Ogólna, Technologia

Naprawy i modernizacje radzieckich samolotów to i tak droga donikąd!

 Za sprawą zapowiedzi kontraktu na przegląd i być może modernizację bułgarskich samolotów Mig-29 produkcji radzieckiej w jednych z polskich zakładów lotniczych, wyspecjalizowanych w przeglądach i modernizacji sprzętu latającego – stało się głośno o naszych możliwościach przemysłowych w zakresie wyjątkowo wrażliwej kwestii, jaką są przeglądy, remonty i modernizacje sprzętu latającego.

Przede wszystkim, to bardzo dobrze, że potrafimy w kraju dokonywać czynności związanych z przeglądem, naprawami i modernizacją samolotów z byłego bloku wschodniego, w tym tak niesłychanie zaawansowanych technicznie maszyn jak doskonałe samoloty myśliwskie rodziny Mig-29. To naprawdę dobrze świadczy o naszej kulturze lotniczej i pozwala utrzymać przy życiu posiadany zasób tych naprawdę doskonałych samolotów. Możemy być dumni z pracy polskich mechaników lotniczych, jak do tej pory – zdaje się nie mieliśmy żadnych katastrof lotniczych na tej rodzinie samolotów, można tylko gratulować – to wielki sukces.

Wiadomo, że samolot nie lata sam. Nowoczesny myśliwiec jest przerażającą bronią, służy do bardzo skutecznego zabijania, jeżeli jest w rękach odpowiednio wyszkolonych ludzi – to naprawdę niezwykle skuteczna broń. Potrzebujemy jak najsilniejszego lotnictwa, z jak najlepszym zapleczem, tak żeby, – jeżeli nie będziemy produkować, to chociaż samodzielnie remontować, naprawiać i modernizować posiadane konstrukcje lotnicze. Zdaje się, że obecnie ten model przynajmniej w zakresie samolotów po-radzieckich został osiągnięty. To wielki sukces środowiska lotniczego w Polsce – tym ludziom należą się ordery, uznanie i pieniądze!

Niestety nie wiemy niczego na temat tego ile to kosztuje w przeliczeniu na samolot i na godzinę lotu, jaką samoloty odbywają. To jest właśnie kluczowy parametr, w tym znaczeniu, że nie wiadomo ile nas kosztuje utrzymanie jednego samolotu konstrukcji radzieckiej w eksploatacji. Jeżeli weźmiemy pod uwagę fakt, że trzeba jako ich zaplecze utrzymywać zakłady lotnicze – to powstaje pytanie o celowość i efektywność tego typu przedsięwzięcia na przyszłość? Przecież generalnie resursy płatowców tych samolotów – nawet odpornych na wszystko Su-22 mają swoją żywotność, powyżej której nie można ryzykować, ponieważ po prostu ryzykuje się życiem pilotów! W uproszczeniu chodzi o to, że ze względu na przyjętą opcję polityczną sojuszu wojskowego, do którego Polska przynależy, samoloty konstrukcji radzieckiej/rosyjskiej są u nas bez przyszłości. Chociaż co trzeba odnotować, w polskiej prasie branżowej – jeszcze do niedawna, co roku cyklicznie reklamowały się zakłady macierzyste producenta samolotów MIG z Federacji Rosyjskiej, oferujące pełną gamę – autoryzowanych przeglądów, napraw i modernizacji.

W tym kontekście na pewno dodanie do naszego potencjału samolotów po-radzieckich, tych kilku bułgarskich Mig-ów, może poprawić bilans zakładów odpowiedzialnych za naprawy, albowiem także one jak każdy inny przedsiębiorca ma koszty stałe. Warto zauważyć, że zakres naprawczy dla parku lotniczego, dla jakiego świadczone są usługi – jest generalnie stały w średnim okresie czasu i kurczy się w długim. Oznacza to w praktyce mniej więcej tyle, że każdy dodatkowy samolot w naprawie, to poprawa wyniku ekonomicznego przedsiębiorstwa, wyspecjalizowanego w technologii, która nie jest dla nas przyszłościowa, ale obecnie jest fundamentem utrzymania praktycznie połowy naszego potencjału lotniczego.

