Natura obecnej inflacji jest popytowa – szybko zmierzamy ku stagflacji (cz.1)

fot. red.

Natura obecnej inflacji jest popytowa – szybko zmierzamy ku stagflacji. Do takiego wyrażenia można streścić większość opinii ekonomistów, analityków i wszelkiej maści specjalistów od mierzenia pieniądza i gospodarki. To bardzo niebezpieczny scenariusz można zacząć się na serio martwić, zwłaszcza jak się jest w jednej z dwóch grup obywateli – „bardzo, bardzo ubogich” i „bardzo, bardzo bogatych”. Ci pierwsi stracą najwięcej, można mówić o zagrożeniu progu egzystencji dla części ludzi, ponieważ ich dochód rozporządzalny po zrobieniu opłat do utrzymania się – niesłychanie się skurczy. Ci drudzy mają problem zachowania wartości posiadanych aktywów, zwłaszcza jakby jeszcze chcieli mieć jako-taką płynność. Problem polega na tym, że inwestycje w nieruchomości są trudne, albowiem wiadomo że demografia wymusi u nas spadek wartości nieruchomości, a próg załamania demograficznego – to będzie okres śmierci pokolenia, które budowało dostatek i bezpieczeństwo PRL. Więc, to jest w zasadzie za progiem – kolejne 10 lat pokaże nowe oblicze naszego rynku. Kupowanie nieruchomości dzisiaj jak są bardzo drogie w celu sprzedania ich, jak będą tanieć jest bez sensu, a będą tanieć, nawet przy naszym głodzie mieszkań. Robi tak jednak wiele osób, które mają tylko tyle środków, żeby taką inwestycję przeprowadzić. Gorzej, jeżeli mają tylko zdolność kredytową, to właśnie jest silnym czynnikiem inflacyjnym.

Nie ma ucieczki, nie ma bezpiecznej przystani dla kapitału, ale to już temat na osobny felieton, jednak możemy zadać pytanie – dlaczego krajowy rynek kapitałowy jest taki jałowy, zarazem w części zagmatwany i najważniejsze – jaki jest efekt obecności funduszy emerytalnych, które inwestują od lat? Pamiętamy reklamy o emeryturach pod palmami? Gdzie jest rynek kapitałowy napędzający gospodarkę – zasilający ją w kapitał – do tego stopnia, że jakiekolwiek inwestowanie tutaj ma sens? Zwłaszcza to realizowane przez drobnych ciułaczy, ale regularnie? Niestety mamy w dużej mierze z fikcją, dlatego też nasze duże pieniądze wolą sobie same zbudować nawet elektrownie jądrową, niż bawić się w inwestowanie w z góry możliwe do przewidzenia schematy.

Gdybyśmy chcieli prostym językiem wyjaśnić co to jest inflacja, to nie da się prościej tego zdefiniować – niż przez – ilość pieniądza. A konkretnie, większa ilość pieniądza na rynku, niż towarów i usług, które można za niego kupić po dotychczasowych cenach. Inflacji nie da się ukryć, ponieważ ludzie nie są naiwni. Sprzedawcy widząc, że konsumenci mają więcej pieniędzy, po prostu zwiększają ceny. Konsumenci widząc, że rosną ceny – chcą mieć większe świadczenia (renty, emerytury, pensje, zasiłki itp.). W związku z tym kierują swoje roszczenia finansowe tam, gdzie mają źródła dochodów. To zaś napędza całą spiralę wzrostu transferów w gospodarce. Kiedyś mieliśmy nieszczęście, że pewien pan będący wówczas niestety lub -stety u władzy, wymyślił i wprowadził specjalny podatek zwany – popiwkiem, czyli od ponadnormatywnego wzrostu wynagrodzeń. Była to państwowa presja na przedsiębiorstwa, powodująca, że nie opłacało się zwiększać wynagrodzeń, równolegle ceny rosły – efekt większość z naszych czytelników na pewno pamięta. Początek lat 90-tych XX wieku, był to jeden z najtrudniejszych okresów w historii naszego istnienia w ogóle.

