Wojskowość

Nadal nikt nie chce umierać za Gdańsk, nawet Niemcy…

 Zauważalne coraz bardziej rozczarowanie polskich elit – nieudolnością, brakiem realnego działania i nie istnieniem faktycznych gwarancji obronnych ze strony No Action Talk Only (NATO) jest nie do ukrycia. Coś takiego jak zdolności obronne Sojuszu NATO, są inne wobec jego starych członków, a inne wobec członków drugiej kategorii, pełniących rolę bufora. Po wojnie na Ukrainie – jednoznacznie ujawniła się asymetria przyzwyczajeń polskich elit w postrzeganiu sojuszy. Niestety jest już za późno na stawianie warunków i mówienie o oczekiwaniach.

Polskie elity solidarnościowe (w rozumieniu obozu opozycyjnego), były przyzwyczajone do myślenia o sojuszach w kategoriach takich w jakich byliśmy jako państwo w Układzie Warszawskim. Znały taki Sojusz, w jakim jako państwo tkwiliśmy. O którym można było powiedzieć bardzo wiele, jednakże co do jego realnego i funkcjonowania, nikt nie miał żadnych wątpliwości, nawet wielu chciałoby je mieć, ale ich mieć nie mogli ponieważ radzieckie czołgi w NRD istniały naprawdę i co jakiś czas grzały silniki. Układ Warszawski był realnie działającym, uzbrojonym po zęby sojuszem państw demokracji ludowej, mającym na celu obronę i stabilizację istniejącego porządku międzynarodowego. Układ Warszawski był do tego zdolny w całym szeregu spektrum obronności. Istniała doktryna, oparta o ideologię. Ze stwierdzonego w doktrynie stanu zagrożenia wynikały plany obronne, które wojskowi przerabiali na konkretne plany działań obronnych w wielu wariantach z użyciem broni masowego rażenia włącznie. Z planów wynikała organizacja i uzbrojenie wojsk Układu, których skuteczność działania była sprawdzana systematycznie podczas licznych ćwiczeń całych armii. Do tego funkcjonował system dyżurów bojowych we wszystkich rodzajach sił zbrojnych, które miały swoje czasy reakcji na rozpoznane zagrożenia. Armie narodowe odpowiadały za bezpieczeństwo swoich odcinków oraz wydzielały kontyngenty do współdziałania operacyjnego. Przykładowo Ludowe Wojsko Polskie wedle ujawnianych obecnie założeń miało m.in. zająć pas wybrzeża bałtyckiego RFN i Danię.

Najważniejszą wartością dodaną wynikającą z tamtego układu była stabilizacja, która pozwalała nie bać się wojny. Społeczeństwo pamiętało wojnę i okupację, a władza ludowa i stworzony przez nią system były w pełni spójne w przekazie informacyjnym, że wojny nie będzie, bo potęga zjednoczonych armii Układu Warszawskiego, była w stanie dać odpór wszelkim rewizjonizmom. To przeświadczenie o pewności bezpieczeństwa ogólnego było powszechne przez prawie 35 lat (1955-1990 – 31 III 1991 – rozwiązane zostały struktury wojskowe Układu Warszawskiego). Wyrosły w nim co najmniej dwa pokolenia, w tym jedno – młodzieży, która nie pamiętała już wojny, ale za to z jej szeregów rekrutował się w znacznej mierze kwiat naszej opozycji. Ci ludzie doskonale wiedzieli co to znaczy Zasadnicza Służba Wojskowa, gdzie rodziny gremialnie uczestniczyły w uroczystościach związanych ze złożeniem przysięgi przez rekrutów, gdzie słyszano słowa o wierności Ojczyźnie i sojuszu ze Związkiem Radzieckim. To wszystko traktowano bardzo serio, bo Sojusznik był poważny. Niechętni systemowi, wiedzieli od małego z czym mają do czynienia – jaka jest to potężna struktura i zarazem pewna w działaniu.

