Nie ma nic złego w strategii wydawania pieniędzy unijnych!

Alarm podniesiony przez jednego z najbardziej znanych w Polsce dziennikarzy, jakoby to rząd Rzeczpospolitej nie miał innego pomysłu na Polskę niż wydawanie pieniędzy unijnych, jak również opozycja myślała tylko o tym w opcji zdobycia władzy – to coś fenomenalnego, jednakże dla czytelników i czytelniczek „Obserwatora Politycznego”, coś tak oczywistego, że nie ma potrzeby się nad tym rozpisywać. Chociaż trzeba zwrócić uwagę na jedną bardzo bolesną kwestię – mianowicie, to że nie ma innej koncepcji na Polskę jest m.in. winą właśnie tych środków, albowiem myślenie grantowe zwycięża w każdym przypadku, gdy trzeba rozstrzygnąć o dyslokacji środków publicznych. To normalna i zdrowa tendencja, w tym znaczeniu, że bylibyśmy idiotami, gdybyśmy podchodzili selektywnie do pieniędzy darowanych nam za darmo! Czy też nawet traktowanych jako para subwencja wyrównawcza w zamian za straty jakich doznała nasza przestrzeń społeczno-gospodarcza podczas dyfuzyjnej części transformacji z potężniejszym zachodem.

Z powyższych względów środki unijne trzeba wydawać, trzeba nimi zadysponować, a najpierw do tego trzeba mieć na wkład własny – przeważnie 30% wartości każdej dofinansowywanej inwestycji. I tutaj jest proszę państwa właśnie odpowiedź na to co robi rząd i jaką strategię gospodarczą prowadzi – dlaczego między innymi musieliśmy „skonsumować” OFE, po prostu bez zapewnienia wkładu własnego nie ma w ogóle mowy o czym rozmawiać, gdyż przestajemy być partnerami. Mówiąc językiem prostym – musimy mieć trzy złote, jeżeli chcemy kupić sobie coś za złotych dziesięć! W tym jest właśnie trudność, że jesteśmy tak biedni, że nawet te przysłowiowe 3 złote to problem w skali kraju i w skali samorządów.

Jeżeli ktoś nie rozumie jak wielkim wysiłkiem inwestycyjnym jest znalezienie wolnych środków na inwestycje na 30% w skali 80 mld Euro w ciągu de facto 7 lat dokonywania alokacji – nie powinien się w ogóle wypowiadać, tylko siedzieć z rozdziawioną paszczą i klaskać Bieńkowskiej i Tuskowi! Jeżeli są jakieś wątpliwości – proszę popatrzeć na budżet państwa i się zastanowić, czy są tam jakieś wolne środki do inwestowania? Jeżeli są, takie państwo znajdziecie to minister Szczurek na pewno postara się dla was o fajny etat w administracji państwowej, albowiem na dzień dzisiejszy i w perspektywie pogarszających się wskaźników demograficznych państwa – znalezienie każdego wolnego miliarda to będzie wyzwanie nie tylko ekwilibrystyczne, ale przede wszystkim polityczne. Ponieważ trzeba albo podnosić podatki – co w taki lub inny sposób się dzieje – albo ciąć wydatki, a jakie są konsekwencje cięcia to łatwo możecie sobie państwo wyobrazić. Właśnie tutaj jest pogrzebana trudność całej naszej polityki rozwojowej, co jest i tak o wiele jednak banalniejsze niż znaleźć 10 zł na 10, które chcemy wydać!

W powyższym świetle, to dobrze że specjaliści, politycy, obywatele – się pytają – co będzie po funduszach unijnych i jak będzie wyglądała polityka rozwoju po „erze funduszy”? Jednakże w kontekście wyzwań jakie przed nami jeszcze stoją jest to pytanie odrobinę przedwczesne w warstwie politycznej. W tym znaczeniu, że rząd nie będzie dzisiaj mówił o czymś co może wyglądać zupełnie inaczej lub nawet dziać się samo po dokończeniu infrastruktury i wprowadzeniu wielu ułatwień do gospodarki w najbliższych latach. Nie chodzi o to, że nasze dywagacje byłyby płonne, scenariusze trzeba mieć i trzeba opracowywać – to bardzo ważne jest, żebyśmy opracowywali koncepcje rozwoju i już dzisiaj mieli wizję co zrobić z państwem po erze „manny z nieba”. Przejście od myślenia grantowego na myślenie o samofinansowaniu się to będzie proces, który będzie nie tylko trudny, ale może też spowodować trzęsienie polityczne w świadomości publicznej mieszkańców. Trzeba bowiem pamiętać, że w okresie kiedy będziemy o tym mówić staną się oczywiste koszty utrzymania infrastruktury.

