Paradygmat rozwoju

Nie ma nic gorszego niż niemoc państwa

 Nie ma nic gorszego niż niemoc, zwłaszcza niemoc po stronie ostatniego odniesienia wszelkich potrzeb, jakim jest państwo. Niestety często zdarza się, że konkretne państwa nie są w stanie nic poradzić przeciwko przeciwnościom losu, czy też wydarzeniom, jakie stawia przed nimi rzeczywistość. Jeżeli bowiem suma wszelkich starań jednostek, przedsiębiorców, samorządów – wszystkiego, co składa się na państwo nie może sobie poradzić z wyzwaniem, to znaczy, że nie jest dobrze i trzeba się zastanowić nad filozofią i mechaniką działania całości systemu. Jeżeli powodem do zmartwień jest niska efektywność, rzutująca na wynik całości – to znaczy, że państwo w tym jego składowe wymagają zmian, które popularnie nazywają się reformami.

Tylko zmiany w systemie mogą wywrzeć wpływ na kształtowanie się końcowego wyniku ogólnej efektywności. Bez wprowadzenia celowych i sterowanych zakłóceń – system pozostanie w inercji i jeżeli tylko utrzyma dotychczasową wydolność to będzie sukces. W praktyce bywa o wiele gorzej, albowiem państwa nie istnieją w próżni i ich otoczenie wymusza na nich ciągłe podnoszenie poziomu efektywności, bez czego dochodzi do opóźnień w konsekwencji do zapaści.

Oczywiście zmiany trzeba wprowadzać w sposób przemyślany i rozważny, w sposób umożliwiający ich przyjęcie przez system, co już samo w sobie jest sztuką wymagającą osobnego procesu zarządzania – to znaczy osobno decyduje się o wprowadzaniu zmian, a osobno powinno się sterować ich wprowadzaniem.

Jeżeli system państwowy nie decyduje się na wprowadzanie zmian, to znaczy, że muszą istnieć do tego odpowiednie powody, wykluczające konieczność wprowadzania zmian lub powodujących, że ich wprowadzanie jest nieopłacalne lub nie przyniesie spodziewanego efektu. Jednakże wiedza o tym, co gdzie i kiedy? Jest niesłychanie trudna do zdobycia, ponieważ operuje się na żywym organizmie, zawsze płacąc za wiedzę – błędami.

To właśnie koszty pomyłek i błędów mogą zniechęcać do wprowadzania zmian, albowiem wszelkie decyzje wywołujące skutki w sferze realnej muszą uwzględniać koszt weryfikacji politycznej. Oznacza to konieczność stosowania zasad wyboru publicznego, tak żeby ograniczyć ewentualne negatywne następstwa w wymiarze politycznym. W praktyce zarządzania jest to nic innego, jak tłumienie zmian ze względu na konieczne do uwzględnienia składowe zewnętrzne. To jest koszt demokracji, dyskontowany przez elity polityką informacyjną, sterującą z odpowiednim wyprzedzeniem oczekiwaniem i lękiem mas. Jednakże niemoc państwa odsłania jego niską efektywność i niezdolność do sprostania wyzwaniom, albowiem wobec rzeczywistości zewnętrznej jak również praw ekonomii normujących zasady życia w państwie nie da się oszukać.

W realiach globalizacji, której cechą charakterystyczną jest narastająca międzynarodowa konkurencja nie ma wystarczającej ilości czasu na eksperymenty, zresztą w razie niepowodzenia i tak nikt nie poda nikomu ręki, nie można oczekiwać bezinteresownej pomocy, a nawet jeżeli takowa występuje to zawsze ma jakiś cel. Cała trudność polega na tym, żeby mieścić się w peletonie, niekoniecznie trzeba być na jego czele, ważne jest utrzymanie się na pozycji umożliwiającej finiszowanie, – jeżeli starczy na to sił i środków. Jednakże trzeba mieć świadomość, że przy takim natężeniu konkurencji nie ma możliwości utrzymać przez cały czas przewodnictwa peletonu. To nie jest możliwe, albowiem inni zawsze mogą okazać się bardziej innowacyjni, a przez to osiągnąć dotychczas nieznane poziomy efektywności. Dla prawidłowo rządzonego państwa liczy się natomiast to, żeby mieć możliwość reagowania na wyzwania i sprostania im. To jest w istocie najważniejsze, albowiem taka zdolność uwiarygadnia państwo wewnętrznie i zewnętrznie.

Trudno jest w powyższy sposób odnieść realne recepty do sytuacji Polski, albowiem my w istocie nie tylko nie jesteśmy już państwem, które cokolwiek może w zakresie swoich głównych wyzwań, my nie jesteśmy zdolni do wypełniania nawet najbardziej podstawowych oczekiwań własnego społeczeństwa. Najdobitniej świadczy o tym wynik ogólny – tj. stałe zmniejszanie się populacji z tendencją do dramatycznego kryzysu depopulacji. Nic bardziej niż przyrost lub ubytek ludności nie jest w stanie mierzyć ogólnej wydolności danego systemu. U nas pod tym względem chyba nawet za ostatniej okupacji niemieckiej było lepiej niż teraz jest, albowiem dzisiaj jeżeli Polacy chcą mieć dziecko i żyć na jako takim poziomie bezpieczeństwa socjalnego – uciekają za granicę. Patrząc na całokształt stanu naszego systemu – ogólny wynik jest dramatyczny. Niestety straszną cenę płacimy za realizowaną ad hoc transformację.

Państwo dla swojej wiarygodności musi być zdolne do poradzenia sobie ze wszelkimi przeciwieństwami, liczy się przy tym to, co tak niesłychanie trafnie określił nasz obecny premier – tu i teraz. Należy to rozumieć w tym znaczeniu, że tu i teraz jesteśmy odpowiedzialni za wynik ogólny, którego składową musi być także troska o jutro, albowiem jutro będzie potrzebne ponownie wszystko – tu i teraz.

One Comment

  1. Impotencja zamiast OMNIPOTENCJI państwa.
    My wszyscy za to zapłacimy obniżeniem poziomu życia, jako Banan Republic in Europe.
    Będzie ciężko, bo skąd brać w Polsce banany na eksport w setkach tysięcy ton …
    Damy radę?

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.