Jak nazwać stan demokracji w której o wyniku wyborów decyduje Policja?

Jak nazwać stan demokracji w której o wyniku wyborów decyduje Policja? Nie chodzi o jakiś latynoamerykański kraj zarośnięty dżunglą, w którym pająki są wielkości naszych kotów, a koty wielkości naszych krów. Chodzi o Stany Zjednoczone Ameryki! To właśnie w tym kraju jeden list, jedna rewelacja szefa policji federalnej (FBI), była w stanie spowodować, że różnica pomiędzy kandydatami stopniała z 12% do 4%, czyli odniesiono wielki wpływ na wynik wyborów, chociaż oczywiście wszyscy zaprzeczają, że takie były intencje. Zawsze liczą się skutki, w tym przypadku są opłakane dla demokratów.

Nowe wątki w problemie Hillary Clinton ze swoją korespondencją elektroniczną są druzgoczące dla jej kariery politycznej, przede wszystkim Amerykanów intryguje sam fakt – dlaczego tak ważna urzędnik państwowa zdecydowała się na zakup własnego serwera i jego instalację, zamiast korzystać z usług wyspecjalizowanych służb rządowych, które są do prowadzenia tego typu serwisów i gwarantowania ich bezpieczeństwa powołane? Odpowiedź oczywiście dorozumiana jest tylko jedna – pani Clinton prawdopodobnie nie chciała, żeby część jej prywatnej korespondencji mogła być czytana przez osoby niepowołane tj. przedstawicieli odpowiednich służb. To rodzi kolejne pytanie – dlaczego pani Clinton miała obawy przed inwigilacją, ze strony jej własnych i podlegających Prezydentowi, w którego administracji służy – służb specjalnych? Na to odpowiedzią – oczywiście dorozumianą, są informacje jakich dostarcza WikiLeaks. Wedle dostępnych tam informacji, rodzina Clintonów miała bardzo się wzbogacić, przy okazji prowadzonej przez siebie działalności charytatywnej. Nie jest to nielegalne, jednakże w Ameryce niesłychanie ważna jest moralność, oczywiście bardziej na pokaz, jednakże to niezwykle się liczy.

Całość pogrąża panią Clinton jako osobę, którą kontrkandydat pan Trump oskarża o brak uczciwości (to w sumie najdelikatniejszy sposób tłumaczenia), a obecni na jego wiecach Amerykanie, skandują hasła mówiące wprost, że pani Clinton (i jej zaplecze) powinni iść do więzienia. W tych niuansach kluczowa jest rola FBI, która przed wyborami nie odważyła się postawić pani Clinton w stan oskarżenia. Dzisiaj jednak, kiedy Prezydent Obama kończy karierę, szef tej instytucji – pan James Comey – Republikanin, zrobił to, czego wielu spodziewało się od dawna. Przy czym jak twierdzą dobrze poinformowane źródła zbliżone do amerykańskiej polityki – to jeszcze nie jest ostatni as w rękawie zwolenników pana Trumpa, jakim ma być uderzona pani Clinton.

Sytuacja generalnie jest bardzo trudna, ponieważ te wybory pokazują w jak totalnym kryzysie jest establishment Stanów Zjednoczonych Ameryki. Do tej pory wydarzyło się bardzo wiele w tym kraju, jednak takich wyborów jak te, to jeszcze nie było. Przede wszystkim szokuje w ogóle sama jakość kandydatów jako przedstawicieli tamtejszego establishmentu. Jeżeli Amerykanie nie są w stanie w ciągu trzydziestu lat wydobyć kandydata spoza kręgu dosłownie dwóch rodzin rządzących tym krajem, a nawet jak to zrobią (pan Obama), to zawodzi on prawie pod każdym względem być może za za bardzo zwiedzonych oczekiwań – to znaczy, że  z samym mechanizmem amerykańskiej demokracji na samym wierzchu dzieje się coś bardzo niedobrego. Jeżeli do tego dodamy jeszcze kwestię kształtu tej kampanii wyborczej, gdzie nie brakowało i wątków erotycznych, a w istocie najsilniejszym politykiem na amerykańskiej scenie politycznej okazał się pan Władimir Putin Prezydent Federacji Rosyjskiej – to należy zadać pytanie o to, czy tamtejsze elity działają racjonalnie? Odpowiedzią na to jest działanie pana Comey’a, który swoją decyzją spowodował chyba to już można powiedzieć – odwrócenie trendu pogrążania pana Trumpa. Ponieważ jego wypowiedzi o kobietach, nielegalnych imigrantach lub inne wpadki związane z poprawnością polityczną, to jest jednak nic, w porównaniu z zagrożeniem dla bezpieczeństwa państwa o jakie może być oskarżona pani Clinton.

