Nerwowo przed spotkaniem Władimira Putina i Donalda Trumpa w Hamburgu w lipcu?

Zrobiło się nerwowo przed spotkaniem pana Władimira Putina i pana Donalda Trumpa w Hamburgu w lipcu na szczycie G20. Wizyta pana Trumpa w Europie, spowodowała więcej konsternacji europejskich elit, niż wyobrażaliby sobie najbardziej hurraoptymistycznie analitycy Kremla. Jest rzeczą niesamowitą, w jaki sposób Zachód osłabia się na własne życzenie, z własnej i nieprzymuszonej woli, jak również na własny rachunek. Przede wszystkim niszcząc swój wizerunek, a za nim zaufanie do swoich struktur, a nawet w ogóle sensu bycia wspólnotą cywilizacyjną.

Sugestia pana Trumpa, że wszyscy członkowie NATO, którzy wydają na obronność mniej, niż zobowiązanie 2% PKB – są dłużni te pieniądze amerykańskim podatnikom, niestety jest prawdziwe. Widać, po komentarzach po „miniszczycie” NATO, że wywołało szok w Europie, w tym w Niemczech. Prezydent Trump po prostu dał do zrozumienia innym krajom, że najzwyczajniej żyją na koszt amerykańskiego podatnika, lekceważąc kwestię zobowiązań w dziedzinie obronności. Jest to absolutna prawda, dokładnie tak to wygląda. Można tylko dodać, że ta nieuczciwość, dotyczy również relacji z innymi krajami, które te 2% płacą! W naszym przypadku najbardziej uderza to w państwa bałtyckie, których przyjmowanie do NATO było strategicznym idiotyzmem, a w kontekście faktu, że przez lata nie były zainteresowane obronnością – płacąc mniej niż 2% – pasożytując na innych krajach NATO (misje kontroli powietrznej) – po prostu nieporozumieniem.  Jaki sens ma gwarantowanie bezpieczeństwa krajów, które nie chcą się same bronić i wymagają angażowania naszych skromnych środków? Dodajmy że co najmniej dwa z nich, prowadzą trudną do uzasadnienia rusofobiczną politykę, politykę zbliżoną do prześladowania i wynaradawiania mniejszości rosyjskiej! Jedno z nich w zasadzie toleruje formalne świętowanie faszystowskich tradycji swojego oręża (SS). Odpowiedź na pytanie jest jedna – kraje bałtyckie przyjęto do NATO, jako strategicznie ważne, w przypadku – uwaga – ewentualności wojny z Rosją. To doskonałe pozycje wyjściowe na Sankt Petersburg i Moskwę. W przypadku wycofania się Amerykanów, bezpieczeństwo tych krajów, będzie zależeć tylko od odporności Moskwy na kolejne prowokacje. 

Dodatkowo pan Trump nie oszczędził również kwestii gospodarczych, jego wypowiedź o tym, jak to źle że Niemcy eksportują tak wiele samochodów do USA – w kontekście bilansu handlowego, odbiła się bardzo szerokim echem w całej Unii. W Berlinie wywołała alarm, ponieważ akurat jeżeli chodzi o przemysł samochodowy, to Niemcy są przeczuleni. Warto pamiętać, że ewentualne amerykańskie ograniczenia, uderzyłyby również w naszą gospodarkę, albowiem olbrzymia część części do niemieckich aut, jest produkowana w Europie Środkowej, w tym w Polsce. Taryfowe lub administracyjne ograniczenie wymiany handlowej, spowodowałoby wojnę handlową pomiędzy UE i USA. Samochody, to podstawowy produkt eksportowy Niemiec, nie pozwolą sobie na żadne żarty w tym zakresie. To bardzo, ale naprawdę bardzo zabolało Niemcy, zwłaszcza że ich koncerny zainwestowały przecież olbrzymie kwoty w produkcję samochodów na rynek USA w krajach NAFTA.

