Polityka

Nie może być zgody na interwencję w Mali bez europejskich sił zbrojnych

 Nie może być zgody na interwencję w Mali, to nie nasza wojna a Francuzi – za to jak krytykowali nasz udział w wojnie w Iraku nie zasługują na nasze wsparcie zbrojne, jak również nie powinni nadużywać do tego celu NATO czy też Unii Europejskiej, albowiem nasza wspólnota międzynarodowa nie jest w żaden sposób i nie może być w żaden sposób zagrożona przez półnagich koczowników z automatami na środku olbrzymiej pustyni!

Opowiadanie o tym, jakie zagrożenie stanowią „islamiści” na środku największej pustyni świata dla spokoju w miastach Europy to jedna z największych bzdur i kit roku, jaki posłuszne władcy Pałacu Elizejskiego media propagują skutecznie od kilku tygodni. Owszem, być może stanowią zagrożenie, ale dla zislamizowanej Francji i to właśnie od tego momentu, jak wojska francuskie strzelają do muzułmanów na pustyni – ich „bracia” we francuskiej metropolii mogą przeprowadzić zamachy lub w inny sposób zaatakować Francję. Wspólnota europejska, NATO ani Polska nie mają żadnego interesu uczestniczenia w postkolonialnej wojnie mającej na celu pokonanie jednego z odwiecznie rywalizujących ze sobą ugrupowań zbrojnych na tym terenie – historycznie zdominowanym przez Francję.

Jeżeli natomiast na poważnie mamy podchodzić do obronności europejskiej, to należy rozpocząć działania na tej płaszczyźnie zupełnie na poważnie podchodząc do kwestii organizacji wspólnotowych sił zbrojnych – politycznie podporządkowanych Brukseli. W momencie, gdyby tego typu wojsko rzeczywiście istniało – utrzymywane ze wspólnej kasy i miało służyć do wzmocnienia oddziaływania i ochrony interesów Unii Europejskiej, to wówczas można by było mówić o użyciu tego typu kontyngentu nawet w nonsensownym ganianiu się za Tuaregami po bezkresnej pustyni malijskiej! Jednakże nie może być zgody na użycie wojsk autoramentu narodowego w tego typu eskapadzie, – którą rozpoczął Prezydent Republiki Francuskiej a nie Komisja Europejska w Brukseli!

W sprawie chodzi o dwie zasadnicze kwestie – koszty finansowe operacji oraz odpowiedzialność polityczną za nieuniknione trupy, które się pojawią w wyniku działań zbrojnych realizowanych w oparciu o europejską broń jak również z udziałem europejskich żołnierzy. W sensie kosztów – nie może być tak, że prezydent Francji rozpoczyna wojnę gdzieś na jakiejś abstrakcyjnej pustyni a następnie inne kraje kombinują, jaki mu wysłać kontyngent w imię europejskiej solidarności, – czyli komu w kraju zabrać pieniądze, albowiem potrzeba na paliwo i wodę dla żołnierzy, którzy będą marnować swoje życie na nonsensownej pustyni! Wojnę zaczął prezydent Francji i on za nią odpowiada, w tym także finansowo, – jeżeli Francja uważa, że w ten sposób” ratuje Europę przed „Islamem”, to niech to udowodni i z zaciekawieniem będziemy oglądać na ekranach naszych telewizorów wojnę domową w podparyskich przedmieściach, albowiem – jak najbardziej słuszny w tej kwestii gniew muzułmanów – będzie głośny i wyrazisty. Natomiast o ile jeszcze całą zabawę można jakoś sfinansować, albowiem wiadomo, że każdy rząd zawsze znajdzie pieniądze na prowadzenie wojny, to w kwestii odpowiedzialności politycznej za ewentualne trupy nie widać chętnych do odbierania worków ze zwłokami, pomijając już oczywiście ofiary działań tam na miejscu w Mali.

Warto przed interwencją zapytać, – kto będzie odbierał worki z trupami Polaków zabitych w Mali na lotnisku? Kto przekaże je rodzinom? Pan R. Sikorski? Pan D. Tusk? Czy też zwierzchnik sił zbrojnych – pan B. Komorowski? Jeżeli tak, a wszystko na to wskazuje, że tak będzie to powstaje pytanie, – w jaki sposób uzasadnią przed społeczeństwem i rodzinami ofiar – konieczność ich poniesienia? Jaki interes polityczny Rzeczpospolitej i Unii Europejskiej wykażą w przemówieniach uzasadniających konieczność poniesienia kosztów i ofiar? Co tym razem będzie powodem uzasadniającym wydanie przez nich rozkazów, których ewentualnościowym następstwem może być śmierć polskich żołnierzy?

