Po nagraniach zapytajmy o inne sprawy…

Po nagraniach, których z łatwością dokonała niezidentyfikowana grupa „kelnerów” warto zapytać o inne sprawy. Przykładowo na ile państwo jest gotowe do prowadzenia wojny obronnej? Mówimy tylko o takiej, bo o projekcji siły jako przedłużeniu polityki międzynarodowej naszego rządu w ogóle przecież nie może być mowy (poza nową misją w Afryce). Ewentualnie co z klęskami żywiołowymi na dużą skalę? Nie chodzi tylko o powodzie, czy też trąby powietrzne, które generalnie mają charakter epizodyczny (w ostatnich latach). Jednakże co w przypadku katastrofy elektrowni jądrowej w sąsiednim kraju, w którym aktualnie toczy się przecież wojna domowa? Co wówczas? Czy nasze państwo jest przygotowane, żeby dokonać przesiedlenia miasta np. wielkości Kielc?

Można sobie dywagować do woli, wiadomo że żadnej – realnej – Obrony Cywilnej nie ma, a to co jest ma charakter rachityczny, ewentualnie opiera się o energię nielicznych lokalnych zapaleńców, którzy najczęściej poświęcają prywatny czas i pieniądze. Zapasów strategicznych jako takich także nie ma, nie ma czegoś takiego jak określona ilość dóbr przewidziana do zaopatrzenia ludności cywilnej, jeżeli coś takowa dostanie to z pomocy międzynarodowej lub tego co uda się ocalić z potrzeba dla wojska. Nic ponadto, nie ma niczego – przynajmniej w świetle oficjalnych statystyk, bo rezerw strategicznych nie da się traktować poważnie.

Co ciekawe nie robi się też niczego, żeby przygotować społeczeństwo na ewentualne następstwa wojny, klęski żywiołowej lub katastrofy technologicznej – jak wspomniana konieczność przesiedlenia ludności (dla nierozumiejących – z terenu skażonego radioaktywnym opadem). Przecież masowa migracja mieszkańców z jednego miasta musi oznaczać przygotowanie dla nich miejsc w innych miastach. Czy ktokolwiek rozważał w jaki sposób dokonać takiej dyslokacji ludności? Wedle jakiego klucza? Jak po wojnie – kwaterunek pod lufą karabinu? Jeżeli tak, to wedle jakich kryteriów mamy to robić w drogich domach, w których ludzie żyją sobie wygodnie a jak w starych blokach, gdzie żyją często po trzy pokolenia w jednym dwupokojowym lub trzypokojowym (szczęśliwcy) mieszkaniu? Przecież oczywistym jest, że elita nie pozwoli sobie sama zrobić krzywdy i wymyśli sposoby, żeby jak najwięcej przesiedleńców „upchać” w slumsach. Czy ktoś pomyślał, jakie to może nieść ze sobą skutki polityczne? W ogóle trzeba zadać pytanie, czy w przypadku konieczności przeprowadzenia tego typu inżynierii społecznej – w ogóle demokracja przedstawicielska w obecnym kształcie byłaby w Polsce do utrzymania?

Nasze państwo niestety musi się ciągle przygotowywać na to co stać się może, wedle najczarniejszych znanych nam scenariuszy, jakie tylko znamy z historii i jakie tylko możemy sobie na przykładzie obecnie rozgrywanych konfliktów wyobrazić. W naszym interesie – konkretnie w interesie każdego Polaka jest takie przygotowanie kraju i społeczeństwa na ewentualnie możliwe zagrożenia, żeby społeczeństwo na poziomie samorządów lokalnych i wspólnot sąsiedzkich oraz jednostkowo – mogło w miarę bez większych strat zamortyzować ewentualne dramaty, jakie mogą się wydarzyć. Oznacza to konieczność zupełnego przewartościowania wszystkich kwestii związanych z funkcjonowaniem państwa, zwłaszcza w relacji z obywatelami. Konkretnie państwo nie może traktować obywateli tylko i wyłącznie jak stada niewolników, których można eksploatować do śmierci, ale powinno zacząć inwestować i wspierać tworzenie kapitału relacji społecznych, w tym w szczególności małych wspólnot lokalnych skupionych wokoło samorządów. Nie mamy innej możliwości stworzenia sieci i struktur amortyzujących wszelkiego rodzaju problemy funkcjonalne.

