Religia i państwo

Nie ma moralności bez Boga

 Religia jest podstawą moralności, religia przekazuje cywilizacji skalę wartości wskazując, co jest dobre a co złe, co akceptowalne a co dezaprobowane. Religia, a ściślej jej normy to fundament wszelkich wartości i sposobu ich implementacji do naszej kultury. Koncepcja dobra u starożytnych, nie zakładała tego wszystkiego, co dzisiaj umożliwia nam różnicowanie dobra i zła. Bóg Biblii jest zdecydowanie czymś więcej niż absolut Arystotelesa! Nie jest też abstrakcyjnym symbolem doskonałości wg. Platona! Bóg, którego znamy z Biblii jest wieczną i niezmienną osobową wszechpostacią żywego dobra – wykraczającą swoją naturą poza wszelkie kategorie opisowe języka człowieka. Jego dobroć jest nieskończona i nieogarniona przez człowieka, wszystko, co o niej wiemy to dotychczasowy moment kulminacyjny bożego planu – polegający na podzieleniu się „Sobą” ze swoimi stworzeniami pod postacią Jezusa Chrystusa. Na podstawie jego odkupiającej ofiary, możemy wnioskować, że dobroć Boga osobowego jest nieskończona, albowiem Tenże poświęcił się dla swoich stworzeń, odkupując ich grzechy! Dzięki temu poświęceniu nawet tak wyjątkowo niedoskonałe stworzenia jak my otrzymały możliwość partycypacji w stwórczym dziele Boga.

Podstawą moralności implementowanej przez Boga swoim stworzeniom jest Dekalog. Bez Dekalogu, nie byłoby świata zachodniego w takim kształcie, jaki dzisiaj znamy. Zakazy i nakazy Dekalogu mają znaczenie fundamentalne wskazują, czego z absolutną pewnością nie można robić, a co powinno się czynić, – jeżeli uznaje się prawa nadane przez osobowego Boga.

Nasze rozumienie wszelkiej moralności jest zakotwiczone w wierze w Boga, albowiem ta wiara jest podstawą przyjęcia zakazów i nakazów za obowiązujące, niezmienne i stanowiące uniwersalny i ulokowany ponad wszystkim punkt odniesienia. Innymi słowy, dlatego nasza moralność jest taka, jaką określono w Dekalogu (a przynajmniej zbliża się do wzorca), ponieważ wierzymy, że to Bóg chciał nam w ten sposób przekazać, co jest według Niego moralne, dobre i dozwolone, a co zakazane, nie moralne i złe. Przy czym musimy pamiętać, że słowo przeciwstawne określeniu dobra, ma także swój kontekst osobowy, albowiem za złem stoi buntownik, który odrzucił prawa Boga. Jest to zarazem odwrócenie moralności, które powinno być dla nas zupełnym ostrzeżeniem.