Ta sprawa śmierdzi na kilometry! Unia Europejska jest tak niewydolna militarnie, że nie potrafiła sobie sama poradzić z wojną na Bałkanach! Każdy może łatwo sprawdzić, że Bałkany są zdecydowanie bliżej „Europy” niż środkowa Sahara! Poza tym jest jeszcze pewien mikro niuans, który się nazywa Morze Śródziemne, które źli „islamiści” muszą przekroczyć chcąc do Europy dotrzeć, żeby zapewne zrobić nam krzywdę! No, w jaki sposób mogą tego dokonać? Drogą powietrzną, morką i lądową. Ponieważ Tuaregowie przemieszczają się głównie w starych japońskich samochodach ciężarowych sprawdźmy tą metodę – od strony Gibraltaru się nie da – istniejący wąski pas wody zabezpiecza Europę, a ustawienie baterii armato haubic rozwiązuje kwestię ewentualnej próby przepłynięcia wpław z nożami w zębach. Tamtędy nie przejdą – to jest pewne. Z drugiej strony, nawet przy założeniu, że przekonają do siebie uzbrojoną po zęby i mogącą zrobić z nich sieczkę potężną armię egipską – po drodze jest jeszcze Izrael, a gdyby nawet ten przepuścił Tuaregów w ich samochodach terenowych przez swoje autostrady do Europy – to jest Turcja, której perspektywa wizyty uzbrojonych po zęby „islamistów” raczej nie będzie odpowiadać i tutaj możemy mieć już absolutną pewność, że jeżeli nikt nie da im rady, to nasi przyjaciele i sojusznicy Turcy – na pewno sobie poradzą. Więc droga lądowej napaści Tuaregów na Europę odpada. Zastanówmy się teraz nad wersją powietrzną. Otóż załóżmy, że Tuaregowie zbudują na tej swojej pustyni nową wspaniała cywilizację, której błyskawiczny rozkwit umożliwi im produkowanie w ciągu 10 lat od rozpoczęcia prac projektowych – olbrzymie ilości samolotów uderzeniowych i transportowych. Pierwsze posłużą do pokonania obrony powietrznej wojsk NATO a drugie do przerzucenia oddziałów zmotoryzowanych Tuaregów do europejskich miast. To zagrożenie możemy uznać za realne, w kontekście nieznanego poziomu innowacyjności i pracowitości Tuaregów i „islamistów”. Pozostaje jeszcze trzecia droga – morska, gdzie ci sami zbudują potężną flotę zdolną do pokonania sił morskich państw NATO i za kilka lat możemy oczekiwać desantu morskiego Tuaregów na plażach Sycylii a potem Europy kontynentalnej!

Naprawdę te zagrożenia są realne! Wizja półnagich Tuaregów, którzy w swoich półciężarówkach z RPG-7 na ramionach (często produkcji polskiej – z libijskich zapasów) i wersetami ze Świętego Koranu na ustach będą pędzić po naszych płatnych autostradach najeżonych fotoradarami, żeby obalić nasz rząd i zrobić w Polsce kalifat tuareski – podległy pod Timbuktu – to wystarczający powód, do wysłania naszych żołnierzy na kolejną jakże niesłychanie potrzebną wojnę.

Jeszcze Polska nie zginęła, a głupota kwitnie!

3 komentarze

  1. Francja zaczęła,to niech sobie sama to kończy. Nie ma zgody na to ,żeby utrzymywać bandę najemników ,kurtuazyjnie nazywanych “wojskiem XXXXXXX”.
    Wojsko Polskie powinno stać na naszych granicach,a nie XXXXXXX się po afganistanach,pustyniach malijskich itp.

    • Wpis ocenzurowano ze względu na wysokie prawdopodobieństwo ścigania tego typu sformułowań przez prokuraturę. Jest to przykład cenzury prewencyjnej chroniącej wydawcę przed współodpowiedzialnością. Prosimy o zrozumienie. Redakcja.

  2. Bardzo trafny i na czasie artykuł.
    Dodajmy do tego złoża URANU w pobliskim Nigrze (też Tuaregowie) oraz kopalnie złota i diamentów w Mali.
    Kręci się wokół tego złota i diamentów kilkanaście tysięcy Francuzów, Holendrów i innych cwaniaków z Belgii i UK.
    Pojawienie się Tuaregów psuje im BIZNESY, pojawia się nowa siła.
    Tuaregowie są dobrze wyszkolonymi byłymi najemnikami Kadafiego.
    Tam zniknął DOBRY PAN, więc są CHWILOWO bezrobotni, a broni zabrali ze sobą sporo. Teraz weszli dogry i być może chcą przejąć KONTROLĘ nad tym, co niby kontroluje RZĄD MALI, już DOGADANY z byłą METROPOLIĄ.
    Cała propaganda francuska ma na celu postraszyć EUROPĘ ISLAMISTAMI, co jest naciągane i co słusznie wytyka @Autor.
    Francuzi z kolei wolą wciągnąć do współpracy wspólników, jak Amerykanie. Nic tak nie wiąże jak wspólna zbrodnia.
    Smutne, że dajemy się im dalej nabierać.
    Zapomnieliśmy już o Haiti i Santo Domingo?

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.