Nasze problemy sięgają pokoleń, nasze plany też muszą mieć taką perspektywę

Początki transformacji, pamiętny przełom roku 1989 i 1990, nowe nadzieje, pojawiający się strach, świadomość nowego, poszukiwanie nowego sposobu na życie przez miliony Polaków i Polek. Narastający lęk o byt materialny, bardzo szybko zastąpiony przez przerażenie, dramat, często upadek i łzy. To był początek naszej transformacji, ludobójczej, bezwzględnej, bezlitosnej, totalnej, zupełnej, za którą zapłaciła milcząca większość, zapłaciła straszną cenę. Wówczas mówiono o „gonieniu Zachodu”, „nadrabianiu dystansu”, poprawie warunków życia itd. Niestety nikt, z czytających cienkie książeczki o wolnym rynku i liberalizmem, nie zakreślił wówczas społeczeństwu żadnej perspektywy. Przy czym było oczywiste, że nie ma odwrotu z drogi transformacji, jednak nikt nie był w stanie, czy też nie mógł wyznaczyć żadnej perspektywy, czy to zbliżenia do Zachodu, czy też generalnej poprawy sytuacji. Wiele mówiono natomiast o zapaści sięgającej dwóch lub trzech powojennych pokoleń, konieczności odrabiania strat spowodowanych przez utracone szanse w okresie Polski ludowej itd.

Minęło niedawno 25 lat od tego „sukcesu”. Część polityków przeszła już z retoryki zielonej wyspy, poprzez bajki o ciepłej wodzie w kranie na propagandę drugiego złotego wieku Polski. Jednakże realnie i trzeźwo stąpający po ziemi Polacy, często pozwalają sobie jeszcze mieć nieco inne zdanie niż hurraoptymistyczne na tematy bilansu transformacji. Nie ma, po co wdawać się w szczegóły, albowiem to jest temat stale wywołujący emocje, zwłaszcza u ludzi, którym transformacja złamała życie. O wiele ważniejszy jest dla nas temat rodowodu naszych problemów.

Nie można się zgodzić ze stwierdzeniem, że to okres państwa ludowego jest winny zapóźnień cywilizacyjnych Polski. Owszem, wiele szans zmarnowano – nikt przy zdrowych zmysłach, nie będzie negował skandalicznego marnotrawstwa, pozbawienia ludzi podstawowych praw, kultury niemożności zabijającej ludzką kreatywność itd. Jednakże nie można też w pełni negować osiągnięć PRL-u, albowiem sukces, jaki odniosło wówczas nasze społeczeństwo to wielka odbudowa, scalenie terytorialne kraju oraz industrializacja.

W ocenie dzisiejszego stanu państwa musimy uwzględniać ciągle straty z II-giej Wojny Światowej i z I-szej Wojny Światowej, kiedy to ziemie polskie były bezwzględnie eksploatowane i przez zaborców i przez wojnę. Negatywne dziedzictwo 123 lat niewoli, to także jest źródło naszego dzisiejszego nieszczęścia, albowiem jako Naród straciliśmy ten czas, nie mogąc kształtować tych wszystkich instytucji, których dziedzictwo spowodowało np. wielkość krajów przemysłowych Zachodniej Europy. Był to stracony okres w rozwoju, którego trudne dziedzictwo, jeszcze czasami także jest widoczne. Chociaż zasług odrodzonej II RP w zasypywaniu rozbiorowych podziałów nie można skończyć wychwalać, to właśnie XX-to lecie międzywojenne, to był – pomimo wszelkich wad i ograniczeń, wspaniały okres w rozwoju naszej państwowości, jednak zwykłym ludziom wówczas było bardzo ciężko. Dla najbiedniejszej większości odzyskana Polska, miała wymiar dziedzica, którego całowało się w pierścień, jeżeli chciało się mieć prawo – zarobić trochę ziemniaków żeby przetrwać zimę.

Niestety okres międzywojnia został prawie w pełni zmarnowany przez ówczesną elitę rządzącą, której zła polityka zagraniczna – przyczyniła się w pewnej mierze, do upadku i utraty państwa. Warto pamiętać, że poza nielicznymi procesami powojennymi – tchórzliwych oficerów z Września, nikt tych ludzi nie rozliczył nigdy.

