Polityka

Najbardziej anty rozwojowa wypowiedź premiera Tuska

Coś niedorzecznego stwierdził premier Donald Tusk w najnowszym spocie wyborczym Platformy Obywatelskiej, chodzi o niebagatelną kwotę około 300 mld zł, jaką zdaniem rządu ma nam zapewnić Unia Europejska w nowej perspektywie finansowej. Rzekomo „Nasza przyszłość zależy od tego czy wywalczymy te pieniądze”…

Abstrahując od trywialności tego założenia trudno się z premierem Tuskiem nie zgodzić, albowiem jest to bardzo duża ilość pieniędzy, niestety coraz mniej prawdopodobna. Dlatego niezrozumiałym jest, dlaczego rząd uzależnia nie tylko strategię gospodarczą, ale wręcz paradygmat rozwoju kraju od finansowania zewnętrznego. Bogate kraje naprawdę mają kłopoty, nie ma powodu, dla którego mieliby dać Polakom około 70-80 mld Euro, zwłaszcza, jeżeli dysponują piękną wymówką w postaci kosztów ratowania Grecji i innych państw w kłopotach.

Przecież solidarność europejska, o którą tak często apeluje ex premier Jerzy Buzek wymaga poświęceń, a cóż moglibyśmy zrobić piękniejszego niż zrezygnować z walki o pieniądze, które są w tym momencie Europie bardziej potrzebne na innym froncie. Zresztą prawdopodobnie taki scenariusz został już w Berlinie i Paryżu przygotowany i zatwierdzony, jedynie czekają z ogłoszeniem konieczności cięć, aż PO wygra w Polsce wybory, albowiem powtórki z dąsającego się „kartofliska” w Europie nie chce nikt.

O ile do momentu oświadczenia premiera, że nasz rozwój w istocie zależy od pozyskania funduszy unijnych, ich ewentualne zagrożenie mogłoby nie stanowić głównego elementu kampanii wyborczej, to obecnie – uderzenie w ten bęben przez opozycje, może zachwiać pozycją i wiarygodnością Tuska. W praktyce oznacza to, że premier idzie na całość, aby antycypować na ile się da powyborczą klęskę sondażową, albowiem miraż 300 mld może wykorzystać tylko teraz, albowiem jak stwierdził „Wszyscy wiemy, że nikt tego za nas nie zrobi”, to znaczy nikt tego za nas nie zepsuje…

Ten spot należy zapamiętać, albowiem bardzo ciekawie będą wyglądały wypowiedzi klasy rządzącej po tym jak Unia oficjalnie powie, że przykręca Polakom i innym krajom biorcom finansową kroplówkę. Każde stwierdzenie w przyszłości oznacza dla premiera utratę wiarygodności, no, bo przecież obiecał, a jego minister mówił, że mają „mocną drużynę” pokazując panów Buzka i Lewandowskiego.

Niemożna zgodzić się z premierem, nasza przyszłość nie zależy od tego czy dostaniemy te pieniądze, takie myślenie jest analogiczne do mentalności żebraka lub prostytutki liczących ile uda się kolejnego dnia pozyskać od darczyńców lub klientów. Źródłem naszego rozwoju powinny być własne środki, najlepiej akumulowane przez sektor prywatny, w funduszach inwestycyjnych, na giełdzie i w bankach. Wsparciem dla tego powinny być przemyślane działania strukturalne państwa, umożliwiające optymalne wykorzystanie posiadanych zasobów, ukierunkowanie ich na najbardziej opłacalne przedsięwzięcia. Nie można opierać rozwoju 38 mln społeczeństwa na darowiznach bogatych przyjaciół, albowiem w ten sposób stajemy się biednym kuzynem, umiejącym zabiegać jedynie o wsparcie. Oczywiście kasę trzeba brać, jednakże to naprawdę są jedynie okruchy z pańskiego stołu, stołu, który zakrywamy także dostępem do naszego rynku. W tym kontekście wsparcie bezpośrednie bogatej części UE dla krajów beneficjentów należy rozpatrywać nie tylko, jako życiodajną kroplówkę – jak to widzi pan Tusk. Pieniądze te, to prawdziwa solidarność europejska, rozumiana, jako działanie na rzecz wyrównania potencjałów, – czyli jest to realna inwestycja w kohezję Europejskiego Obszaru Gospodarczego. Inwestowanie w Polskę i inne kraje, po stokroć się UE opłaci, albowiem tak jak 100 Euro dla Polaka lub Węgra (życie przez 5-6 dni) to adekwatnie więcej niż dla Niemca (obiad na dwie osoby w średniej klasie restauracji), tak samo te pieniądze pompowane w naszą gospodarkę nadzwyczajnie nakręcają koniunkturę. Oczywiście na niej korzystają także firmy zachodnie, albowiem znaczna cześć środków po prostu wraca do tych krajów.

Reasumując, wypowiedź premiera „Nasza przyszłość zależy od tego czy wywalczymy te pieniądze” to prawdopodobnie najbardziej anty rozwojowa wypowiedź jakiegokolwiek polskiego polityka. Założenie podwiązania ekonomicznego jest równoznaczne z mianowaniem swojego państwa na biedniejszego kuzyna zjadającego resztki z bogatego stołu. Niestety tego premiera cechuje absolutny brak wizji i zdolności do myślenia strategicznego o państwie i gospodarce.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

fifteen + eight =