Ekonomia

Naszemu państwu ZAWSZE brakuje pieniędzy

 To zastanawiające, dlaczego naszemu państwu ZAWSZE brakuje pieniędzy? To standardowy problem Polski we wszystkich epokach – nawet w czasach jej złotego okresu – problemy pojawiały się zawsze jak chodziło o pieniądze – nigdy nikt nie chciał płacić na np. Kozaków rejestrowych, co było źródłem wielu problemów i zamienicie przyczyniło się do upadku Rzeczpospolitej. O międzywojniu trudno mówić, albowiem był to moment nadzwyczajny w naszej państwowości – taka „przelotówka” niby państwo, ale takie chwilowe, przemijające bez trwałego dziedzictwa – przynajmniej w powszechnym tego rozumieniu, albowiem cezura wojenna była dramatyczna na tyle, że przerwała istnienie kraju w sensie społecznym, politycznym i terytorialnym.

Po wojnie nie było lepiej, chociaż przyjęliśmy model gospodarki, w której pieniądz był jedynie jednostką rozliczeniowo-obiegową, to przez cały czas cierpieliśmy niedobory, najpierw wynikające z konieczności odbudowy powojennej a następnie wynikające z błędów bieżących okresów. Mimo wszystko jednak pomimo olbrzymiego marnotrawienia środków i sił w okresie Polski ludowej – ogólny wynik gospodarczy państwa był pozytywny w znaczeniu rozwoju cywilizacyjnego. Czego najlepszym dowodem jest potwierdzenie funkcjonalności rdzenia ówczesnej infrastruktury do dnia dzisiejszego.

Okres transformacji to powrót do pieniądza na serio, rozumianego, jako środek płatniczy reprezentujący konkretną wartość. Od samego początku pojawiły się problemy z jego niedoborem. Suma świadczeń państwa – praktycznie przez wszystkie lata zawsze przekraczała uzyskiwane dochody. Ten sam problem mamy obecnie, jednakże dzisiaj wiadomo, że głównym powodem, dla którego nie ma pieniędzy jest:

  1. Polityka podatkowa państwa – preferująca podatkowo osoby zamożniejsze, a spychająca koszty utrzymania państwa na osoby o średnich i niskich dochodach – w szczególności poprzez bandycko i Polako-bójczy system podatków pośrednich i akcyzowych.
  2. Konieczność spłacania rat odsetkowych od zaciągniętego zadłużenia w poprzednich okresach. Ciągłe braki finansowania spowodowały różne zaszłości, w tym niedomagania systemowe jak np. w finansowaniu transferów społecznych. W efekcie państwo dusi się pod ciężarem posiadanego zadłużenia, które skutecznie ogranicza jego suwerenność.

Można zrozumieć, że przez pierwszą część okresu transformacji – do początku kryzysu w 2008 roku, można było hołdować różnego rodzaju pomysłom, w tym tak debilnie szkodliwym koncepcjom idioto-ekonomistów jak przedstawicieli różnego rodzaju efemeryd liberalnych – wolnego rynku, rak na tym rynku podobno niewidzialnych i prywatyzacji powodujących znikanie majątku państwowego w zamian za słynne świadectwa złodziejstwa – przepraszam udziałowe. Jednakże szkodliwość efemerydo-liberalnego myślenia ujawniła się z całą stanowczością – pękła bańka, o czym rządzący nami doskonale widzieli i słyszeli, albowiem znają język angielski i nawet na przekór kryzysowi ukuli hasło „zielonej wyspy”. Od tego momentu powinni byli zmienić naczelny paradygmat makroekonomiczny na nieco bardziej realny, czy też mniej polegać na wierze we wszechmogącą słuszność tzw. rynków, a nieco bardziej podejść programowo-koncepcyjnie do zagadnienia.

Niestety to nie miało miejsca. Nadal nie mamy pieniędzy a państwo w ciągu ostatnich pięciu lat udało się niesłychanie skutecznie zadłużyć i to pomimo skonsumowania tzw. niby emerytur kapitałowych, czyli oszczędzania przez zadłużanie się, jakie nam zapewnił pan (podobno profesor) – niestety kiedyś premier rządu naszego kraju Jerzy B. (tego nazwiska nie wymienimy na naszym portalu z szacunku dla czytelników – nie chcemy nikogo z państwa zmuszać do przypominania sobie nazwiska tego szkodnika). Odsetki natomiast rosną i będą rosnąć, zwłaszcza jak około zerowe stopy procentowe globalnej wioski pójdą w górę. Wówczas zaczną się realne problemy – realnej ekonomii, w której trzeba regulować rachunki, a niestety na drukowanie przez nas prawdziwych pieniędzy tj. Euro lub Dolarów raczej nie zgodziłyby się banki centralne tychże uprzywilejowanych imperiów nie mówiąc już o szefach sztabów wojsk – krajów zainteresowanych. My na te Euro i Dolary będziemy musieli ciężko zapracować zginając karki i w pełnej pokorze – na umowach śmieciowych lub jako popychadła, niestety także w swoim własnym kraju. Była szansa – podpiąć się do ssaka Euro, ale niestety przegapiliśmy pogrążeni w sporach wewnętrznych o zupełnie nic, ewentualnie skutki zderzenia samolotu pasażerskiego produkcji rosyjskiej z wyrosłą na rosyjskiej ziemi brzozą.

