Nauka, kultura i biznes powinny recenzować polityków a nie lizać…

Polska nauka, kultura i biznes powinny recenzować polityków i cały świat polityki a nie lizać… powiedzmy klamki. Przecież politycy w Polsce nie są wyrazicielami większości woli Narodu. Kto na poważnie bierze pod uwagę to i utożsamia się z tym co myśli a co mówi pan Komorowski czy Tusk? Może na prawicowej prawicy wygląda to nieco inaczej, jednakże władza, która akurat dzierży ster spraw państwowych w naszym kraju jest z zasady traktowana nieufnie a nawet często wrogo. Z tego względu nie można mówić o tym, żeby władza czy też politycy wyrażali zdanie ludzi w większości spraw dotyczących życia, o ile w ogóle ktokolwiek myśli perspektywicznie dalej niż do kolejnej porcji dochodów i wydatków.

W państwie demokratycznym, w którym społeczeństwo składa się z kogoś więcej niż grup przeżuwaczy i producentów fekaliów – elita ma do odegrania bardzo istotną rolę skupiania społecznej uwagi i wyrażania poglądów moderujących, a zarazem odzwierciedlających zagregowane na jakimś poziomie ogólności dążenia pojedynczych jednostek. Jest w tym miejsce na kwestie polityczne, finansowe, religijne a także kulturalne, naukowe i wszelkie inne jakie tylko cywilizacja zdołała wymyśleć. W naszych realiach niestety elita nie spełnia lub spełnia z wielkim trudem tą rolę, szczególnie porażają takie sprawy jak niszczenie symboli religijnych czy też adresowanie narkotyków do psów mieszkających z przedstawicielami elity. Czy takim ludziom można zaufać jako wyrazicielom społecznych dążeń lub nawet tylko emocji? Czy Polacy naprawdę chcą targać Biblię, przybijać genitalia do krzyża lub przesyłać narkotyki swoim milusińskim?

Żyjemy w kraju, w którym prawdopodobnie w wyniku obciążeń dziedzictwem cenzury i przymusu kolektywnego z okresu PRL – nauka, kultura i biznes nie mogą wyzwolić się dystansu i traktowania polityków jako wykonawców woli narodu a nie ukochanych, czy też koniecznych przywódców, którzy decydują o naszym być lub nie być. Bardzo podobny jest przecież także stosunek do władzy przeciętnego Polaka, jednakże swoistym fenomenem jest to, że bardzo łatwo przemienia się on w dezaprobatę, negację a nawet nienawiść. Co ciekawe na tych mechanizmach bazuje część opozycji, która w prawicowo-prawicowej odmianie zmierza wprost do objęcia władzy.

Poraża usłużność i nazwijmy sprawy po imieniu – włazi i lizodupstwo znacznej części świata nauki wobec władzy. Śmieszą ci żałośni profesorowie mieniący się autorytetami od niesprawdzonych albo dawno już przebrzmiałych teorii na listach partyjnych – okupujący 10 te i kolejne miejsca! Jeszcze bardziej śmieszą ci, którzy się sprzedali do rządu cieni, ewentualnie wymądrzają się jako najemni eksperci od wszystkiego. Co się stało z ludźmi nauki? Czy jest ktokolwiek, kto ma odwagę powiedzieć politykom obiektywną prawdę o tym co mówią i o tym co robią a może jeszcze bardziej o tym czego nie mówią i czego nie robią a powinni – ponieważ rzeczywistość wyklucza próżnię decyzyjną?

Gdzie są ci profesorowie – zasiadający w katedrach i wielu naprawdę wielu licznych ciałach naukowych? Czy czekają tylko i wyłącznie na wybór do grona tworzącego kolejne dokumenty lub „belwederek” gdzie strażnik żyrandola wręczy mianowanie? Do tego ma się sprowadzać polska nauka i jej głos? Może nikt na to nie zwrócił uwagi, ale poza kilkoma nazwiskami, które się powielają w mainstreamowych mediach – cała reszta świata nauki stroni jak może najbardziej od polityki, nie zdobywając się nawet na obiektywne przedstawianie faktów!

Podobnie jest lub jest nawet jeszcze gorzej ze światem kultury. Jeżeli już coś ciekawego się wydarzy jak np. kilka wypowiedzi pana Daniela Olbrychskiego lub inicjatywa polityczna pana Pawła Kukiza to natychmiast następuje święte oburzenie. Oczywiście źle by było jakby celebryci chcieli zdyskontować swoją popularność w wyborach publicznych, jednakże jest demokracja – nikomu nie można zabronić kandydowania. Chyba jedynym pozytywnym przypadkiem w pełni zaakceptowanym przez społeczeństwo jest głos pana Kazimierza Kutza – jednakże w tym przypadku mamy do czynienia z prawdziwą osobowością, będącą zarazem człowiekiem kultury jak i osobą publiczną i w ogóle – człowiekiem instytucją. Reszta kultury milczy.

Związki polityki z biznesem to przeważnie temat do zainteresowań prokuratury. Wszyscy pamiętamy jednego z najbogatszych Polaków nagranego przez kamerę telewizji przemysłowej w jednym z hoteli na konferencji prasowej pana, którego nazwisko nie padnie na tym portalu ze względu na szacunek dla czytelników. Poza tym dzieje się bardzo wiele o czym nie wiemy i się nie dowiemy, ponieważ biznes, a zwłaszcza ten poważny najbardziej ceni sobie dyskrecję. Jednakże o tych relacjach od czasu do czasu czegoś się dowiadujemy, ponieważ niektórzy zazdrośni politycy, którzy wypadli lub nie dostali się na listę płac – otwierają usta. Poza kilkoma przypadkami, w tym jednym włącznie – pana Janusza Palikota, trudno mówić o pozytywnym oddziaływaniu świata biznesu na świat polityki.

Tak długo jak długo wskazane powyżej grupy elit nie wezmą odpowiedzialności za kraj w zakresie zwykłej ludzkiej właściwości – tak długo politycy będą się czuli absolutnie bezkarni, no bo kto niby miałby ich recenzować? Dziennikarze, którzy chodzą na paseczku władzy? Ewentualnie inni zainteresowani w skandalach i robieniu widowiska? Czy też najgorsze hieny specjalizujące się wręcz w kreowaniu a nie relacjonowaniu polityki. Póki co jesteśmy wydani na pastwę bezmyślności polityków, których jedynie skutecznie mogą ograniczać jak dotąd urzędnicy unijni. Jednakże to też polityka, a to nie o to chodzi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.