Religia i państwo

Neutralność światopoglądowa nie może ograniczać swobody wypowiedzi

 Wymogi neutralności religijnej prowadzą do usuwania krzyża z miejsc publicznych lub tak idiotycznych regulacji jak usunięcie symboliki świętych Cyryla i Metodego z monety o nominalne 2 Euro przez Narodowy Bank Słowacji. Czy na tym ma polegać wolność słowa – wolność swobody wypowiedzi? Zakazuje się obecności krzyża a świętym zdejmuje się aureole? Czy neutralność religijna musi oznaczać promowanie niepełnej prawdy o wydarzeniach, osobach, faktach – lub przymusowe jak na Słowacji odstępstwo od tradycji? Poczekajmy jeszcze trochę, aż biurokraci w imię neutralności światopoglądowej nakażą państwom słowackiemu i węgierskiemu zmianę godeł – no, bo przecież, kto to widział, żeby mieć w nim skrajnie zaangażowany światopoglądowo krzyż!

Prawdopodobnie w Polsce taka kwestia jak nakaz usunięcia aureoli świętemu, którego chcieliśmy przedstawić na monecie skończyłaby się wystąpieniem naszego państwa z Unii Europejskiej lub podniesieniem takiego krzyku, że doszłoby do ogólno-unijnej dyskusji. Jest nam jeszcze bardzo daleko do spokoju naszych przyjaciół Słowaków, chociaż i tam ta kwestia wzbudziła sporo emocji.

Zakładając, że państwo bezwzględnie powinno być neutralne światopoglądowo i w tym w szczególności – wyznaniowo, należy wyznaczyć odpowiednie granice, określających, co ich przekroczenie miałoby oznaczać na płaszczyźnie życia codziennego obywateli. Jeżeli celem neutralności ma być wprowadzenie zakazów np. publicznego obnoszenia się z krzyżem – to powstaje pytanie – czy ma to dotyczyć także dekoltów kobiet noszących tego typu precjoza? Czy też wystarczy, jeżeli nakażemy tradycyjnym procesjom religijnym owijać krzyże w folię bąbelkową i to w sposób zmieniający kształt krzyża w inny – podkreślmy nie antropomorficzny?

Gdzie i w jaki sposób ma być rozgraniczenie tego, co neutralne od tego, co zakazane? Czy np. muzułmanin idący ulicą europejskiego miasta z tasbihem w ręku i wymawiający do siebie samego po cichu na głos modlitwę w języku arabskim jest neutralny światopoglądowo i mamy go tolerować, czy też narusza obowiązek neutralności narzucając innym swój wizerunek, co więcej zmuszając otoczenie do tolerowania swojego religijnego zachowania w przestrzeni publicznej? O procesje chrześcijan, bicie w kościelne dzwony, bębny buddystów, pejsy ortodoksyjnych Żydów lub rozdawanie pomocy przez Czerwony Krzyż nie warto nawet pytać, albowiem wiadomo, że tam gdzie jest jakikolwiek symbol – mamy problem. Problem polega na tym, że nie każdy potrafi rozpoznać znaczenie symboli, a to już powoduje, że te nierozpoznawane będą uprzywilejowane, gdyż większość troglodytów uzna je za niemające dla nich wyrazu, – czyli neutralne.

Więc może po prostu chodzi o walkę z symbolami, które się zna? Czym bowiem w istocie są tak zwalczane symbole? Znanymi symbolami – tych, których nie znamy nie zwalczamy, albowiem wykraczają one poza możliwe pole aktualnie obowiązującej percepcji. Jeżeli jednak chcemy być zasadniczy – zadajmy pytanie także o logotypy używane w biznesie, przecież ich przekaz informacyjny jest w swojej istocie taki sam jak symboli religijnych. Przedstawiają pewną potrzebę, zgodnie z percepcją marki, utożsamianą z czymś pożądanym. Neutralność religijna, czy też patrząc szerzej – neutralność wobec symboli nie może ograniczać swobody wypowiedzi i prawa do ekspresji. Jeżeli bowiem uznajemy za szkodliwą kwestię obecności w sferze publicznej symbolizmu religijnego, to dlaczego mamy tolerować narzędzia marketingowe odnoszące się do stymulacji sfery konsumpcji? Nie możemy kneblować ust ludziom w momencie jak śpiewają pieśni religijne, jeżeli nie będziemy tego robić, gdy wyświetlają reklamy korporacyjne – przekazujące także pewne idee! Jeżeli nie zdecydujemy się na równość to obudzimy się w totalitaryzmie.

Niestety nie da się poruszać w naszej rzeczywistości bez odwołania do symboli. Same kościoły poprzez swoją architekturę są odwołaniem do sacrum – przez wieki budowano je na planie krzyża. Czymże jest minaret przy meczecie jak nie przywołaniem wiernych do refleksji nad Bogiem – poprzez wskazanie nieba? Usunięcie z przestrzeni publicznej całego szeregu symboli uznawanych za zaangażowane światopoglądowo musi też dotykać m.in.: tęczy, lambdy i innych symboli uznawanych przez ruchy LGBTQ za swoje oznaczenia charakterystyczne, albowiem bez eliminacji także tych znaków nie może być mowy o neutralności.

