segregowania, czy szerzej selektywnej zbiórki. To słuszne postulaty i trzeba je realizować, po pierwsze dla ochrony środowiska, a po drugie dla eliminacji marnowania surowców wtórnych. Nie da się jednak zaakceptować faktu, że nagle opłaty za wywóz śmieci mają wzrosnąć o np. 200-500% To jest chore i śmierdzi na kilometr centralnym planowaniem.

Jeżeli już mamy organizować system zbiórki odpadów na nowo, to zacznijmy od wymuszania na producentach opakowań ekologicznych. Opłaty za ich utylizację można przenieść na moment ich zakupu. To spowodowałoby, że producenci przejęliby na siebie odpowiedzialność za opakowania i ich cenę wliczyliby w produkt. Ten prosty mechanizm spowodowałby konkurencję cenową, a ta zrodziłaby ekonomizację systemu. Przerzucanie kosztów składowania i selekcji odpadów na obywateli realizowane jako pośrednie, byłoby wówczas mniej brutalne, a dodatkowo demokratyczne wedle zasady: konsumujesz to płacisz.

Objęcie akcyzą i opodatkowanie cen energii jest fundamentem dochodów państwa. Tylko trzeba się publicznie zapytać, czy np. energia elektryczna jest towarem luksusowym – żeby objąć ją akcyzą? Problem jest systemowy, zaczyna się na generowaniu energii, a nawet wcześniej już na etapie pozyskiwania surowca energetycznego. Jest on ze względów rynkowych tak niesamowicie drogi, że dokładanie opodatkowania i akcyzy jest niepotrzebnym wzrostem cen. Dodatkowo to działanie mnożników, bo koszty generowane u podstaw procesów gospodarczych i bytowych- promieniują na cały system społeczno-gospodarczy. Stanowiąc obciążenie systemowe od początku łańcucha procesów wytwórczych. Nie bez powodu właśnie w Krakowie likwiduje się produkcję stali w hucie. Ceny energii zabijają nasz przemysł, przygniatają ludzi, doprowadzając do wykluczenia energetycznego.

Unijne regulacje w zakresie cen praw do emisji substancji szkodliwych, jak i w ogóle sam system, to jedna wielka porażka, w istocie przeciw skuteczna. Jej efektem jest transformacja przemysłu przez jego likwidację. Nowe lokalizacje są umiejscawiane poza Unią Europejską. W ten sposób, często europejskie koncerny odpowiadają na europejską politykę ochrony środowiska. Ten proces dewastuje nasz krajobraz przemysłowy. Tracimy miejsca pracy i przyszłość własnych dzieci, bo wszystko co będą mogły, to obsługiwać bogatych turystów z Azji.

Ta błędna polityka na trzech szczeblach władzy, jest wynikiem głupiego nastawienia ideologicznego. Nie da się bowiem zmieniać świata poprzez przerzucanie odpowiedzialności za zanieczyszczanie na inne kraje. Nie mają znaczenia intencje, liczą się realne fakty. Jeżeli w imię szczytnych celów ochrony środowiska w Europie, doprowadza się do sytuacji w której przemysł truje na potęgę dziewicze raje! Bez ograniczeń, które musiałby spełnić w Europie jest odwróceniem realiów. Doprowadzając do wzrostu cen usług publicznych i energii, w wyniku decyzji politycznych, trzeba się liczyć z oceną polityczną. Ze względów ideologicznych i presji medialnej, nie jest ona możliwa, bo podniesienie argumentów sugerujących racjonalizację zachodzących procesów, powoduje natychmiastowy i wściekły atak na płaszczyźnie ideologicznej.

W naszych realiach, brak konkurencji zawsze będzie oznaczał wzrost cen. Taką mamy mentalność i uwarunkowania gospodarcze, jeżeli ktoś prowadzi działalność gospodarczą, to musi zarabiać. Nie można mieć do niego pretensji, że jeżeli nie ma konkurencji, to chce zarabiać więcej. Jest to po prostu naturalne, ludzkie i normalne jak to, że słońce świeci. Na prawa ekonomii nic nie poradzimy, a nawet jak się udało na chwilę powstrzymać wzrost cen energii – poprzez rozwiązania ustawowe, to w dłuższej perspektywie czasowej i tak za to zapłacili. Nie da się oszukać rynku! Wspomniany na początku wzrost cen usług komunalnych, jest bolesny i bardzo poczują go ludzie, zwłaszcza o niskich dochodach. Administracyjne generowanie cen w gospodarce, to się nazywa etatyzm, a to już mieliśmy w socjalizmie. Wiadomo jak się skończyło.

