Wojskowość

Nadal jesteśmy porażająco słabi, jako system państwowy

 Od lat nic się nie zmienia na lepsze, nadal jesteśmy porażająco słabi, jako system państwowy. Jakaś większa katastrofa żywiołowa, ewentualnie do tego jeszcze jakiś bunt społeczny – ludności poszkodowanej w katastrofie i leżymy. Nie ma nas w tym znaczeniu, że nasze państwo nie posiada możliwości sprawczych w działaniu mającym na celu przywrócenie normalnego funkcjonowania infrastruktury i siedlisk ludzkich na swoim terenie.

Nie mamy obrony cywilnej ani obrony terytorialnej, jak również nasze służby ratunkowe są przerażająco słabe. Mało, kto ma świadomość, że w trakcie ostatniej powodzi strażacy ochotnicy – pracowali w ramach nadgodzin za darmo. Państwo nie miało możliwości wypłacić im pieniędzy za nad wykonania jak również udzielić wolnego, ponieważ nie miałby, kto ratować sytuacji. Wojsko zawodowe jest tak niesłychanie drogie w utrzymaniu, że nie może być mowy o skierowaniu głównie skadrowanych oddziałów do kopania rowów odwadniających, poza tym im także za to trzeba zapłacić. Nie ma w ogóle kategorii pracy dla dobra publicznego ratującej sytuację w razie zagrożenia, można nawet posunąć się do przejaskrawiającego stwierdzenia, że ten, kto pracuje ten frajer, ponieważ nikt mu za to nie zapłaci.

Całe szczęście, że nie ma u nas „poważnych” trzęsień ziemi jak również nie ma wielkich katastrof klimatycznych, chociaż już nawet to, co mamy, czyli ostra i długa zima, jak również susza – daje się nam wystarczająco bardzo we znaki. Widać bezradność służb komunalnych, zwłaszcza „zaskakiwanie” drogowców. To w ogóle nie powinno mieć miejsca, tego typu zdarzenia powinny być regulowane w sposób automatyczny. No, ale jest jak jest, naprawdę lepiej nie myśleć, co by się stało, gdyby się stało znowu coś poważnego np. skażenie naszego terytorium przez awarię w elektrowni atomowej w państwie sąsiednim. Przerabialiśmy to po Czarnobylu, jednakże to było w innych realiach, dzisiaj prawdopodobnie dla nierozprzestrzeniania się paniki – nie powiedziano by o zagrożeniu odpowiednio wcześnie.

O wypadku wojny i zajęcia części lub całości terytorium przez siły przeciwnika nawet lepiej nie myśleć, ponieważ nie mamy praktycznie żadnych rezerw, nie mamy schronów, nie mamy bunkrów. Ludność może liczyć tylko na własne piwnice i na to, co ma w lodówkach i spiżarniach. Materiały opatrunkowe, środki do kontroli, jakości i uzdatniania wody – to wszystko w razie problemów będzie na wagę złota. Do tego wszystkiego brakuje procedur – czy ktokolwiek ma jakiekolwiek pojęcie o tym, w jaki sposób się zachowywać w trakcie wojny? Co z obłożnie chorymi? Osobami starszymi? Czy będzie wypłata rent i emerytur? System kartkowy? Kto ma i jak ma sprawdzać jego szczelność w realiach prywatnego handlu? Czyżby nasze społeczeństwo nie było skazane na wyginięcie przez tą elitę? Przecież to oczywiste, że w razie braków w zaopatrzeniu ludzie skoczą sobie do oczu i przetrwają silniejsi. Osoby starsze, słabsze, samotne nie mają żadnych szans na przetrwanie. Zresztą ma szansę tylko ten, kto jako pierwszy będzie miał broń, oczywiście pod warunkiem, że będzie na nieokupowanym fragmencie kraju, ponieważ okupacja wyklucza cokolwiek.

Jest zrozumiałym, że nie ma na nic pieniędzy i nie myśli się na poważnie o obronie cywilnej, jednakże można, chociaż opracować stosowne procedury i pozwolić obywatelom na zapoznanie się z nimi. Duża część społeczeństwa posiada dostęp do mediów elektronicznych – nie powinno być problemu z dotarciem informacyjnym, a poza tym można przecież bez problemu zamówić specjalne wkładki do gazet lokalnych i ogólnokrajowych jak również zapewnić plakatowanie i uruchomić poważną kampanię informacyjną. Chodzi głównie o to, żeby ludzie widzieli jak bardzo od ich indywidualnych zachowań zależy uniknięcie paniki na szczeblach wyższej agregacji. Nie ma, bowiem większego wroga dla organizacji społeczeństwa w razie kłopotów niż chaos i panika.

Trzeba uświadomić decydentów i społeczeństwo, że jeżeli dzisiaj żałuje się parę złotych na ulotki, książeczki, akcje w szkołach, wyższych uczelniach, dobrą stronę internetową – i nie doprowadzi się do powstania pewnego zasobu wiedzy w społeczeństwie pozwalającego oczekiwać zaprogramowanych (pożądanych) zachowań w momencie kryzysu, to trzeba będzie te pożądane zachowania wymuszać kolbami i kulami.

One Comment

  1. Czarnowidztwo @Autor uprawia.
    Nikt nam nie zagraża.
    Sami powodujemy zagrożenie dla siebie samych.
    Głównie poprzez BYLEJAKOŚĆ (katastrofa Tu154 w Smoleńsku) i zgoda na BYLE JAKIE RZĄDY Muminków z PO.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.