Paradygmat rozwoju

Negacja rzeczywistości przez rzeczywistość alternatywną

 Prawica przez ostatnie osiem lat bycia w opozycji nie miała łatwo. Przede wszystkim dlatego, ponieważ cały czas była używana jako straszak, uzasadniający trwanie innego prawicowego reżimu o nieco liberalnych zapatrywaniach. To musiało być trudne, zwłaszcza funkcjonowanie w warunkach totalnej politycznej stygmatyzacji i związanej z tym izolacji w życiu publicznym. Faktem jest, że prawicowa wersja patriotyzmu została zrównana z obciachem i bardzo wiele osób dzisiaj w to wierzy, po prostu odmawiając tym ludziom prawa do ich postrzegania państwa, Narodu i swojej w nich roli.

Sposobem prawicy na przetrwanie w rzeczywistości, w której pełniła rolę wilka do straszenia dzieci i dziewic była NEGACJA rzeczywistości, a następnie pełna negacja rzeczywistości tworzonej przez rządzących. Zwłaszcza, że ta rzeczywistość sama pomogła dramatycznymi wydarzeniami spod Smoleńska. W ten sposób do mitów historycznych tworzących zrąb ideologicznego wyróżnienia się prawicy doszły najnowsze wydarzenia z aktualnie dziejącej się rzeczywistości, nie brakowało kwestii, które można było uznać za wydarzenia w rodzaju filmów „płaszcza i szpady”, niestety niektórzy poszli o wiele dalej, bo w stronę parówek trzaskanych w aluminiowych puszkach po piwie. Skutki znamy z własnych obserwacji – nie ma litości, jest nieufność, negacja, wyzywanie Polaków od ludzi tych po stronie ZOMO, tych gorszego, czy nawet najgorszego sortu. Tylko czy można się dziwić, że ktoś nazywa ludzi watahą lub moherami, jeżeli czołowy polityk mówi o sortach? Nie ma znaczenia, kto pierwszy zaczął, taka retoryka nie służy niczemu jak tylko pogłębianiu braku zaufania. Tam gdzie nie ma zaufania jest miejsce na budowę nienawiści. Tej nam nie brakuje, oj nawet możemy powiedzieć, że na pewno nam nie zabraknie jeszcze przez lata.

W konsekwencji negowania rzeczywistości przez prawicę mamy do czynienia z wyższym poziomem nienawiści w polityce, jaki symbolizuje uzurpowanie sobie przez prawicę prawa do wyrażania czegoś więcej niż międzypokoleniowa słuszność Narodu. Oni są przekonani, że wiedzą więcej, że są lepszymi Polakami (lepszego sortu), a przez to są uprawnieni do zorganizowania rzeczywistości w taki sposób, żeby ich wizja Polski przetrwała. Niestety realizują to przez negacje rzeczywistości i innych Polaków, których nazywają ludźmi gorszego sortu, tymi którzy stali tam gdzie ZOMO, zaprzańcami lub w inny równie negatywny sposób np. po prostu zdrajcami. To banalne i genialne zarazem, albowiem wystarczy krzyczeć jedną z ulubionych wstawek w rodzaju: „precz z komuną”, albo coś równie wdzięcznego i melodyjnego – potem nazywać innych ludzi zdrajcami, wrogami i już ma się własną tożsamość i pełne prawo do jej ochrony. To się nazywa najdelikatniej mówiąc zawłaszczanie rzeczywistości przez tworzenie sub-rzeczywistości alternatywnej, przez ludzi którym się przeważnie coś w życiu nie udało, ale mieli większe ambicje i „ego” niż potrafili wyrazić swoim życiem. Stąd nadbudowa nad rzeczywistością, stąd nienawiść do innych ludzi, przez poniżenie ich, umniejszenie, w konsekwencji wzrost samoświadomości, przeświadczenia o słuszności, o poznaniu prawdy a nie tylko tego, co jest wyświetlane na kotarze itd.

