Ekonomia

Musimy zejść z deficytem i zmienić strukturę zadłużenia!

 Jak najszybciej jak się tylko da, najlepiej w perspektywie tego roku budżetowego musimy zejść z deficytem budżetowym tak bardzo jak się tylko da. Głównie poprzez redukcję zbędnych i marnotrawnych wydatków, jednakże warto także pomyśleć o zwiększeniu dochodów – opodatkowując bogatszych. Im szybciej powrócimy do III-ciego progu podatkowego tym lepiej, albowiem każde kilka miliardów w naszej sytuacji jest na wagę – wiarygodności w kontekście wypłacalności państwa. Podobnie nie można mieć złudzeń i trzeba wszystkich uprzywilejowanych włączyć do wspólnego systemu emerytalnego. Niestety proszę państwa – lepiej już było!

Zmiana struktury zadłużenia musi polegać na przesunięciu zadłużenia w takiej skali, w jakiej się da na zadłużenie krajowe. Nie możemy pożyczać więcej nic w walucie zagranicznej, państwo można zadłużać tylko w złotówkach – jednakże najpierw trzeba w sposób inteligentny zrolować zadłużenie zagraniczne – zamieniając tyle zadłużenia krótkoterminowego na długoterminowe ile się da.

Powodem, jaki uzasadnia tak gwałtowne działania w zakresie zarządzania finansami państwa, w zasadzie nawet zmianę jego dotychczasowej polityki w tym zakresie jest problem stóp procentowych na globalnych rynkach finansowych. Póki, co jest bezpiecznie! Stopy procentowe są w istocie zerowe o ile nie ujemne – uwzględniając inflację. Jeżeli natomiast gospodarka amerykańska odnotuje istotny wzrost to reakcja Rezerwy Federalnej będzie jak najbardziej naturalna i oczywista. Warto pamiętać, że w USA rok podatkowy trwa od pierwszego dnia października do ostatniego dnia września roku kolejnego. Rzutuje to na statystykę i prognozowanie wszelkich wielkości – obecnie np. Amerykanie są już w drugim kwartale roku budżetowego 2013, który trwa od 1 stycznia do 31 marca 2013 roku. Oznacza to, że na koniec marca ich dane budżetowe będą odzwierciedlały dane dla połowy roku podatkowego, czyli już większość rzeczy o gospodarce będzie wiadoma. Dla nas marzec to tak naprawdę początek roku, kiedy jeszcze wszystko się może zdecydować – funkcjonujemy w zdecydowanie innym rytmie, jednakże właśnie, dlatego trzeba te różnice uwzględnić, gdyż sygnały z gospodarki amerykańskiej będą dla nas decydujące.

Nagle może się okazać, że będziemy w nowej rzeczywistości – podwyżka stóp procentowych w USA będzie dla nas oznaczała wzrost kosztów oprocentowania długu zagranicznego oraz kolejnego każdego długu – potrzebnego do obsługi deficytu budżetowego. Dlatego wszystko, co możemy zrobić to odpowiednio antycypować – na tyle na ile się da – a musi się dać, gdyż w przeciwnym wypadku możemy zdziwić się mocno – w kolejnym roku, kiedy to nagle trzeba będzie drastycznie podnieść podatki, albowiem progi bezpieczeństwa konstytucyjnego odnośnie zadłużenia zostaną gwałtownie przekroczone. Wówczas jak zwykle społeczeństwo zapłaci za sposób uprawiania polityki przez rządzących. Zważywszy na to, że byłoby to przed rokiem wyborczym – trudno sobie wyobrazić ponowienie sukcesu wyborczego rządzącej partii w takich realiach.