Porównując kalendarze, w NATO jesteśmy formalnie już dwa razy krócej (od marca 1999), niż byliśmy w Układzie Warszawskim. Natomiast odczucia wszystkich są zupełnie inne, a nasiliły się po ujawnieniu okoliczności wynikających z generalnej paniki wywołanej przez wojnę domową na Ukrainie. Pierwszym istotnym sygnałem pokazującym ekspertom, że coś z realiami NATO jest nie tak, był ujawniony brak tzw. planów ewentualnościowych Sojuszu dla Europy Środkowej po wydarzeniach na Południowym Kaukazie w 2008 roku, kiedy to wojska Federacji Rosyjskiej były zmuszone dokonać stabilizacji regionu. Wówczas okazało się, że jesteśmy na mapach operacyjnych – CZYSTYM BUFOREM, do ewentualnego rozwinięcia sił sojuszniczych o ile sojusznicy uznaliby na podstawie art. 5 Traktatu, że jesteśmy zmuszeni , bez własnej winy się bronić na własnym terytorium. Dla wielu ludzi z branży był to wówczas prawdziwy szok, ponieważ deklaracje polityczne okazały się zwykłą fikcją, bez najmniejszego pokrycia w rzeczywistości. Nie było nawet przysłowiowych papierowych planów, a jeżeli takowe pokazywano, to bez niezbędnej infrastruktury i logistyki na wschód od Łaby. Powyższa próżnia miała swoje źródła w politycznych ustaleniach Zachodu z Michaiłem Gorbaczowem, któremu obiecano że NATO nie przesunie fizycznie swojego potencjału poza posiadane rubieże. Najbardziej przeraziło to państwa bałtyckie, a po nich dopiero podchwycili to niektórzy polscy dziennikarze i publicyści, jednak sprawa w oficjalnych kanałach komunikacji nie istniała poza gronem ekspertów. Realia zostały przysłonięte „mini-ćwiczeniami”, udziałem w drogich misjach zagranicznych, w różnych konfiguracjach i przecinaniem wstęg po poświęceniu nowych F-16 i innych zakupionych i otrzymanych z Zachodu systemów uzbrojenia.

Polska polityka jest oparta o myślenie magiczne. Proszę tego nie mylić z „realizmem magicznym”, znanym z literatury latynoamerykańskiej. Polskie myślenie o polityce jest w zasadzie, poza niewielkimi wyjątkami – w pełni magiczne. Inaczej nie mogłoby być przemilczane coś takiego, jak wieloletnie narażenie państwa na przegraną wojnę z powodu nie zapewnienia należytej komunikacji z sojusznikami w języku map wojskowych. Mówimy o sprawie tak elementarnej i fundamentalnej, że jej nieistnienie powinno być powodem co najmniej działania Trybunału Stanu, a nie otwierania szampana przy okazji wysyłania polskich żołnierzy w samochodach rolniczych na zagraniczne misje wojskowe.

Wobec zakodowanego rozumienia pojęcia SOJUSZ, jako COŚ działającego skutecznie, prawdopodobnie wszyscy milcząco zakładali, że są stworzone plany współdziałania do których po prostu zostaniemy „dopisani”, jako element wzmacniający Sojusz i w ten sposób wszyscy skorzystają na kolektywnej obronie blokowej. Ten błąd był wiele razy utwierdzany przez głupią i naiwną propagandę sumującą budżety obronne poszczególnych krajów NATO, co zebrane razem do kupy miało stanowić dowód o potędze Sojuszu np. w stosunku do Federacji Rosyjskiej.

Część publicystycznego mainstreamu, przedstawiała sprawę zgodnie z opiniami niektórych reżimowych polityków, w świetle których nie można było o tym jawnie mówić, gdyż w sposób dorozumiany zakładano, że te sprawy były tajne ALE MUSIAŁY BYĆ! Okazało się, że było to jednak jedno wielkie pisanie patykiem po nadmorskim piasku.

Szambo się rozlało po panice towarzyszącej pierwszym dniom ukraińskiej pacyfikacji Donbasu. Kiedy Federacji Rosyjskiej udało się uratować z ukraińskiej wojny domowej Krym, wtedy jeden z ministrów rządu w Polsce krzyczał prawie panicznie o dwóch ciężkich brygadach NATO na wschodniej granicy, premier sugerował wojnę na pierwszego września i zapanowała atmosfera ogólnej paniki – a znikąd realnej pomocy. Zwłaszcza z Niemiec, które jak się okazało, nie mają prawie w ogóle armii. Około pół roku później przez Europę Wschodnią przejechał się jakiś amerykański batalion piechoty zmotoryzowanej, budząc entuzjazm ludności, co wprawiło sojuszników w duże zakłopotanie. Gdzieś na polu we mgle wylądowały amerykańskie śmigłowce, na Morzu Czarnym pojawił się podobno jakiś amerykański niszczyciel.

