Społeczeństwo

Najwyższą wartością jest i pozostanie lojalność wobec wspólnoty?

 W naszej kulturze najwyższą wartością jest i pozostanie lojalność wobec wspólnoty, czy też może bardziej podporządkowanie się wzorcom powszechnie akceptowanym jako normę. Tak było przez wieki, które ukształtowały naszą dzisiejszą codzienność, jednakże dzisiaj jest zupełnie inaczej. Nie ma czegoś takiego jak konieczność akceptowania wzorców powszechnie akceptowanych – można wszystko kontestować, a to powoduje że musimy dopuścić nową definicję np. stopniowalnej lojalności wobec wspólnoty jak również zgodzić się na modyfikowalność wzorców.

Nie chodzi tutaj o dyskusję o możliwości dopuszczenia do dyskusji publicznej np. czegoś takiego jak gender, ale w ogóle o dyskusję na temat rozciągania skali wartości, gdyż za gender pójdzie zaraz śmierć na życzenie, potem za kilkanaście lat pozytywna pedofilia, lub trudno sobie wyobrazić co, a przypomnijmy, że zaczęło się od nieszczęścia jakim była emancypacja kobiet.

Dotychczasowy porządek organizujący społeczeństwo, w tym jego wszelkie bezpieczniki systemowe przestał działać – to nie istnieje, nie ma już szacunku dla starszego pokolenia, nie ma poszanowania dla autorytetów, nie ma nawet szacunku dla wartości uważanych dotychczas za uniwersalne – jest jedna wielka niewiadoma i pozoranctwo.

Do niedawna, mniej więcej do początku wojny liczyła się właśnie jako wartość – ta opisana w tytule lojalność wobec wspólnoty. Jednakże i to w naszych warunkach, w rozumieniu lojalności wobec wspólnoty narodowej zostało wyświechtane, zresztą miało złe korzenie, albowiem trzeba pamiętać że Polska sanacyjna, nie była Polską wszystkich Polaków!

Dzisiaj o wspólnocie narodowej nie ma co opowiadać głodnych bajek, chyba nikt się na coś takiego nie nabierze, jedynie nieliczni, jeszcze nie do końca nie rozumiejący, że to wszystko co nas otacza to przede wszystkim jedno wielkie oszustwo mające na celu utrzymanie mas w dyscyplinie i pod kontrolą. Czy się używa do tego haseł narodowych, czy dowolnych – to kwestia odchyleń jak również przyjętej retoryki, czasami ktoś to nazywa polityką, ale to wszystko jest nie prawda. Nie ma dzisiaj wartości za które można by wymagać od ludzi, żeby umierali, tracili majątki, leżeli tygodniami w błocie okopów lub po prostu zabijali innych ludzi.

Globalizacja, a zwłaszcza globalizacja informacji pokazała, że to wszystko nie ma już sensu i nikogo nie interesują bzdury w rodzaju narodowych zadęć. Jeżeli dzisiaj ktoś się śmie unosić w gniewie na kogoś innego z powodów nazwijmy to tradycyjnych konfliktów – to po prostu jest prymitywny. Zamiast prowadzić wojnę bardziej opłaca się myśleć, uczyć i pracować, ponieważ to daje zawsze wyższą stopę zwrotu, no chyba że kraj i społeczeństwo nadal są na poziomie gospodarki surowcowej.

W takim przypadku sprawność systemu jest sprowadzona ponownie do poziomu podstawowego, albo my w ramach naszego systemu, albo oni w ramach ich systemu, prymitywna siła zawsze wyznacza granice możliwości i rozwoju, jeżeli ktoś nas pokona i spali nas dom, zarówno dosłownie jak i w przenośni – nie ma mowy o rozwoju. Trudno stawiać czoła samemu lub bronić się za pomocą wierszy, co prawda w przyrodzie wszystko jest możliwe, jednakże nie można się oszukiwać – liczy się wspólnota i zdolność do jej przetrwania przeciwko zagrożeniom na jakie jest narażana.

Wychodzi w ostateczności na to, że tym co nas spaja i powoduje, że nadal jesteśmy wspólnotą – są zagrożenia, zarówno te wewnętrzne, jak np. przestępczość jak i te zewnętrzne jak wrogie państwo wyznające ideologię napastniczą tuż za naszą granicą.

Jednakże cóż możemy zrobić, jeżeli nasza wspólnota jest konsekwentnie przez lata rozsadzana od wewnątrz i niszczona z zewnątrz w imię cudzych interesów lub nieszczęśliwych eksperymentów ekonomiczno-społecznych?

Niech się wszystko zmienia, zmieniajmy się także i my jako element większej całości, jednakże musimy uważać, żeby nie okazało się że się roztopimy w tych zmianach. Problem polega na tym, że nie ma i nie będzie drugiej szansy.

One Comment

  1. inicjator_wzrostu

    Ja tu widzę kilka lojalności wobec wspólnoty.
    Ten na dole drabiny dochodowej – ma nie kraść, nie mazać po murach i nie zanieczyszczać śmietników.
    Ten pośrodku drabiny – ma płacić wszystkie powinności, dopóki nie przestanie i nie zasili niższej grupy dochodowej. I to jest jego lojalność, że ma wszystko płacić i Państwu i Kościołowi (inaczej omówi mu się pochówku!)
    Z kolei grupa trzecia, stojąca na górze drabiny dochodów – może bezkarnie kraść (oczywiście w rękawiczkach i w świetle reflektorów) i szkodzić pozostałym “dolnym” grupom społecznym.
    Do tego głoszą, że wprowadzają rozwój, jak np. pani wiceprezydent miasta na literę K, z wykształcenia architekt-urbanista.
    Jej ostatnio przejawiana rola, to wyszukiwanie zielonych enklaw do zabudowy, bez zrozumienia że powinna być w mieście również przestrzeń wspólna.
    Powstają przeróżne “Zielone zakątki”, “Jarzębinowe zaułki”, “Jesionowe doliny”, itp. blokowiska, gdzie na parterach nigdy nie ma słońca.
    Ale je deweloper przeznaczy na studenckie kwatery …
    I tak się biznes kręci.
    I to wszystko na sto lat do przodu, takie uszczęśliwianie ludu w imię “rozwoju”.
    I nikt tego nie jest w stanie powstrzymać, bo władający tym grodem na literę K – Książę – tylko panuje.
    Rządzą zwolennicy rozwoju, za wszelką cenę.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.