W tej chwili jesteśmy w takiej sytuacji, że nie podskoczymy. Nie możemy się nawet obrócić lub obrazić. Musimy uczestniczyć w systemie na takich warunkach, jakie są nam narzucane – czy to się nam podoba czy nie, albowiem ewentualna rewolta polityczna mająca za cel odrzucenie kajdan zniewolenia spowodowałaby reakcję polityczną pokazującą nam szpetne oblicze historii, czy też prawdziwe oblicze naszych zachodnich przyjaciół.

Jedynym sposobem na wyjście z sytuacji ciągłego braku pieniędzy, czyli samodzielności ekonomicznej państwa – jest niestety OSZCZĘDZANIE. I możemy sobie zagryzać wargi do krwi z wściekłości na efemeryczny liberalizm, ale niestety w tych realiach ma on do nas czy to się nam podoba czy nie – pełne zastosowanie. Jeżeli udałoby się nam przez 20 lat spłacić wszystkie długi państwa i samorządów – i pożyczać tylko u siebie – bylibyśmy wolnym krajem – zdolnym do prawdziwego rozwoju, poprzez tworzenie polityk, wizji, wyznaczanie celów i ich realizację. A tak to jest jak jest i będzie jak będzie, a będzie niewesoło z powodów demograficznych.

Pozostaje tylko czekać, aż nasi wierzyciele wysuną postulaty przejęcia w zamian za długi części naszych np. ziem zachodnich i północno-zachodnich, przy pełnym poszanowaniu postanowień Schengen. To tylko kwestia czasu aż zejdziemy do niewypłacalności i systemowej bezsilności. Czy będziemy w stanie przeciwstawić się rzeczowo przedstawionym argumentom – stawianym de facto przez właścicieli naszego kraju? Kraju starych – zmordowanych i ledwo wiążących koniec z końcem ludzi?

5 komentarzy

  1. Oszczędzanie to słuszny kierunek.
    Dlatego preferuję umieszczone przez autora słoiki na monety.
    To jedyny dobry sposób na oszczędzanie.
    Nie należy tylko zapomnieć miejsca, w którym zakopiemy kolejne słoiki z monetami …

  2. Stach Głąbiński

    W sprawach zadłużania się państwa i oszczędzania polecam popularne książki W. Kołodki i W. Morawskiego, oraz http://nowyobywatel.pl/2013/01/24/kto-winien-wczorajszych-klesk-kto-budowal-lepsze-jutro/

  3. Popieram @zdziwionego!
    Oszczędzajmy.

  4. Jan Stanisław Kowalski Nowak

    “Czego najlepszym dowodem jest potwierdzenie funkcjonalności rdzenia ówczesnej infrastruktury do dnia dzisiejszego.” A cóż to Autorze Dostojny Uważasz za istniejący do dzisiaj rdzeń? Jak pamiętam to sztandar tego “rdzenia” niejaki MF Rakowski “poprowadził” do … muzeum!
    “Polityka podatkowa państwa – preferująca podatkowo osoby zamożniejsze” A na czy mta polityka polega, Oczekujesz Autorze Dostojny że system podatkowy wyciągnie z portfeli tych średnio i dużo zarabiających ( podobnie jak pewien uczony ekonomista ) dziesięć miliardów złotych i przetransferuje je do portfeli tych mało zarabiających bez strat na smarowanie aparatu urzędniczego, to Się Mylisz! Miejsc pracy od tego nie przybędzie i zmniejszy się popyt na towary i usługi, czyniący inwestycje w miejsca pracy nieopłacalne! Bo miejsca pracy nie “są tworzone” zaklęciami! Każde miejsce pracy do na zimno skalkulowana inwestycja!

    • Wielce szanowny panie – odpowiem w punktach:
      1) “A cóż to Autorze Dostojny Uważasz za istniejący do dzisiaj rdzeń? ” – a to, że czcigodny pan ma prąd w domu, a to że jakieś pociągi jeszcze jeżdżą, a naszego nieba strzegą post PRLowskie MIGi29… – to tak przykładowo…
      2) “Oczekujesz Autorze Dostojny że system podatkowy wyciągnie z portfeli tych średnio i dużo zarabiających ( podobnie jak pewien uczony ekonomista ) dziesięć miliardów złotych i przetransferuje je do portfeli tych mało zarabiających bez strat na smarowanie aparatu urzędniczego, to Się Mylisz! Miejsc pracy od tego nie przybędzie i zmniejszy się popyt na towary i usługi, czyniący inwestycje w miejsca pracy nieopłacalne! Bo miejsca pracy nie „są tworzone” zaklęciami! Każde miejsce pracy do na zimno skalkulowana inwestycja!” – nikt tak nie twierdzi, a przynajmniej ja. Pieniądze z podwyżki podatków trzeba będzie przeznaczyć na finansowanie dziury w systemie socjalnym, póki co można je przeznaczyć na inwestycję – no ale trzeba rozumieć i czuć te sprawy 🙂

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.