Nie ma, po co wnikać w to, skąd specjaliści biorą części do tych samolotów, których producent jest w Rosji i na samą wiadomość, że Polacy mają prowadzić nieautoryzowane remonty na pewno nie jest zadowolony, głównie z tego powodu, ponieważ nie zarobi pieniędzy na ich serwisie. Już kiedyś mieliśmy problemy z zakupami silników do tych samolotów, również ich remonty u producenta na Wschodzie nie były tanie. Być może dzisiaj udaje się pozyskać części na „zaprzyjaźnionej” Ukrainie? Najgorszy jest wariant kanibalizowania samolotów, ale tego już się chyba nie robi, bo jest ich za mało, z wyjątkiem przypadków jednoznacznego uszkodzenia płatowca itp.

Problem polega jednak na tym, że naprawy i modernizacje radzieckich samolotów to i tak droga donikąd! Już dawno powinniśmy byli pozbyć się tych radzieckich – podkreślmy bardzo dobrych konstrukcji, a w zamian za to kupić najlepiej nowe – samoloty zachodnie. Następnie dla nich zbudować centrum obsługi z prawdziwego zdarzenia, tak żeby móc samodzielnie przeprowadzać kompleksowy przegląd, remont i mieć zdolność modernizacji dominującej większości systemów nowoczesnego sprzętu. To można wynegocjować w ramach kontraktów offsetowych, jeżeli się je oczywiście odpowiednio zawrze.

Być może z czasem udałoby się nam nabrać tyle doświadczenia, żeby samodzielnie być w stanie składać samoloty z pozyskiwanych i samodzielnie produkowanych części? Każde rozwiązanie z konstrukcjami zachodnimi byłoby przyszłościowe, natomiast ze względów politycznych – inwestowanie we wschodnie technologie nie ma sensu. Chyba, że rząd byłby na tyle odważny, żeby nakazać samodzielną produkcję samolotów „inspirowanych” technologiami, które udało się poznać w procesie remontowo-naprawczym. Wówczas rzeczywiście miałoby to sens, w tym znaczeniu, że moglibyśmy samodzielnie produkować względnie nowoczesne samoloty bojowe, oparte na własnej myśli technicznej, z szerokim wykorzystaniem tego wszystkiego, co oferuje współczesny rynek lotniczy. Taki wariant jest możliwy, wymaga jednak odpowiednich decyzji, inwestycji i konsekwencji. W ciągu 2-3 lat moglibyśmy mieć pierwsze samoloty klasy Mig-29, ale zbudowane na zachodnich, polskich i wszelkiego pochodzenia częściach. Wówczas dopiero można byłoby liczyć koszty, ale zarazem całe przedsięwzięcie miałoby sens i byłoby przyszłościowe.

Przemysł lotniczy to nie są nieznane wody, mamy pewne tradycje lotnicze, mamy pewien potencjał, mamy pewne możliwości, – jeżeli udałoby się to wszystko w miarę złożyć razem, nie można wykluczyć, że bylibyśmy w stanie samodzielnie produkować nieodstające od istniejących na rynku konstrukcje lotnicze.

One Comment

  1. Drogi Autorze! Tekst słuszny i dobry ale szkoda że Pan nie zapytałeś kilku osób które “siedzą w branży” by dodać do tekstu kilku “smaczków”… Ja bardzo mało miałem do czynienia z “Projektem W300” czyli późniejszą Irydą. Ale sprawę Irydy całkiem nieźle znam… Zmarnowane wiele miliardów i tysiące godzin pracy tysięcy ludzi…

    O “nielocie” F16 czyli samolocie jednorazowego startu już Pan pisał wiele razy więc pominę temat… Dodam jedynie że Francuzi oferując Mirage proponowali budowę ich fabryki pod Sędziszowem Małopolskim, zaś wybierając Grippena mieleibyśmy jego produkcje w Mielcu i uratowane WSK Mielec. Dodam jeszcze że w przeciwieństwie do F16 wymagającego dziesiątków osób obsługi i brak kodów do awioniki (jeden sierżant gdzieś w USA jednym kliknięciem może unieruchomić te zabawki) – Grippeny mogą lądować i startować na przysłowiowych pastwiskach a obsługa to mniej niż 10 osób..

    Co do części zamiennych – przed laty pracowałem w firmie która istnieje do dziś i do dziś sprowadza z Rosji i krajów byłego ZSRR części do remontowanych samolotów w zakładzie którego lokalizacji przez zrozumiałe względy nie podam…

    Osobiście odbierałem z urzędu celnego czy poczty różne elementy do Migów i o tym dziwnym procederze można by długie chwile w jakimś urzędzie ochrony kraju opowiadać…

    Ale wszak piloci to pewnie Polacy? A jako Polacy są głęboko wierzącymi ludźmi?

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.