Społeczeństwo

Namnożyło się proto-hitlerków!

 Narzekanie na to, że się nam Polska nieudała to nasz ulubiony sport narodowy, dotyczy to praktycznie wszystkich, w jakiejś mierze także autora tego tekstu. Narzeka się bardzo prosto – wyrażamy niezadowolenie, mówimy że coś się nam nie podoba, bo mogłoby być lepiej, jest niesprawiedliwie w naszym odczuciu, albo co najgorsze – widzieliśmy na zachodzie i mamy porównanie.

Nie ulega wątpliwości, że nasze utyskiwania i uwagi w większej ilości przypadków są jak najbardziej uzasadnione i ich uwzględnienie mogłoby odmienić ten kraj w przysłowiowy raj. Problem polega jednak na tym, że swoje uwagi adresujemy pod niewłaściwym adresem, otóż większość publicystów jak również najnormalniejszych obywateli – niczym niegrzeszących i niewyróżniających się – kieruje swoje żale do ogółu! Tak przeważnie zawsze jest w istocie, chcemy byś wysłuchani przez resztę – żeby inni usłyszeli nasz głos i wzięli go pod uwagę w swoich działaniach, wyborach, czynnościach.

Nie można zrobić nic bardziej błędnego, albowiem taki apel do nieoznaczonego adresata zawsze będzie apelem chybiony, gdyż każdy z nas jest próżny i uważa się za doskonałego – bez względu na to jak śmiesznym bufonem by nie był (nie wyłączając autora tych słów). Dlatego nie ma czegoś takiego jak krytyka skierowana do ogółu! Równie dobrze moglibyśmy sobie wykrzyczeć nasze żale do zsypu na śmieci, albo do gotujących się parówek! Skutek mniej więcej podobny – może ktoś akurat niżej opróżniający kubełek – usłyszy i się zachwyci, może parówka ożyje i będzie kolejny „cud nad Wisłą”?! Dlatego trzeba robić odwrotnie – trzeba konkretyzować, jednakże ponownie nie można adresować krytyki do konkretnych ludzi, albowiem tak naprawdę nikt nie lubi krytyki i prawdopodobnie nawet naczelny „szatan” i symbol wszelkiego zła – sam premier Donald Tusk, słuchając lub czytając o sobie samym – w duchu się śmieje – „frajerze ciekawe, co byś zrobił na moim miejscu”. Jest bardzo prawdopodobne, że taki mechanizm ma miejsce. Z tego względu – trzeba krytykować decyzje i zjawiska a nie konkretne osoby – zawsze dając im przez to szansę na zreflektowanie się i poprawienie danej kwestii zgodnie z przedstawianymi postulatami. Oczywiście w przypadku niektórych osób, krytyka personalna jest już takim standardem, że sama w sobie jest nieskuteczna, – ale to już specyfika naszej demokracji.

Czy zatem malkontentów – stale narzekających na rzeczywistość i zatruwających naszą przestrzeń publiczną należy w jakiś sposób karać? Można też zapytać inaczej – czy np. dziennikarzy prawicowych mediów, którzy mają prawicowe poglądy, czasami faszyzujące i dla wyznawanej odmiany własnej ideologii byliby w stanie nas poszatkować warto zapraszać do poważnych programów i z nimi rozmawiać? Przecież ile jadu, kłamstwa i obłudy można wytrzymać? Poza tym, po co to wytrzymywać? Przecież można tych wszystkich wiecznych „narzekaczy” – odsiać i odrzucić. Dlaczego? Do czego bowiem mają nam służyć wieczni krytycy, którzy sami nie proponują niczego konstruktywnego, a jedynie są gotowi krytykować wszystko i wszystkich, zawsze i wszędzie i to z najczęściej z kretyńskim wyrazem twarzy nadętego bufona, który marzy o seksie analnym z kobietą spotykaną regularnie w windzie, – ale się sam za siebie wstydzi! Co z kolei stanowi dla niego podstawę do poczucia i demonstrowania moralnej wyższości nad absolutnie wszystkimi – w tym także nie po jego myśli przedstawicielami Kościoła dominującego, także w sprawach tą instytucję interesujących.

Nie możemy pozwolić na to, żeby nasza sfera publiczna była zawłaszczona przez różnej maści malkontentów, przecież to nie może być tak, że ktoś np. wyzywa osobę – Annę Grodzką, przejedzie się po jej transseksualizmie, doda do tego, że jako stworzenie w takiej formie zapewne obraża Boga! I w nagrodę zalicza wszystkie redakcje radiowe, prasowe i telewizyjne – kończąc na poczytnych portalach prawicowej-prawicy, gdzie może dowolnie wylewać jad podsycany jadem – opisując, jakie to krzywdy i bezeceństwa spotkały go, jak tenże jedynie dzielił się z bliźnimi swoimi poglądami na temat ww. osoby. Oczywiście takich tematów zastępczych może być więcej, w zasadzie każdą sprawę można potraktować trywialnie i byle jak, spowodować, że ludziom się odechce jeść po wysłuchiwaniu bożo-ojczyźniano-zaściankowej retoryki. Niestety takie podejście nie pcha spraw do przodu, oczywiście zdecydowanie winni są tutaj dziennikarze, bo jeżeli ktoś kogoś poniża publicznie, to tym bardziej nie powinien być zapraszany i wysłuchiwany! Hitlera też by tak zapraszali np. w 1932-gim?

W ten sposób dotknęliśmy sedna problemu, otóż właśnie kanclerza tysiącletniej – w ten sam sposób zapraszano. Powiedział coś ostrego mocnego, natychmiast odpowiedni „funk” roznosił to jak Rzesza była długa i szeroka, a prasa drukowała wielkimi literami. Podobnie dzieje się u nas, ale ponieważ nie mamy, jako Naród szczęścia do wielkich ludzi to się namnożyło takich małym proto-hitlerków, którzy bardzo by chcieli być w centrum uwagi i być wielbieni przez tłum, za każdy gest, oddech, mimikę. Meritum nie ma znaczenia, w zasadzie treści są znane od lat, mieliśmy nawet niedawno powtórkę paskudnej rzygowiny antysemickiej z ust jednego z najbardziej znanych prawicowych publicystów – i co kogoś to oburzyło? Nikt nie widzi schematów?

Na szczęście nasze małe proto-hitlerki są tak żałosne, że wystarczy większość towarzystwa ignorować, duża jego cześć zresztą sama dla siebie urządza non stop noce długich noży. Chłopcy mają używanie na całego! Jak dobrze opanują mnożenie przez podział to już przestaną być zupełnie groźni, – czego im szczerze życzymy – więcej portali, więcej tytułów „od rzeczy”, więcej filmów o mieleniu brzozy smoleńskiej, więcej, więcej, częściej. Niech się uduszą z orgiastycznego nasycenia własną różnorodnością a potem, jako ciekawa nisza – nikną w oczach.

One Comment

  1. Już dawno pisałem, że proto-htlerków (wraz z ich medialnym otoczeniem) należy IGNOROWAĆ!

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.