Polityka

Nie mamy szans na natowskie bazy w Polsce, ale można próbować „coś” wygrać…

Uboot-Klasse 211 A autor: Bundeswehr-Fotos org. posted to Flickr as Uboot-Klasse 211 A. Lic. CC BY 2.0 na podst. Wikimedia Comm.

Nie mamy szans na natowskie bazy w Polsce, w tym w szczególności na amerykańskie bazy wojskowe w Polsce w rozumieniu takich, jakie są w Niemczech. Poza problemami finansowymi Pentagonu w grę wchodzą jeszcze kwestie strategiczne, a pod względem wojskowym o wiele lepiej będzie jeżeli w razie ewentualnego konfliktu na wschodniej flance NATO – bazy wojskowe będą na terenie RFN niż Polski, głównie dlatego ponieważ w Polsce na pewno stałyby się od razu pierwszym celem dla pocisków jądrowych małej i średniej mocy, a w Niemczech z powodów politycznych – nawet w przypadku wojny, mogą takiego celu nie stanowić. Różnica w zaatakowaniu terytorium Polski a Niemiec taktyczną bronią jądrową jest bowiem zasadnicza i jednoznaczna. W tym drugim przypadku oznaczałaby dla potencjalnego agresora po pierwsze kres kontaktów handlowych z RFN a po drugie wojnę pełnoskalową. Atak jądrowy na Polskę, można natomiast zawsze uzasadnić, jak również nie będzie to argument przemawiający za wojną pełnoskalową dla zachodnich decydentów, ponieważ pełnimy rolę tylko i wyłącznie buforu, a bufor ma to do siebie, wręcz leży to w jego naturze, że się go poświęca dla dobra ogółu.

Jednakże właśnie w kwestiach politycznych obaw polityków niemieckich, tj. samej pani Kanclerz Merkel należy upatrywać tutaj dla nas pewnej szansy. Nie jest bowiem tajemnicą, że Niemcy głośno przeciwstawiają się samej idei przesunięcia baz NATO na Wschód. Wynika to z dwóch czynników – po pierwsze rzeczywiście nikt w rozsądnym Berlinie nie chce dawać pretekstu groźnemu panu w Moskwie, do bycia jeszcze bardziej asertywnym. Co w istocie jest już samo w sobie tematem wystarczającym. Po drugie jest jeszcze powód, którego możemy się domyślać, mianowicie – stała obecność NATO, w tym zwłaszcza wojsk USA w Polsce zmieniłaby geopolitykę w naszym regionie, ponieważ Amerykanie nie pozwolą na bezkarne zabijanie ich żołnierzy przez kogokolwiek (z wyjątkiem jak wiadomo Somalijczyków) i prawdopodobieństwo ich reakcji jest 99%, bo co prawda mogą zawsze wyjechać z kraju pogrążającego się w napięciu z sąsiadem. Jednak tutaj Niemcom wcale nie chodzi o to, że amerykańscy żołnierze broniliby NATO i siłą rzeczy Polski przed Rosją. Nic z tych rzeczy. Obawa jest prawdopodobnie zupełnie inna, mianowicie chodzi o czystość pola, umożliwiającą swobodny powrót do polityki Mitteleuropy przez Niemcy w przypadku porażki projektu europejskiego. Niemcy potrzebują zaplecza w postaci państw Europy Środkowej i Wschodniej i je będą mieli, to jest tylko kwestia metod, czy osiągają to dając np. Polakom czołgi, czy też przysyłając je do Polski z własnymi załogami w zorganizowanych oddziałach bojowych. To wszystko, nie ma z ich perspektywy większej różnicy, ten kraj przy swojej potędze – jest w stanie wystawić ultranowoczesną armię nie do powstrzymania w Europie w ciągu 5-7 lat i nikt nic na to nie poradzi. Natomiast obecność silnych oddziałów NATO – USA w Polsce i innych krajach regionu, na pewno w znacznym stopniu politycznie komplikowałaby ewentualne wcielanie w życie, strategii klasycznych dla niemieckiego rozumienia Mitteleuropy – czyli strategii dominacji.

Ponieważ Amerykanie nie mają najmniejszej ochoty uczestniczyć w budowie klina pomiędzy Niemcami a Rosją o nazwie Polska, ponieważ wolą żeby Polacy zrobili to własnymi rękami i za własne pieniądze, to nie będzie u nas żadnych realnych baz. Od stacjonarnej bazy przeciwrakietowej w Redzikowie – lepszy będzie zestaw ruchomy lub co jest oczywiste niszczyciel lub krążownik z wyrzutniami, to rozwiązuje im problem, a zarazem nie umacza w „polskiej epopei”, czy też raczej „polskim problemie”.