Jeżeli zatem uznamy, że wiara w żywego i osobowego Boga jest podstawą dla uznania wskazanej przez Niego moralności, to czy moglibyśmy tą gwarancję wiary czymś innym zastąpić? Samo stwierdzenie, że można czymś – czymkolwiek, lub kimś – kimkolwiek, zastąpić Boga, jako ostateczny punkt odniesienia stanowiący najwyższą gwarancję przekazanych praw jest sztuczne. W istocie musielibyśmy wyobrazić sobie świat bez Boga. Czyli taki układ aksjologiczny, w którym nakładane na nas obowiązki i ograniczenia są pochodną tylko i wyłącznie dzieła człowieka i człowiek nie ma ograniczenia, jakim jest wszechmoc i nieskończony majestat – najwyższy autorytet Boga, (czyli wiara w Niego). Co to znaczyłoby w praktyce? Mniej więcej tyle, że podstawą prawa ludzkiego, byłyby tylko i wyłącznie ludzkie wytwory aksjologiczne, zorientowane na czysto ludzki, (jeżeli taki da się wyodrębnić) zbiór dogmatów. Jeżeli zatem za podstawę porządku, uznawalibyśmy ustalenia w istocie konsensualne, albowiem wynikające z ustaleń aksjologicznych pomiędzy ludźmi – to znaczy, że wszystko można zmienić. Co ciekawe były takie przypadki prawodawstwa, opartego na ludzkiej moralności, wywodzonej z nieskrępowanej myśli ludzkiej – z tą różnicą, że nie pochodziła ona często od ogółu, ale zdecydowanie bardziej od jednostki posiadającej władzę. Jest oczywistym, że wszystkie tego typu połączenia moralności z kodyfikacją miały na celu głównie utrwalenie stanu posiadania władcy, a nie odzwierciedlenie prawdy uniwersalnej, wynikającej z nieskończonej i nieobjętej dobroci – w zupełności nieskończonego i bezgranicznie wolnego Boga, który nie musi zupełnie nic, a na pewno już nie jest uzależniony od przestrzegania porządku i praw przez swoje marne stworzenia. Hammurabi i Faraonowie Egiptu mieli własne osiągnięcia pod względem moralności rodzącej określony porządek. Nawet nasi wzorcowi starożytni rzymianie, mieli prawo oparte na często bezwzględnej i brutalnej religii i związanej z nią moralności – wszystkie te osiągnięcia starożytnych, nie uwzględniały tego, co ofiarował nam Bóg Biblii w osobie Jezusa Chrystusa – miłości.

Dlatego nauczmy się rozróżniać znaczenie praw boskich, pochodzących z objawionej nam woli Boga od praw ludzkich, wynikających z woli władcy, tyrana, lub stanowiące wynik konsensualnej umowy społecznej, opartej o wolę większości w mniej lub jeszcze mniej wydolnie funkcjonującej demokracji. Teoretycznie można przyjąć argumenty ateistów, domagających się poszanowania „wolności” i „godności” ludzkiej, jak i uprawnień poszczególnych grup społecznych – określanych na podstawie dowolnie abstrakcyjnych wyróżników. Teoretycznie, można przyjąć, że z punktu widzenia humanizmu – ludzie mogą dowolnie kształtować stosunki pomiędzy sobą nawzajem. Jednakże w takim przypadku powstaje pytanie poza aksjologiczne – mianowicie, czy zmiana takiego „ludzkiego” prawa może odwrócić uznaną za wzorzec dobra skalę moralności? O wiele łatwiej będzie to zrozumieć na banalnym przykładzie. Otóż wszyscy znamy przykazanie Boga – NIE ZABIJAJ, abstrahujemy w tym miejscu od przyjętego sposobu tłumaczenia, dla naszych celów przyjmujemy wersję wykładni tego przykazania podaną w Katechizmie Kościoła Katolickiego. Dzięki temu, uzyskujemy prostą, prawdziwą i niepodważalną moralność – zakazującą człowiekowi zabijania innego człowieka! Nie można zabijać człowieka, w jakiejkolwiek formie, postaci i w każdych warunkach. Nie można zabijać ani na wojnie, ani w obronie własnej, ani nawet z litości. Zabijając łamie się nie tylko normę prawną, ale także przykazanie samego Boga, które wzmacnia normę zbudowaną na tym fragmencie moralności – wywodzącej się wprost z Jego nieskończonego dobra. A jak wyglądałoby skonstruowanie tej normy bez oparcia w źródle moralności pochodzącej od Boga? Oczywiście świat nie jest tworzony od początku i w rzeczywistości ludzie przyjmują normy wywodzące się z Dekalogu, jako podstawę dla budowania własnego systemu prawa. Rzeczywisty problem polega na modyfikacjach, wyłączających, rozmiękczających lub zmianach w jakikolwiek sposób zmieniających wymowę oryginału. Wyobraźmy sobie, zatem że norma moralna i zbudowana na jej podstawie norma prawna ewoluują wraz z rozwojem i potrzebami społeczności, która je usankcjonowała. Jest to możliwe, albowiem nie ma żadnej uniwersalnej kotwicy moralnej, owszem czytamy bajki o wolności, godności, niezbywalnych prawach osoby ludzkiej itp. Jednakże panta rhei – zmieniamy rzeczywistość, zarazem stopniowo poddając inflacji umowny punkt odniesienia albowiem, jeżeli coś się opiera na umowie między ludźmi, to może zostać przez ludzi zmienione – bez ograniczeń albowiem, dlaczego coś poprzedzającego miałoby ograniczać coś następującego? Zwłaszcza, jeżeli wszyscy są sobie równi, a następujący bogatsi o doświadczenia własne – i wszystkich kolejnych po poprzedzających? Czyli przyszłe pokolenia wiedzą więcej, dlaczego miałyby się, zatem ograniczać do wskazań pradziadów? Jak do tej pory niewiele jest uniwersalnych przypadków takich praw, poza w części prawem brytyjskim, czy też Konstytucją USA, ciężko jest wskazać coś, co chociażby ramowo do dzisiaj obowiązuje – w stopniu niezmienionym! Aczkolwiek wskazane przypadki, uwzględniały Dekalog nawet, jeżeli deklarowały neutralność światopoglądową swojej regulacji. Wracając do naszego przykładu NIE ZABIJAJ – w przypadku prawa ustanowionego przez człowieka, wszystko ewoluuje, zatem z czasem powstaje NIE ZABIJAJ, ALE… Co otwiera pola do możliwej nadinterpretacji i nadążania z moralnością i prawem do potrzeb. Stąd zgoda na aborcję, eutanazję, karę śmierci, narkotyki itd.