Przywódcy unijni, pan Tusk i pan Juncker,wskazali na mniej lub bardziej bezpośrednio różnice zdań pomiędzy Europą i USA – nie wszystko udało się uzgodnić. Chodzi o kwestie klimatu, inne sprawy pośrednie oraz fundamentalny stosunek do Rosji. Administracja pana Trumpa proponuje realny pragmatyzm w relacjach z Federacją Rosyjską, to pełne zerwanie z rusofobiczną linią administracji pana Obamy, która jak wiemy doprowadziła do niesprawiedliwych i łamiących prawo międzynarodowe sankcji wobec Federacji Rosyjskiej. W praktyce nie przyniosły one spodziewanych rezultatów, a z punktu widzenia szefów amerykańskiej administracji, w tym pana Rexa Tillersona – byłego szefa ExxonMobil, a obecnie Sekretarza Stanu – to wielkie ograniczenie olbrzymich szans dla przemysłu wydobywczego i generalnie całych branż żyjących z nafty. Ich naturalnym dążeniem jest spowodowanie, że relacje z Rosją, będą pozwalały na prowadzenie interesów. Nie są bez argumentów, albowiem ARGUMENTEM PODSTAWOWYM JEST HIPOKRYZJA EUROPEJCZYKÓW, którzy sami pompują z Rosji gaz, ropę i sprowadzają co tylko się da. Przecież nie ma w tym żadnej logiki, dlaczego ExxonMobil ma tracić na relacjach z Rosją, a BP, Shell, czy inne unijne koncerny mają zyskiwać? To samo przekłada się na ogólne koszty i korzyści państw. Amerykanie sami się wykluczyli przez sankcje i obecnie ponoszą konsekwencje krótkowzrocznej i po prostu głupiej polityki wobec Rosji. Zwłaszcza, że poza firmami z Europy, Rosję coraz częściej odwiedzają firmy z Chin. 

Po tym szczycie G7 we Włoszech widać, że pan Trump jest sam. Nie ma z nikim na Zachodzie wspólnego języka, inni liderzy nie wiedzą jeszcze jaką strategię obrać wobec tego polityka. Nikt nie spodziewał się takiej twarzy Ameryki, ale ona jest realna, prawdziwa i istnieje. To nowa okoliczność, którą trzeba uwzględniać w globalnym rozrachunku sił. Skończyło się zaufanie po obu stronach Atlantyku.

Te wszystkie tematy i oczywistość poronionego sposobu podejścia Zachodu do Rosji, to motywy napędowe spotkania pana Władimira Putina z panem Donaldem Trumpem. W tym kontekście, wszelkie didaskalia odchodzą na bok i w zasadzie mało kogo będą interesować. Liczy się przede wszystkim interes wielkich supermocarstw. Europa może być w tych relacjach w ogóle pominięta, jako uczestnik podmiotowy. Będzie jedynie platformą do spotkania pana Donalda Trumpa z panem Władimirem Putinem Prezydentem Federacji Rosyjskiej – najpotężniejszym człowiekiem na świecie.

Zachód właśnie sobie z tego zdał sprawę i będzie w tej chwili próbował coś zrobić, żeby ratować swoją sytuację, jednak w ujęciu generalnym – będzie się musiał podporządkować. Jeżeli unijni przywódcy będą w stanie wyciągać wnioski z tego stanu rzeczy, to może być ważnym bodźcem dla umocnienia Unii Europejskiej. Tylko, gdyby Unia była prawdziwą Unią i miała prawdziwego lidera, ten miałby możliwość usiąść do stolika z tymi potęgami. Angela Merkel, przy całym jej znaczeniu i nawet wsparta panem Macronem, to tylko Niemcy i Francja. Może zabiorą ze sobą „resztę” Unii, personifikowaną w osobie pana Tuska lub Junckera? Swoją droga, to przecież jest śmieszne samo w sobie. W Europie robi się nerwowo przed spotkaniem pana Władimira Putina i pana Donalda Trumpa w Hamburgu w lipcu.

10 myśli na temat “Nerwowo przed spotkaniem Władimira Putina i Donalda Trumpa w Hamburgu w lipcu?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.