Społeczeństwo

Muszka łakomczuszka – polska ofensywa „złotych spódniczek” – uwaga tekst antyfeministyczny!

 Ale banalnie wychodzi chciejstwo i pazerność kobiet, niestety nasze panie dają o sobie niesłychanie negatywne świadectwo poprzez postepowanie niektórych, co ambitniejszych. Parcie na karierę, po trupach, za wszelką cenę, wkręcanie się dzięki urodzie – i owszem kompetencją, ale jak się okaże, że kompetencje są ograniczone to robi się krzyk – „no przecież się uczę” – „Jak można ode mnie wymagać żebym się znała na czymś, z czym nie miałam dotąd nic wspólnego?”; „Uczę się – odczepcie się!” A że zmarnowałam szanse na karierę kilkunastu kompetentnym facetom, dla których dziedzina, którą bezczelnie zawładnęłam – była istotą życia to nic nie szkodzi, – ponieważ ja będę ładniej wyglądać przed kamerami – jak będzie ważne – długo oczekiwane – wydarzenie i o to tylko chodzi o ten jeden moment – żeby mój mocodawca ładnie wypadł – zrobię mu tło miniówkę i szpilki „zajefajne” założę – kamera zrobi zbliżenie – faceci się nakręcą a baby, co ich nie stać będą zazdrościć – och, ach jaka jestem wielka!!!

Niestety zaprezentowany model myślenia to codzienność wielu współczesnych Polek, które realizują swoją karierę poprzez aspekty poza merytoryczne – np. łóżka, wanny, pokoje hotelowe i innego rodzaju niegodne zachowania – starając się za wszelką cenę dostać na odpowiednio wysokie stanowiska dzięki własnym wdziękom, albo dzięki temu, że pan Prezes chce mieć ładną „paprotkę” obok siebie w Zarządzie, pan profesor na katedrze lub pan premier w Radzie Ministrów. Co ciekawe często te staranniejsze się doskonale uczą, mają świetne wyniki i zapowiadają się wyśmienicie – i faktycznie, jeżeli dobrze trafią, co do zasady – doskonale realizują się, jako np.: szwaczki, kucharki, lekarki, laborantki, pielęgniarki, księgowe a czasami nawet nauczycielki. Generalnie zasadą jest, że kobiety z zasady doskonale nadają się do funkcji odtwórczych w zorganizowanej rzeczywistości – niewymagających nadzwyczajnych zdolności organizacyjnych, gdzie dzięki swojej dokładności i nieustępliwości mogą osiągnąć sukces i przede wszystkim trudno jest coś zepsuć.

Ale dramat się zaczyna jak jakaś mała cwaniara wyobrazi sobie, że mogłaby zając się czymś twórczym a nie daj boże – jeszcze miałaby coś stanowić, budować – organizować. Wówczas daną dziedzinę, instytucję, sferę życia publicznego czeka chaos, banalizowanie, wydanie na pastwę emocji – a przede wszystkim nasze panie zawsze w każdym wypadku – stawiają na pierwszym miejscu siebie – a nie ideę, której służą, nie mentora, – który wprowadził na stołek… liczą się tylko one to, jakie są wielkie no i oczywiście to, że wszystko osiągnęły własną pracą… Jeżeli ktoś widzi tu przesadę niech się zastanowi nad tym, co twórczego ostatnio wymyśliły kobiety – może coś, na czym opiera się nasza cywilizacja? Państwo?

No i mamy całe tabuny „złotych spódniczek” w szkołach – gdzie panie nauczycielki psują całe tabuny pokoleń, na uczelniach – gdzie bez sukcesów próbują cokolwiek sensownego osiągnąć, pchają się nawet do Wojska, Policji i innych służb zarezerwowanych z racji problematyki dla mężczyzn. I niestety najczęściej stale wszędzie ponawia się ten sam negatywny scenariusz – przychodzi spódniczka i rozpoczyna się rozpacz danej instytucji, – bo szefowa „się uczy”! I nie można jej krytykować, – że „głupia jest” i że się nie nadaje, – bo przecież nie wypada krytykować kobiety! O dziwo, najczęściej cierpią inne kobiety, – które ambitna szefowa usuwa, jako znające się na rzeczy i myślące zagrożenia.

