Paradygmat rozwoju

Musimy skończyć z polityką reakcyjnego kreowania fikcji!

 W sprawach międzynarodowych nic się nie zmieniło, jak widać państwa i Narody – nadal do siebie strzelają jak trzeba. Porozumienia regionalne na rzecz bezpieczeństwa, czy też presja międzynarodowej opinii publicznej, nie wykracza poza ramówki głównych programów informacyjnych głównych stacji, posiadających korespondentów zagranicznych. Dlatego umiejętność odróżnienia realnych wydarzeń w polityce od fikcji jest fundamentalna dla brania w niej udziału – grywania i rozgrywania w przeciwieństwie do bycia przedmiotem gry, najzwyczajniej rozgrywanym.

Niestety nasza polityka zagraniczna w przestrzeni regionalnej oraz w wymiarze atlantyckim to nic innego jak polityka reaktywna, skupiająca się na kreowaniu fikcji – przeważnie w postaci tzw. dobrego wrażenia na użytek wewnętrzny. Nie chodzi nawet tylko i wyłącznie o porażkę partactwa wschodniego, które co jest już dzisiaj oczywistym – było częścią większej całości realizowanej przez kogoś innego. Nasz problem polega na samooszukiwaniu się, co do wybranego kierunku i zasadności sojuszy. „Ojcowie założyciele” idei Polski w NATO i Unii Europejskiej traktowali przynależność do struktur zachodnich, jako cel sam w sobie, podczas gdy te instytucje (i inne, do których się zapisaliśmy) to nic innego, jak jedynie ŚRODKI do celu, jakim jest w pierwszym przypadku bezpieczeństwo a w drugim dobrobyt i bezpieczeństwo poprzez dobrobyt. Pod hasłem – obrony przed „wschodnim imperium zła” uczyniono wszystko, żeby zastąpić marzeniami zimną politykę rachunków strategicznych opartych na pragmatycznej analizie sytuacji oraz niedawno odebranej lekcji historii.

Trzeba sobie zadać jedno fundamentalne pytanie – czy bycie krajem frontowym NATO, czyni nas bardziej bezpiecznym niż bycie krajem bliskiego zaplecza Układu Warszawskiego? Bez względu na uzyskaną odpowiedź z tego pytania wynika drugie pytanie, niestety ciągle aktualne nad Wisłą od ponad 300 lat – mianowicie, czy uczestnictwo w strukturach zachodnich jest gwarantem zachowania przez nas niepodległości? Przecież to problem braku ciągłości państwa jest naszym największym problemem na przestrzeni epok, nie ma nic ważniejszego dla Narodu niż utrzymanie państwowości, w której czuje się najlepiej i może się rozwijać. W naszym przypadku, przy naszych sąsiadach – tylko państwo narodowe jest w stanie zagwarantować nam po pierwsze kulturowo-biologiczne przetrwanie a po drugie jakiś poziom rozwoju.

Wszystko to, co do tej chwili uzyskaliśmy z sojuszu z zachodem jest cenne i stanowi dla nas znaczne wzmocnienie, jednakże jest to dużo mniej niż potrzebowalibyśmy dla uwolnienia posiadanego potencjału. Używając prostego porównania – gdybyśmy mieli w kraju odpowiednio wyższy poziom inwestycji, czy to zagranicznych (kwestia współpracy), czy to krajowych (kwestia konkurencji), to te miliony ludzi, którzy pojechali na Zachód wyjmować pampersy spod ich emerytów lub udawać uprzejmych hydraulików – mogłyby zostać w kraju i żyć godnie, budując potencjał i dobrobyt Rzeczpospolitej. To nie nastąpiło, sami byliśmy jak zawsze zbyt słabi, a Zachód, no cóż – woli inwestować w Chinach. Nikogo nie interesuje polski problem emerytalny, bo swoje problemy emerytalne oni rozwiązują dzięki naszemu młodemu pokoleniu pracującemu w ich gospodarkach.

Przez 25 lat transformacji mamy w zasadzie tylko jedno przedsiębiorstwo globalne, zdolne do ekspansji – jednakże jest to przedsiębiorstwo, jakie pozostało po PRL-u, a jego potęga jest funkcją istniejących w kraju zasobów naturalnych. Poza tym – nic, wiele podwykonawców, bardzo wiele małych firm i nic więcej, względną zamożność zawdzięczamy temu, że import towarów kubaturowych jak meble z Dalekiego Wschodu był do tej pory nieopłacalny, więc można je było robić na miejscu i przewozić autostradami na rynki zbytu. Co będzie teraz w erze taniejącej ropy naftowej?

Efektem nieudolnej polityki wschodniej jest zamknięcie rynków Wschodnich, które od zawsze stanowiły dla nas naturalny – pobliski – obszar wymiany handlowej. Nie mamy na to sposobu, nie jesteśmy w stanie zastąpić rynków wschodnich w żaden sposób. Ponieśliśmy straty i będziemy je ponosić, chociaż nie musieliśmy. Prawda, że rzeczywistość w Polsce może być ciekawsza od fikcji? I to, chociaż nikt od nas tego nie wymagał! Polska Chrystusem narodów! Poświęćmy się, tymczasem ukraińskie jabłka widzieliśmy w jednym z supermarketów Moskwy miesiąc temu!

Wystarczy nam kreowania fikcji, potrzebujemy realnej polityki, takiej, która będzie wspierać nasze realnie istniejące i możliwe do rozwinięcia interesy gospodarcze, polityczne i cywilizacyjne. Fikcji już nam wystarczy, mieliśmy jej aż nadto.

One Comment

  1. inicjator_wzrostu

    Właśnie!

    Zejdźmy na ziemię.

    Tę Ziemię!

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.