Nepotyzm systemowy?

Niepokojące informacje docierają do opinii publicznej. Podobno osoba, która pożyczała pieniądze bardzo ważnemu politykowi w jednej ze sprawujących władzę partii politycznej – uzyskała bardzo intratne stanowisko z politycznego nominowania w spółce publicznej.

Nie będziemy tutaj badać przypadku – kto, dlaczego i w jakim charakterze, ponieważ to w istocie nie ma znaczenia, gdyż już się stało. O wiele bardziej interesujące jest stworzenie modelu politologicznego, właśnie na bazie takiego przypadku. Z pewnością to może pomóc wielu osobom w pogłębieniu rozważań na temat etycznej strony systemowego nepotyzmu w państwie.

Generalnie nasz system obsadzania stanowisk publicznych, w tym w szczególności w spółkach Skarbu Państwa zakłada przyzwolenie na systemowy nepotyzm, którego osią jest uznaniowa decyzja politycznego nadzorcy, reprezentującego aktualną opcję władzy politycznej (suwerena) w państwie. Co prawda istnieje Prokuratoria Generalna Skarbu Państwa i jest to organ bezcenny, dzięki którego istnieniu w ogóle ten system się jeszcze nie załamał, a interesy Skarbu Państwa są należycie strzeżone, jednak praktyka w realnych stosunkach jest niestety czysto uznaniowa. To znaczy, obowiązują te decyzje, które akurat są ogłaszane.

Dzisiaj nie ma w systemie żadnych zabezpieczeń, z powodu których posiadający władzę polityczną w kraju, nie byli w stanie powierzyć w zasadzie dowolnego stanowiska w dowolnej spółce, dowolnej osobie. Nie ma czegoś takiego jak wymogi merytoryczne, liczą się np. generalne kompetencje do zasiadania w radach nadzorczych podmiotów publicznych, ale one wymagają generalnie przejścia szkolenia, które najdelikatniej mówiąc nie robi szału, chociaż to zależy kto je robi. Potem wystarczy zdać egzamin, który odbywa się w Ministerstwie Skarbu Państwa i przeprowadza go Komisja Egzaminacyjna powoływana przez Ministra Skarbu Państwa. Składa się z części pisemnej (test) i ustnej. Koszt egzaminu zdaje się 850 zł. Potem można zasiadać w organach. Szczegóły znajdziecie państwo w Rozporządzeniu Rady Ministrów z dnia 7 września 2004 r. w sprawie szkoleń i egzaminów dla kandydatów na członków rad nadzorczych spółek, w których SP jest jedynym akcjonariuszem (Dz. U. z 2004 r. Nr 198, poz. 2038 z późn. zm.), są to m.in. zagadnienia: rola państwa w gospodarce, zasady działalności przedsiębiorców, pomoc publiczna dla przedsiębiorców, rynek kapitałowy w Polsce, elementy prawa cywilnego, Spółki handlowe, komercjalizacja i prywatyzacja, zagadnienie związków zawodowych w procesie komercjalizacji i prywatyzacji, rola organów spółki w procesach prywatyzacji w świetle prawa pracy, kompetencje organów spółek prawa handlowego, w tym zasady funkcjonowania rad nadzorczych w jednoosobowych spółkach Skarbu Państwa, odpowiedzialność członków rad nadzorczych i zarządów, ład korporacyjny w spółkach Skarbu Państwa, prawo upadłościowe, układowe i inne postępowanie naprawcze, zarządzanie przedsiębiorstwem, marketing, biznes plan, metody wyceny mienia przedsiębiorstwa, rachunkowość i finanse w przedsiębiorstwie, wprowadzenie do rachunkowości zarządczej i controllingu, restrukturyzacja przedsiębiorstw.

Jak widać, nie są to szokujące kwestie, tego po prostu można się nauczyć, a jeżeli ktoś jest radcą prawnym, to nie powinien mieć problemu ze zdaniem tego typu kursu w ogóle, to przysłowiowy „pikuś”. Generalnie więc, coś takiego jak bariera formalna – nie istnieje, w zasadzie każdy może uzyskać takie uprawnienia, jeżeli tylko zda odpowiedni egzamin, organizowany zresztą przez jedno z ministerstw, czyli element systemu.