Nie ma jednak potrzeby cofać się głęboko w przeszłość, liczy się to, że aktywność kilku pokoleń Polaków była po prostu jałowa lub została prawie w pełni zmarnowana. Oczywiście dzisiejsza epoka ułatwia rozwój dzięki postępowi technologicznemu, jednakże brakuje nam zakumulowanego kapitału, wypracowanego przez minione pokolenia, który jako procent składany pracowałby dla naszego dobra, przez co najmniej dwa lub trzy minione wieki. Niestety nie mieliśmy szczęścia, reset państwa, wojny, powstania, więcej wojen, więcej powstań, ciągłe dramaty – to wszystko kosztowało nas utratę korzyści z przeszłych okresów. To, że udało się ocalić tożsamość narodową JEST FENOMENEM.

Patrząc na historię z perspektywy tych dramatów i prawie ciągłych porażek establishment musi mieć odwagę, powiedzieć społeczeństwu wprost – prostym i zrozumiałym językiem – potrzebujemy trzech, może dwóch pokoleń, żeby osiągnąć poziom potencjalny – umożliwiający nawiązanie dialogu konkurencyjnego z Zachodem. Nie da się przekłamać praw rozwoju, przecież nasze otoczenie – świat, jaki znamy nie czeka na nas, tylko ciągle idzie do przodu. Czasami wolniej, czasami szybciej, jednakże nie stoi w miejscu.

W praktyce oznacza to, że nasze społeczeństwo musi się nastawić na stałą konieczność ponoszenia wyrzeczeń. Jak to przedstawić ludziom – to jeden z problemów fundamentalnych, który musimy rozwiązać, zanim w ogóle zabierzemy się za redefiniowanie racji stanu. Przy czym rządzący muszą mieć świadomość, że lepsza jest najbardziej pragmatyczna prawda niż stan słodkiego kłamania, półprawd lub unikania problemu.

5 thoughts on “Nasze problemy sięgają pokoleń, nasze plany też muszą mieć taką perspektywę

  • 5 maja 2015 o 06:27
    Permalink

    Trochę mi się smutno zrobiło jak przeczytałam

    Odpowiedz
    • 5 maja 2015 o 16:37
      Permalink

      Mi takze zrobilo sie b.b.smutno !!!
      Felieton to kronikarski rekonesans dziejow Polski, mam wrazenie, ze za subtelnie autor traktuje spustoszenie meterialne i duchowe, wywolane II WS i wypaczeniami, glownie Niemiec na ten temat, choc nonszalacja a moze i “przestepstwo panstwowe” (“StaatKriminalitaet”- termin uzywany w nauce ), z jaka to traktowano Polske po II WS ze strony innych panstw europejskich moim zdaniem nie. zostala poruszona, choc to ona stanowi o tym, ze Polska zostala “na uboczu” z tymi “polskimi obozami koncetracyjnymi …”, “my (Francja, W.Brytania i wogole cala reszta) omijala Polske, jak “parszywego psa”, powinno byc zgola innaczej !!!
      Jak juz wielokrotnie o tym wspominalam, bez odszkodowan za horrendalne wyniszczenie materialne i takiez same moralne straty ze strony Niemiec nie uda sie Polsce tych zaistnialych w czasie i przestrzeni ogromnych dyspropircji nafrobic. Stany zjednoczone Europy z stalym systemem wyrownan i transferu mogly by ten stan zmienic by obywatele UE mieli rowne szanse dzialania.i warunki zycia, teraz UE opiera.sie w dalszym ciagu na wykorzystywaniu “slabisci” panstw lepuej rozwinietych nad tymi,ktore byly calymi dziesiecioleciami degradowane materialnie.i duchowo!!! A roznice jak byly tak sa !!! Polska krwawi, Grecja krwawi, krwawia cale Balkany, te tereny z “nizsza rasa ludzi ” … b.b.mocna ale ukryta swiadomosc tego maja nawet Niemcy ( wywiad z 28.04’2015 w ARD / TV z exKanclerzem Federalnyn Niemiec, panem Helmutem Schmidt’em:” odszkidowania i rekompesaty musi wziac rzad federalny powaznie pod uwage, chowanie glowy w piasek nie pomoze …), gdyby Pokska miala takie mozliwosci materialne a takze swiadomosc i pwmewnosc siebie mogla by przeciez od razu kupic od Francji dwufusyjna elektrownie atomowa / wodorowa, know-how na nowoczsny przemysl hutniczy i odtwirzenie zawsze znajdujacego sie na b.wysokim poziomie przemyslu chemicznego i nawozow sztucznych, takze wlokienniczego z przedz naturalnych (welny, len, konopie, jedwab..) i z.nowoczesnych, w Polsce opracowanych tkanin syntetycznych ( elany, z olejow naturalnych jak np.eukaliptusowy tkanin typu “tencel” it’d, gdyz mysl techniczna w Polsce stala wysoko, tylko brak funduszy i taki dziwaczny kompleks nizszosci….rodem z ponizenia II WS, swiadomisc “ofiary”, ktora za obce zbrodnie jeszcze sie wstydzi ….(prosze ten psycholigiczny fenomen w fachowej literaturze przeanalizowac…, takze jakie to ma socjologiczne skutki w rozwoju danego panstwa czy spoleczenstw …), to wszystko trzeba sobie uswiadomic i z klarownie dazyc do swoich, przez innych z premedytacja zmarnowanych szans, lepiej dzialac na drodze pokojowej niz biernoscia przyzwolic na rozszerzanie sie tych horrendalnych dyspropircji i w efekcie roztrzyganie tych problemow ponownie w wyniku wojen …,,