Trudno jest tutaj zacząć od czegokolwiek, bo całe państwo wymaga zmian, przede wszystkim wymaga nieco innego spojrzenia na samorząd, w tym na jego jednostki pomocnicze (sołectwa, dzielnice). Wymaga to pogłębionych analiz, zakładających budowę modeli różnych – dla poszczególnych części Polski, albowiem trzeba uwzględnić cały szereg czynników, począwszy od kwestii związanych z ukształtowaniem terenu a na wewnętrznej mechanice wspólnot lokalnych kończąc. Im szybciej tego typu prace zostaną przeprowadzone tym lepiej, ponieważ czas nie jest generalnie naszym sprzymierzeńcem. Ewentualny reset jest zawsze możliwy, a to że nie będziemy mieli na niego wpływu to kwestia oczywista.

2 thoughts on “Po nagraniach zapytajmy o inne sprawy…

  • 27 czerwca 2014 o 09:33
    Permalink

    Artykuł ciekawy i ważny. Bo sporo pytań WYMAGA odpowiedzi.
    Komentuję jako jeden z nielicznej grupy absolwentów szkoły podchorążych rezerwy gdzie “odbębniałem przymusowe wojsko” po studiach w 1984 roku. O ile wiem już ten “kierunek” szkolenia nie istnieje. Informacje i szkolenie było niezwykle ciekawe i przygotowujące nas, osoby z różnych kierunków studiów technicznych do działań w przypadku może nie tyle “wojny” ale raczej różnych klęsk żywiołowych, katastrof chemicznych, zagrożenia promieniowaniem. Dzięki temu przeszkoleniu nie panikowałem w czasie “czarnobylskim”, byłem do wielu scenariuszy teoretycznie doskonale przygotowany…
    O ile wiem jeszcze śladowo istnieje OHP w Polsce. W “tamtych latach” – było “to” i doskonale działało. Skoszarowani byli młodzi ludzie, którzy z uwagi na kategorię nie mogli iść do “normalnego wojska”. Odbywali szkolenia w zakresie OC, a także uczyli się i pracowali w różnych firmach… Dla wielu młodych ludzi, często z biednych rodzin, często z marginesu – była to szansa na naukę zawodu…
    Jak widać były u nas różne i całkiem dobrze działające systemy na “wsjakij słuczaj”…
    Jak oglądałem w “ruskiej tivi” reportaże na temat przyjmowania uciekinierów z Ukrainy – to gęba się w niedowierzaniu otwierała, jak doskonale oni to wszystko organizują. Szybko powstające miasteczka namiotowe, aprowizacja, lekarze, dokumenty itd…
    A przecież skala zjawiska uchodźców z Ukrainy jest OGROMNA!!!! Prawie pół MILIONA ludzi, z tego około 20 tysięcy w miasteczkach namiotowych oraz szkołach i na prędce zaaranżowanych budynkach użyteczności publicznej, jak szkoły, ośrodki wypoczynkowe, stanice turystyczne itd…

    Do Serbii i Bośni kilkuset rosyjskich ratowników wraz ze sprzętem poleciało chyba na 3-ci dzień po wystąpieniu powodzi…
    Naszym władzom zabranie się za to i wysłanie małej grupki ratowników zabrało ponad tydzień czasu…

    Nas nie trzeba “najeżdżać”. Wystarczy jak się wykolei pociąg z chlorem czy amoniakiem…

    Nikt nie wie jak się zachować bo nie uczą tego w szkole jak to robiło za moich lat…

    Odpowiedz
    • 30 czerwca 2014 o 20:43
      Permalink

      Jak zawsze- ma Pan racje- nie uczą, nikomu nic do tego….Nie chce tu jakiejś głupoty strzelić, ale uważam, że nie taki ten “komunistyczny” styl nauczania( nawet biorąc szkoły podstawowe)był zły…. A teraz, odnoszę wrażenie, że im więcej głupoli się nakształci, tym lepiej dla państwa, bo takimi łatwiej rządzić. No to odstępstwa od głównego tematu- a więc, żeby nie doszło do katastrofy jądrowej( co nie wykluczone w tym wariackim państwie, jakim teraz jest Ukraina, gdzie już są wysadzane w powietrze gazociągi, jak zapowiadał ten cały główny wariat Jarosz),Polska powinna aktywnie uczestniczyć w stabilizacji sytuacji w tym kraju. Jak doprowadzić do chaosu i wojny domowej to było komu( Sikorski dobrze temu się przyłożył) to i posprzątać tam też niech będzie komu.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.