W takiej kwestii jak ta można być tylko i wyłącznie zasadniczym i trzeba konsekwentnie posługiwać się zasadą mini-maxu, czyli albo czegoś zakazujemy, albo pozwalamy w danej dziedzinie na pełną dowolność. Jeżeli jednak zdecydujemy się na zakazy, to powstaje stary problem z wolnością słowa i prawem do swobody wypowiedzi, gdyż czymże jak nie wypowiedzią jest demonstrowanie swoich przekonań pod określonym znakiem, czy też przy użyciu znanego symbolu?

Czy można, zatem spróbować jakoś pogodzić zupełnie słuszną potrzebę neutralności światopoglądowej państwa z prawem ludzi do wolności słowa i swobody wypowiedzi, w tym przy użyciu symboli jak najbardziej zaangażowanych np. religijnie? Wydaje się, że przy odrobinie zdrowego rozsądku z pewnością tak, albowiem nie chodzi tu w istocie o nic innego jak po prostu rozsądek – wspaniałą cechę mądrych ludzi.

Prawo do neutralności światopoglądowej państwa przestaje być neutralne i demokratyczne w momencie, kiedy wprowadza nakazy wykluczające. Takim właśnie nakazem wykluczającym jest usunięcie krzyża i innych symboli z przestrzeni publicznej, czy też zakazanie wprowadzania tego typu i zbliżonych wartości. Jeżeli państwo nakazuje obywatelom, aby powstrzymywali się od wolności wypowiedzi i wolności wyrażania się w konkretnym przypadku za pomocą symboliki religijnej – to nie jest żadna neutralność, to świadome zaangażowane zakazywanie swobody wypowiadania się, w swojej istocie niczym nieróżniące się od zakazów znanych z czasów totalitarnych.

2 komentarze

  1. Kwestie religijne to niesamowicie grząski temat i bardzo łatwo jest w nim pogubić! Tym bardziej, że ilu ludzi, tyle światopoglądów. Jeśli miałbym coś na ten temat powiedzieć, to tylko to, że w Europie brak przede wszystkim konsekwencji i bardzo łatwo wpada się w skrajności – tak w Polsce, jak i na zachodzie kontynentu. W Polsce państwo absolutnie nie jest neutralne światopoglądowo – we wszystkich urzędach i szkołach państwowych wiszą symbole tylko jednej religii, uroczystości państwowe poprzedzają ceremonie religijne zazwyczaj jednej tylko opcji, itd. itd. i tu nie chodzi o “usunięcie wszelkich symboli religijnych z przestrzeni publicznej” (bo to jest niemożliwe!), ale o przestrzeń stricte “urzędowo-państwową”! być może większość Polaków zgadza się na ową wszechobecną symbolikę (piszę “być może”, bo oczywiście żadnego referendum w tej sprawie w naszym kraju nie było i pewnie nie będzie…), ale stoi to w jawnej sprzeczności z obecną Konstytucją RP – a przecież wystarczyłoby zmienić jej zapisy w oparciu o wyniki referendum i ogłosić daną religię “religią państwową”.
    z kolei na zachodzie przesadza się w drugą stronę: vide wspomniana moneta okolicznościowa na Słowacji, czy zakaz noszenia hidżabów przez muzułmańskie uczennice we Francji. wolność jednostki, to wg mnie prawo do obwieszenia się dowolną ilością, dowolnych symboli religijnych, ubierania się w dowolny strój (łącznie z zupełną nagością dżinistów – w naszym klimacie i tak nie wróżę im powodzenia…) i stosowania dowolnej diety – państwu nic do tego!
    rozdział państwa od religii nie powinien być zbyt trudny, wszak już dwa tysiące lat temu Mistrz powiedział: “Bogu, co boskie, cesarzowi – co cesarskie”!

  2. Istota problemu „przemocy symbolicznej” zawiera się w sformułowaniu Autora: „Prawo do neutralności światopoglądowej państwa przestaje być neutralne i demokratyczne w momencie, kiedy wprowadza nakazy wykluczające. Takim właśnie nakazem wykluczającym jest usunięcie krzyża i innych symboli z przestrzeni publicznej, czy też zakazanie wprowadzania tego typu i zbliżonych wartości” – z naciskiem na „czy też zakazanie wprowadzenia tego typu i zbliżonych wartości”. Jeśli uda się osiągnąć ów stan „równoprawności”, to można z dużym prawdopodobieństwem oczekiwać, że przestrzeń publiczna, w tym sale sejmowe, senackie, sesyjne, szkolne, place, etc. „zakwitną” lasem symboli będących wyrazem swobody ekspresji i „demonstrowania swoich przekonań pod określonym znakiem, czy też przy użyciu znanego symbolu”…
    Mam obawy czy zdrowy rozsądek tu wystarczy.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.