Co w przypadku, gdy ważne stanowisko w radzie nadzorczej jednej z największych spółek w ogóle w Polsce dostaje osoba, która – oczywiście spełnia kwalifikacje i to jak możemy przypuszczać śpiewająco, jednakże wcześniej była powiązana finansowo (umową pożyczki) z bardzo ważnym, wręcz dla wielu dzisiaj najważniejszym politykiem w Polsce, a na pewno po stronie rządowej? Czy zachodzi tutaj ryzyko nepotyzmu, a wcześniej korupcji w ujęciu systemowym? Ponieważ personalnie nie można niczego udowodnić, gdyż pomiędzy zainteresowanymi jest zbyt wiele szczebli i instancji, które dawałyby jakąkolwiek przesłankę do przypuszczeń?

Czy takie przypadki należy traktować negatywnie jako przykłady systemowego nepotyzmu napędzanego korupcją, czy też uznawać je za normalne w gospodarce rynkowej?

Wniosek jest inny, jeżeli jest się politykiem, trzeba uważać od kogo pożycza się pieniądze, jeżeli nie jest to własna rodzina, to najlepiej żeby to był bank. Najlepiej jeszcze taki w którym ma się od kilku lat konto. Wówczas sprawa sama w sobie jest naturalna i poza wszelkimi podejrzeniami. Osoba fizyczna, która pożyczała pieniądze ważnemu politykowi, raczej nie powinna korzystać z możliwości pełnienia jakichkolwiek funkcji publicznych, w okresie sprawowania władzy przez określoną formację polityczną, zwłaszcza jeżeli MOGĄ ZACHODZIĆ PODEJRZENIA, co do chociażby tylko potencjalnych możliwości nepotyzmu lub uległości struktury administracyjnej wobec znanych powszechnie faktów rzucających światło na powiązania pomiędzy konkretną osobą, a znanym i wpływowym politykiem. Nie ma tu naruszenia prawa, jak również wcale go nie musi być. Chodzi o coś ważniejszego – o etykę spraw publicznych w państwie. Jeżeli bowiem, ktoś już jest tak blisko z politykiem, że pożycza mu istotne kwoty pieniędzy, tego można wykorzystać na funkcji politycznej! Wówczas wchodzimy w inny reżim i w ogóle nie ma dyskusji.

Na marginesie należy jedynie zauważyć, że ewentualne wątki osobiste dotyczące możliwe formy wspólnego nierejestrowanego pożycia stron takiego nepotycznego stosunku zobowiązaniowego – byłyby dla polityka pogrążające, a przynajmniej być powinny. Uwaga mówimy oczywiście o modelu spraw publicznych, w żadnej mierze nie odnosimy się do żadnych osób, czy też zdarzeń mających być może miejsce – lub nie mających miejsca w rzeczywistości. Wszelkie podobieństwo jest w pełni przypadkowe i niezamierzone.

4 thoughts on “Nepotyzm systemowy?

  • 3 marca 2016 o 16:56
    Permalink

    Pięknie i szybko obsadzili co MSP ma najlepszego 🙂

    Odpowiedz
    • 3 marca 2016 o 17:23
      Permalink

      Wieść gminna niesie że to podobno czyjaś kochanka 🙂 Zgadnijcie państwo czyja 🙂

      Odpowiedz
  • 3 marca 2016 o 17:26
    Permalink

    Dziwne, że się Autor dziwi, że ktoś sobie “kupił” stanowisko?

    Tylko po co bogatemu człowiekowi-pożyczkodawcy – państwowa pensja na etacie?

    Raczej nie dla wzbogacenia przy udziale tylko pensji i nagród państwowych …

    Odpowiedz
  • 3 marca 2016 o 18:54
    Permalink

    A kto bogatemu zabroni? Kupczenia stanowiskami…bat
    w postaci kk,kkw,ukierunkowany był/jest na plebs…
    kiedyś kupowano godności np.kościelne, czy też”nobilitowano się” tytułami, kupionymi za “własną ciężko zapracowaną krwawicę”, ponoć dwór “we Wiedniu” był szczególnie łasy na “prezenty”. Pod koniec XIX wieku na dworze wiedeńskim rozkwitł handel tytułami: istniał nieformalny, ale dobrze znany cennik: ile wagonów świń za radcostwo dworu, a ile za hrabiowski patent. http://archiwum.wiz.pl/2001/01084400.asp

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.