NIE dla referendum w sprawie wieku emerytalnego. TAK dla referendum w sprawie likwidacji specjalnych podsystemów emerytalnych i przywilejów

Nie ma kasy, obecne pokolenia żyją ponad stan – stypendyści ZUS z pokolenia, 50+ którzy wcześniej odchodzą na emerytury kosztują bardzo wiele obecnie pracujących, na których emerytury nie będzie miał, kto pracować, ponieważ nie stać ich na posiadanie i utrzymanie dzieci – z powodu podatków, które płacą na utrzymanie pokolenia „stypendystów”. W ten sposób koło się zamyka, płacimy straszną cenę za transformację gospodarczą, czy była inna alternatywa? Czy można to wszystko było zorganizować inaczej? To z pewnością pytania zasadnicze wymagające odpowiedzi – tutaj istotniejsze jest znalezienie odpowiedzi na pytanie, kto ma zapłacić za braki i ile?

Najprostszym sposobem na rozwiązanie problemu emerytalnego w Polsce jest podwyższenie wieku uprawniającego do pobierania świadczenia. Oznacza to, że pewna ilość osób uprawnionych, (które płaciły składki – a właściwie podatek emerytalny) umrze przed momentem rozpoczęcia pobierania świadczenia w ogóle go nie pobierając, inna cześć uprawnionych skończy prace zawodową przed wiekiem uprawnienia i będzie czekać przez pewien okres czasu na dobrowolnym lub przymusowym bezrobociu – żyjąc dzięki pracy na czarno, pracy poniżej kwalifikacji, pomocy bliskich, pomocy społecznej, żebraniu lub ci roztropniejsi z oszczędności. Oczywiście będą też tacy, którzy będą pracować do ostatniego dnia – a może i nawet dłużej.

Jako jednostki indywidualnie optymalizujące użyteczność jesteśmy przyzwyczajeni do patrzenia na sprawy swoją wąską optyką – zawsze w jakimś stopniu ograniczoną przez zakres partykularnych interesów. Bez względu na to, w której z opisanych powyżej grup pracujących się znajdziemy – będziemy niezadowoleni, ze względu na „krzywdę”, której we własnym mniemaniu doświadczamy od systemu. Bo umrzemy przed terminem – no, ale wiadomo wówczas żałować utraconych przelewów mogą po nas krewni, albo chcieliśmy pracować, a pracy nie ma, alternatywnie nie chcemy pracować a musimy tyrać do późnej starości. W efekcie wprowadzonych zmian – wszyscy będą niezadowoleni, – co więcej wszyscy będą narzekać na zaistniałe okoliczności.

Patrząc na zagadnienie z perspektywy logiki systemu – w ujęciu globalnym, ideałem jest sytuacja, w której pracownik pracuje do momentu ustawowego przejścia. I żyje stosunkowo krótko. W ten sposób dokłada się do systemu w wysokości max = optimum, a po przejściu na świadczenie napędza gospodarkę wydatkami – przez stosunkowo krótki okres czasu. Mniej zasłużeni dla systemu są ci, którzy umrą przed terminem – nie pobierając świadczenia. To wcale nie jest korzystne wbrew obiegowej opinii – albowiem właśnie w ostatnich latach składki są najbardziej efektywne. Dlatego każdy zgon przed 67 rokiem życia należy traktować, jako max (67) – n, gdzie „n” to ilość lat nieskładkowych z powodu wcześniejszej śmierci. Oczywiście takie osoby, także dokładają się do systemu na plus. Na trzecim miejscu pod względem użyteczności dla systemu – jest trzecia grupa tj. osoby, które zaprzestaną pracy przed osiągnięciem prawa do emerytury. To w pewnym sensie gapowicze, albowiem przestają dokładać się – a widmo wypłaty świadczenia wisi nad systemem pozbawionym najbardziej efektywnych ostatnich składek. Ich poziom użyteczności należy traktować, jako max (n), co pozostanie nie bez wpływu na wysokość wypłacanych świadczeń.

Z powyższego wynika, że najlepiej jest być w Polsce albo osobą mającą zagwarantowane samo zatrudnienie albo stały etat w instytucji publicznej – stwarzający szansę na dotrwanie do emerytury.

