Naród, Państwo, Obywatel

Rozpoczęła się w naszym życiu publicznym żałosna nagonka na słabszego, tym słabszym, tym współczesnym „żydem” i „pedałem” są nacjonaliści, bezczelnie i świadomie myleni z faszystami przez cały mainstream od prawa do lewa – zjednoczony przeciwko nowemu wspólnemu wrogowi. Trudno go bowiem nazwać starym znanym wrogiem, albowiem z przedwojennych tradycji prawie nic nie pozostało, a ten co mienił się kontynuatorem tradycji okazał się zwykłym sprzedajnym zdrajcą i koniunkturalistą, pobawił się i zostawił a teraz ujada wynajmując się swoim towarzyszom z elity.

Jak być nacjonalistą we współczesnej Polsce? Jak być polskim patriotą, tak żeby nie musieć wpisywać się w żaden z przebrzydłych i zbankrutowanych podsystemów elity, która podzieliła między siebie mainstreamowy monopol na Polskę i polskość? Czy aby przypadkiem to nie jest tak, że tu chodzi o systemowe wyrugowanie patriotyzmu i miłości ojczyzny jako postaw niegodnych „nowoczesnego” myślenia współczesnych mieszkańców tego przeklętego przez historię terytorium? Przecież jakiś cel tych działań i tej pełnej nienawiści być musi?

Jeżeli bowiem znając charakter ideologii nacjonalistycznej, której treścią jest afirmacja własnego narodu i związanego z nim państwa – ktoś chce się przeciwstawić nacjonalistom, to oznacza że raczej pragnie ich anihilacji i fizycznej likwidacji, ponieważ immanentną cechą wyznawania tych poglądów jest właśnie pewien stopień nieugiętej bezkompromisowości.

Będąc nacjonalistą nie uznaje się miejsca na pragmatyzm, chyba że musi się go uznać w imię wyższego celu jakim jest afirmacja własnego Narodu – z tego powodu nie ma możliwości na pogodzenie światopoglądu nacjonalistycznego z jakimkolwiek innym i dodajmy – bardzo dobrze, albowiem o to właśnie chodzi w ideologii, żeby wyznawać ją z przekonaniem i pełną świadomością dokonanego wyboru.

Będąc nacjonalistą – nie da się wysiąść na przystanku, który nazywa się np. niepodległość lub sprawy socjalne, albowiem nacjonalista ma te kwestie wpisane na trwałe we własne pojmowanie Narodu i działanie na rzecz jego dobra. Nacjonalista nie uznaje innego dobra jak dobro narodowe i działanie na rzecz Narodu, ze wszelkich swoich sił i starań. Owszem w pewnych sytuacjach – może dopuszczać kompromis, może stosować pragmatyzm, jednakże w ostateczności – zawsze liczy się tylko i wyłącznie wyznawany cel nadrzędny.

Celem nadrzędnym dla Narodu jest jego państwo – które tu uwaga, wcale nie musi być państwem narodowym w rozumieniu państwa mono narodowego. Jeżeli nie ma konfliktu w państwie pomiędzy współistniejącymi w nim Narodami – nie ma problemu z istnieniem państwa wielonarodowego, czy też państwa narodowego uznającego i szanującego w swoim państwie funkcjonowanie innych narodowości. Nie ma z tym współcześnie żadnego problemu i wielonarodowość struktur państwowych, w tym ponad narodowych nie budzi niczyjego zdziwienia i nie stoi w sprzeczności z wielką ideą państwa narodowego jako ideału afirmacji Narodu.

Nie może być zgody na sytuację odwrotną – nie może istnieć Naród bez państwa, ponieważ to zawsze kończy się konfliktem, gdyż Naród nie zniesie krzywdy. Państwo jest podstawowym atrybutem afirmacji Narodu, a Naród ma obowiązek za ten atrybut nawet zginąć, jeżeli zaistnieje taka potrzeba. Sztuka polega jednak na tym, żeby ginęli inni, a obecnie już na tym, żeby nikt nie musiał ginąć. Jednakże nie do zaakceptowania jest fakt, w którym całe Narody w sposób ekonomiczny pozbawia się prawa do prokreacji! Jednakże jest to temat do odrębnego rozważania. Musimy zapamiętać, że dla nacjonalisty – państwo jest najważniejszym atrybutem afirmacji Narodu. Nie ma i nie może być takiej ofiary, której nacjonalista nie zgodziłby się bezwarunkowo ponieść dla swojego państwa. Tym się właśnie różni nacjonalista od zgniłego neoliberała lub internacjonalistycznego komunisty – Naród zobowiązuje bowiem do wierności państwu, a państwo dba o wierność Narodowi.