Niedawne spotkanie w Bukareszcie opuszczonych sojuszników ukazuje pustkę realności zobowiązań NATO wobec krajów szeroko rozumianego międzymorza. Same plany podobno już są, ale nie ma na to żadnych dowodów, co zresztą i tak nie ma żadnego znaczenia, ponieważ nie widać rozwinięcia logistyki i infrastruktury wojskowej, niezbędnej do prowadzenia realnych działań. Poza pojawieniem się w Polsce na pewnym etapie rozwoju histerii baterii rakiet Patriot z Niemiec, które bez głowic w złotych ustach naszych polityków miały strzec naszego nieba, tymczasem w rzeczywistości chodziło o sprawdzenie skrajni kolejowej dla platform na jakich był przewożony sprzęt NATO. Oczywiście potem nasz rząd ogłosił, że chce te rakiety kupić. Czy to jest śmieszne, czy straszne oceńcie państwo sami.

Obecnie dla uspokojenia opinii publicznej mówi się o rotacyjnej obecności wojsk zachodnich w sile kompanii, eskadry itp., na terenie Polski i innych krajów regionu. Nawet rząd podpisał porozumienie z USA w sprawie przyjęcia i magazynowania ich sprzętu, ale to nie będzie potencjał zdolny do zapewnienia realnej obrony wschodniej flanki NATO. Problem polega na tym, czego się w Polsce nie mówi, poza lapidarnym stwierdzeniem o sprzeciwie Niemiec, że nie ma ze strony Zachodu z USA włącznie, woli politycznej do umocnienia wojsk Sojuszu w naszej części kontynentu. Po prostu jesteśmy państwem buforowym, drugiej kategorii, które tak jak nie może liczyć na rozbudowę przemysłu, czy sektora finansowego, również nie może liczyć na obronę na serio. Nadal nikt nie chce umierać za Gdańsk, nawet Niemcy…

10 komentarzy

  1. Świetne, wspaniała lektura na niedzielę – jak tam wpłaty dla Fundacji, ja zrobiłem przelew jak obiecałem

  2. Doskonale realistyczny i zarazem gorzki tekst.

    Magiczne rozumienie polityki przez rządzące Polską elity, rodem ze styropianu – powoli pokazują IZOLACJĘ kraju w Europie.

    Do Mińska Polski nie zaproszono.

    Na spotkania UE na Malcie – nikt nie pojedzie.

    Rosja to dla przyszłej Pani Premier – PRZECIWNIK, co nie przeszkadza Jej gotować posiłków na RUSKIM GAZIE …

    Czysta paranoja, nikt nie uwzględnia w tym MAGICZNYM UPRAWIANIU POLITYKI – realiów i interesów handlowych Polski, np. producentów rolnych ze ściany wschodniej.

    Autor bardzo trafnie zauważył WKODOWANIE pojęcia SOJUSZ w polskich głowach od czasów Układu Warszawskiego.

    Ale okazało się, że jako OBSZAR jesteśmy tylko CENNYM buforem dla Sojuszu, z 97 000 armią (1/3 to urzędnicy), bez obrony przeciwlotniczej, bez artylerii, ze szczątkowym lotnictwem i bez marynarki wojennej.

    Zauważenie posługiwania się MAGIĄ w polskiej polityce jest cennym wkładem Autora w rozwój światowej politologii, czego mu szczerze gratuluję.

    Współczuję za to Polkom i Polakom, jako OBIEKTOM oddziaływania tych CZARÓW i MAGII.

    Skoro uprawiana jest magia, to politycy powinni nazywać się MAGAMI albo CZARNOKSIĘŻNIKAMI.

    Najgorsze jest to, że ta atmosfera MAGII opanowała głowy wszystkich polityków, a wzmacniają to media mainstreamu.

    Straszne, w epoce broni masowego rażenia, komputerów i lotów w kosmos.