W tym kontekście nawoływanie niektórych polityków do przeprowadzenia referendum w sprawie określenia – niepodwyższania wieku emerytalnego nie ma sensu. O wiele bardziej rozsądnym byłoby referendum w sprawie zobowiązania rządu do zlikwidowania wszystkich w tym nabytych uprawnień emerytalnych względem państwa Polskiego – przez osoby niebędące kombatantami wojennymi. I zaczynamy rozbudowywać kategorię wyłączeń…

Trudno jest określić nie znając dokładnych danych z ZUS, czy system wypłat by się zbilansował, – jeżeli byśmy zlikwidowali wszystkie przywileje emerytalne (sędziów, wojskowych, policji), czy też musielibyśmy dokonać zmniejszenia emerytur do wysokości uśrednionej emerytury minimalnej? W ten sposób – można by ograniczyć podwyższenie górnej granicy wieku uprawnienia do pobierania świadczenia, bo z założenia system miałby się bilansować – względem uzyskiwanych w danym okresie składek. Dzięki czemu więcej osób – żyjących krócej – miałoby szansę zasmakować stypendium ZUS w 65 lub 66 roku życia.

Reasumując, przeprowadzenie referendum w sprawie wieku emerytalnego to kolejny temat zastępczy w istocie destrukcyjny, albowiem ukierunkowany na przeciwstawienie się koniecznej reformie. Należy postulować zmianę podejścia, co do celu referendum – pytanie powinno dotyczyć zlikwidowania specjalnych podsystemów emerytalnych i przywilejów niektórych grup społecznych i zawodowych a także dać rządowi legitymację do zlikwidowania praw nabytych przez już pobierających emerytury.

W ten sposób zyska większość społeczeństwa, albowiem ogólny wiek przechodzenia na emeryturę będzie niższy niż po podwyższeniu i zachowaniu przywilejów emerytalnych – nadzwyczajnie obciążających system. Wyzwaniem dla państwa powinien być postulat wprowadzenia zasady bilansowania systemu emerytalnego – do zagregowanej wysokości wszystkich wpłat osób pracujących z tego tytułu.

Byłby to prawdziwy wyraz solidaryzmu społecznego – nie tylko w górę (młodszych ze starszymi), ale także w dół (starszych z młodszymi), ponieważ zmniejszenie się zdolności płatniczych – ograniczonej liczby pracujących w bezdzietnym społeczeństwie – nie obciążałoby pracujących wyższymi kosztami dla grona „stypendystów ZUS”, ale rozkładało koszty solidarnie i proporcjonalnie. Uprawnieni otrzymywaliby stosunkowo mniej, a pracujący mieli by zabierane stosunkowo mało.

2 myśli na temat “NIE dla referendum w sprawie wieku emerytalnego. TAK dla referendum w sprawie likwidacji specjalnych podsystemów emerytalnych i przywilejów

  • 18 lutego 2012 o 14:40
    Permalink

    Trochę to najważniejsze przesłanie z tytułu się rozpłynęło. Ale z ogólną tezą zgadzam się w 100%. Tylko przecież rząd i parlamentarzyści gdzie w przeważającej większości są to ludzie 50+ nie zagłosują za systemem odbierającym im i rodzinom, znajomym świadczenia.
    To samo z uprzywilejowanymi – górnicy nie ruszeni, policja dalej negocjacje. Sędziowie i prokuratorzy – cisza jak makiem zasiał. Inni mundurowi – cisza.

    Uważam, że zrównanie powinno być do 65lat połączone ze zniesieniem wszelkich grup uprzywilejowanych i specjalnego traktowania. A składki mają trafiać do tego samego wora a nie jak teraz w osobne systemy. Wszyscy mają być tak samo traktowani i koniec.
    To wszystko kosztuje! a my przecież walczymy o to by jak najmniej marnotrawić składki.

    A rok czy dwa więcej czekania na przemyślane, przedyskutowane i porządnie przygotowane projekty jesteśmy w stanie wytrzymać. Ale już teraz trzeba wprowadzać podwaliny związane z grupami uprzywilejowanymi. I nie obowiązujące nowo zatrudnianych tylko wszystkich bez wieku emerytalnego ogólnego [60-65lat].

    Odpowiedz
  • 19 lutego 2012 o 17:58
    Permalink

    Jestem za odrzuceniem dogmatu o podwyższeniu wieku do 67 lat, a wprost przeciwnie- zezwolić na wcześniejsze przechodzenie dobrowolnie na emeryturę n.p. od 60 lat, bez prawa do dalszej pracy. Tym sposobem zwolniły by się miejsca dla młodych bezrobotnych, w zasadzie lepiej wykształconych. W chwili obecnej poszukujących pracy jest ok. 1,5 mln.młodych, którzy pracując opłacali by tych emerytów zmęczonych już swoją pracą. A ponadto moim zdaniem, ci emeryci z wysoką kwotą pobierali przecież wysokie wynagrodzenia i odprawy, więc powinni mieć trochę zaoszczędzonych zasobów.
    Czyż nie o solidarność walczyła ” Solidarność” ?

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.