Jeżeli Unia Europejska przestanie spełniać niemieckie potrzeby bycia rynkiem i zapleczem dla ich nastawionej na eksport niesłychanie ekspansywnej gospodarki, to może być różnie. Ten kto czyta niemiecką klasę polityczną i rozumie sposób myślenia niemieckiego establishmentu biznesowego, ten nie powinien mieć problemów z pojęciem prostej i oczywistej prawdy, że w Niemczech są też inni ludzie zdolni zgromadzić poparcie i udźwignąć urząd kanclerski. Takiego cudu jak pani Merkel można tam raczej długo szukać.

Musimy patrzeć na sprawę jednak pragmatycznie. Nic nie poradzimy na ryzyko skrajnie negatywnego scenariusza bez własnej broni masowego rażenia (jądrowej i biologicznej) i środków jej przenoszenia klasycznych i nowatorskich (rakiety, amunicja artyleryjska, drony). Do póki nie będzie w kraju ludzi zdolnych do wdrożenia takiej wizji w życie, tak długo będziemy tylko buforem, którego reset jest możliwy praktycznie bezkarnie, na wzór pamiętnego września w 1939 roku. Jednakże trzeba brać rzeczywistość taką jaką ona jest i postarać się coś od Niemców wynegocjować w zamian. Na zasadzie – drodzy przyjaciele, rozumiemy wasze obawy i szanujemy, możemy odstąpić od lansowania pomysłu amerykańskich baz w Polsce, czyli najprawdopodobniej przesunięcia ich z Niemiec (utrata miejsc pracy w Niemczech itd.), jednakże bądźcie tak dobrzy i coś zaproponujcie dla wzmocnienia naszego bezpieczeństwa – bo wybierzemy na prezydenta „męża opatrznościowego”, a ten zbuduje nam bombę i wszyscy będziemy mieli problem. Żeby było sugestywniej, można to „wysłać” na oficjalnym rządowym papierze na którym w tle jako deseń byłyby nadrukowane szarym kolorem profile niemieckich łodzi podwodnych U-212, samolotów Eurofighter oraz czołgów Leopard w wersji 2A7. Nie, żebyśmy im coś sugerowali, ale przeważnie są domyślni i na pewno w imię dobrosąsiedzkiego pragmatyzmu coś by nam zaproponowali.

Polityka to gra, umiejętność gry przesądza o wszystkim w polityce. Czasami poprzez krótkie i proste przesilenia można bardzo wiele zyskać, również na poziomie odniesienia strategicznego. Dlatego zawsze trzeba tak, starać się ułożyć stosunki, żeby była możliwość prowadzenia rozmów. Rozmowy są potrzebne, zawsze coś z nich wynika. Gdyby w opisywanym oczywiście dość infantylnie przypadku, udało się coś wynegocjować np. łódź podwodną, albo dwie łodzie podwodne – nawet używane, to byłby wspaniały sukces. W ostatecznym rozrachunku przecież i tak, nie będzie żadnych baz NATO bez zgody Kanclerz Merkel w Polsce, a przynajmniej byłaby łódź podwodna lub więcej czołgów. Lepiej jest wygrać „coś”, niż nadymać się i oburzać. Uznajmy realia! Uznajmy realia! Nie mamy szans na natowskie bazy w Polsce, ale można próbować „coś” wygrać… Odpowiednio negocjując, w taki sposób żeby Niemcy czuli się zobowiązani zaproponować alternatywę dla swojego sprzeciwu wobec baz NATO w Polsce

10 komentarzy

  1. Tyle okrętów zdecydowanie by się przydało.

  2. Europa od Portugalii do Uralu i nie ma tu miejsca na amerykańskie bazy.Kiedy Europa zacznie myśleć po europejsku.???

    • Jeśli już, to “ktoś kiedyś” (nie tak dawno) zaproponował
      Europę, od Lizbony do Władywostoku, i to jest to!.
      Ze szczególnym uwzględnieniem ‘prostranctwa”
      euroazjatyckiego. No i oczywiście rola i znaczenie
      każdego bytu państwowego stosownie do własnego wkładu!
      A “niektórym” nadal roi się “obszar euroazjatycki” jako
      nieskończone źródło surowcowe, z którego należy czerpać
      “pełną garścią”(najlepiej za – friko) i rezerwuar
      wykształconej, taniej siły roboczej!
      To postrzeganie świata euroazjatyckiego(słowiańskiego)
      musi ulec przewartościowaniu – gdyż…

      zbawienia dostąpić można nie tylko z “cywilizacją”
      Zachodu!