Reasumując, nie ma czegoś takiego jak moralność bez Boga. Moralność ludzka nie jest moralnością równoważną moralności pochodzącej od Boga. Moralność pochodząca od Boga i systemy normatywne na niej oparte, dają gwarancję odwołania do uniwersalizmu, natomiast wszelkie atrapy to nadania z mocy władców lub wynik uzgodnień konsensualnych – ludzkie konwencje. Różnica pomiędzy tymi dwoma układami odniesienia, a właściwie prawdziwym układem a jego substytutem polega na tym, że zmiana norm opartych na układzie odniesienia pochodzącym od człowieka – lepiej lub gorzej pojętej ludzkiej moralności – może następować wraz z ewolucją układu odniesienia. A w przypadku moralności i systemów normatywnych pochodzących od Boga, nie ma niebezpieczeństwa utraty lub oddalenia się od ponadczasowego i uniwersalnego układu odniesienia, albowiem jego źródłem jest wiara w nadrzędne nad możliwościami oddziaływania człowieka źródło pochodzenia tegoż układu.

7 komentarzy

  1. Dobry i prawdziwy tekst

  2. kolega , to chyba klapki na mózgu ma….

  3. amenominakanushi

    “…Nasi ludzie nie oszczędzili nikogo niezależnie od rangi, płci lub wieku, i pod miecz poszło prawie 20,000 osób. Po tej wielkiej rzezi całe miasto złupiono i spalono.” Arnaud Amaury do papieża Innocenta III.

    Ach, ta moralność w imię boga.
    To trzymanie się Dekalogu.
    Aż w kościach od tego łupie.

  4. Logiczny wywód. Mnie przekonuje.
    Wszelkim zwolennikom relatywizmu, modernizmu i multikulti nie będzie to pasowało, oj nie będzie.
    Nie ma to jak powrót do sprawdzonych korzeni.

  5. …relatywizmu, modernizmu i multikulti nie będzie to pasowało…

    Kant relatywistą…. 😀

    Logiczny wywód…(…) Nie ma to jak powrót do sprawdzonych korzeni.

    taaa.. z fałszywych przesłanek można otrzymać dowolne wnioski…
    😉

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.