Niestety, ponieważ taka retoryka była bardzo łatwa do proliferowania i znajdywała z czasem coraz więcej zwolenników, a im więcej rządzący robili błędów, tym łatwiej było siać chaos, kreować konflikt, w pełni sztucznie – realia nie miały znaczenia, liczyło się tworzenie okoliczności do kolejnego manifestowania faktu negowania rzeczywistości. W końcu to rzeczywistość negowana stała się uzasadnieniem do podważania porządku konstytucyjnego – przecież Naród stoi ponad prawem, które sam ustanowił. Przecież nie dla własnej przyjemności, tylko po to, żeby żyć w warunkach większego bezpieczeństwa i w sposób bardziej cywilizowany. Nikt nie twierdzi, że jedna Konstytucja ma nam starczyć na 1000 lat i że jest doskonała. Wręcz przeciwnie, nie mamy tradycji trwałego trzymania się ram prawa, zmiana Konstytucji w naszych realiach ustrojowych jest standardem. Jednak powstaje pytanie – czy mamy zmieniać prawo, czyli poświęcić konsensus, bo ktoś neguje rzeczywistość dla własnej wygody? To nie chodzi o to, że można lepiej, chodzi o to, że tak jak jest – to wynik pewnych procesów, za które zapłaciliśmy straszną cenę i zbyt wiele zależy od tego, żeby przetrwać, trzeba trwać. Nie ma po prostu powodu do kolejnej rewolucji – to smutna sprawa, ale chcieliśmy kapitalizmu, chcieliśmy uzależnienia od zachodu – to je mamy!

Jeżeli w wyniku przeprowadzanej rewolucji będziemy pluć na dotychczasowe osiągnięcia i psuć układ, w jakim jesteśmy w wymiarze zewnętrznym i wewnętrznym, to trzeba pogodzić się z koniecznością zapłacenia ceny za zmianę. Gdyby ludzie, którzy ją proponują dowiedli w swoim życiu, że dokonali czegoś twórczego, czegoś pozytywnego, że zmienili rzeczywistość w swoim otoczeniu na lepszą, na bardziej pozytywną – to jeszcze może i można było to zrozumieć. Niestety mamy do czynienia z sytuacją, w której to w większości grupa cynicznych frustratów i nieudaczników, spinana para ideologią i przekonaniem o słuszności właśnie dla realizacji własnych zasadniczych życiowych celów. Mielibyśmy zaryzykować istnienie kraju, bo to jest cena za błąd w naszej szerokości geograficznej – tylko dlatego, bo jakaś grupa frustratów głośno śpiewa hymn i nazywa innych ludźmi gorszego sortu, w oczekiwaniu aż państwo z ich podatków wypłaci im zasiłek, rentę lub emeryturę?

Zmiana zawsze kosztuje, nie ma co do tego wątpliwości, czasami trzeba zapłacić tę cenę, ale my płaciliśmy ją w historii tak wiele razy, że wykładnikiem naszej międzypokoleniowej racji stanu jest unikanie za wszelką cenę kolejnej płatności. Tego nikt nie może zanegować, chyba że już jesteśmy po negatywnej stronie rzeczywistości, w rzeczywistości alternatywnej. Jak to się skończy, jaką cenę przyjdzie zapłacić – obyśmy się mylili a sytuacja po prostu się rozeszła. Szkoda tylko, że w tym samym czasie inni produkują coraz lepsze lasery, mikroprocesory i leki na raka, a my chyba już zaczynamy się cofać. Nie dlatego bo inni rozwijają się szybciej (co i tak się dzieje), po prostu sami się cofamy do momentu, kiedy wymyśliliśmy „Okrągły stół”, czyli konsensus.

8 komentarzy

  1. WALDEMAR SPOD CZESKIEJ GRANICY

    Świetny tekst ale wątpię żeby wiele osób zrozumiało przekaz autora

  2. Te procesy toczą się również w innych krajach. Warto zastanowić się kto produkuje nowoczesne lasery i leki na raka. A kto nie. I dlaczego tak jest. I czym jest drenaż jednych narodów przez inne. Jak powinniśmy zabezpieczyć się przed drenażem Polski ? Czy Prezes nie proponuje tej drogi i i jakim lobbystom to przeszkadza ?

  3. Negowanie rzeczywistości w imię głoszenia NOWEJ PRAWDY?

    To zamiast NOWEJ EWANGELIZACJI.

    A jaka będzie dla nas wszystkich CENA tej DOBREJ zmiany?
    Przywódcy zmian nie pokazali nam swoich osiągnięć, poza paroma widowiskowymi aresztowaniami.

    Może zacznijmy budować nowe miejsca odosobnienia, nazywane MIEJSCAMI DOBREJ OBYWATELSKIEJ PRZEMIANY …

  4. Generalnie to trzeba się opamiętać powinny to zrobić wszystkie strony – nikt nie ma monopolu na słuszność

  5. Wierny_czytelnik

    Ja się niczemu nie dziwie, dziwią się naiwni

  6. Żyjemy w ciekawych czasach

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.