Co ciekawe, jakby ktoś to postudiował, a są prace ludzi zajmujących się planowaniem w minionym okresie – to oni mieli najlepsze intencje. Robili co mogli, jak mogli i z narzędziami, jakie mieli najlepsze. Wyszło jak zwykle… teraz też wyjdzie jak zwykle. Etatyzm sprawdza się tylko w wariancie – pod karabinami, czyli w warunkach gospodarki wojennej, mobilizującej społeczeństwo do posłuszeństwa. W naszych realiach to też nie jest możliwe, bo nie jesteśmy właścicielami środków produkcji i kapitału. Po ostatniej wojnie, zniszczona i wygłodzona Polska spłacała kapitał zagranicznych spółek, które często pożyczały pieniądze w sanacyjnej Polsce… Nie powtórzmy tego błędu NIGDY więcej.

8 thoughts on “Nie można napędzać administracyjnie wzrostu cen

  • 20 grudnia 2019 o 05:05
    Permalink

    Słuszny tekst.

    A Banasiowa Republika w Nadwiślańskim Macondo trwa i ma się dobrze.

    Czysty powrót do ETATYZMU i PLANOWEJ GOSPODARKI, podporządkowanie Sądów i Sędziów władzy Państwowej – to PRL-BIS!

    Różnica jest jedna – ideologicznie ma to wszystko być katolickie.

    Oczywiście w Polskiej Odmianie Katolicyzmu, z NadOjcem Dyrektorem na czele …

    Amen.

    Odpowiedz
  • 20 grudnia 2019 o 06:19
    Permalink

    Najlepsze jest to że nikt nas do tej głupoty nie zmusza. Płacimy utratą miejsc pracy i wzrostem kosztów życia za głupotę neoliberalnych-genderowych-ekologów, którym się wydaje że ratują świat likwidując fabryki w Europie i budując je na Borneo 🙂 Autor ma rację.

    Odpowiedz
  • 20 grudnia 2019 o 09:01
    Permalink

    Opodatkowanie powietrza ma dwa cele.

    -wzrost zysków z produkcji energii, kosztem przemysłu i zasobności gospodarstw domowych, bez liczenia się ze skutkami społecznymi i gospodarczymi.
    -stworzenie zapotrzebowania na gigantyczne KREDYTY, których z chęcią udzieli sektor finansowy, drukując z powietrza potrzebne kwoty.

    Przy okazji, sprzeda się potrzebne technologie i urzadzenia, krajom potrzebującym.
    Dostawcami będą głównie kraje takie jak Niemcy, Dania.

    Transformacja energetyczna planety ma kosztować łącznie 60 bilionów $.
    Niezły torcik do podziału pomiędzy kilka firm produkcyjnych i sektor finansowy- głównie zachodni.
    Zapłacą oczadziali ideologią “zielonej rewolucji” ludzie.

    Przy okazji niejako, trzeba będzie wyprodukować miliony ton cementu, stali, materiałów kompozytowych, elementów z metali ziem rzadkich, ryjąc coraz głębiej planetę.
    Zużyć do wydobycia, transportu, rafinacji, miliardy ton ropy, tetrawaty energii elektrycznej.

    Czy skórka warta wyprawki?
    Dla tych, co chcą na tej historii zarobić, niewątpliwie……

    Odpowiedz
  • 20 grudnia 2019 o 09:57
    Permalink

    Inną przyczyną, może być próba skrócenia żywotności źródeł energii.
    Elektrownia weglowa funkcjonuje średnio 60 lat.
    Wiatraczek, 20, panele, 10……

    Skoro celowo skraca się żywotność samochodów, sprzętu AGD, by wymusić szybszą wymianę sprzętu, i zwiększyć w ten sposób zyski, to dlaczego nie spróbować tego w energetyce?

    W ten sposób przecież- produkując towary jednorazowego użytku- zaśmiecono świat miliardami ton różnych substancji.
    Jaki będzie to miało skutek na biosferę, nie wie nikt……
    Być może, Armageddon nie będzie dziełem rąk boskich, tylko ludzkich…..

    Odpowiedz
  • 20 grudnia 2019 o 12:51
    Permalink

    Spokojnie na pewno będzie drożej. To czas dla nas stracony reformy systemu energetycznego trzeba było zacząć w 2000 latach…