Właśnie w ten sposób – na podstawie tego bezgranicznego oddania ujawnia się stosunek nacjonalistów do państwa i do Narodu, dzięki któremu możliwa jest afirmacja. Właśnie dlatego nacjonaliści są porządnymi ludźmi! Byli i będą! To że ktoś splami swój honor – to jeszcze nie oznacza, że przez pojedyncze przypadki można determinować całą wspaniałą zbiorowość, która jak jeden mąż – niczym las dębowy wyrasta z Narodu po 70 latach indoktrynacji ideologicznej i rozwadniania światopoglądów. Obecne odrodzenie narodowe w Polsce – jedynie przyśpieszy w wyniku ucisków i państwowego terroru. I bardzo dobrze! Ponieważ nie ma bardziej oddanych obywateli niż nacjonaliści!

Jeszcze Polska nie zginęła! Ci którzy dzisiaj są prześladowani – jutro będą sięgać po władzę.

5 komentarzy do “Naród, Państwo, Obywatel

  • 9 lipca 2013 o 19:47
    Permalink

    Żałosna prowokacja?
    Napędzana zawodem, bezradnością, rozpaczą?

    Którzy dzisiaj “po 70 latach indoktrynacji ideologicznej i rozwadniania światopoglądów” są tymi polskimi nacjonalistami – “prawdziwymi” nacjonalistami?

    Czy ci http://www.nacjonalista.pl/2013/06/30/polscy-nacjonalisci-na-rzymskim-pikniku-solidarnosci-z-syria/

    czy ci http://www.polskapartianarodowa.org/index.php?option=com_content&task=view&id=133&Itemid=65

    a może ci http://www.nop.org.pl/ ?

    Największe zagrożenia dla Polski to nacjonalizm i klerykalizm – Jerzy Giedroyc

    Odpowiedz
  • 9 lipca 2013 o 20:19
    Permalink

    Doceniam poczucie humoru autora i dodam “jeszcze Polska nie zginęła, póki my żyjemy” powiedziała pewna Rosjanka”.

    Odpowiedz
  • 10 lipca 2013 o 01:19
    Permalink

    @sasanka, @wieczorynka; Przede wszystkim namawiam do podtrzymania przyjaznego dialogu !
    Moim zdaniem Autor nie był ironiczny ani celowo prowokacyjny. Krakauer bywa niekonsekwentny, przedstawia czasem niespójne treści – ale przede wszystkim “porusza temat”. Jeśli prowokuje – to do wzięcia pod rozwagę, spojrzenia z innego punktu widzenia, ponownego “przemyślenia zagadnień poezji”. I chwała Mu za to.
    Co do nacjonalizmu i patriotyzmu, to warto by było przypomnieć sobie słownikowe definicje tych pojęć, bo ich powszechny odbiór (za sprawą precyzyjnie kierunkowanej, pozornie chaotycznej “sraczki medialnej”} jest obecnie pejoratywny, co ze słownikowej definicji przecież wcale nie wynika.
    W dawnych, hipisiarskich czasach uważałem, ze patriotyzm jest postawą niemoralną, niehumanitarną, bo zakłada aprioryczną “lepszość” moich rodaków od przedstawicieli innych nacji, a przecież wszyscy jesteśmy braćmi itd.
    W tamtych czasach wierzyłem, że rzeczywistość nie jest opresywna, “make love not war”, nie ma realnych zagrożeń i konfliktów, jedynie konflikty pozorne, wzniecane przez nienawistne siły komunistycznego systemu.
    Dziś jestem nacjonalistą.
    Nie uważam, żeby mój naród był od innych lepszy (czasem nawet realnie konstatuję, że jest gorszy), nie nawołuję do czystek etnicznych, dyskryminacji, poniżania.
    Ale nie chcę, żeby z przyczyn narodowościowych moi rodacy (w tym ja) byli kiedykolwiek dyskryminowani, oszukiwani, wykorzystywani, poniżani. Chcę, żebyśmy stawali się lepsi, zeby nam się lepiej powodziło, żebyśmy osiągnęli sukces, z którego skorzystają także przedstawiciele innych nacji.
    Miałem w swoim życiu epizod, kiedy musiałem na berlińskim bruku zafunkcjonować w roli “schwarzarbeitera”. Czyli człowieka, który jest wyjęty spod prawa, jest nielegalny.
    Zawsze czułem się ambasadorem Polski. Miałem znajomych i przyjaciół wśród Polaków, Niemców, imigrantów z różnych, często egzotycznych krajów.
    Niemcom nigdy nie pozwoliłem zapłacić za siebie rachunku w knajpie, bywało, że to ja stawiałem, choć nasze zarobki były 10:1.
    Do każdego “turasa” czy “jugola” podchodziłem indywidualnie – zawsze z założenia uważałem go za równego sobie, byłem ciekawy, otwarty na kontakt. Ale to nie wyłączało instynktu samozachowawczego opartego na statystyce: znałem prawdopodobieństwo, że przedstawiciel danej grupy etnicznej będzie mnie chciał oszukać.
    Bo pomimo całego multikulti tam, na berlińskim bruku w latach 90-tych, podobnie jak wszędzie przez całą historię, podobnie jak dziś – toczy się walka o przetrwanie.
    A otaczająca nas rzeczywistość jest opresywna, toczy się ciągła walka, przepychanka, nie zawsze czysta gra interesów. Więc na “jugoli”, “turasów” i “polaczków” szczególnie uważałem. Probabilistyka oparta na statystyce, nic więcej.
    Czy to jest rasizm? Faszyzm? Dyskryminacja?