      • krolowa bona

        Wywod komentatora “@krzyk58″popieram w calej rozciaglosci, UE zamiast tak “walkowac” ten temat w te i we te nalezalo by ten projekt Europy od Lizabony do Wladywostoku przeprowadzic ! Innacze,tak jak “@krzyk58” pisze maja hrapke inni na niezliczone zloza mineralne i b.tania sile robocza i to podporzadkowanie odbywa sie juz i to w drodze wojny na U. , na co to czekac ???? No i po co ?

  3. Dzień Dobry
    Trochę strategi i trochę taktyki.

    Europa to miejsce politycznie zorientowane według równoleżników. Geograficzny linia wschód zachód jest linią polityczną “wschód” “zachód”. Dla działań wojennych kontynent względnie płaski pokryty siecią pagórków i wzniesień. Góry możemy pominąć jako że nikt przy zdrowych zmysłach nie prowadzi pośród nich większych walk. To oznacza zwykle duże straty w szeregach atakującego a w przypadku użycia lotnictwa i bombardowań, długą i bezsensowną kampanię. Również w sensie rozpoznania obrońcy mają lepiej bo są po prostu u siebie i żadne aparaty latające i zwiad satelitarny nie pomoże (mam przekonanie że większość z Was nie ma pojęcia o tym jak działa zwiad satelitarny). Stąd skupię się na tej “płaskiej” części.

    Zgodnie z polaryzacją polityczną i geograficzną oraz uogólniając dla lepszego zrozumienia, w fazie przedwojennej między stronami zwykle jest pas ziemi nieudeptanej z obu stron w pierwszej kolejności obramowany linią obrony w skład której wchodzą jednostki obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej, dalej są wojska rakietowe, później zgrupowania wojsk pierwszego rzutu, następnie, bazy z wojskami drugiego rzutu, i jeszcze dalej zaplecze logistyczne, najpierw zaopatrzeniowe, później produkcyjne. Na samej ziemi nieudeptanej, na której to rozgrywa się później konflikt rezydują jeszcze jednostki specjalne mające za cel w pierwszej kolejności zabezpieczenie i utrzymanie wszelki przepraw, węzłów drogowych i kolejowych dla “swoich” wojsk, oraz dywersję i zniszczenie węzłów oraz nękanie przeciwnika jeśli “przeciwnik” będzie tam pierwszy.

    Ta nieudeptana ziemia na linii “zachód” – “wschód” to Polska, Nasza Ojczyzna. “Prezesi” naszej Ojczyzny stwierdzili że będziemy bronić NATO i jakiejś tam UE tym samym pokazując gdzie mają Naszą suwerenność. Najnowszy model “prezesa” również. To powinno wam wyjaśnić dlaczego “ma(my)” taką a nie inną specjalizację w tzw NATO: Tarcza, Wojska Specjalne, niezbyt wielkie mobilne (pływające?) zgrupowania i na zachodzie siły uderzeniowe pierwszego rzutu. Wiem że Was to nie zastanawia bo po prostu macie ciekawsze zainteresowania. Tak żebyście wiedzieli. W dawnym układzie sił potencjalną ziemią nieudeptaną były Niemcy Wschodnie, wojska pierwszego rzutu stacjonowały… gdzie stacjonują obecnie. Zmieniła się tylko potencjalne miejsce bitwy. Tym razem to jakieś 2/3 terytorium Polski od wschodniej strony licząc.

    Nowy “Prezes” niech więc nie liczy na jakieś cuda i wianki albo cuda wianki bo baz tu o jakimś cudownym znaczeniu nie będzie. Niech przyjmie do wiadomości że po to ochoczo od lat ćwiczenia są organizowane na tym terenie bo tu będzie pole bitwy. Na tą chwilę można nawet sądzić że nie tylko potencjalne.

    Ugrać więc to sobie można jedynie więcej ćwiczeń na tym terenie i nic ponad to. Chcemy mieć spokój? Żyć i rozwijać się. To już zarysowałem koncepcję co jest możliwe do zrobienia tu na OP (nie będę powielał). Myślenie życzeniowe albo mówiąc wprost niepoprawne marzycielstwo to można obie darować. A już zupełnym nieporozumieniem, czymś niemal idiotycznym jest w ramach planowania działań obronnych, defensywnych, zajmować się środkami ofensywnymi, służącymi w pierwszej kolejności do agresji.

