Nie ma czegoś takiego jak interes europejski!

Na przykładzie polityki energetycznej Unii Europejskiej widać, że coś takiego jak interes europejski nie istnieje. Co więcej widać to także na przykładzie sposobu finansowania potrzeb krajów południa pogrążonych w kryzysie. Gdyby tego też było mało – można się przyjrzeć wspólnej polityce rolnej, która także pokazuje, że tu nie ma niczego wspólnego. Wspólny jest tylko rynek, w zamian za dostęp, do którego – bogate i bardziej rozwinięte państwa zgodziły się współdziałać z innymi państwami, w tym także ratować je przed bankructwem.

Nasz rząd jest już na tyle długo w Unii Europejskiej, że nie może zasłaniać się nieumiejętnością lub brakiem biegłości w poruszaniu się wewnątrz spraw i procedur unijnych. Dlatego takie porażki jak zupełna przeciw skuteczność naszej polityki wschodniej podczas polskiej prezydencji nie powinny przechodzić bez echa. Żaden krajowy polityk nie może być aż tak naiwny, żeby wmawiać ludziom, że realizujemy jakiś wspólny, ponad narodowy interes. Przypomnijmy – taki jest jak na razie tylko jeden – wspólny rynek. Nic więcej, no chyba, że się zdecydujemy na cokolwiek sensownego na płaszczyźnie politycznej, finansowej, może militarnej?

Póki, co pod hasłem interes europejski może kryć się kompromis, jednakże kompromis, w którym nie ma relacji wygrany-przegrany, ale są ograniczenia początkowych wypłat graczy.

Niestety my w naszych relacjach z naszymi potężnymi „partnerami” nie tylko pozwalamy wygrywać innym, ale także realizować wypłatę. My z udziału w Unii Europejskiej mamy jak dotychczas:

  • Dotacje,
  • Możliwość emigracji
  • Używane samochody i inny sprzęt

Nic ponadto – to w zasadzie jest całość naszych korzyści z członkostwa w Unii Europejskiej, jeżeli oczywiście nie uwzględnimy dorobku prawa europejskiego, które nawet, jeżeli jest często niechciane i traktowane, jako kłopot wprowadza nowe standardy – zmieniające naszą rzeczywistość.

Jeżeli już mielibyśmy mówić o kreowaniu jakiejś polityki lub stanowiska Unii Europejskiej w dowolnej kwestii strategicznej, – jaką są np. zagadnienia związane z wydobywaniem gazu ze źródeł niekonwencjonalnych – to musimy pogodzić się z faktem, że wynik będzie zawsze kompromisem, a w skrajnie zasadniczych przypadkach po prostu dyktatem państw najsilniejszych – państw płatników!

Od razu sobie wyjaśnijmy, że zawsze decydują silniejsi – to do nich należy prawo inicjatywy i prawo do podejmowania wiążących decyzji. Nie da się tego zmodyfikować i w żaden sposób przemienić – trzeba negocjować, przy czym jako gracz słabszy negocjuje się zawsze o mniejszą stawkę. Jeżeli negocjuje się o mniejszą stawkę to jest oczywistym, że i wygrane są mniejsze. Wniosek jest banalny – w Unii Europejskiej nigdy nie będziemy liderem, zwłaszcza w zakresie inicjowania kwestii wyrażających nasze własne aspiracje. Nie trzeba więcej dowodów niż porażka polityki wschodniej i wynik rozgrywki energetycznej pomiędzy Federacją Rosyjską a Niemcami. Nauczka z tych dwóch strategicznych lekcji wyznacza naszą rzeczywistą pozycję. Żebyśmy jednak zapamiętali lekcję – doświadczymy smutnej lekcji kształtowania polityki unijnej w kwestii wydobywania gazu niekonwencjonalnego. Wówczas o ile rząd Polski nie zdecyduje się na veto, – czyli realną i rzeczywistą konfrontację z inicjatorami tej polityki – przegra. Jednakże, jako słabszy – także przegra stosując veto, ponieważ to nadzwyczajne narzędzie – ostatniej szansy.

Więc jeżeli chcemy mówić o interesie unijnym w kategoriach wspólnych – to musimy po pierwsze znać i prawidłowo oceniać swój potencjał, jawnie przekładający się na potencjał negocjacyjny w znaczeniu politycznym – i to tej najwłaściwszej – największej polityki. Niestety z tym mamy praktycznie zawsze totalny problem. Po drugie jak już uda się nam prawidłowo rozpoznać swój potencjał – musimy się zastanowić nad najbardziej korzystną strategią określania celów i osiągania ich przy optymalnych nakładach i minimalizacji kosztów. A po trzecie trzeba umiejętnie szukać partnerów – decydując się nawet na handel – coś za coś niż trwanie w wierze i w oparciu się o przedmurze środkowo-europejskie. Inaczej nigdy nie odejdziemy od pozycjonowania się, jako państwo Europy środkowej – nowy członek Unii Europejskiej.

2 myśli na temat “Nie ma czegoś takiego jak interes europejski!

  • 28 kwietnia 2013 o 08:42
    Permalink

    Jest!
    Takim interesem jest brak wojen!
    Poziom konfliktów przeniósł sie do Brukseli, gdzie ucierane są wszelkie sprzeczności do kolejnego kompromisu.
    To jest ten zysk z Unii.
    Dochodzi w Polsce (i w innych byłych DEMOLUDACH) powolne wdrażanie zachodniej kultury prawnej, nawet wbrew lokalnym elitom – skłonnym do bycia watażkami.
    Bycie w Unii Europejskiej uważam dla Polski za plus.
    Naszym rządzącym nieudacznikom zawdzięczamy zbyt małe korzyści z synergii procesów adaptacyjnych i pozwalanie na zbyt bezczelną swobodę w działaniu globalnym korporacjom.

    Odpowiedz
  • 28 kwietnia 2013 o 21:01
    Permalink

    Wspólny rynek UE polega na tym, że kraje bogate UE upychają swój nadmiar towarów do krajów ubogich UE. Zatem u nas bezrobocie i jakoś tak cieniutko i lichutko.
    Opiszę tylko swój jeden dzień na zakupach w markecie:
    -ziemniaki z Izraela /były tańsze niż te z Polski/
    -ogórki i pomidory z Hiszpanii
    -truskawki z Portugalii, bo tańsze
    -doniczka i ziemia do kwiatów z Niemiec /innych nie było/
    -stylisko do grabi,koszula flanelowa i skarpetki z Chin
    Czy wśród rządzących jest jeszcze ktoś myślący o Polsce?

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.