Ogólna, Recenzje

NaTemat, czyli jak stworzyć „coś nowego”…

 Udało się, pojawiło się, wykluło się – a rodziło się w wielkich bólach! Mamy oto, nad Wisłą pojawił się nowy portal „NaTemat.pl”. Można gratulować wydawcy, zespołowi i spiritus movens całego wydarzenia panu redaktorowi Tomaszowi Lisowi. Dzięki jego wizji, mamy w kraju nowy ciekawie zapowiadający się portal informacyjny, ukierunkowany na prezentowanie różnorodnych treści opisujących sferę publiczną.

Portal zachęca swoją linią graficzną do zapoznania się z zawartością. Dobrze dobrane kolory, „kreska”, wręcz „design”, dużo dobrej, jakości zdjęć agencyjnych – czytelne tytuły i wyróżnione podtytuły, całość w tonacji pomarańczowej na białym tle. To musi się podobać, zwłaszcza, jeżeli wzrok jest zmęczony od czytania plików arkusza kalkulacyjnego – tym chętniej będzie nawigował po dobrze dobranych ramkach, zdjęciach i tytułach.

Portal został dostosowany do potrzeb użytkowników czytających go na standardowych komputerach jak i tabletach, Ipad radzi sobie doskonale z przeglądaniem zawartości, nie ma problemów z nawigacją – komórka podobnie, aczkolwiek jest tu nieco trudniej, jednakże portal, jako taki nie traci nic na swojej urodzie.

Portal przyjął dwutorową formułę publikowania treści – mamy oficjalne blogi celebrytów i różnych mniejszych i większych znakomitości, równolegle pojawiają się teksty zamieszczane przez oficjalną redakcję. Poszczególne działy tematyczne nie rzucają się w oczy ze swoją natarczywością, całość jest ciekawie i przejrzyście skomponowana, – za co należą się solidne pochwały grafikom i programistom. Reklam – jak można wnioskować na początku jest mało i nie rażą swoją natarczywością.

Wykonawcą technologicznym portalu jest w3media, ta sama firma podpisana jest pod „Salonem 24”, jak widać zastosowano autorski i dedykowany CMS, – co gwarantuje sprawne funkcjonowanie całości nawet przy dużej ilości użytkowników.

Pierwsze godziny funkcjonowania serwisu pokazują, że ludzie się tym zainteresowali, – co widać po ilości wpisów pod artykułami, które można na tym portalu umieszczać jedynie za pośrednictwem swojego konta na Facebooku. Rozwiązanie to ma swoje dobre i złe strony, z pewnością jednak – jest to ograniczenie możliwości do bycia anonimowym w Internecie, podniesie to poziom dyskusji i ograniczy zachowania skrajne, jednakże zarazem będzie to dowód na lukrowanie rzeczywistości – gdyż ktoś krytyczny dwa razy zastanowi się zanim napisać, co myśli o danym zagadnieniu, – jeżeli komentarz może przeczytać jego szef, mąż, syn, itp. To zdecydowanie zawęża grono osób komentujących – targetując odbiorców portalu do kręgów osób niezależnych, niemających nic do stracenia lub niebojących się kontaktu z rzeczywistością. Jest to ciekawa i innowacyjna formuła, można jedynie zapytać, dlaczego w ten sposób dyskryminuje się użytkowników innych serwisów społecznościowych? Dopiero wówczas byłoby to niezwykle ciekawe, gdyby na jednym portalu spotykali się identyfikowalni użytkownicy kilku społecznościówek… a jaka wspaniała baza danych by z tego wyszła, – którą można z powodzeniem np. sprzedać!

Niestety portal ten ma także drugą stronę, albowiem podziwiając gładkość ramek, czy też artystyczne zdjęcia, co bardziej znanych cele brytów na tle swoich wszystko mających samochodów – możemy zapomnieć o sensie wszelkiej publicystyki – o treści. Zapowiada się, że z tym właśnie ten portal może mieć problem, albowiem prezentowane tutaj treści są niczym wersja „soft” prawdziwych wpisów tematycznych – dla ludzi przyzwyczajonych do standardów poważnej publicystyki, jaką reprezentuje średnia polskich czasopism.

Przede wszystkim razi niedosyt treści, wpisy nawet znanych i popularnych osób są trywialne i nie do końca zrozumiałe. To, że wszyscy przekrojowo informują nas, o czym zamierzają pisać to zrozumiałe. Jednakże czy muszą być to komunikaty kilku zdaniowe? Artykuły tematyczne także nie zachwycają, ponieważ nie mamy tutaj do czynienia z profesjonalnym dziennikarskim zgłębieniem tematu, a jedynie z wypowiadaniem opinii – przedstawianiem poglądu na sprawę. Wielka szkoda. Należy zaznaczyć, że po początkowym zapoznaniu się z portalem działającym dopiero kilka godzin – trudno uznać taką próbę za reprezentatywną.

Zaskakuje dobór publicystów – blogerów, niewątpliwym sukcesem jest obecność panów Kwaśniewskiego i Milera, jednakże zważywszy na to, koło kogo występują (w ogóle), jako równe innym „główki” zmusza do zapytania – wedle, jakiego klucza dokonano wyboru? Czy komuś odmówiono? Czy po prostu pan Lis skopiował swoje kontakty z telefonu i zaproponowano wszystkim udział w nowym przedsięwzięciu? Każdy, kto nie odmówił – przysłał zdjęcie – dostał główkę? Dziwi mała reprezentacja polityków rządzącej opcji politycznej, nie zaskakuje brak ludzi z prawe strony – a szkoda, albowiem informacje i opinie polityczne to woda na młyn wszelkich tego typu portali.

NaTemat.pl stanowi bardzo ciekawą próbę przełamania konwencji nadanej polskiemu Internetowi opinii przez portal gazeta.pl i wszelkie jego mniej lub jeszcze mniej udane klony. Prawdopodobnie, dlatego, portal ten, odniesie sukces – albowiem w erze twittów i krótkich wpisów na „fejsie” nie wypada niczego dłuższego niż 160 znaków w nikogo wtłaczać. Przecież prawdopodobieństwo, że ktoś przeczyta dłuższy tekst – maleje wraz z długością tekstu. Niestety jest to filozofia zabójcza dla słowa pisanego i dla publicystyki w ogóle, niestety redakcja nowego portalu dokonała takiego a nie innego wybory – oferując mało treści, średnią ilość dobrej, jakości zdjęć i dużo białego tła – przy rozsądnej ilości reklam. O wartość merytoryczną portalu powalczą blogerzy wspierani przez redakcję, można jedynie życzyć beniaminkowi polskiego Internetu – sukcesu.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.