Najbardziej smutny aspekt ateizmu

Porzucenie religii, jaką znamy spod znaku Krzyża prowadzi do odrodzenia kultu matriarchatu, czyli powrotu ludzkości do ideałów wczesnej organizacji wspólnot plemiennych. Odrzucając objawione sacrum – cywilizacja ludzka pozostaje sama wobec pytań odwiecznych i podstawowych, których ciężar gatunkowy dotychczas mogła wyjaśnić tylko religia, w oparciu o wiarę i cały czas próbuje filozofia w oparciu o swoje reguły.

Człowieka od samych początków jego świadomości od zwierząt różni zdolność do abstrakcyjnego myślenia, jednym z jego przejawów jest rozważanie nad istotą własnego bytowania – istnienia. Pytania – skąd jesteśmy? Po co żyjemy? Dokąd zmierzamy? Od zawsze – przez wszystkie epoki znaczyły ślady myśli ludzkiej, skierowanej na afirmację człowieczeństwa. Kluczowe w tym jest pytanie odzwierciedlające strach człowieka związany ze śmiercią, albowiem jest to okoliczność, której nieuchronność nasila się w świadomości człowieka wraz z wiekiem. Zrozumienie, że nie da się od tego losu uciec, oszukać go, w żadnej mierze mu przeciwdziałać – powoduje refleksję i poszukiwanie szansy na przynajmniej obietnicę zachowania cząstki życia (samoświadomości) po śmierci. Stąd zrodziła się bardzo użyteczna koncepcja duszy, – czyli przyjęcia, że człowiek poza sferą materialną istnieje także w sferze duchowej – na okres jego życia skorelowanej z materialną i ograniczonej w percepcji do poznawania za pomocą cielesnych zmysłów. To dusza stworzyła u człowieka przekonanie, że nie całkiem umrze, a (tu w zależności od interpretacji religijno-filozoficznej) – śmierć jest jedynie przejściem do kolejnego etapu „istnienia”. Jedni przy tym wierzą w reinkarnację, inni w życie wieczne za pośrednictwem zbawienia, jakie umożliwia im Jezus Chrystus itd. Zawsze interpretacja religijna ma na celu dać człowiekowi nadzieję, co sprawdza się w dominującej większości cywilizacji i kultur, religia zawsze była i jest dotychczas prawdopodobnie najdoskonalszym spoiwem cywilizacyjnym i kulturotwórczym. Pewien filozof twierdził, że jest jak „opium” dla ludzi, albowiem umożliwia im przeniesienie aspiracji na życie w przyszłym spodziewanym sprawiedliwym i doskonałym stanie, pozostając biernym i podporządkowanym władzy, którą taką obietnicę za życia głosi.

Przed religią objawioną, którą znamy na dzień dzisiejszy i w której kulturze – czy to się nam podoba czy nie, na co dzień żyjemy, człowiek znał powszechnie rozpowszechniony kult matriarchatu z licznymi boginiami płodności – rozpowszechnionymi we wszystkich nieco zaawansowanych kulturach. W świetle badań – przekonanie o kulcie matki rodzicielki wynikało z domniemania, że w potomku człowieka odradza się jego cząstka, a zatem to płodzenie potomków – zapewniało zdaniem ludzi pierwotnych (z początku znanej nam historii) – przetrwanie poprzez śmierć.

