„Naczelnik państwa” oceni rząd?

graf. red.Jest dobrze! Dobra zmiana w natarciu, ale mogłaby się bardziej starać, nikt nie może czuć się bezpiecznie, wszyscy muszą pracować jak najwydajniej i wszyscy muszą dawać z siebie wszystko. Pani premier Beata Szydło okazuje się niezależna, ale tylko jako swojego rodzaju eksperyment. Chyba cała nadzieja w panu ministrze Morawieckim, który jednak ma za małe kompetencje, bo Ministerstwo Finansów, to jedna z twierdz III RP.

Mózg staje. Po prostu mózg staje, wysiada, wychodzi bokiem, wyłącza się, przestaje przyjmować bodźce elektryczne. Nie ma czegoś takiego już jak percepcja – jest jedna wielka instrukcja wykonywania, wcześniej odgadywanych oczekiwań jedynie słusznego „naczelnika państwa”.

Mózg staje i zachowuje się w sposób powyżej opisany z jednego prostego powodu, mianowicie, – dlaczego czcigodny „naczelnik państwa” nie został sobie po prostu premierem, jako najpotężniejszy polityk w kraju? Nie został, ponieważ wówczas rozliczano by jego! Co oznacza mniej więcej tyle, że pan „naczelnik”, nie bierze odpowiedzialności za władzę, o która aspirował i będzie zachowywał się jako jakiś superwizor, dający sobie prawo do nadzorowania polskiej demokracji. Niestety – rządzenie nie jest takie łatwe jak krytykowanie rządzących. Żeby być rzeczywiście Naczelnikiem, to trzeba mieć autorytet, a tutaj ten pan autorytetu nie ma, a na pewno u większości społeczeństwa, które obraża sortowaniem!

W ujęciu generalnym mamy, więc taką oto sytuację, w której premier okazała się politycznym zderzakiem – eksperymentem? Co ma dwie strony – pierwszą bardzo dobrą, albowiem to znaczy się, że dobra zmiana jeszcze nie powiedziała ostatniego słowa i pan „naczelnik” prawdopodobnie doskonale rozumie wady i niedostatki obecnej funkcyjnej. Drugą bardzo złą – skoro, to nie jest ostatnie słowo dobrej zmiany, to znaczy się, że może być gorzej po kolejnej nominacji.

Powstaje pytanie – pan Morawiecki, czy pan Prof. Gliński? Obaj mają aspiracje, jeden był już nominowany, o drugim nie bez powodu przeciwnicy polityczni rozpuszczają plotki o rzekomych osobistych ambicjach. Oznacza to mniej więcej tyle, że w obozie dobrej zmiany może dojść do spięcia, ponieważ okres „zderzakowania” pani Szydło, to miała być taka rozbiegówka? Dopiero teraz zobaczymy, jako pójście w pełny wysiłek prac dla kraju, dla dobrej zmiany, jak pan „naczelnik” namaści jednego ze swoich nominatów.

Z tych dwóch na pewno pan prof. Gliński byłby szanowany i miałby posłuch w partii, a to mogłoby zagrozić pozycji pana „naczelnika”. Co do pana Morawieckiego, to jeszcze go nie zdążyliśmy poznać. Sam plan, jaki przedstawił wygląda obiecująco, zastrzeżenia do strony finansowej są znane i powszechnie funkcjonują w obrocie, zgłosiło je równolegle wielu znanych ekonomistów, w tym niektórzy profesorowie byli nadzwyczajnie krytycznie. Jednakże Szanowni Państwo – na bezrybiu i rak – ryba! Chodzi o to, że wreszcie podchodzi się do myślenia o państwie z perspektywy planowania strategicznego, co oczywiście formalnie nie jest niczym nowym, jednak tutaj mamy mieć połączenie wszystkich elementów, jakie funkcjonują w sferze publicznej i prywatnej. Nie można tego planu przekreślać, zanim nie poznamy szczegółów. Jednak można i należy bić na alarm, że zaraz przekroczymy 3% PKB długu publicznego i Komisja Europejska bezwzględnie rozpocznie procedurę podwyższonego deficytu. To wymusi na nas konsolidację finansów publicznych, ponieważ jeżeli tak nie postąpimy, to może się skończyć ograniczeniem dostępu do funduszy unijnych. Wówczas nie będzie mowy o żadnym planie, ponieważ trzeba będzie oszczędzać pieniądze.

To się nazywa mieć zmysł polityczny prawda? Trzymamy się na tylnym fotelu, wyluzowani, bez stresów, zachowując dystans oraz czyste konto społecznego poparcia. Ktoś kiedyś powiedział, że kontrola jest najwyższą forma zaufania. Już mniejsza z tym, kto to był, ale jak widać to działa także i w naszym kraju na progu XXI wieku.

Potem będzie można powielić manewr z panem Morawieckim, który okaże się kolejnym zderzakiem. Może porządzi sobie dwa lata? Być może, nie można aż takiej łaskawości wykluczyć? Potem w czwartym roku, na drugą kadencję – będzie można samemu zostać premierem. Jednak tylko wtedy, kiedy będzie się chciało i będą po temu przesłanki. Czy to nie jest genialne? To się nazywa wygrać życie…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.