Paradygmat rozwoju

Nasze państwo działa tylko „do wewnątrz”

 Nasze państwo działa tylko do wewnątrz, poza granicami nie mamy de facto żadnych skutecznych metod oddziaływania. Instrumentarium zewnętrznego władztwa – zdolności do oddziaływania państwa to przede wszystkim: dyplomacja – realizująca politykę zagraniczną, soft power – umożliwiająca osiąganie nawet trudnych celów bez stosowania siły (zaliczamy tu także oddziaływanie ekonomiczne), siły zbrojne – zdolne do projekcji siły narzucającej imperatywnie interesy naszego państwa lub zapewniające zdolność do ich ostatecznej ochrony.

Nasza dyplomacja kompromituje się w sposób tak ekstremalny, że nie ma żadnej potrzeby tego omawiać. Nie chodzi wcale o dostarczanie dowodów białoruskim sądom, ułatwiających osadzanie opozycjonistów. To są niuanse, co prawda istotne, ale niuanse. Nie mają znaczenia także ekspiacje pana właściwego ministra w mediach społecznościowych, to też w zasadzie się nie liczy. Ważne są natomiast fakty odniesienia porażki w kontekście polityki wschodniej i to porażki druzgoczącej, jak również absolutna klęska promocji Polski za granicą – w tym gospodarczej. Przez lata właściwe wydziały gospodarczo-handlowe naszych placówek dyplomatycznych nie robią niczego sensownego. Wywiad, który z zasady jest a przynajmniej powinien być dodatkiem do dyplomacji i to często większym niż ona sama w praktyce nie odgrywa większego znaczenia, przynajmniej od czasów rozłożenia go przez pewną komisję i jej niespotykany w historii świata – nawet po rewolucji bolszewickiej raport. Innymi słowy, moglibyśmy zrezygnować z dyplomacji, bo w praktyce pełni ona i tak nie wielką rolę, wymownym tego dowodem jest angażowanie emerytowanego prezydenta do gry na Ukrainie. No, ale tak musi być w kraju, którego minister spraw zagranicznych ma w życiorysie bycie mudżahedinem, a nawet są zdjęcia pana ministra z Afganistanu z karabinem na ramieniu! Czy ktoś się dziwi, że ludzie na wschodzie, którzy w tamtym okresie byli po drugiej stronie wojny afgańskiej nie chcą z takim kimś rozmawiać?

Nasze soft power to ogólny efekt działań naszego rządu i sił państwowych – zdolność do wspierania celów naszej polityki zagranicznej, jak również budowy pozytywnego wizerunku – marki naszego kraju, tak żeby całość się pozytywnie kojarzyła i wzbudzała pozytywne skojarzenia od Madagaskaru po Norwegię i od Rosji po USA z Europą na czele. Niestety nie mamy na tym polu sukcesów, nie posiadamy kapitałów, nie posiadamy istotnych i liczących się w świecie ugrupowań gospodarczych zdolnych do aktywnego wspierania, czy też nawet bycia wyrazicielem naszej polityki gospodarczej, kulturalnej, wojskowej na świecie. Co ciekawe nawet nasze instrumentarium z arsenału soft power w zakresie oddziaływania kulturowego w kierunku wschodnim nie tylko nie jest należycie wykorzystywane, ale w zasadzie nie istnieje. Kilka dobrych filmów, ofensywa NGO`- sów działających na różnych płaszczyznach kultury, otwarcie uniwersytetów, rynku pracy dla młodych i inne podobne działania – mogą spowodować o wiele więcej dobrego niż kilka eskadr F-16. Szczególnie boli pozostawienie samym sobie spraw białoruskich, albowiem właśnie tracimy szanse na wzmocnienie naturalnych dążeń historycznych tego narodu do samostanowienia, o którym nie może być mowy bez pamięci historycznej. Wolimy wspierać wysyłanie… misjonarzy, w tym przeważnie księży katolickich, którzy w imperium prawosławia, które właśnie szczytuje na salonach imperialnej władzy! Jeżeli chodzi o ekspansję gospodarczą to jedna inwestycja w Kanadzie „nie czyni wiosny”, w zasadzie jest dla nas neutralna gospodarczo, albowiem całego państwa z tego nie utrzymamy. Jednakże z pewnością jest to krok w dobrym kierunku.

Siły zbrojne, no cóż można na ten temat powiedzieć? Zwłaszcza, że nie da się powiedzieć nic pozytywnego lepiej jest skorzystać z szansy na milczenie, jednakże należy mieć świadomość, że ta armia zorganizowana w taki sposób jak obecnie i z takim potencjałem – nawet, jeżeli żołnierze walczyliby efektywniej od Powstańców Warszawskich – nie jest w stanie obronić naszego terytorium przed żadnym zagrożeniem z dowolnego z głównych kierunków. Najtragiczniejszy jest chyba brak rezerw przeszkolonej siły żywej, brak logistyki i brak zapasów środków niezbędnych do prowadzenia walki. Dlatego nasza armia nie tylko nie powinna brać nawet ograniczonego udziału w misjach zagranicznych, ale nie może być traktowana na poważnie, jako gwarant jakiegokolwiek własnego bezpieczeństwa. Nic nie pomoże defilowanie po centrum Warszawy, szkoda na to paliwa i czasu.

Na przykładzie powyżej opisanych realiów ujawnia się brutalna i smutna prawda o naszym państwie – możemy działać tylko do wewnątrz – aresztując samotne matki z Opola, ponieważ nie zapłaciły państwu nałożonej przez nie grzywny. Natomiast w realiach międzynarodowych jesteśmy niezdolni do jakiegokolwiek oddziaływania na rzeczywistość. Doskonale to pokazuje niemoc decyzyjna w zakresie swobody wejścia-wyjścia z Iraku i Afganistanu, brak możliwości odzyskania i sprowadzenia wraku Tupolewa, porażka polityki wschodniej czy też pokaże – klęska spodziewanych negocjacji o fundusze unijne.

Wniosek? Zatrważający! O wiele lepiej jest podkulić ogon i drzeć z przerażenia przed brutalnym światem jak mała wystraszona i przemoczona mysz – niż nadstawiać żabią łapę jak kują konie! Nie mamy się, na co napinać ani nikogo pouczać, to nonsensy. Ograniczmy się do polityki europejskiej, dyplomację realizujmy przez Brukselę, niech naszymi problemami będzie załatwienie tańszych winiet na wjazd do ekologicznego Berlina samochodom na polskich rejestracjach a nie szukanie guza na wschodzie. Nie nadajemy się, nie umiemy, nie mamy pewności, że nasza polityka zewnętrzna jest realizowana w naszym interesie – odpuśćmy. Budujmy nasz kraj, stawiajmy porządne domy, zmieniajmy miasta, prostujmy drogi, dbajmy o kanalizację, módlmy się, śpijmy, róbmy cokolwiek, – ale do wewnątrz. Na zewnątrz niestety się nam nie udaje. Trudno, nie musimy się znać na wszystkim. Jednakże postarajmy się jakoś przetrwać w tym turbulentnym świecie.

2 komentarze

  1. Brutalne, prawdziwe i szczere

  2. Dobry tekst, ale niekonsekwentny! Żeby działać, na zewnątrz, czy do wewnątrz, państwo musiałoby najpierw istnieć, a sam Pan pisał, że nie istnieje!
    Został nam już tylko jakiś dziwaczny, buraczano-ziemniaczany bantustan (na banany niestety, klimat nie ten…)

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.