Reasumując – mierzmy siły i zdajmy sobie sprawę, że wyzwanie rozwojowe przed jakim obecnie stoimy ma wymiar cywilizacyjny i jest epokowe. Tak dobrze jak dzisiaj pod względem politycznym i finansowym nie było nam dobrze od połowy XVII wieku – nie dość, że nikt na nas nie napada, to jeszcze dają nam góry pieniędzy za darmo – ponieważ jesteśmy „fajnymi Polakami”. To trzeba umieć wykorzystać i zrobić to w taki sposób, żeby nie stracić z systemu ani przysłowiowego Euro. Za to będziemy rozliczać Tuska, Bieńkowską i innych. To od ich sprawności zależy możliwość znalezienia na wkład własny do wszystkiego co się nam zamarzy, bo bez tego nic się nie da zrobić.

Natomiast myślenie strategiczne – nie jest zakazane, każdy scenariusze może sobie pisać, jednakże konia z rzędem temu, kto nam powie w jakim miejscu i w jakiej kondycji będziemy po 2020 roku!

Natomiast nie można się zgodzić na filozofię myślenia strategicznego przez narzekanie i ubolewanie – o tym co można zrobić lepiej, co można zrobić sprawniej i jak mogłoby być dobrze, gdyby to krytykujący decydowali. Musimy mieć świadomość, że jesteśmy niewolnikami pewnego układu współzależności – są pieniądze, nikt nas nie zmusza, żeby z nich korzystać, nie mamy takiego obowiązku, jednakże jeżeli ich nie wykorzystamy, to będziemy tak przerażająco słabi, że nie będzie mowy w ogóle o żadnym myśleniu strategicznym, gdyż o czym myśleć jeżeli nie potraci się brać za 70% za darmo!

Naprawdę wszystko, w tym także krytykowanie rządzących wymaga pokory i wiedzy o tym co się dzieje. Można się przyczepić za kształt samego mechanizmu alokacji – dokonywanego w oparciu o podział regionalny, można się czepiać poważnych zaniedbań, czy też nawet dziur rozwojowych w samych Regionalnych Programach Operacyjnych, co więcej można nawet próbować podważać niektóre elementy systemu ze względu na ujawnioną korupcję, jednakże mówienie o całokształcie w kontekście błędu jest nieporozumieniem.

2 myśli na temat “Nie ma nic złego w strategii wydawania pieniędzy unijnych!

  • 12 grudnia 2013 o 11:02
    Permalink

    Podstawowe pytanie , czy ktoś, coś, gdzieś “daje za darmo”? Nie! To tylko powraca nasza składka , pomniejszona, “na kawior” dla trutni społeczno – politycznych rezydujacych w B. Euroentuzjaści oburzeni niesprawiedliwym potraktowaniem “cioci unii” zapewne wyliczą “plusy dodatnie” naszego członkowstwa, i “chwała im”.Nie ma to jak dobre samopoczucie i spora dawka “urzędowego” optymizmu. I jeszcze mala dygresja, co niektórzy byc może jeszcze pamiętaja, ze wPRL–u, bezpłatna była m.in. oświata, opieka lekarska, itp, itd. krytycy “komuny” rykną, zgodnym chórem, za darmo, bezpłatnie nic nie ma, nie było. Oni uważają jednocześnie że UE “daje za darmo”, ot taka dobra “ciocia unia”, a może inne adekwatne skojarzenie??

    Odpowiedz
  • 16 grudnia 2013 o 10:54
    Permalink

    Wszystko trzeba umieć. A do tego b. daleko.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.