Polityka

Nie da się zrozumieć braku decyzyjności personalnej premiera

 Nie da się zrozumieć w sposób racjonalny braku decyzyjności personalnej premiera. To, że jeszcze nie dokonał totalnej rekonstrukcji rządu po prostu działa na jego niekorzyść, ponieważ znaczna część ministrów, w tym pewna ministra po prostu zupełnie nic nie robią – poza zupełnym kompromitowaniem siebie i jego rządu, który już ma bardzo złe notowania a tendencja jest spadkowa.

Można by zrozumieć premiera, jeżeli miałby rząd kompetentny i działający jak struny jednej gitary, niestety to co obserwujemy – nie jest nawet pękniętą żyłką w wędce, a co dopiero struną! Ministrowie administratorzy funkcjonują własnym życiem, starając się nie dostarczyć wpadek premierowi, ministrowie celebryci i ministra celebrytka nie robią nadal nic, włącznie z mówieniem że nie znają się na tym czym się zajmują, a reszta to albo totalne porażki, albo zupełne kompromisy polityczne. Premier ciągnąc za sobą tych ludzi, albo ich wcale nie potrzebuje i są mu oni obojętni – mają się nie wychylać, albo rzeczywiście rozszedł się z rzeczywistością do tego stopnia, że jej już nie rozpoznaje. Jest jeszcze trzecia możliwość – po prostu nie ma czasu na zajmowanie się czymś tak bezproduktywnym i dostarczającym stałych zmartwień jak jego własny rząd.

Sondaże przekazywane przez obiektywne ośrodki badania opinii publicznej pokazują pikowanie w dół partii rządzącej. Jeżeli Platforma Obywatelska na poważnie myśli o trzeciej kadencji, to musi w jakiś sposób przełamać ten trend, stabilizując go, w celu stopniowego odrobienia dystansu – bo do wyborów jednak zostało jeszcze sporo czasu, nawet jeżeli już odpuszczono Parlament Europejski, w którym niepodzielnie będzie reprezentowało Polaków właśnie Prawo i Sprawiedliwość.

Jednakże zachowanie premiera w kontekście jego ruchów personalnych jest bardzo ciekawe, albowiem powyrzucał z rządu osoby będące politycznymi osobowościami, trzyma miernoty i osoby o podejrzanej proweniencji polityczno-personalnej, wobec których padają pytania o to, czyje interesy tak naprawdę reprezentują. W tym procesie koalicjant w zasadzie się nie liczy, a obserwując położenie kompetencyjne kluczowego dla PSL-u ministerstwa gospodarki, można zupełnie poważnie stwierdzić, że koalicjant jest odsunięty na boczny tor i ma nie przeszkadzać, zresztą chyba ku uciesze własnej, bo raczej nie ma ochoty nadstawiać własnej stopy pod zbliżający się młot.

Być może oczekiwana od dawna reorganizacja rządu okaże się kolejną medialną fikcją i wykwitem na zdrowym ciele dotychczasowego bezbłędnego PR-u premiera? Nic nie zapowiada politycznego przesilenia, a włączanie SLD dla samego włączenia nie ma sensu, gdyż zawsze trzeba będzie zrobić miejsce we własnych szeregach przy „korycie”. Jednakże bardziej wyrazistego powodu niż właśnie zmiana koalicjanta nie można sobie wyobrazić do pełnej rekonstrukcji rządu. Koncepcji alternatywnej nie ma, chyba że zamiast rekonstrukcji, która podkreślmy powinna mieć swój wymiar polityczny premier zaprezentuje nam kolejną kosmetykę i zwykły „casting’ na ministrów i ministry, po którym w ławach rządowych pojawi się kilka nowych nic nie wnoszących poza świeżością twarzy.

Może jednak tutaj chodzi tylko o fikcję i pozory? Dobór ministrów według klucza przypadkowego może spowodować, że media się czymś zajmą w sezonie ogórkowym a liczni polityczni lobbyści będą zabiegać u premiera o kolejne nominacje, a także co jest szczególnie ważne o zachowanie istniejących podziałów i przydziałów apanaży przy mniejszych korytkach, albowiem wiadomo że jak leci górna polityczna czapa to mogą być czystki poniżej, a tego nikt nie lubi bo chociaż to jest higieniczne, to jednak zawsze boli wyrywanie starych owrzodzonych brodawek.

Jeżeli pan Donald Tusk myśli, że z tym rządem może dotrwać do końca kadencji nie będąc totalnie wyszydzanym, nie tylko przez opozycję ale przede wszystkim znienawidzonym przez zwykłych ludzi to jest w błędzie. Co więcej – to teraz jest czas na zmianę, to dzisiaj trzeba się przegrupować i wciągnąć na pierwszą linię najsilniejsze rezerwy – ostatni rzut prawdziwych wyjadaczy i wilków z wielkimi kłami, żeby nie dać się zagryźć, a zarazem żeby oni czując słodki blichtr władzy chcieli walczyć o swojego przywódcę.

Jeżeli pan premier tego nie rozumie i zamierza po raz kolejny przegapić swoją historyczną szansę, osiadając na laurach bycia dwukrotnym premierem (mniejsza z tym że nieudolnym i zmarnowanych szans), to historia mu tego nie zapomni. Zresztą co tu będziemy dużo dywagować, jest oczywistym że po zmianie władzy – tylko immunitet ratuje premiera przed więzieniem. Powodów nowej władzy wystarczy… zresztą, czy ktoś wtedy będzie się pytał o powody?

One Comment

  1. To są problemy rządu, który jest (jak wiadomo) rządem przejściowym.
    Żadne decyzyjności lub nie – tu nic nie pomogą.
    Tylko JarosławPolskęZbaw nas uratuje.
    Poczekajmy trochę.
    Nie będzie wcale lepiej, ale będzie weselej.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.