Ogólna, Technologia

New York Times – pierwsza ofiara wojny nowego typu?

 Strona najpopularniejszej gazety a zarazem rozbudowany portal internetowy – New York Times została zhakowana a dostęp do niej zablokowany. W ten oto sposób wolny świat został zaatakowany przez siły, dla których wolność słowa jest problemem i zarazem celem. W świetle wstępnych informacji ze strony różnych czynników amerykańskich ten atak i związana z nim dysfunkcjonalność może być wiązana w kontekście z polityką rządu Stanów Zjednoczonych wobec Syrii.

Automatycznie przypomina się 17 maja 2007 roku, kiedy to miał miejsce atak cybernetyczny na Estonię – paraliżujący elektroniczną administrację tego kraju. Sprawców nie wykryto, ale poszlaki – wedle mediów zachodnich wskazywały na powiązania hakerów z grupami „wolnych informatyków” na terenie Federacji Rosyjskiej. Dzisiaj ten scenariusz mógł się powtórzyć, a atak na New York Times to ostrzeżenie dla Ameryki, Amerykanów i prezydenta Baracka Obamy, żeby nie mieszał się w sprawy Syrii.

Każdy kto przeprowadził taki atak jest szaleńcem. Co więcej – ten, kto go inspirował popełnił właśnie śmiertelny błąd, ponieważ zemsta USA będzie totalna i okrutna, przy czym ewentualne bomby będą jednym z najmniejszych zmartwień kraju lub krajów celów.

Jednakże jest naiwnym ten, komu się wydaje że Syria jest bezbronna. Właśnie takimi metodami władze syryjskie i ich sojusznicy mogą zakłócać działanie wolnego świata, którego mechanizmy są totalnie nie odporne na ataki w miejsca najczulsze. Jest przy tym oczywistym, że jeżeli atak podjęto, to nie był jedyny cel, ale jeden z elementów listy. Strach pomyśleć co było na niej? Giełda na Wall Street? Pentagon? Fundusze emerytalne spokojnych ludzi?

Świat musi się zabezpieczyć przed atakami w Internecie, dodatkowo jest potrzebna konwencja traktująca tego typu atak jako wydarzenie w sferze realnej, równoznaczne z rzeczywistym atakiem. Przecież tego typu niepożądane działanie oznacza straty finansowe, prestiżowe a w przypadku ataku na wrażliwą infrastrukturę informatyczną może także decydować o ludzkim życiu.

Należy wypracować procedury dublowania istniejących sieci informatycznych oraz poszukiwania cyber przestępców z opcją ich fizycznego eliminowania – co jest niesłychanie trudne, gdyż udowodnienie takiego przestępstwa – zwłaszcza w skali międzynarodowej (hakerzy mogą działać z innego terytorium państwowego) – jest najdelikatniej mówiąc trudne, a do póki nie będzie casusu – nie będzie można się do niczego odnosić. Warto pamiętać, że w 2007 roku cyberwojnę o Estonię NATO przegrało, a jak bardzo do przodu poszedł od tego czasu Internet! Przecież to epoka rozwoju informatyki mobilnej!

Nasz kraj w tym wszystkim jest jak zawsze ustawiony pokracznie. Mamy całe działy gospodarki uzależnione od nowoczesnej informatyki i to najwyższych lotów (np. logistyka), dlatego też w interesie naszego państwa jest nawet stworzenie nowego rodzaju wojsk – wojsk informatycznych, których rolą byłoby zabezpieczanie krajowej infrastruktury internetowej oraz ewentualne przygotowanie się do dokonania ataków na polecenie władz państwowych. Posiadamy tutaj pewien potencjał ludzki, który można wykorzystać, nawet poprzez stworzenie struktur szkieletowych w pół sformalizowanych – korzystających ze wsparcia informatyków zatrudnionych na co dzień w gospodarce, także za granicą. Jeżeli udałoby się elastycznie opracować konstrukcję takiej struktury – z pewnością moglibyśmy na tym tylko zyskać.

Tymczasem pozostaje nam być biernymi widzami rzeczywistości, która dzieje się na naszych oczach, częściowo nas dotyczy ale niewiele możemy zrobić w celu jej moderowania i przemiany. Jest to wynik przede wszystkim braku perspektywicznego myślenia, które może się strasznie zemścić pokazując nam dramatyczne oblicze historii.

W zasadzie to może być nawet bardzo interesujące – obserwować w jaki sposób Imperium, które wymyśliło i dało światu Internet broni się przed własną bronią! Prawdopodobnie w krótkim czasie staniemy się świadkami potęgi działania systemów, o których istnieniu nie ma pojęcia nawet Edward Snowden. Szkoda tylko, że w informatycznym wyścigu zbrojeń w ogóle się nie liczymy, szkoda ponieważ tutaj wystarczy tylko ludzka kreatywność, pomysły, odpowiednia struktura i odpowiedni sprzęt. To jest w naszym zasięgu – wystarczy się schylić i po to sięgnąć, proste zrzucanie zadań na służby specjalne – bez przykładania do tego szczególnej wagi nie ma sensu, to znaczy mówiąc wprost – nie możemy oczekiwać od naszych służb specjalnych pełnej ochrony informatycznej kraju, jeżeli służby te nie dostają na tą działalność odpowiednich ilości pieniędzy.

3 komentarze

  1. Robi się już przymiarki do tego w naszych Siłach Zbrojnych.
    Powoli zaczyna się rozumieć rolę CYBERATAKÓW i CYBERWOJNY.
    Jeszcze 10 lat i będzie dobrze.
    Na razie trwają PRÓBY ROBACZKOWE i zajmowanie stołków przez Panów Generałów i Panów Pułkowników.
    Jak już sie rozsiądą i urządzą swoje gabinety, dobiorą współpracowników – to może znajdą czas na przygotowanie się do CYBEROBRONY?
    O ile kolejne reorganizacje ich nie zlikwidują, jak działającego zaledwie ok. 5 lat DIiT MON.

  2. Co za wolny świat mamy??? Człowieku obudź się i przestań wspierać bandytów i morderców pod szyldem usa

  3. Czy krakauer jest polskim Snodenem?

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.