Jak nazwać stan demokracji w której o wyniku wyborów decyduje Policja? Nazywajmy rzeczy po imieniu! Nam się wypomina walkę z Trybunałem Konstytucyjnym, jednego z ministrów oskarża się (nie bez pewnych przesłanek) o upolitycznienie Prokuratury, w ogóle rządzących oskarża się o przejmowanie i niwelowanie struktur decydujących o demokratycznym charakterze kraju. Tymczasem w Ameryce jak widać, wcale nie jest pod tym względem krystalicznie – sytuacja z jaką mamy do czynienia, jest po prostu silnie szokująca zwłaszcza dla samych Amerykanów, którzy na codzień nie zajmują się polityką, mając zaufanie do klasy rządzącej. Tymczasem jak widać, polityka chyba wszędzie jest podobna.

Zastanawiające jest to jakie szkody wywoła ta kampania wyborcza w wewnętrznej mechanice władzy w USA, co więcej – jak bardzo wynik, zwłaszcza jeżeli wzbudzi kontrowersje, będzie działał na niekorzyść wizerunku USA na świecie. To bardzo ważne, albowiem jeżeli świat ma się uwolnić spod amerykańskiej dominacji, to musi się rozpocząć demontaż amerykańskiej soft power, niestety nadal silnie i w sposób dominujący mieszającej ludziom w głowach.

8 myśli na temat “Jak nazwać stan demokracji w której o wyniku wyborów decyduje Policja?

  • 1 listopada 2016 o 08:27
    Permalink

    Mit Ameryki – autorytet USA sięga dna.

    Tylko że oni nadal chcą wprowadzać swoją DEMOKRACJĘ, nawet siłą – jak w Libii czy Syrii.

    Czy ŚWIAT to zrozumie i przestanie im ufać oraz nabierać się na kolejne WYZWALANIA?

    Odpowiedz
  • 1 listopada 2016 o 08:29
    Permalink

    Istotą systemu demokratycznego w strefie “Pax Americana” jest faktyczna pluto- i oligokracja, lecz tak ucharakteryzowana aby motłoch wierzył że żyje w systemie ochlokratycznym. Aby system mógł stabilnie funkcjonować konieczna jest ciągła polityka mająca na celu degradację obywateli aby społecznie, kulturowo i ekonomicznie stawali się owym motłochem.

    Odpowiedz
  • 1 listopada 2016 o 17:42
    Permalink

    Skoro różnica między kandydatami zmalała z 12% – do 4%, może świadczyć, że jeszcze nie podjęto decyzji kto ma wygrać. Piszą w sieci, że w kilku stanach będą urządzenia elektroniczne do głosowania należące/pod zarządem pana Sorosa – ile w tym prawdy?, nie wiem.

    Odpowiedz
  • 1 listopada 2016 o 21:08
    Permalink

    Klintonowa wygra te wybory, i nawet nie trzeba będzie nic fałszować. Ona ma już zapewnione 272 elektorów, a dla wybrania Prezydenta wystarczy 270. 20% głosów już przesłano pocztą, jeszcze przed skandalem, i ich już żaden skandal nie zmieni.

    Odpowiedz
    • 1 listopada 2016 o 21:49
      Permalink

      Michale, swego czasu w swoim komentarzu napisałeś, że jeszcze zatęsknimy za Obamą i moim zdaniem jest w tym stwierdzeniu wiele prawdy. Natomiast wiele wątpliwości budzą obydwaj kandydaci na prezydenta USA, które niestety w dalszym ciągu jest mocarstwem czy się to komuś podoba czy nie. Ja jednak stawiam na Rosję jako mocarstwo gdyż ten kraj lubię. Pozdrawiam.

      Odpowiedz
      • 2 listopada 2016 o 14:20
        Permalink

        I nie zmieniłem swego zdania. Jestem przekonany że ukoronują ją, nawet jeśli będzie prawie nieboszczykiem. A my zatęsknimy nie tylko za Obamą. Za G.WW.Bushem jeszcze zatęsknimy.

        Odpowiedz
  • 1 listopada 2016 o 22:12
    Permalink

    @Michał z Izraela. Jeżeli tak się stanie, jak piszesz, to “dobra zmiana” znowuż będzie miała pod górkę.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.