Nadmiar pieniądza na rynku wziął się z „tarcz” i innych form wsparcia, jakie udostępnili rządzący – obficie kreując pieniądze, bez żadnego pokrycia, po prostu produkując pieniądz i rozdając go lub udzielając podmiotom i osobom. Uwaga – miało to jedną niesłychanie ważną zaletę – dzięki temu udało się uniknąć bardzo dużej ilości bankructw. Dzięki czemu zachowaliśmy strukturę gospodarki – nadszarpniętą, ale mniej więcej nie zmienioną. Uniknięto masowego bezrobocia, jednak ci wszyscy ludzie – płacili za swoje leasingi lub kupowali jedzenie z pieniędzy, które nie zostały „wyprodukowane” w gospodarce. Otrzymali pieniądze bez świadczenia pracy, dostarczania towarów i usług na rynek, które wydali. Więc nie można się dziwić, że ceny wszystkiego – czego jest siłą rzeczy mniej – istotnie wzrosły.

Do tego doszły 13-tki, 14-tki dla grup społeczeństwa już nieczynnych zawodowo, jak również wzrost cen energii, a przede wszystkim ropy naftowej i węgla. Cena gazu nadal ma dla nas mniejsze znaczenie – z wyjątkiem – rolnictwa. Gaz ziemny służy do wyrobu nawozów azotowych i wzrost ceny przekłada się w zasadzie bezpośrednio. To zaś, przekłada się na ceny produktów rolnych, te dodatkowo stymulowane przez ceny paliw (transport) – podbijają inflację u samych źródeł kreowania wartości w gospodarce.

Zapraszamy na cz. 2 felietonu.

9 komentarzy do “Natura obecnej inflacji jest popytowa – szybko zmierzamy ku stagflacji (cz.1)

  • 23 listopada 2021 o 05:59
    Permalink

    Kolejny rozsądny i istotny artykuł.
    Gratulacje.

    Odpowiedz
  • 23 listopada 2021 o 08:11
    Permalink

    Oj tak zmierzamy szczęśliwie do dwucyfrowej, wówczas będziemy mieli mały resecik – nowe uwarunkwoania wszystkego zwłaszcza jak unia nie da kaski… dzięki opozycji. Wiecie kto wówczas będzie winny kryzysowi? HMMMM DONALD…. DONALD,….

    Odpowiedz
  • 23 listopada 2021 o 10:53
    Permalink

    Trudno się z tym komentarzem nie zgodzić, bo mniej więcej tak to działa. Acz z jednym wyjątkiem – najbogatsi nic nie stracą, a wręcz przeciwnie, pewnie nawet na kryzysie zyskają. Bo najbogatsi to nie są ci, którzy “kupują mieszkania na wynajem”. A do tego najbogatsi [jakieś 1% obywateli] zawsze byli przysłowiowym oczkiem w głowie każdej władzy, bez względu na to czy rządziła udająca lewicę neoliberalna SLD, PO czy PiS.

    Straci na inflacji i drożyźnie tzw. klasa średnia i wszyscy pozostali. Z tym, że PiS najbiedniejszym emerytom dołoży trochę pieniędzy i znowu zadziała wypróbowany już wcześniej efekt “PIS DA”. Tak to się kręci, acz jeżeli inflacja zrobi się 2-cyfrowa, to może już nie zadziałać…

    Odpowiedz
    • 23 listopada 2021 o 13:54
      Permalink

      Wiadomość dla biednych. W połowie stycznia na Lotnisku Chopina pojawi się zupełnie nowy przewoźnik – Air Seychelles, który z Okęcia będzie latał dwa razy w tygodniu do Mahe na Seszelach. Jest to świetna wiadomość dla wszystkich, którzy będą chcieli odpocząć od styczniowych mrozów i zimna (z braku gazu) – już niedługo rajskie wakacje w egzotycznej scenerii będą jeszcze bliżej naszych pasażerów. Bony turystyczne nie będą niestety akceptowane.