Współczesny człowiek poza wiarą wywodzoną z religii może bez problemu zbudować własny światopogląd, a nawet próbować podważać dogmaty wiary za pomocą prawd filozofii. Często się to zdarza, znamy wielu wybitnych myślicieli, którzy podkreślają wręcz ostentacyjnie, że są niewierzący, czy też wątpią w istnienie Boga. Postawa ta stała się bardzo modna, także w wielu środowiskach licznych wolnomyślicieli i nowych idei, uznających za nadrzędny dogmat swojego dowodzenia – inne wartości niż zbawienie i życie po śmierci, czy też funkcjonowanie po niej, ale na innych zasadach niż proponuje to większość religii. Przez świat przechodzą różne mody, różne mniej lub bardziej popularne ruchy zdobywają wyznawców, członków, fanów, naśladowców. Prostsze formy rytuałów, magii, i inne zabobony – są powszechne w warstwie codziennej człowieka. Przykładowo – wiara w horoskopy, wywodząca się ze starożytnej wiedzy kapłanów przedchrześcijańskich jest na dzisiaj powszechnie rozpowszechniona, kto nie wie z, pod jakiego jest znaku zodiaku niech uznaje się za szczęśliwego człowieka, ale chyba nie ma nikogo, kto by nie słyszał przynajmniej o dwóch odmianach horoskopów. Wszystko to powoduje, że współczesny człowiek świadomie lub nieświadomie jest narażony na odsunięcie od sacrum – wiary objawionej, przy czym proces ten ma indywidualny charakter – nieco odmienny dla każdego człowieka. Nie ma znaczenia rozpatrywanie poszczególnych aspektów tych procesów, liczy się ogólna tendencja. Przeciętnie współcześnie – dzisiaj żyjący w naszej cywilizacji człowiek – jest o wiele bardziej oddalony od wiary i często patrzy na nią przez pryzmat filozofii lub szuka innej ścieżki, sięgając do przedchrześcijańskich rytuałów magicznych itp., zabobonów. Wszystko, dlatego, ponieważ w momencie, w którym wiara spotkała się z rozumem – silnie przez Kościół przez lata ograniczanym – pękła jej nieatrakcyjna powłoka, która w zderzeniu z logicznymi dowodami filozofów nie wytrzymywała, zwłaszcza przy konieczności płacenia za utrzymanie strony obrzędowej objawiania sacrum przez instytucję terytorialno-biurokratyczną, którą przez lata stał się Kościół Katolicki.

Człowiek, od kiedy posiada aparat poznawczy rozbudowany dzięki filozofii, w tym też tej przedchrześcijańskiej – może poszukiwać innych dróg wyznaczających normy życia niż chrześcijaństwo – niekoniecznie przy tym z nim sprzecznych. Jednym z substytutów jest bez wątpienia współczesny humanizm, mający w centrum zainteresowania – człowieka i jego prawa wynikające z przetransformowanej w formule post chrześcijańskiej godności ludzkiej. W zasadzie, w wielkim uproszczeniu jest to chrześcijaństwo – po odjęciu z niego Boga osobowego – nadrzeczywistego żywego i wszechświadomego nadbytu, który zdaniem wierzących stworzył nas na swój obraz i swoje podobieństwo. W zamian za to mamy naturę, teorię ewolucji – rozumianą, jako rozwój samorzutny – a nie jedynie narzędzie zainicjowane przez Boga i cały szereg pośledniejszych teorii, często naukowych i jak najbardziej zweryfikowanych, jednakże odrzucających osobę Boga-stwórcy i pana wszystkiego.

W tych wszystkich narosłych na gruncie filozofii rozważaniach o człowieku oczywiście nie może zabraknąć odwiecznego myślenia o śmierci i poszukiwania odpowiedzi na wyzwanie, jakie ona stanowi. Tutaj oferta humanizmu jest bardzo szeroka, jest wiele odłamów korzystających z różnych szczepów i zlepków myśli filozoficznej, nauki i sięgania do religii – w tym często tych w wydaniu dalekiego wschodu. Przegląd koncepcji życia pośmiertnego obejmuje pełen pakiet – od śmierci absolutnej, po której nie pozostaje nic – znika samoświadomość człowieka, poprzez reinkarnacje a na koncepcjach istot astralnych i zabrania „czegoś równoważnego duszy” przez istoty pozaziemskie kończąc.

Szczególnie ciekawe są postawy ateistów, czyli osób zaprzeczających istnieniu Boga. Dla wielu z nich życie się kończy właśnie w momencie śmierci, a jedyną naturalną deską ratunku – pewnym substytutem nadziei przetrwania jest posiadanie potomstwa, w którym następuje zachowanie łańcucha genetycznego przodków. Przy braku wiary w „koniec świata” i kres człowieczeństwa, który może przecież nastąpić z przyczyn jak najbardziej naturalnych – wręcz mechanicznych (zderzenie z innym obiektem kosmicznym, które już nie raz miało miejsce) – ta koncepcja może wydawać się kusząca. Jednakże to nadal jest tylko i wyłącznie pozostawanie w sferze materialnej, przy pogodzeniu się z wygaszeniem samoświadomości w momencie śmierci, co jest prawdopodobnie najbardziej smutnym aspektem ateizmu.