    Odpowiedz
  • 20 grudnia 2019 o 15:05
    Permalink

    Oto kilka refleksji po przeczytaniu artykułu.
    1.
    Cytat: “Nie można napędzać administracyjnie wzrostu cen”.
    Ależ można, i tak się robi, żeby napędzić pieniądze wybranym firmom, ale przede wszystkim budżetowi lokalnemu lub państwowemu. Drugim, pośrednim sposobem (ostatnio popularnym) jest napędzanie konsumpcji wewnętrznej wydatkami socjalnymi.
    Wymienione działania nie stworzą jednak kapitału potrzebnego do rozwoju kraju. Taki kapitał krąży sobie po świecie i parkuje tam, gdzie widzi jakieś perspektywy rozwojowe, i jakoś nie jest skory do zaparkowania tutaj, a wręcz omija nas z daleka. Żeby zaparkował tutaj, to zupełnie inne czynniki prorozwojowe byłyby konieczne. Może warto przyjrzeć się temu, dlaczego niektóre gospodarki się rozwijają, a inne są w stagnacji lub nawet się kurczą. To parkowanie kapitału nie wynika z żadnych sympatii, lecz z przewidywanych korzyści. Na pewno nie z przerostu biurokracji, lecz z “rozkwitu” innowacyjności.
    2.
    Teraz odnośnie “emisji zanieczyszczeń”.
    Chodzi zapewne głównie o emisję CO2. Od razu więc mówię, że ten pretekst ekologiczny nie jest wcale głupi – jest propagowany, bo to jedyne wyjście dla Europy, tj. kontynentu bez dużych zasobów surowcowych i energetycznych, a za to dość gęsto zaludnionego. Konkretnie, wyjściem jest “ucieczka” w innowacyjność i narzucenie pewnych standardów (np. ekologicznych) całemu światu, niczym kiedyś “demokracji”, a wcześniej religii.
    Generalnie, liczba ludności świata rośnie, a zasoby kiedyś się skończą – najpierw tam, gdzie jest ich względnie mało. Propaguje się więc inne cele (np. eko), wspiera się innowacyjne rozwiązania i wprowadza je do praktyki, przekonując jednocześnie, że to jest jedyne rozwiązanie dla przyszłości. Jak dobrze to rozpropagują, to się przyjmie. A wtedy Europa będzie nadal w czołówce świata, a nie jakieś surowcowe krainy. Trzeba zawsze pamiętać: u nas będzie tak (lub nieco gorzej) jak w Europie, w stosunku do reszty świata. Pokładanie wszelkich nadziei w surowcach (np. w węglu) nie podniesie poziomu Europy i Polski w świecie, bo taki węgiel wydobywają gdzie indziej efektywniej i taniej, więc “świetlanej” przyszłości w dłuższej perspektywie na tym nie zbudujemy.
    3.
    Kwestia śmieci.
    To prawda, opłaty są wyjątkowo wysokie, w porównaniu do poziomu sprzed kilku lat. Mam wrażenie, że stanowią pewne wsparcie dla budżetów lokalnych, ale profity są topione w wyniku powiązanego rozrostu biurokracji.
    Spore korzyści odnoszą też szeregowi pracownicy zajmujący się wywozem odpadów i śmieci, którzy korzystają na minimalnych umowach podpisywanych przez posiadaczy posesji z firmami zakontraktowanymi przez gminy, bo dzięki temu mogą sami po niższych cenach wywozić nadmiarowe odpady i śmieci, a w konsekwencji żyć na znacznie wyższym poziomie.
    Mieszkałem kiedyś w mieście, gdzie mieszkańcy nie segregowali śmieci w ogóle – wrzucali je do podchodnikowych (podjezdniowych) zsypów otwieranych na kartę (ja miałem kartę do dwóch zsypów, w prawo i lewo po wyjściu z domu). W firmach utylizacyjnych segregacją zajmowali się głównie imigranci, i robili to solidniej niż nasi mieszkańcy. Zresztą, u nas firmowa segregacja śmieci prowadzona jest niezależnie i dodatkowo, dublując pracę mieszkańców.
    4.
    Zgadzam się ze zdaniem Autora: “brak konkurencji zawsze będzie oznaczał wzrost cen”.
    Dlatego m.in. wzrosły ceny wywozu śmieci. Administrator pewnej spółdzielni mieszkaniowej powiedział mi kiedyś, że dawniej (w czasach konkurencji) zgłoszenie potrzeby usunięcia np. starych mebli z okolic śmietnika, skutkowało natychmiastową reakcją, a teraz trzeba cierpliwie czekać na łaskę oficjalnej firmy wywozowej. Wynik: gorsze usługi przy wyższych cenach, ale za to z większą biurokracją.

    Odpowiedz
  • 20 grudnia 2019 o 18:12
    Permalink

    no tak wy komuchy czujecie komucha na kilometr… he he

    Odpowiedz
  • 20 grudnia 2019 o 21:33
    Permalink

    Jako uzupełnienie, Polska jest na drugim miejscu, która jest zmęczona UE, na pierwszym miejscu jest Słowenia. Jednak niech nie cieszą się ci, co wybierają się na tereny Polski na stałe. To się jeszcze okaże czy przyjazd do Polski na stałe będzie taki korzystny. Zarówno Słoweńcy jak i Polacy kochają swoje ojczyzny.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.