      Odpowiedz
  • 23 listopada 2021 o 14:35
    Permalink

    W 2020 roku w wypadkach komunikacyjnych w Polsce śmierć poniosło 2491 osób. W tym samym roku liczba tak zwanych “zgonów nadmiarowych” czyli głównej mierze wynikających z niewydolności systemu ochrony zdrowia i ratownictwa medycznego wyniosła 140 000. Liczba ta jest ustalana jako różnica pomiędzy ostatnim rokiem a poprzedzającą go średnią pięcioletnią. Z dużym prawdopodobieństwem połowę spośród tej liczby stanowią bezpośrednie ofiary wirusa. Natomiast drugą połowę ofiary nieudolności i obojętności władz państwowych wobec dziesiątek tysięcy Polaków umierających nie otrzymawszy odpowiedniej pomocy medycznej. Jest wysoce prawdopodobne, że tegoroczny bilans będzie jeszcze tragiczniejszy. Rodzi się więc pytanie: Cóż jest najważniejszym celem ludzi sprawujących władzę? Pierwsza odpowiedź jaka mi się nasuwa, to czerpanie osobistych korzyści ze sprawowania władzy, druga to utrzymanie jej za wszelką cenę. Nie zapominajmy, że ci którzy w 1939 roku doprowadzili do upadku państwowości, śmierci 1/6 ludności i utraty połowy majątku narodowego; w powojennych latach głosili się kontynuatorami państwa za wszelką cenę dożyli do objęcia go w powojenne władanie. Obserwując współczesną politykę dostrzegam coraz więcej analogii pomiędzy tamtymi i tymi obozami władzy.

    Odpowiedz
    • 23 listopada 2021 o 18:56
      Permalink

      Genauso ist es. Die Polen sind unbelehrbar.

      Odpowiedz
  • 23 listopada 2021 o 23:49
    Permalink

    Mam jedną wątpliwość, bowiem inflacja w dekadzie lat 90-tych była sztucznie utrzymywana wraz z wysokim oprocentowaniem kredytów, aby Polaków pozbawić pieniędzy i przejąć gospodarkę. Kto i w jakim celu gra obecnie na wysoką inflację? Powstaje dość proste pytanie, na ile biznes jest w zmowie, aby dzięki wysokiej inflacji odsunąć PiS od władzy?

    To wyjaśnienie nie do końca mnie przekonuje, bowiem rynek, zwłaszcza finansowy jest wyspecjalizowany w manipulacji:
    “Gdybyśmy chcieli prostym językiem wyjaśnić co to jest inflacja, to nie da się prościej tego zdefiniować – niż przez – ilość pieniądza. A konkretnie, większa ilość pieniądza na rynku, niż towarów i usług, które można za niego kupić po dotychczasowych cenach. Inflacji nie da się ukryć, ponieważ ludzie nie są naiwni. Sprzedawcy widząc, że konsumenci mają więcej pieniędzy, po prostu zwiększają ceny.”
    – pytanie dlaczego w takim razie nie wyprodukują więcej towaru i usług, aby po normalnych cenach lud mógł korzystać z dobrodziejstw cywilizacji? W czasach powojennych, gdy zachód konkurował z blokiem socjalistycznym, jakoś specjalnych problemów na rynku towarów i usług na zachodzie nie było, a inflacja była w granicach rozsądku i przyzwoitości.
    – kolejne pytanie, jaki jest ostateczny cel tej inflacji, której rząd PiS już nie kontroluje i żadne wyższe stopy procentowe nie pomogą? Czy nie chodzi o to, aby nas zmusić do uległości wobec zachodniego hegemona? I robić co każą, czyli najlepiej posłużyć za mięso armatnie na wschodzie?
    – zbyt dużo pojawia się dziwnych zbiegów okoliczności, aby wierzyć w normalną inflację, do wyborów pozostaje jakieś 1,5 roku, a więc?

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.