    W kategorii porad strategicznych: Wiecie jak pokonać tygrysa w lesie, jego domu? Trzeba spalić las. Cały! Tylko jaki w tym sens skoro chodziło nam właśnie o ten las a nie o tygrysa.

    Pozdrawiam
    Udanego dnia Wszystkim życzę

  4. Drogi Szary.Najlepszą obroną jest atak,przeciw tym którzy zapominają o interesach USA,które znalazły bombę u Saddama a dziś szukają Rosjan na Ukrainie.!!!

  5. Coś mi tu brak logiki. Szanowny autorze, jeżeli Niemcy (a tu się zgadzam) pragną wprowadzić w życie – już na 100% “obrotach” – projekt tzw. mitteleuropy, to w ich interesie jest, aby na teren Polski nie spadła ani jedna bomba jądrowa (nawet taktyczna, tym bardziej, że w takim przypadku mogłoby byc takich taktycznych ataków więcej, po prostu seria).
    Co Niemcom lub (to także trzeba brać pod uwagę Rosjanom po terenach, gdzie przez setki lat radioaktywność nie pozwoli na jakiekolwiek działania. Nic po takiej ziemi. Poza tym efekty takich ataków z chmurką docierałyby wszędzie – właściwie do większości Europy i Rosji (tej bliskie).
    Uważam zatem, że nikt właśnie na teren Polski nie zrzuci bomby atomowej. To zbyt ważny teren – i tu nasza szansa !!!
    Wyobraźmy sobie wybuch bomby na obrzeżach Europy zachodnie. Owszem – tam niektórym może się to opłacać.
    Ale w samym centrum?
    Co Państwo na taką argumentację?

    AUTOR PROSIŁ, ŻEBY PAN POCZYTAŁ O BRONI NEUTRONOWEJ, Z ZASADY NISZCZĄCEJ GŁÓWNIE TZW. SIŁĘ ŻYWĄ. Z NAJLEPSZYMI POZDROWIENIAMI WEB. JÓZ.

    • krolowa bona

      Analizie”@mitra” nie mozna nic zarzucic, mam wrazenie, ze i to wielkie mocarstwo z zachodu i to wielkie ze wschodu biora to pod uwage, innaczej czynna wojna mogla by juz trwac, chodzi o te surowce naturalne i to “za friko”….ale nic z takich planow, gdyby teten zostal slazony promieniowa. i to na cale epoki …co do”substancji””zywej”, bez niej nie bedzie taniej sily roboczej a i zaplecze zwierzeco-roslinne jako zrodlo wyzywienia zostalo by wyniszczone a wiec co mozna miec z podbicia terenow, z ktorych nie mozna czerpac zyskow ???

  6. czegoś tutaj nie rozumiem!! O co autorowi chodzi!! O jakie bazy? CZYJE BAZY? DZISIAJ. Sorki, ale komuś (mam na myśli autora) coś się pochrzaniło. Widzę, że polskie BĘCWALSTWO ma się dobrze. Polska to sobie może……nadmuchać. A jak już jest taka dzielna, to trzeba było wzorem Izraela od 1989 DBAĆ o swoją siłę militarną “żeby się bronić”. Misiu, nie wiem czy zauważasz ale jesteśmy w EUROPIE (1). ZAWSZE mieliśmy za sąsiadów Niemców i Ruskich. I ZAWSZE JAK USIŁOWALIŚMY albo jednemu albo drugiemu “podskoczyć” to się to KOŃCZYŁO KATASTROFĄ DLA NARODU bo Mościccy, Rydze-Śmigłowie, Beckowi albo bohaterscy oficerowie zdążyli SPIEPRZYĆ. DNO!! Państwo, które własnego prezydenta wysłać samolotem (WOJSKOWYM) na bliską delegację a potem nie potrafi ZIDENTYFIKOWAĆ WSZYSTKICH przyczyn?? Człowieku, to “sezonowe państwo”. Widać, że Polaca jeszcze nie dostali przyzwoicie “w dupę” bo koncepty przedmurza mają się dobrze. Jednak wolę “sposób życia” Czechów ale ich “życia” nauczyła bitwa pod Białą Górą (chyba 1635), I DLATEGO CZECHÓW SZANUJĄ.A na koniec cytat Churchilla z czasów II RP i o II RP; GREEDY HYENA OF EUROPE. Chciwa hiena Europy.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

18 − 3 =