O ile można jeszcze zrozumieć tego typu problemy na poziomie konfliktu o podział pracy na zmiany w sklepie całodobowym to, jeżeli chodzi o Radę Ministrów – tego typu kwestie – jak np. jawne przyznanie się do nieposiadania kompetencji merytorycznych powinny być bezzwłocznie napiętnowane i stanowić przyczynę do wycofania się decydenta, – który uszczęśliwił dany dział administracji publicznej – daną złotą spódniczką.

Sytuacja, z jaką mamy obecnie do czynienia w polskim rządzie to po prostu wyraz robienia sobie jaj z Polaków – albo jakiejś skrywanej słabości decydenta – z prawdopodobnych powodów, o które w epoce kamerek w telefonach komórkowych nie trudno…

Jednakże, tak naprawdę istotny jest tu inny aspekt, otóż w służbie publicznej podwładni (interesariusze wewnętrzni organizacji) mają prawo domagać się efektywnego i skutecznego zarządzania – podobnie jak społeczeństwo (interesariusze zewnętrzni) mają prawo do korzystania z efektów działania całej instytucji publicznej. To odróżnia sferę prywatną od publicznej – w prywatnej decydują właściciele – oni wybierają osoby zaradzające powierzając im działanie. W sferze publicznej – nawet uczestnicy wewnętrzni organizacji – są jej właścicielami, – o czym często się w polskiej administracji zapomina. Czynnikiem, który za tym przemawia są środki publiczne, bardzo trudno jest udowodnić, że przełożony, – który sam jawnie przyznaje się do braku kompetencji merytorycznych w dziedzinie, którą zarządza – decyduje o alokowaniu środków publicznych w sposób efektywny, oszczędny i ogólnie właściwy. Innymi słowy – przełożony niekompetentny nie stwarza rękojmi efektywnego wydatkowania środków publicznych, z tego tylko i wyłącznie powodu, – ponieważ jako podmiot powołany do zarządzania strategicznego na najwyższym poziomie kierowania strategicznego nie ma wiedzy merytorycznej umożliwiającej podejmowanie prawidłowych (optymalnych) decyzji oraz co jest ekstremalnie ważne – równoległej oceny kosztów „utraconych korzyści”. Każdy, kto kiedykolwiek o czymś poważnym decydował – wie, że podjęcie decyzji zarządczej wymaga rozpatrzenia tych dwóch komponentów procesu decyzyjnego. Wystarczy to sobie prześledzić na zasadzie decyzji o zakupie samochodu – nowy – używany, diesel, benzyna… ile problemów, ile zagadnień, ile komplikacji… nie wystarczy wybrać tylko koloru… to zdecydowanie za mało.

Reasumując kompetencje kobiet są przeważnie fasadowe, za nawet najlepszymi dyplomami nie kryje się samodzielność i zdolność do podejmowania krytycznych decyzji. Kobiety zasłaniają swoją niekompetencję poprzez feminizm. Każdy zarządzający ważnymi sprawami publicznymi musi być merytorycznie kompetentny, lub przynajmniej powinien umieć milczeć i uśmiechać się. Jeżeli sam przyznaje się, że „się uczy” to naprawdę nie powinien zajmować się daną dziedziną. W naszym kraju nie ma czasu na improwizację. Nie stać nas na edukowanie „złotych spódniczek” kosztem spraw państwowych.

Ile jeszcze jest takich muszek łakomczuszek?

17 komentarzy

  1. Stach Głąbiński

    Przypuszczalnie w tym felietonie chodzi o jakieś konkretne zdarzenie lub o konkretną osobę? A może o coś innego?
    https://sites.google.com/site/stachglabinski

  2. Gdyby to dotyczyło tylko kobiet, to by było “pół biedy”. Niestety mężczyzn jest takich więcej- wykazujących parcie na karierę, po trupach, bez kompetencji.
    Poza tym, głównie to oni decydują, o stanowiskach dla kobiet. W danym przypadku (bo przecież wiadomo o kogo chodzi )to tak jak obwiniać “produkt” za to, że powstał, a nie jego producenta (mężczyznę). Obwiniać kobietę za to, że nie można oprzeć się jej urokowi. Może czas popracować nad sobą.

    • Dziękuję Pani/u xxx

      Potwierdził/-a Pan/-i moją tezę o nepotycznym charakterze karier złotych spódniczek.

      Serdecznie pozdrawiam

  3. Raczej, chciałam podkreślić nepotyczny charakter karier w ogóle, nie tylko złotych spódniczek. Zauważanie braku kompetencji tylko u jednej ze “stron” jest co najmniej niezrozumiałe.