Wierzący może mieć nad ateistą tą przewagę, że umiera nie tracąc nadziei, którą przechowuje w wierze w Boga Wszechmogącego i ciąg dalszy, który nastąpi po zamknięciu oczu. Ateista natomiast, może cieszyć się jedynie udanym i uczciwym życiem – w tym świadomością posiadania potomstwa. Oczywiście te same uczucia może też mieć wierzący, jeżeli tylko dochował się potomstwa.

Powyższe prowadzi do wniosku, że to kult płodności jest dla ateistów istotą ich wiary, albowiem tylko przez przekazanie kodu genetycznego następnej istocie mogą myśleć o jakieś formule istnienia – bez świadomości, albowiem, co do tego, że nie mamy współświadomości z przodkami na pewno wszyscy jesteśmy zgodni na podstawie własnych doświadczeń. Co ciekawe, jest to w sprzeczności z ideologią wyzwolenia kobiet – feminizmem i wszelkiego rodzaju postulatami gender, albowiem macierzyństwo nie jest sednem współczesnego feminizmu, który podobnie jak humanizm stawia w swoim centrum człowieka – stawia kobietę, jako specjalną formę człowieczeństwa, w domyśle wyższą od równouprawnionej męskiej.

Można spodziewać się, że w przypadku dalszej laicyzacji tak szybko postępującej w naszej cywilizacji nastąpi zwrot do kultu płodności – a w konsekwencji przyznanie kobietom wyższego miejsca w społeczeństwie. Przynajmniej do opanowania bezpiecznej technologii rozmnażania poza ustrojowego!

One thought on “Najbardziej smutny aspekt ateizmu

  • 12 grudnia 2012 o 11:50
    Permalink

    Karol marks w kilku sprawach miał rację, między innymi twierdząc że religia to opium dla mas.

    Tylko nie wziął pod uwagę jednego, że zdecydowana większość populacji ( wprost proporcjonalnie do poziomu inteligencji oraz wykształcenia ) lubuje sie w tym opium.

    Komuniści po 1917 dostrzegli ten problem i dali motłochowi kult lenina, Stalina oraz lokalnych kacyków, a nawet niektóre obrzędy.
    Zaś co do wymuszania pokory to czerwoni uczyli się od katolików bardzo pilnie. Nawet słynne non possumus kardynała 1000lecia dotyczyło wyłącznie podziału wpływów i rządów

    i lud prosty wył ze szczęścia, bijąc pokłony naprzemian Stalinowi i różnym obrazom, świętym źródłom, kamieniom itd.

    W matriarchacie nie widze niczego zdrożnego, zwłaszcza gdy na naszych oczach rozgrywa sie tragedia demograficzna.
    To najstarszy i najprymitywniejszy kult matki ziemi i przenajświętszej macicy. W chrześcijaństwie kilku nawiedzonych mutantów ( nienzwidzących kobiet ) przerobiło prawdy natury na nieprawdy i absurdy wiary.
    Bóg płci żeńskiej ??? dobre żarty, pachnące stosem 😉

    Większość strachu przed śmiercią celowo wywołuje organizacja religijna, taka czy inna.
    W końcu zarabia na pocieszaniu i na pochówku, a jak wiadomo pecunia non olet. A babranie się w padlinie tylko unaocznia motłochowi jego kruchość i konieczność płacenia za tzw pośrednictwo w wyjednywaniu lepszych warunków u bozi…

    Człowiek dojrzały godnie potrafi przyjmować to co natura daje, wystarczy odrobina zrozumienia że jesteśmy cząstką wszechświata.

    Taka zdrowa zasada to ta Bohuna: dzisiaj żyjem, jutro gnijem.

    Ergo bibamus amici

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.