Społeczeństwo

Nauczyciel, a uczeń

 Słowo szkoła i edukacja towarzyszy mi odkąd pamiętam. Mówiła babcia, ciocia i mama: Ucz się ucz, bo nauka to potęgi klucz. Z początku nie chciałem za bardzo brać tych słów do siebie i traktowałem naukę, jako przymus. Dopiero z czasem zrozumiałem, że wiedza jest niezbędnym elementem życia człowieka. Chodziłem do szkoły, ale szanowałem. Szanowałem zarówno dyrektora szkoły, nauczycieli czy panie, które dbają o porządek w szkole, przecież bez nich placówka nie mogłaby funkcjonować w prawidłowy sposób. Nie wyobrażałem sobie nawet abym nie powiedział, którejś z tych osób dzień dobry lub dowiedzenia. W czasach, kiedy chodziłem do szkoły podstawowej, a było to ponad dziesięć lat temu inne zachowanie nie było dopuszczalne.

Nauczyciel był dla ucznia i pomagał przy rozwiązywaniu problemów, kiedy widział, że coś się dzieje. Była to zdrowa relacja i bardzo dobra. Pamiętam również moment, kiedy siedziałem w ławce klasy pierwszej, a kolega obok nie zdążył dojść do łazienki. Wychowawczyni pomogła mu się przebrać, a rodzice byli jej wdzięczni. Ta reakcja naturalna, która powinna zostać do dzisiaj. Wychowawca pełnił nie tylko swoją rolę, jako przewodnika, ale także opiekuna. Nie potrafił przejść obojętnie wobec krzywdy i zawsze interweniował.

A dziś jak to wygląda? Z obserwacji wynika, że sytuacja pogarsza się z roku na rok. Oczywiście większość wychowawców dalej spełnia swoje obowiązki i jest opiekunem. Niekiedy tylko nie potrafią zainterweniować w sytuacji, gdy są potrzebni. A może oni boją się swoich uczniów, że zostaną wyśmiani i poniżeni? Nie wiem i chyba wolę tego nie wiedzieć, ponieważ jest to wielki problem, który wciąż narasta i staje się coraz bardziej widoczny. Dawniej uczeń miał ogromny respekt do nauczyciela i darzył go szacunkiem. Wiedział, na jakie zachowanie może sobie pozwolić, a które jest niedopuszczalne. Obecnie te granice są zatarte, a szacunek został już dawno zapomniany. Myślę nawet, że to słowo, także wyszło z użytku codziennego.

Mówi się, że dzieci szybciej wkraczają w młodzieńczy okres i w szybszym tempie zaczynają poznawać otaczający ich świat. Nie byłoby w tym nic złego, jednak jest ta druga strona medalu. Ta gorsza. Uczniowie szybciej poznają ciemne strony naszego społeczeństwo, jednak nie pozostawiają ich tylko na suchej teorii, ponieważ wykorzystują je w praktyce.

W zeszłym tygodniu wstrząsnęła mnie pewna sytuacja. W jednej z największej szkole w mieście rozpoczęła się przerwa. Nauczyciele tradycyjnie pełnili swój dyżur na świeżym powietrzu przed budynkiem, a uczniowie wyszli poza obszar szkoły i stali na chodniku. W pewnym momencie zaczęli się prześcigać w wypowiadaniu coraz bardziej obraźliwych słów w kierunku jednej z uczennic. Trwało to tylko przez pięć minut, a może aż. Nauczyciele nie zareagowali na to zachowanie, nie zwrócili uwagi, bo byli pochłonięci swoją rozmową. Wyglądało to jakby ich tam wcale nie było. Jednym słowem róbcie, co chcecie. Przeraziła mnie ta sytuacja. Dawniej było to nie do pomyślenia przynajmniej w liceum, do którego uczęszczałem. Jednak widać czasy się zmieniają jednak czy to jest posunięcie w odpowiednim kierunku? Na to pytanie odpowiedzcie sobie już sami.

Kamil Brzozowski

One Comment

  1. Szkoły należy zlikwidować.
    Dać rodzicom przypadające na ich dziecko pieniądze w postaci BONU OŚWIATOWEGO.
    Na specjalne konto, nie do ręki.
    A potem niech zadziała WOLNY EDUKACYJNY RYNEK.
    Nawet w postaci prywatnych korepetytorek w mieszkaniach uczniów.
    Egzaminy oczywiście nadal państwowe, też płatne z tego BONU.
    Na takich samych zasadach jak opłaty za egzamin na prawo jazdy.
    Można do tych środków na koncie z BONEM, pozwolić rodzicom DOKŁADAĆ do pewnej wysokości, np. 300% BONU.
    Z tym że nie pozwoliłbym zmieniać przyjętych zasad przez 15-20 lat.

    I tylko tyle.

    Wykształcenie to nie jest problem dla PAŃSTWA, to sprawa raczej prywatna, kontrolowana tylko w pewnym zakresie co do standardów, przez Państwo.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.