Polityka

Najgorsze jest to, że może być nam wszystko jedno!

Najgorsze jest to, że może być nam wszystko jedno, kto nami rządzi i w jaki sposób, ponieważ w istocie nie ma to żadnego praktycznego znaczenia, gdyż wszyscy rządzą źle lub jeszcze gorzej, chociaż niektórzy rządzili tak źle, że nawet dzisiaj rządzącym społeczeństwo jest gotowe wybaczyć chyba wszystko, żeby nie było gorzej.

Jeżeli władza była w stanie wmówić społeczeństwu w zasadzie każdą tezę, jaką tylko była w stanie wymyślić, poczynając od Smoleńska poprzez różne cmentarne rozmowy, a kończąc na kwestiach najnowszych nagrań – to ostateczny dowód na to, że dla większości Polaków nie ma praktycznie żadnego znaczenia, co robią ci na górze! Co ciekawe podobnie chyba myślą inwestorzy i rynki, które są wyjątkowo niewrażliwe na głupotę naszych rządzących. Jak do tej pory nic nie było w stanie spowodować w Polsce kryzysu ekonomicznego, czy też kryzysu państwa – kryzys przyszedł do nas z zewnątrz. Przedsiębiorcy nie po to trenowali się w okupacji przez skarbówkę, żeby przejmować się jakimś banalnym kryzysem w rządzie, który jak się okazuje wymyśliły media! Natomiast ten wielki biznes, którego końcówki są w Polsce jest wysoko ponad tym wszystkim, co się dzieje w grajdołku. Z punktu widzenia największych korporacji nie ma żadnego znaczenia, – kto rządzi, liczy się, żeby chronił ich interesy, a w zasadzie kluczowy interes, jakim jest brak opodatkowania kapitału i samowola księgowych zdolnych do rozliczania wszystkiego.

Na naszej scenie politycznej brakuje politycznego dynamitu, który mógłby wzruszyć skały, niewzruszalne w zwykłym stanie spraw. Ten stan nie jest przypadkowy, celowo nasza scena polityczna jest wyjątkowo powierzchowna, żeby cały polityczny spór dotyczył spraw pozornych. Zasada komunikowania się naszej władzy z „ludem” jest bardzo podobna jak konkurencja marketingowa na rynku detalicznym żywności. Tam przedsiębiorstwa konkurują marketingiem i reklamą, żeby tylko nie zmniejszać ceny, podobnie nasi politycy i ich otoczenie konkurują na sprawy pozorne, żeby tylko nie dotykać kwestii kluczowych dla państwa. Wówczas bardzo szybko okazałoby się, że dotykając realnych problemów – nie mają nic do zaoferowania, a kołdra jest zbyt krótka dla wszystkich i mielibyśmy rewolucję społeczną poprzedzoną pojawieniem się prawdziwej lewicy socjalnej występującej w interesie krzywdzonego ludu.

W istocie to nie jest nic nowego, od początku organizacji produkcji w formule państwa – rządząca elita zawsze wykorzystywała utrzymywanie mas w nieświadomości, albo odwracanie ich uwagi od kwestii kluczowych do sprawowania władzy. Nie ma, bowiem nic bardziej efektywnego w relacjach mas z elitami niż kłamstwo lub zmylenie, to najprostszy sposób na zapewnienie bezpieczeństwa i porządku umożliwiającego kontrolę i zarządzanie realizowane przez mniejszość. Istotą relacji jest spowodowanie, żeby większość nie zorientowała się, że pracuje na tych, którzy są na górze właśnie dzięki temu, że posługują się kłamstwem.

W ostateczności jednak, to „kłamstwo” jest w znacznej mierze w interesie mas, albowiem dzięki pozorności relacji i budowanych stosunków, a przede wszystkich spowodowaniu samokontroli pragnień i żądań możliwe jest rozwiązanie przerażającego wszystkich problemu rzadkości. Wiadomo, że dla wszystkich nie wystarcza, albowiem produktywność krańcowa znacznej części społeczeństwa jest poniżej ich potrzeb konsumpcyjnych, poza tym często nie ma czego przetwarzać, albo społeczeństwo odzwyczaiło się od działania na rzecz produktywności – jak w Polsce.

Zawsze istotą władzy jest kontrola nad produktywnością, w tym nad dystrybucją jej efektów, co jest samą kwintesencją jej sprawowania. Władza „dzieli” i dzięki temu, że „dzieli” – rządzi. Jest problem jak nie wystarcza dla wszystkich, wówczas właśnie steruje się sprawami w taki sposób, żeby ludziom było w istocie wszystko jedno. Dzięki temu można przez długie lata rządzić zapewniając sobie wygodę i bezpieczeństwo, a rządzonym przynajmniej nadzieję na to, że będzie lepiej lub w wariancie „hard” tylko ciemne przepełnione cele więzienne.

Reasumując, naprawdę przerażające jest to, że jest już nam wszystko jedno, kto nami rządzi, liczy się tylko to, żeby dało się przetrwać kolejny dzień, kolejny miesiąc, kolejny rok. Do czego to prowadzi? W zasadzie też jest już nam wszystko jedno, ponieważ połączenie indolencji z prymitywizacją kultury doprowadzi w ostateczności do tego, że nie będzie miało znaczenia trwanie państwowości, jako wspólnoty narodowej opartej na wspólnocie dziejów, krwi i języka. Jednakże, może właśnie o to chodzi?

2 komentarze

  1. Artykuł bardzo gorzki, jednak niestety prawdziwy. Takie zachowanie społeczeństwa pamiętamy z XVII, XVIII, XIX wieku, co za różnica kto gnębi? Po przeczytaniu jest mi zbyt gorzko aby napisać więcej.

  2. inicjator_wzrostu

    To już się dzieje.
    Muszą do władzy dojść jeszcze większe miernoty/oszołomy, żeby cokolwiek się zmieniło w Polsce.
    Jeszcze z nostalgią bedzięmy wspominali, jak to dobrze było za Tuska (jak teraz – “za Gierka”)

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.