    Z wypowiedzi wynika ogólnie, że przeciętna kobieta jest odtwórcza, niedecyzyjna, a mężczyzna kreatywny, decyzyjny. Eh, to jest myślenie naiwne, powiedziałabym, że typowo męskie. Grzech braku wiedzy merytorycznej dotyka obie strony, myślę, że z równym natężeniem. Ale niestety niektórzy zdają się o tym nie wiedzieć.

    Chciałam też podkreślić, że fakt promowania “tylko” ładnej kobiety ” jakiejś małej cwaniary” świadczy, również o poziomie promotora ” wielkiego naiwniaka”

    A może ułatwienie kobietom dostępu do realnych rządów jest szansą na wreszcie jakąś poprawę spraw państwowych.

    Serdecznie pozdrawiam

    • Nie za bardzo rozumiem problem…
      Wydawało mi się zawsze, że kompetencje biorą górę nad nie kompetencją. Kariera zaś nie jest równoznaczna kompetencjom, a tzw. plecom i parciu …
      Jednak winienie ręki za to, że ,,głupoty robi” jest błędne, za rękę i jej działania odpowiada ,,głowa”…
      A ta ,,głowa” już straciła kontrolę nad swymi członkami, i nad swym otoczeniem też.

  4. jedni spódniczkom inni mniemaniem o sobie i siłom przebicia blokujac mnóstwo innych kompetentnych kobiet i nie kobiet. Tekst uważam o tyle szkodliwy, że znowu tak na prawdę odwraca uwagę od tego co istotne od kompetencji, a o tym na poziomie płciowej ogólności poważnie rozmawiać się nie da. Nie znoszę kobiet mówiących o mężczyznach i mężczyznach mówiących o kobietach. Wiadomo, mężczyzna nie ma uczuć kobieta kompetencji. Gratuluję głębi spojrzenia.

    • Proszę o więcej obiektywizmu i umiejętność wzniesienia się ponad standardowe podziały na “my pokrzywdzone” i “oni szowiniści”

  5. Co do pewnej ministry, to przecież ona wcale nie ukrywała swojej niewiedzy i mimo to jej przełożony (mężczyzna) postnowił powierzyć jej stanowisko. Tak więc jeśli chodzi o brak kompetencji i odpowiedzialności to jest remis.
    I tak jest w wielu przypadkach. A opisany powyżej model zachowania to według mnie bardziej kwestia charakteru/typu człowieka niż płci.

  6. bełkot frustrata…

  7. Przykro mi, ale tekst beznadziejny pod względem ortograficznym, interpunkcyjnym, stylistycznym i każdym. Jestem facetem, więc może mógłbym się zgodzić z jakąś myślą, która autorowi zaczęła kiełkować, ale niestety nie udźwignął wyzwania jakim było jej wyartykułowanie. Jak można co trzecie zdanie zaczynać od “ale”? I w ogóle jakiekolwiek?!

    • Tak może pisać tylko baba podszywająca się pod faceta której zrobiło się przykro że ktoś napisał o niej – brutalną ALE prawdę. No chyba że Michu300 czuje się kobietą? ha ha ha

    • Nikt i nic nigdzie nie jest idealny. Nie stać nas na korektę, jeżeli mógłby ją pan sfinansować – będzie nam bardzo miło.
      Tymczasem proszę przyjąć najmocniejsze wyrazy współczucia ze względu na negatywne doznania interpunkcyjne, ortograficzne, stylistyczne i każde jakich był pan zmuszony doświadczyć czytając ten artykuł. Zawsze zapraszamy – także do publikowania.

    • Wolałabym, żeby niepodobało się panu to co autor napisał – bo to przecież samcze bzdury, a co do formy, no cóż – ktoś kiedyś powiedział że samczyki (uzywając języka autora) mogą uczyć się aktywnie tylko 15 minut za każdym podejściem – więc widocznie autor – samczyk kiepsko się miał…

  8. tekst jest banalnie doskonały, dotyka samej istoty samego sedna kobiecości w jej współczesnym wampiryczno-narcystycznym wydaniu. Popieram!

  9. Fakt faktem że autor to szowinista, ale generalnie relacje pomiędzy kobietami są jeszcze brutalniejsze niż się samcom wydaje

  10. Uśmiałam się jak norka – autor musi mieć fantastyczne poczucie humoru!

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.