A narzekamy na Gazprom… Komu śmierdział „ruski gaz”?

Light my fire lic.: CC BY-SA 2.0 Autor: Michal Osmenda, źródło: commons.wikimedia.orgNarzekamy na Gazprom, który jak wynika z wieloletnich kontraktów jest doskonałym partnerem, pewnym, gwarantującym dostawy, stabilność przekazywanych ilości i parametrów oraz ceny. Gazprom niczego nie udaje, po prostu pompuje nam gaz w zamian za pieniądze, przy czym nie ma problemów z płatnościami – wszystko, każda transza są z góry przewidziane – można regulować zegarki wedle dat płatności. Wszystko funkcjonuje doskonale, bez błędnie i bez problemów i to pomimo polskich fobii, które przyczyniły się m.in. do bardzo drogiej i ryzykownej dla środowiska inwestycji bałtyckiej. Mamy jednak wieloletni kontrakt, a Rosjanom gazu nie brakuje, – jeżeli tylko nie będziemy robić im konkurencji ich własnym gazem!

Tymczasem oczywiście rządzący w Polsce, którym śmierdział „ruski gaz” wymyślili, że będziemy sprowadzać ten surowiec statkami i przetwarzać w specjalnej instalacji na nasze potrzeby. Pomysł w istocie doskonały, ponieważ nikt nam nie każe kupować gazu w Rosji, możemy go sprowadzać chociażby i z Boliwii – to nie jest problem żaden poza technologią, polityką i kosztami. Jednakże u nas wyszło jak zwykle, czyli „kamieni kupa”, no ale oczywiście nie ma żadnych winnych.

W mediach można znaleźć informacje, że nasz arabski kontrahent nie kocha nas miłością kontrahenta i postanowił sprzedać nasz kontrakt wielkiemu międzynarodowemu pośrednikowi, który ma góry pieniędzy a jeszcze nie dawno w różnej formie prawdopodobnie był subsydiowany pieniędzmi przez swój własny rząd. Sprawa jest banalna, nasz arabski kontrahent zorientował się, że nie jesteśmy wiarygodnym klientem, albowiem już mieliśmy kupować i płacić – podobno drożej niż Rosjanom, – ale za „niezależność” się płaci, a tu nic. Nasz Gazoport pomimo wielu lat budowy nie jest gotowy, po prostu się nie udało zrealizować rządowi pana Donalda Tuska kluczowej dla kraju inwestycji energetycznej. Więc stateczki nie miałyby gdzie wyładować naszego gazu, a nikt nie pomyślał żeby gaz, który musimy odebrać pod groźbą kary sprzedać np. w Japonii, która kupuje każdą ilość, jeżeli tylko ma dobrą cenę – głównie od Rosji, z którą formalnie nie ma traktatu pokojowego, ale jakoś jej „ruski gaz) nie śmierdzi.

W zamian za nas zrobi to teraz potentat rynkowy – gigantyczny konglomerat finansowy, który handluje energią na masową skalę i ma własne kanały umożliwiające dystrybucję. Prawdopodobnie nawet na tym nie straci, nieco stracą Arabowie, albowiem muszą udzielić małej bonifikaty nowemu pośrednikowi.

Uwaga, nie mamy oczywiście żadnych dowodów, że nowy pośrednik, który wykupił nasz kontrakt robi to samowolnie w poczuciu swoich dobrze rozumianych interesów. Jest możliwe bowiem, że w całym procesie udział bierze Wielki Demiurg, którego interesów i zaleceń tenże pośrednik nie zlekceważy. Więc może być też tak, że to wszystko to dla nas forma pomocy, może w ostateczności podobnie przedłużymy kontrakt i wszyscy będą zadowoleni? Problemów, bowiem nie ma żadnych – Arabowie produkują gigantyczne ilości gazu, pośrednik dosłownie nie wie, co robić z pieniędzmi, których nie ma już, w co inwestować, no a my, – jeżeli chcemy mieć rolnictwo musimy gaz kupować, bo nawozy, co prawda biorą się z powietrza, ale potrzeba do tego procesu bardzo dużo gazu.

Więc zanim będziemy znowu narzekać na Gazprom, cieszmy się z tego, co jest. Gaz płynie, nie ma problemów z dostawami, nikt już na szczęście nie pośredniczy, sytuacja jest jasna i klarowna. Mamy nawet możliwość rozbudowy sieci gazowej w kierunku Słowacji, należy wyjść naprzeciw postulatom naszych rosyjskich i słowackich partnerów, co więcej może nawet udałoby się podłączyć do Kaliningradu, albo bezpośrednio do bałtyckiej rury? Każde źródło jest potrzebne, nie trzeba kupować wielkich ilości – wystarczy tylko tyle, żeby utrzymać instalacje w sprawności, ważne jest, że dywersyfikujemy kanały dostępu. No, a gazoport, może być naszym olbrzymim atutem, jednakże musimy go najpierw dopracować i postarać się kupować gaz na wolnym rynku – jak najtaniej. Wówczas te ilości dosyłanego gazu, będą silnie poprawiały nasz bilans.

Podejdźmy do gazu biznesowo, bądźmy odpowiedzialnym, przyjaznym i nastawionym na współpracę partnerem, wówczas współpraca wszystkim będzie się opłacać nieco bardziej.

2 komentarze do “A narzekamy na Gazprom… Komu śmierdział „ruski gaz”?

  • 6 października 2014 o 09:33
    Permalink

    Do gazu biznesowo podejść nie możemy. Ciągłość jego dostaw jest niemalże warunkiem trwania państwa. Nie posiadamy wystarczających zasobów energetycznych ani zdolności ich wydobywania. Musimy już importować nawet węgiel z Rosji. Jednocześnie nasz Nowy Wielki Brat uznał nasze terytorium za znakomitą lokalizację pod stadion na atomowy mecz USA-Rosja. Nasze władze zabiegają o przebudowę Polski na niezatapialny lotniskowiec USS “Poland”. Znów, jak w czasach “Towarzysza Wiesława” pojawił się problem “nadreprezentacji mniejszości narodowych w aparacie” władzy i bezpieczeństwa. W takiej sytuacji nasz narodowy interes musi być odsunięty na dalszy plan, bo ,z podmiotu, staliśmy się przedmiotem rozgrywek wielkiego kapitału i polityki. Pochopnie liczyliśmy na to że nie musimy troszczyć się o własne interesy, że możemy je zawierzyć Nowemu Wielkiemu Bratu. Ten jednak uznał że bliższe są mu interesy własne i pewnego wpływowego narodu wyznania handlowego.

    Odpowiedz
    • 6 października 2014 o 23:39
      Permalink

      Не надо бояться России,Газпрома,Путина и особенно русского народа.Уверяю вас газ как поставлялся так и будет поставляться в Европу!!!А вот кто будет платить за поставленный газ на Украину?Путин сам же давал понять Европе раз Украина захотела в Европу так пусть платит по рыночной цене за газ!!!Почему Газпром должен с такой огромной скидкой 268 долларов США за 1000 кубометров когда Европа платит под 400!!!

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.