Jeżeli zlikwidujemy deficyt budżetowy i to w szerokim rozumieniu tego słowa – system finansów publicznych będzie się bilansował (razem z ZUS, KRUS, NFZ), to jest szansa, że poradzimy sobie z ewentualnym wzrostem odsetek od zadłużenia, w przeciwnym wypadku w razie wzrostu stóp procentowych do ich wartości sprzed kryzysu – obsługa zadłużenia zagranicznego może okazać się trudnym problemem o randze problemów, jakie miała gospodarka PRL po gwałtownym wzroście stóp procentowych w USA pod koniec epoki Gierka.

Mści się wieloletnia polityka życia na kredyt, zwłaszcza w sektorze socjalnym. Brutalna prawda jest taka, że niestety nie mamy wyjścia i chyba trzeba będzie zrobić krzywdę emerytom, albowiem ich świadczenia są zbyt wysokie w stosunku do możliwości płatniczych państwo, chyba, że rząd wybierze drogę drenażu podatkowego. Co przyniesie przyszłość zobaczymy, nie można mieć złudzeń – na tą chwilę jest jak jest i nic się na to nie da poradzić, albowiem nie mamy praktycznie w ogóle żadnych zasobów umożliwiających jakiekolwiek elastyczne działanie. Natomiast wzrost stóp procentowych to przykra konsekwencja wesołej polityki dowolnego drukowania dolara, jaka miała miejsce w ostatnich latach. Nie mamy na to żadnego wpływu, a będziemy prawie na pewno dodatkowo poszkodowani w wyniku presji na złotówkę, więc w kosztach obsługi zadłużenia trzeba jeszcze uwzględnić ewentualny spadek wartości naszej waluty.

Całość spraw nie wygląda różowo, zwłaszcza w kontekście spowolnienia gospodarczego, co do wzrostu stóp możemy być pewni, albowiem obecna sytuacja ze stopami około zera jest po prostu nienormalna, dla banków centralnych – albowiem jedyne, co mogą to drukować i dla rynków, albowiem stopa zwrotu z kapitału w wielu przypadkach bywa ujemna.

Rząd zapewne ma świadomość, że jakikolwiek drenaż najbiedniejszych, w tym podwyższanie podatków pośrednich – będzie oznaczał bunt społeczny, który objawi się np., poprzez strajk generalny, co także będzie oznaczać realne i konkretne straty dla gospodarki kraju.

3 komentarze

  1. Zgadzam się z autorem . Rząd jednocześnie musi oszczędzać (deficyt) i się zadłużać , żeby maksymalnie wykorzystać unijne dotacje . Konieczne jest likwidacja pokomunistycznych przywilejów (górnicy , kolejarze , wczesne emerytury nadmurówek ) . Niestety związki zawodowe do tego nie pozwolą i będzie bardzo gorąco .

  2. Mści się wieloletnia polityka życia na kredyt, zwłaszcza w sektorze socjalnym
    ————————
    To zdanie uważam za niewłaściwe, to nie społeczeństwo żyło na kredyt tylko kolejne rządy zaciągały kredyt, co z tymi kredytami się stało? oto jest pytanie.
    Polska należy do najbiedniejszych krajów w UE, polityka socjalna w Polsce ma się też nijak w porównaniu do krajów skandynawskich.W krajach Skandynawskich bogaci płacą procentowo wyższe podatki dlatego, że ich dochody są zdecydowanie wyższe i nie czują się /bogaci/ z tego powodu pokrzywdzeni.Moim zdaniem należy wziąć przykład z Islandii, która skutecznie poradziła sobie z zadłużeniem.

  3. Skąd wniosek, że FED podniesie stopy przy wzroście inflacji? Jaka by to musiała być inflacja? FED oraz rząd USA robią wszystko aby ukryć już i tak wysoką, ocenianą przez niektórych na 7-10% rocznie, inflację – najperfidniej przez zmiany metod jej szacowania. Jak na razie nic nie zapowiada zmiany polityki kapitalizacji zadłużenia i aż dziw bierze, że ktoś jest jeszcze gotów kupować amerykańskie obligacje. Nawet jakby stopy procentowe w stanach poszybowały w górę, to skąd presja na złotówkę?

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.