    Dlaczego nacjonalizm?
    Dziś (świadom, że życie jest nieustanną walką) inaczej rozpoznaję wrogów.
    W najszerszym planie za wroga (mojego osobistego, wroga moich sąsiadów, moich rodaków, ludzkości) uważam zglobalizowaną międzynarodówkę chciwców.
    Która pojawia się w postaci ponadnarodowych korporacji, złodziejskiego systemu bankowo – finansowego, wszechwładzy służb specjalnych różnej proweniencji, a w ostatecznej instancji w postaci powszechnej inwigilacji, dronów, które mordują bez sądu wybrane “cele żywe”, i “misji pokojowych” realizowanych za pomocą bezwzględnej siły militarnej, jak np. w Iraku i wielu innych miejscach globu.
    Ten wróg jest ponadnarodowy, choć statystyka i rachunek prawdopodobieństwa mówią, ze np. większość światowych banksterów jest etnicznie anglosaksońska i żydowska.
    Czy jestem już rasistą?
    Tak zwana wspólna polityka europejska jest de facto po części próbą zakamuflowania bezwzględnej realizacji interesów narodowych państw najsilniejszych, po części realizacją interesów ponadnarodowej (i ponadeuropejskiej) kasty “eurokratów”.
    Z powszechną szczęśliwością “ludu europejskiego” nie ma to żadnych punktów stycznych (poza rzecz jasna koniecznością “wycyganienia” (znów rasizm?) jakiej-takiej pseudodemokratycznej legitymacji od poddanych.

    Nazwijmy rzecz po imieniu. Nasi sąsiedzi realizują swoje narodowe interesy. Nie czyńmy im z tego zarzutu, ale też zadbajmy o swój narodowy interes – patriotyzm i nacjonalizm nie są “be”, zwłaszcza w takim kontekście. Nie dajmy sobie tego wmówić.

    Nacjonalizm, rozumiany jako idea organizująca życie zbiorowości w postaci państwa +- narodowego (z poszanowaniem narodów innych) wydaje mi się jedyną na dziś ideą na tyle nośną, aby mogła zorganizować nas (sąsiadów, naród, Europę, ludzkość) do walki z opisaną powyżej globalną hydrą, rakiem który powoduje, że życie na tej wspaniałej planecie staje się coraz bardziej nieznośne.

    Zachęcam do polemiki i dialogu.

    Proszę bez stygmatyzujących etykietek.

    Odpowiedz
    • 10 lipca 2013 o 06:17
      Permalink

      Szanowny Panie!

      Ubolewamy, że nie przysłał pan tego jako tekst do publikacji. Serdecznie pozdrawiamy z Warszawy. Webmaster Józef

      Odpowiedz
    • 10 lipca 2013 o 18:11
      Permalink

      Szanowny Panie!

      “Krakauer bywa niekonsekwentny, przedstawia czasem niespójne treści ” – ja przepraszam ale ani nie jestem komputerem ani nie mam umysłu jak brzytwa (Jak Józef Oleksy zdaje się coś w tym kształcie…). proszę o zrozumienie.

      serdeczności k.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.