    • Wylaczy sie prad i nie bedzie zadnych komputerow, lotow w kosmos i broni.masowego razenia…
      To wcale dlugo nie potrwa, jak do tego dojdzie, w Niemczech juz sa tego poczatki z z pradem z wiatru i slonca, ktorych nie da sie magazynowac …

  3. Dzień Dobry
    Artykuł zaklasyfikowałbym do kategorii Polityka a nie Wojskowość, ale tam już się przelewa od takich bezeceństw i śmieszności że może i faktycznie lepiej tu.
    Słowem dobrze napisane w bardzo łagodny sposób kierując ku publice opis bieżącej sytuacji, który ja swego czasu ograniczyłem do lapidarnego “jesteśmy sami”. Po prawdzie nikt za nikogo nie będzie umierał bo tak działa bizantyjski porządek rzeczy który przedarł się do zmarniałej kultury zachodu i zdominował takież myślenie. Wygląda na to że cywilizacja łacińska prócz greckiej i rzymskiej kolebki, ostała się jedynie w państwach “pomiędzy światami”, w miejscu gdzie według obecnych danych od 4 tys lat żyjemy My. Tam zaś nikt za nikogo nie będzie umierał i to nie najnowsza koncepcja bo doświadczenie w nieumieraniu za Warszawę czy Gdańsk jest tam duże podobnie jak prowadzeniu “dziwnych wojen” a jednocześnie podtrzymywaniu więzi gospodarczych z agresorem póki temu faktycznie nie “odwali”.
    Bo jaki sens inny niż PR, jest utrzymywać więcej niż kompanię, związek taktyczny który w szczycie może ma ze 100 chłopa wszystkiego. Kompania może świetnie brzmi medialnie ale gdy przychodzi co do czego to nawiązując do tego co napisałem przy poprzednim artykule te 100 chłopa to może być OT dla obrony gminy albo załoga dla jednej(!) baterii OPL.
    Jesteśmy sami i tak musimy planować. Na pewnych szczeblach tak planujemy realizując obronną doktrynę ale na zbyt wielu innych wciąż mamy głupców którym marzą się wojny i podboje, głupców którzy wierzą w papierki i sojusze.
    Żyjemy we względnie bezpiecznych czasach a Ci którzy żyją w kraju może i narzekają ale mogą się cieszyć względnym bezpieczeństwem i stabilizacją. Pamięć o wojnie jest żadna a wśród tych co pamiętają coraz słabsza i coraz mniej ich żyje z nami. Niewielu doświadczyło wojny, garść zaledwie wie jak naprawdę wyglądała Jugosławia czy Gruzja, Irak czy Afganistan, Libia czy Egipt. Niewielu wie jak wyglądała i jeszcze wygląda sytuacja w Donbasie czy na terenach zajętych przez zakapiorów z PI. Żyjemy w świecie w którym gadające głowy z telewizorów sprzedają nam sojusze i zapewnia bezpieczeństwa i współpracy jak ciepłe bułeczki. Wciskają nam te bajeczki dla potłuczonych, kity o garbatych aniołkach i co jest naprawdę przerażające, większość w to wierzy.
    Tyle że Świat tak nie działa, Świat tak nie wygląda i w przewrotności wszystkich górnolotnych idei i frazesów jest to że temu one właśnie służą. Byśmy w nie uwierzyli i wierzyli. Taki bizantyjski plan pewnie by się udał gdyby nie to że należymy do cywilizacji łacińskiej. Nie jesteśmy maszynami. Opieramy się na greckiej filozofii, rzymskim prawie i chrześcijańskich wartościach (nawet ateiści). To nas odróżnia. Dlatego potrafiliśmy umierać za Anglię, za Wolny Świat od przymusu na bizantyjską modłę. NIe dlatego że tak trzeba ale dla tego że każdy z Nas w swoim umyśle przeanalizował dlaczego.
    Udanej niedzieli
    Pozdrawiam