      Odpowiedz
  • 5 maja 2015 o 10:45
    Permalink

    Dzień Dobry dla tych z którymi się jeszcze nie witałem.
    Artykuł ze względu na miejsce krótki, co rozumiem, jednak zawiera podstawy do jednej ważnej tezy: Niezależnie od czasów politycy kierujący się własnym albo czyimś interesem, politycy i polityka, wszystko zepsują. A im więcej damy im przestrzeni, swobody i nietykalności tym szybciej i więcej zepsują. Nie potrzebujemy polityków. Potrzebujemy przywódców, naturalnych liderów, ojców (i matek) Narodu. Nie jakieś grupy ludzi ale Narodu, wszystkich Polaków. Oni nie będą Nas dzielić tylko zawsze znajdować to co Nas łączy.
    Pozdrawiam

    Odpowiedz
    • 5 maja 2015 o 12:29
      Permalink

      Ja także uważam, że aktualna klasa polityczna nadaje się do pilnej wymiany. Jednak w sprawie Ojców (Matek) narodu jestem sceptyczny. Proszę o podanie chociażby jednego przykładu. Ktoś taki jak Ty piszesz, rodzi się jeden na tysiąclecie, a jeżeli kogoś kimś takim obwołano gdziekolwiek, i kiedykolwiek to najprawdopodobniej jest to mit. Np. Piłsudskiego.
      Felieton smutny. Niestety bardzo prawdziwy. Dowodzi jednego, mianowicie tego, że nie potrafimy kreować prawdziwych polityków i czynić z nich mężów stanu. Oczywiście trzeba znaleźć właściwą osobę o wybitnych przymiotach charakteru. W pojedynkę jednak nic nie znaczy. Musi ona mieć spore merytoryczne zaplecze.

      Odpowiedz
      • 5 maja 2015 o 14:57
        Permalink

        W sprawie mitu pełna zgoda. Moja uwaga polityk nigdy jest jest mężem stanu. To tkwi w definicji. Co do przykładów, przeszłych, teraźniejszych czy przyszłych wskazałbym spore grono, głównie nieznanych lub zepchniętych na margines, ew. zastrzelonych. Z tym jeden na tysiąclecie to trochę demagogia choć nie znam Twoich założeń. To po prostu muszą być najlepsi z Nas nie jakieś niedoścignione (czy wyreżyserowane) ideały.

        Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.