  4. No cóż pokolenie znające z autopsji okropieństwo II wojny światowej już wymarło. Zmarła też moja mama, która w wieku 5 lat była świadkiem rozstrzelania swoich rodziców, a sama ratowała się ucieczką w wyższe od niej zboża i kilkudniową tułaczką aż do odnalezienia przez dalszą rodzinę. Starzeje się też moje pokolenie tych którzy okropieństwo wojny znają poznali nie tylko z lekcji historii, literatury, filmu; ale i z roszonych łzami relacji uczestników i świadków tych strasznych czasów. Dzisiaj dojrzałość osiąga pokolenie znające wojnę z filmów o Rambo. Oni ufni w propagandowe zaklęcia (podobnie jak nasi pradziadkowie w latach 30-tych XX wieku) bardziej myśli o łupach z nieprzebranych skarbów Rosji , jak o ciężarach wojny. Wydaje się więc , że jako naród znów (jak przed 80 laty) osiągamy “dojrzałość wojenną” i chłoniemy idee współczesnej Ligi Morskiej i Kolonialnej aby z: taczanką wz.36, lancą wz. 1913 i (ponoć znakomitą) szablą wz.34; aby ruszyć na Wschód. Nie zapominajmy przy tym układ sojuszy obronnych mamy na mniej-więcej tym samym poziomie co w 1939r.
    P.S. Ze zdziwieniem dowiedziałem się, że młodzież z magisterium (nawet humanistycznym) nie słyszało o pięknym wierszu Juliana Tuwima zaczynającym się od słów: “Gdy znów do murów klajstrem świeżym przylepiać zaczną obwieszczenia….”
    Link: https://poema.pl/publikacja/2614-do-prostego-czlowieka

  5. Z tą MAGIĄ to jest na serio.

    Co dziś zapodaje cccccccc.pl?

    “Ksiądz zaproszony przez posłów Zjednoczonej Prawicy poświęcił sejmowe pomieszczenia zajmowane jeszcze niedawno przez parlamentarzystów Twojego Ruchu. – Chcemy wypędzić złe duchy. Tu odbywała się walka dobra ze złem – mówią posłowie.”

    Jeszcze do tego politycznego CZARNOKSIĘSTWA Kościół wciągają!

    Jednym słowem: “Czary, mary, upiory, kajdany, powstania, wrogowie za każdym winklem, spiski, zdrady, bolszewia, masony. Apages satanas!”

  6. W “nowej” konfiguracji polityczno – militarnej NIKT,NIGDY
    nie miał, i nie będzie miał w planach umierać za “jakiś”
    Gdańsk.

    CI którzy oczekują podobnej ofiary w imię ‘jakiejś
    solidarności” są GŁUPCAMI a ich polityczne
    mrzonki – są po prostu niebezpieczne dla dalszego
    bytu Narodu.

    JEDYNYM realnym sojuszem na którym można było polegać – był UKŁAD WARSZAWSKI,nigdy wcześniej
    ani później Nasza NIEPODLEGŁOŚĆ i SUWERENNOŚĆ
    nie była aż w takim stopniu zabezpieczona!!

  7. ludzie kochane, NATO jest nie od tego aby bronić się przed “wrogiem zewnętrznym” tylko aby:
    – PILNOWAĆ “ładu konstytucyjengo” w krajach satelitów US,
    – KUPOWAĆ sprzęt tylko produkcji USA,
    – bardzo mile jest widziane aby satelici US zgrupowani w NATO CZYNNIE (własnymi siłami, sprzętem a PRZED WSZYSTKIM na swój kosz) “zwalczali terroryzm”, “bronili prawdziwej WOLNOŚC/DEMOKRACJI/PRAW CZŁOWIEK/EKOLOGII” a przy okazji bronili interesów OLIGARCHII USA (oczywiści nie na koszt tylko aby ta oligarchia przytuliła kilka groszy).
    Recepta jest jedna i prosta: YANKEE, GO HOME albo GET LOST WANKERS/RED NECKS a na nasze: WYP……ĄĆ do siebie, do Hameryki.

  8. a jeszcze jedno: dlaczego ktoś ma umierać za RPjakiśtamnumer, kraj specjalnej troski jakim jest na własne życzenie.

  9. ECH! Nasz ‘odwieczny” problem,polegający na ułożeniu
    właściwych relacji na linii władza – Naród ,zapowiedź
    silnej – pewnie czyha na Nasze wolności(nawiązuję
    do czasów gdy Narodem była wąska grupa uprzywilejowanych, “urodzonych”).

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.